Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2016

Agnieszka Wojdowicz – „Niepokorne. Judyta”


O cyklu Agnieszki Wojdowicz napisałam już wiele przy okazji poprzednich jego części. Za każdym razem, gdy sięgam po te książki, mam wielkie oczekiwania, które koniec końców zostają całkowicie spełnione. Do tej pory dostawałam świetnie nakreślone tło społeczne, dopracowany i bardzo przyjemny język dostosowany do epoki oraz bohaterki, których historie i osobowości są tak różne i charakterystyczne, że jedyne co przychodzi mi do głowy, to zachwyt. Dokładnie tego chciałam sięgając po finał te historii. Ku mojej radości, właśnie to otrzymałam.

Choć książka jest w pewien oczywisty sposób podobna do dwóch poprzednich, wydaje mi się, że coś się zmieniło. Przy okazji opowieści o Elizie i Klarze społeczeństwo stanowiło ważną i bardzo dokładnie opisywaną sferę – niby działo się to mimochodem, a jednak pozostawało istotne. W przypadku części trzeciej obraz ten również stanowi silne i dopracowane tło, a jednak miałam wrażenie jakby było go mniej. Tym razem to losy bohaterek niepodzielnie rządzą i dominują opowieść. To zaleta, bo dzieje się sporo – autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, mimo że pozornie wydawać by się mogło, że w życiu kobiet nastała wreszcie długo wyczekiwana stabilizacja. Eliza jest przykładną żoną i matką, Klarę spotkała miłość, mimo że powtarzano jej, że nikt nie zechce tak upartej i charakternej panny, a Judyta ma wspaniałą córkę i kochającego mężczyznę u boku. To wszystko stanowi jednak jedynie fasadę, pod którą jak zwykle kryje się wiele problemów.

Fabuła powieści jest bardzo dobrze skonstruowana. Jej główna oś oparta jest o ponowne spotkanie kobiet po dłuższej rozłące i ich wspólny wyjazd do Zakopanego. W międzyczasie przed czytelnikiem stopniowo odkrywane są kolejne tajemnice bohaterek; z każdą kolejną stroną pojawiają się nowe elementy uzupełniające obraz, który udało nam się stworzyć w swoich głowach. Do tego dochodzą nowe wydarzenia, w które wplątują się kobiety; wydarzenia zarówno społeczno-polityczne, jak i obyczajowe. Nie brakuje emocji i ciekawych zwrotów akcji, a całość dąży do mocnego, zaskakującego zakończenia. Wydaje mi się, że historia Judyty to najbardziej wartka i emocjonująca ze wszystkich trzech odsłon cyklu.

Jeśli lubicie powieści historyczne o perfekcyjnie dopracowanym tle, jeśli szukacie niebanalnej historii z pogranicza XIX i XX wieku lub jeśli cenicie silne, niesztampowe postaci kobiece, zdecydowanie zachęcam Was do sięgnięcia po ten cykl. Autorka wykazała się dużą dokładnością zarówno w kreowaniu swoich bohaterek, jak i świata przedstawionego, a przy tym udała jej się bardzo ważna sztuka – nie zatraciła treści snutej przez siebie opowieści. Akcja nie gna może do przodu jak szalona, zwłaszcza we wcześniejszych odsłonach cyklu, ale jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Całość współgra ze sobą świetnie, a poszczególne tomy – zarówno oceniane razem, jak i każdy z osobna – prezentują się naprawdę wyśmienicie. Do tego dochodzi piękna, spójna szata graficzna. Czego chcieć więcej?





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.



Eliza  |  Klara  |  Judyta

sobota, 2 lipca 2016

David O’Doherty (Doktorr Noel Strefa) – „Zagrożeniologia”


Ludzkość na przestrzeni dziejów miała do czynienia z wieloma poradnikami dotyczącymi przetrwania (jestem pewna, że przed wynalezieniem druku istniało dostatecznie dużo przekazywanych sobie ustnie porad, które miały na celu ochronę ludzkiego życia). W tym momencie jednak nastąpiła rewolucja. Mogliście ją przeoczyć, mogła Wam ona umknąć, ale właśnie macie okazję, aby się o niej dowiedzieć. Otóż do tej pory człowiek w swoich działaniach koncentrował się na wyborze i unikaniu najbardziej niebezpiecznych miejsc – to był wielki, wielki błąd. Dlaczego? Otóż (jak wykazuje wybitny badacz, Doktorr Noel Strefa) ZAGROŻENIA CZAJĄ SIĘ WSZĘDZIE. Dobrze zrozumieliście: wszędzie. Tam, gdzie w tej chwili jesteście, też.

Weźmy na przykład temat zwierząt – niby mówi się, że najniebezpieczniejsze są te dzikie, które mają kły i pazury oraz żądzę mordu w oczach, a tych udomowionych zupełnie nie musimy się obawiać. Ale powiedzmy sobie szczerze: jaką mamy gwarancję, że z naszego słodkiego póki co koteczka nie wyrośnie tygrys? Albo że nasz rozbiegany chomik nie jest w rzeczywistości hipopotamem? Absolutnie żadnej, moi drodzy. Dlatego też (jak wykazuje wybitny badacz, Doktorr Noel Strefa) najbardziej pewnym, wdzięcznym i przede wszystkim BEZPIECZNYM zwierzęciem domowym jest… główka kapusty. Względnie kamień, przynajmniej dopóki ktoś nim w nas nie rzuci.

„Zagrożeniologia” to książka przeznaczona dla dzieci i młodszej młodzieży, zawierająca w sobie pełen kurs unikania wszelkich niebezpieczeństw. Dzięki temu podręcznikowi czytelnik zdobywa podstawową wiedzę, jaka jest niezbędna do funkcjonowania. Znajdziemy tutaj wiele elementów specyficznych dla wymyślonej przez autora dziedziny – całą masę ważnych skrótów, szczegółowe scenariusze postępowania w trudnych sytuacjach oraz zasady, którymi należy się kierować, aby zminimalizować liczbę zagrożeń wokół siebie. Całość jest spójna, zabawna i dopełniona perfekcyjnymi grafikami Chrisa Judge’a. Czytana z perspektywy dorosłego może po jakimś czasie wydać się monotonna i zdecydowanie przesadzona, jednak dla dziecka zabawa w zagrożeniologa może okazać się ciekawa i kreatywna, zwłaszcza że na końcu znajdziemy test, a po jego zdaniu również dyplom, który honoruje pracę włożoną w zagrożeniową edukację. Na pewno jest to ciekawa pozycja, choć osobiście spodziewałam się po niej czegoś innego – miałam nadzieję na małą encyklopedię realnych zagrożeń podaną w jakiś przystępny sposób, a nie opowieść o dość szalonym naukowcu ogarniętym wszechobecnymi lękami.







Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Lucyna Krzemieniecka – „Z przygód krasnala Hałabały”


Długo zastanawiałam się, skąd w mojej głowie wzięły się i na dobre tam utknęły personalia krasnala Hałabały – wszak jest to imię dość charakterystycznie. Wiedziałam, że pochodzenia tej wiedzy należy upatrywać w dzieciństwie, a moje skojarzenia gnały jednoznacznie w kierunku raczej telewizji niż książek. Kiedy nie znalazłam żadnej dobranocki o tym tytule, zaczęłam wątpić we własną pamięć, ale okazało się, że nie jest z nią tak źle – otóż ja, drodzy państwo, kojarzę Hałabałę z… Domowego Przedszkola! Zaspokoiwszy ciekawość mogłam zabrać się za poznawanie literackiego pierwowzoru.

Czytają książeczkę Lucyny Krzemienieckiej aż trudno uwierzyć, że ma ona 80 lat. Tak, tak, Hałabała po raz pierwszy pokazał się szerszemu gronu odbiorców w roku 1936, co obecnie jest dla nas czasami wręcz kosmicznie odległymi. To właśnie wtedy, w międzywojniu, pewnego pięknego lipcowego dnia powstała „bajka o krasnalu”, jak sama we wstępie określa swoją opowieść autorka. Tę książkę znają nasi dziadkowie, rodzice z dużym prawdopodobieństwem czytali ją jako szkolną lekturę, a i część z nas miała okazję poznać ją w tej czy innej formie w czasach swojego dzieciństwa. Osobiście uwielbiam takie dawne bajki, bo mają swój urok, prostotę i czas, których często brakuje tym współczesnym.

Z przygód krasnala Hałabały to w istocie książka prosta, przekazująca dzieciom informacje na temat natury (zmienności pór roku, świata roślin i zwierząt), ale też prostych sytuacji życiowych. Znajdziemy tu 9 krótkich opowieści, a w każdej z nich tytułowy bohater ma do wykonania jakieś zadanie związane z interakcją z pozostałymi mieszkańcami okolicy – a to trzeba pomóc wiewiórce w odnalezieniu orzechów, a to krasnal postanawia wybrać się za morze wraz z sójkami... Opowieści są krótkie, nieskomplikowane i naprawdę urocze, a przy tym daleko im do przesady znanej z wielu współczesnych bajek. Całość opisana jest bardzo przyjemnym stylem – prozą z lekkim rytmem rymu – dzięki któremu opowiadania świetnie nadają się do czytania na głos. Myślę, że te proste, życiowe scenki mają wszelkie walory, by spodobać się dzieciom, a dla rodziców stanowią doskonały początek do rozmowy o zachowaniach poszczególnych postaci. Poza tym dzisiaj, w czasach gdy dzieci mają coraz mniejszą styczność z przyrodą, lasem czy chociażby parkowymi alejkami, bajka ta w jakiś sposób przybliża im ten bardzo ważny świat natury.

Dodatkowo opowieść ubogacają proste, minimalistyczne rysunki Zdzisława Witwickiego (tego pana od wróbelka Elemelka, którego również niesamowicie przyjemnie wspominam). Cieszę się, że wydawnictwa decydują się na wznowienia takich opowieści i że nie odbierają im ich dawnej, charakterystycznej formy. Dzięki temu wiele osób może przypomnieć sobie własne dzieciństwo, ale też przekazać dalej to, co samemu tak doskonale pamięta.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

niedziela, 31 stycznia 2016

Karolina Otwinowska, Agnieszka Mazur – „Dieta (nie)życia”


Anoreksja – choroba popularna zwłaszcza dziś, gdy świat motywuje nas do stawiania sobie coraz wyższych wymagań, a młodym ludziom brakuje zaangażowanych bliskich, którzy zawsze będą poświęcali im należytą uwagę. Mimo że tak często spotykamy się z informacjami na temat tego zaburzenia, co tak naprawdę o nim wiemy? Czy każda dziewczyna licząca kalorie jest anorektyczką? Czy każdy chudzielec ma problemy z odżywianiem? Kto może zachorować, kogo to dotyka? I – nade wszystko – co dzieje się w umyśle osoby, która powoli dąży do samozagłady?

Cenię sobie książki, które, tak jak ta, są połączeniem rzetelnej wiedzy naukowej, a także praktycznego doświadczenia osoby, która sama przeszła przez daną chorobę. Dwie perspektywy dają dużo szerszy obraz, który dodatkowo jest świetnie umiejscowiony w rzeczywistości, a nie od niej oderwany; poza tym tak skonstruowana opowieść ma wartość zarówno dla samych chorych i ich otoczenia, jak i dla personelu, który zajmuje się tym konkretnym zaburzeniem. W przypadku Diety (nie)życia kluczową rolę stanowią wspomnienia autorki, a ich uzupełnieniem jest obszerny wstęp autorstwa dr Beaty Szurowskiej, który dotyczy przyczyn choroby, mechanizmów jej działania, epidemiologii, rokowań i prawdopodobnych scenariuszy leczenia. To jasny, zwarty zbiór informacji, który stanowi przyzwoitą bazę wiedzy o zaburzeniu prezentowanym nam w dalszej części książki.

Tak dokładnie przygotowani rzetelnym wstępem rozpoczynamy swoją przygodę z opowieścią autorki. Karolina choruje na anoreksję, a prezentowany nam tekst jest niczym innym jak bardzo dokładnym pamiętnikiem, zapisem jej przeżyć związanych z chorobą i procesem leczenia. Znajdziemy tu migawki ze szpitala, wspomnienia z początków choroby, czy przeszkody, z jakimi musiała sobie radzić. Przez cały czas obserwujemy jej wewnętrzną perspektywę, pełną emocji i zmienionego chorobą spojrzenia na świat. Z pewnością nie jest łatwo brnąć w kolejne zdania książki, bo mimo płynnych, spójnych i logicznych myśli punkt widzenia autorki jest dla nas chwilami chaotyczny i nieznośny. Ciężko jest zrozumieć czytelnikowi ten pęd do samozagłady, a także związane z chorobą mechanizmy psychiczne – ich działanie zwyczajnie nas przeraża.

Co ważne, Dieta (nie)życia nie jest cukierkową, amerykańską powieścią pisaną na zamówienie (a wierzcie mi, wiele książek o chorobach, które proponuje się pacjentom, tak właśnie wygląda). Autorka nie oszukuje czytelnika i nie wmawia mu, że wszystko potoczy się idealnie – zdarza się, że ludzie umierają w związku z anoreksją, a ci, którzy żyją, borykają się z naprawdę ciężkimi sytuacjami. Karolina Otwinowska nie boi się pisać o utracie, o żałobie po swojej wizji siebie, o fizycznym bólu i cierpieniu psychicznym, które sprawia, że tracimy nad sobą kontrolę. Pokazuje obie strony medalu, a mimo to udaje jej się zachować odpowiednio optymistyczny kontekst, który pozostawia po sobie pozytywne poczucie nadziei. To właśnie sprawia, że książka jest tak wartościowa.





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

czwartek, 28 stycznia 2016

Monika Małucha – „Cyrk na kółkach”


Jestem szczęściarą, bo od dziecka uwielbiałam język polski ze wszystkimi jego meandrami, dzięki czemu nie sprawiał mi on większych trudności. Czytanie, pisanie, rozumienie słów, recytacje – żaden z tych elementów nigdy nie był mi straszny. Nie pamiętam, kiedy dokładnie zaczęłam rozumieć sens powiedzeń i przysłów, ale wiem na pewno, że bardzo je lubiłam. Chyba zostało mi to do dzisiaj, bo gdy zaczynam naukę nowego języka obcego, to właśnie związki frazeologiczne interesują mnie najbardziej, stanowią bowiem połączenie specyfiki danego języka z uniwersalnymi myślami.

Mówię o tym, ponieważ całkiem niedawno wpadła mi w oko publikacja właśnie na ten temat. Gdy zamawiałam swój egzemplarz, byłam przekonana, że to po prostu zestaw ćwiczeń polonistycznych – coś w stylu tych, które kiedyś można było kupić w kioskach, wiecie, zawartych w ogólnoedukacyjnych gazetkach dla dzieci. Nie do końca miałam rację, ale to, co otrzymałam podoba mi się nawet bardziej. Owszem, jest to zestaw zadań, ale ukierunkowanych na jeden, konkretny temat – poznawanie polskich frazeologizmów.

Konstrukcja książki jest bardzo przyjemna. Przede wszystkim zestaw zadań wyposażony jest w twardą podkładkę na końcu (jak na przykład w Inwazji Bazgrołów), dzięki której dziecko może z niego korzystać praktycznie w każdych warunkach. Kartki zadrukowane są jednostronnie, a papier jest gruby i sztywny, więc Cyrkowi… nie straszne nawet kolorowe mazaki. Jeśli chodzi o same zadania, mamy tutaj naprawdę dużą różnorodność: dokańczanie rysunków i samodzielne ich tworzenie, labirynty, krzyżówki, zagadki, połącz kropki, znajdź różnice… – każda z tych aktywności ilustruje w jakiś sposób jeden popularny frazeologizm. Obrazki same w sobie są czarno-białe, więc każdy z nich dodatkowo może służyć do pokolorowania.

Cyrk na kółkach spełnia dwa główne zadania – bawi i uczy jednocześnie, a to dla mnie bardzo ważne i cenne połączenie. Podczas wykonywania zadań dziecko nie tylko ćwiczy rękę i poszerza swoją wiedzę, ale także uczy się prostych metafor i tego, jak nimi operować. Poszczególne strony zawierają proste wytłumaczenie danego związku frazeologicznego, które, jeśli zachodzi taka potrzeba, możemy rozbudować i ubarwić, aby ułatwić dziecku zrozumienie. Generalnie jednak nie powinno być problemów, bo w większości przypadków otrzymujemy do pomocy ilustracje, które doskonale obrazują sens danego zwrotu. To naprawdę świetny zestaw zadań aktywizujących, które mogę z całego serca polecić.








Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Agnieszka Wojdowicz - "Niepokorne. Klara"

Znane z pierwszego tomu młode panny, choć borykają się z przeciwnościami losu, wciąż żyją zgodnie z własnymi przekonaniami. Klarę Stojnowską, aktywistkę i emancypantkę, dopadają nieuniknione rozterki sercowe, Judyta Schraiber lecząca rany po porzuceniu decyduje się na wyjazd do Wiednia, natomiast Eliza wiedzie życie względnie spokojne i poukładane. Wszystkie trzy szukają jeszcze swoich ścieżek i próbują odnaleźć szczęście; stają przed dylematami i muszą dokonywać trudnych wyborów.

Główną bohaterką drugiej części Niepokornych jest Klara i już sam ten fakt sprawił, że rzuciłam się na tę powieść jak czytelnicze wygłodniałe zwierzę. Z całej trójki to właśnie ona jest moją ulubioną postacią, bo dumnym i buntowniczym charakterem przypomina mi własną życiową postawę. Nadzieje co do książki miałam wielkie i absolutnie się nie zawiodłam - gdy przysiadłam do lektury na chwilkę przed pracą, ani się obejrzałam, gdy za mną było 100 stron. Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem pochłonęłam niemal całą resztę, a opowieść zakończyłam z bijącym sercem i wypiekami na twarzy. Myślałam, że wśród zmęczenia i nawału pracy żadna książka nie będzie w stanie mnie poruszyć, a jednak - czytałam z zapartym tchem i mogę powiedzieć tylko jedno: jestem zachwycona.

Agnieszka Wojdowicz utrzymuje niesamowicie wysoki poziom literacki. Opisy są bogate, barwne i skutecznie pobudzają wyobraźnię - czytelnik ma wrażenie, że wraz z bohaterkami zwiedza alejki Krakowa i Wiednia, obserwuje zachowania ludzi czy przypatruje się charakterystycznym dla epoki strojom. Mimo szerokich opowieści, nie mamy wrażenia przesytu czy nudy. Dużym atutem są też dialogi - próżno tu szukać krótkich i nienaturalnych wymian komunikatów. Wypowiedzi bohaterów są rozbudowane, pełne i całkowicie utrzymane w konwencji językowej. Autorka zadbała o najdrobniejsze szczegóły swojej opowieści i ani na moment nie pozwoliła swoim postaciom na wyjście z ról czy niedopełnienie konwenansów. Dzięki temu opowieść jest bardzo spójna, wyraźnie przemyślana i z powodzeniem mogłaby uchodzić za tekst napisany wiele lat temu.

Jeśli szukacie naprawdę dobrej książki osadzonej w XIX-wieku, z całego serca mogę Wam polecić trylogię Niepokorne. To pełna emocji opowieść o losach rodzącej się emancypacji i życiu kobiet, które nie chciały godzić się na zastany porządek świata. Przy tym wszystkim jest to historia niezwykle wręcz naturalna - nie ma tu sztucznie wykreowanych trudności, szaleńczych przygód czy zagadek. To samo życie, codzienne problemy, które są w stanie poruszyć czytelnika nie mniej niż wybujała wyobraźnia autorów. Mnie podoba się bardzo i już nie mogę się doczekać finału opowieści - mam nadzieję, że będzie równie zachwycający.





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.
Recenzja tomu pierwszego znajduje się tutaj.

wtorek, 2 czerwca 2015

Agnieszka Wojdowicz - "Niepokorne. Eliza"


Pierwszy tom cyklu Niepokorne urzekł mnie właściwie w dniu premiery, kiedy zobaczyłam tę przepiękną, zwracającą uwagę okładkę. Nie mogłam oderwać od niej wzroku, a fascynację potęgował fakt, że sceneria młodopolskiego Krakowa i zapowiedź silnych postaci kobiecych idealnie wpasowywały się w mój gust. Własny egzemplarz dostałam na imieniny i choć musiał odczekać swoje, jego czas nadszedł. W przeddzień premiery drugiego tomu cyklu, opowieści Klary, prezentuję Wam początek tej fascynującej historii.

W dawnej stolicy Polski krzyżują się losy trzech kobiet; dzieli je wiele, jednak łączy jedno - wszystkie na swój sposób łamią konwenanse. Klara Stojnowska nieustannie przeciąga linę zgód i pozwoleń z ojcem, który nie godzi się na jej emancypacyjne poglądy. Judyta Schraiber występuje nie tylko przeciw społeczeństwu, ale i religii, porzucając bierną i poddańczą rolę żydowskiej kobiety na rzecz miłości do sztuki i... mężczyzny. Z kolei Eliza Pohorecka ma okazję brać udział w przełomowym wydarzeniu - jako jedna z pierwszych kobiet zostaje przyjęta do grona studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Mimo niechęci niektórych profesorów i osób z otoczenia, a także niebezpieczeństw, jakie grożą jej w nowym i nieznanym mieście, dziewczyna pozostaje silna i zdeterminowana, by dążyć do wyznaczonych sobie celów.

Choć podtytuł wskazuje, że powieść będzie oparta o losy Elizy, tak naprawdę poznajemy tutaj wszystkie trzy kobiety - ich sytuacja zostaje ukazana, a portrety całkiem nieźle nakreślone. Wszystkie są charakterne i odważne, nie boją się wyzwań i gotowe są podjąć ciężką pracę, a także ponieść konsekwencje własnych wyborów. Choć życie rzuca im pod nogi wiele kłód, nie poddają się i wierzą w powodzenie swoich działań. Nie są pustymi, papierowymi postaciami - każda z tych kreacji jest inna, przemyślana i wewnętrznie spójna.

To jednak nie tylko powieść o kobietach i ich drodze do wolności. Książka Agnieszki Wojdowicz to także obraz społeczeństwa XIX-wiecznej Europy - pełnego uprzedzeń, wiernego konwenansom, bojącego się wszelkich możliwych zmian. Widać wyraźnie, że autorka włożyła dużo pracy w oddanie charakteru epoki i zadanie to wykonała wspaniale - wszystkie elementy tła do siebie pasują i składają się w spójną całość. Czuć tu zarówno klimat sztywnych środowisk uczelni, arystokracji czy żydowskich społeczności, jak i wolnomyślicielstwo rodzącej się bohemy. Czytelnik poznaje wiele postaci, które reprezentują skrajne przekonania, wchodzą w polemiki i przekonują się nawzajem do swoich racji. Wspaniałości efektu dopełnia język, jakim posługuje się autorka - polonistyczne wykształcenie to jedno, z pewnością pomaga w tworzeniu pięknych zdań, jednak tutaj mamy do czynienia z czymś więcej. Dzięki archaizmom i specyficznej konstrukcji zdań styl opowieści odpowiada temu z końca XIX wieku.

Teoretycznie można by przypisać książce jedną wadę - dość powolną i ospałą akcję. Ta jednak, choć mogłaby i powinna dłużyć się czytelnikowi, absolutnie nie dokucza; wręcz przeciwnie - w niewyjaśniony sposób wciąga i interesuje od pierwszej do ostatniej strony. Jest niespieszna, to fakt, jednak tylko pod względem tempa - doskonały styl i ciekawa treść składają się na całość bardzo, bardzo przyjemną.

Tym razem powiedzenie "Nie oceniaj książki po okładce" nie ma swojego uzasadnienia - powieść Agnieszki Wojdowicz warto chwycić niezależnie od motywacji, które nami kierują. Treść jest równie piękna i klimatyczna jak okładkowa grafika. Moje oczekiwania zostały zaspokojone, a teraz czekam z niecierpliwością na kolejny tom - opowieść o Klarze ciekawi mnie tym bardziej, że to ona z całej trójki wzbudziła we mnie największą sympatię.

poniedziałek, 25 maja 2015

"Grzegorz Kasdepke dzieciom"


Odkąd zaczęłam interesować się książkami dla dzieci, nazwisko Grzegorza Kasdepke pojawiało się w moim otoczeniu bardzo często. Miałam już okazję poznać urywek przygód pani Miłki i dzieci z przedszkola, a także krótką historię Marysi, która stała się straszliwym smokiem. Obie opowieści bardzo mi się podobały, trudno się zatem dziwić, że nie mogłam się oprzeć zbiorowi różnorodnych tekstów autora, który właśnie pojawił się na rynku.

W książce Grzegorz Kasdepke dzieciom odnajdziemy historie wielu bohaterów, którzy są znani szerszemu gronu - jest tutaj trzynaście zagadek detektywa Pozytywki, sześć przygód Bodzia i Pulpeta, a także trzy opowiadania o Mai i Filipie. Do tego dochodzi osiem rozdziałów o rozpoznawaniu uczuć i cała masa bajek niezwiązanych z żadnym cyklem. W sumie 63 teksty, z których każdy opatrzony jest pięknymi rysunkami Piotra Rychela i Marcina Piwowarskiego, których barwność i pomysłowość zdecydowanie zwraca uwagę.

Cóż mogłabym powiedzieć - moje serce skradły szczególnie dwa zestawy opowiadań. Pierwszym z nich są niezmiennie historie o uczuciach, które poznajemy dzięki grupie przedszkolaków - moim zdaniem są one cennym źródłem inspiracji dla rodziców, którzy chcą poruszyć ten ważny temat w rozmowie z dzieckiem. Każde opowiadanie jest dodatkowo opatrzone wskazówkami, które mogłyby pomóc w nawiązaniu takiego dialogu, między innymi definicją danego uczucia. Drugą serią, która niezwykle mi się spodobała, były przygody detektywa Pozytywki - niesamowicie wciągające opowieści, które uczą dzieci myślenia przyczynowo-skutkowego i rozpoznawania zależności poprzez rozwiązywanie zagadek.

Myślę, że całość mogłaby być świetnym prezentem, bo wydanie jest piękne, duże i porządne, jak prawdziwa księga bajek. Opowieści powinny spodobać się każdemu dziecku, podobnie jak ilustracje, choć jest to raczej propozycja dla dzieci w wieku przedszkolnym ze względu na język i poziom zaangażowania.





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

"Bajkoterapia, czyli bajki-pomagajki dla małych i dużych"


Chyba każdy chciałby ukształtować dziecko tak, aby dobrze radziło sobie w życiu codziennym, rozumiało świat i nie czuło się samotne w swoich odczuciach - to właśnie na tłumaczeniu podobnych prawideł w dużej mierze opiera się wychowanie. Choć otoczenie dostarcza niewyczerpanych inspiracji do dialogu, często łatwiej jest posłużyć się metaforą. W tym miejscu z pomocą przychodzą nam bajki terapeutyczne.

W Bajkoterapii znajdziemy 14 historii, z których każda opatrzona jest odpowiednią otoczką i wytłumaczeniem. I tak będziemy mieli tutaj okazję poznać Małgosię, której przyjaciółka mocno się zmieniła, zobaczymy jak Julce udało się uratować Mamę, dowiemy się także, jak pewien niespotykany koralik poradził sobie z poczuciem inności... Każda z historii jest oryginalna i podejmuje oddzielny temat, a tych poruszone jest całkiem sporo - asertywność, wiara w siebie, kontakty z obcymi, ale też świadome korzystanie z internetu czy numerów alarmowych. Dodatkowo na początku każdej opowieści znajduje się krótki wykaz problemów, przy których może pomóc, zaś po treści bajki otrzymujemy komentarz wyjaśniający treść, podsuwający tematy do rozmowy i możliwe przeżycia dziecka w związku z lekturą.

Co do samych baśni - wszystkie bez wyjątku niezmiernie mi się spodobały. Choć nie każdy z zaangażowanych w projekt twórców jest pisarzem, absolutnie nie dostrzega się różnic i dysproporcji - jak widać bajki może pisać każdy. W niektórych tekstach jest co prawda pewna sztuczność charakterystyczna dla opowieści terapeutycznych (drobne nagięcie do celu, w jakim bajka została napisana), ale nie jest to absolutnie nic negatywnego, w końcu gatunek ten ma to do siebie, że powinien nieść ze sobą konkretny przekaz.

Niezwykle ważnym elementem książki jest wstęp; to jego znajomość w dużej mierze odpowiada za powodzenie całej inicjatywy. Przygotowane przez Katarzynę Klimowicz wskazówki zostały napisane w sposób prosty i życiowy, a ich znajomość zdecydowanie ułatwi rodzicowi pracę z dzieckiem. Duży nacisk jest tutaj położony na rozmowę - podjęcie dialogu pomoże rodzicowi wysondować, czy maluch poprawnie zrozumiał treść i wyciągnął odpowiednie wnioski, a także otworzy drzwi do poznania poglądów dziecka i jego poziomu rozumienia.

Nie zgodzę się tylko z jedną zawartą we wstępie tezą - otóż moim zdaniem bajki terapeutycznie nie różnią się aż tak bardzo od tych klasycznych, a przynajmniej nie na tym polu, które jest tu wskazane. Również wcześniejsze baśnie miały na celu pokazanie dzieciom pewnych wzorców i oswojenie ich z realiami życia i taką właśnie funkcję - a nie tylko tę rozrywkową - spełniały. Dziś za to odeszło się od pokazywania dzieciom świata takim, jaki jest; dorośli najczęściej starają się chronić pociechy poprzez "ugładzanie" otoczenia, tymczasem maluchy prędzej czy później konfrontują się z trudną rzeczywistością. Tę lukę wypełniają bajki terapeutyczne, wspomagające tłumaczenie różnorodnych sytuacji za pomocą metafor. Moim zdaniem są zatem zjawiskiem wtórnym.

To była jednak drobna dygresja - absolutnie nie odnosi się ona krytycznie do idei powstawania bajek terapeutycznych. Uważam, że każda forma wsparcia dla dialogu dziecko-rodzic jest cenna i potrzebna, a Bajkoterapia doskonale się do tego celu nadaje, bo jest zbiorem świetnie przygotowanym. Oprócz samych opowieści otrzymujemy tutaj świetną inspirację do pracy, co wielu rodzicom powinno ułatwić sprawę. Istotny jest również fakt, że z perspektywy dziecka ważnym czynnikiem dobroczynnym jest już sam kontakt z rodzicem - rytuał czytania bajek (jakichkolwiek!), bliskość i rozmowa. Bajkoterapia to tylko zbiór narzędzi, które mogą ten czynnik rozwinąć.





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

wtorek, 5 maja 2015

Anna Łacina – „Dzika jabłoń”

Wiktorii wydawało się, że kolejny rok zakończy w szampańskim nastroju, zwłaszcza że podczas imprezy sylwestrowej miała świętować trzecią rocznicę świetnego związku. Niestety, jej plany pozostały niezrealizowane, ponieważ chłopak, z którym była, zapadł się pod ziemię – jego telefon nie odpowiada, zlikwidował konta internetowe, nie szuka kontaktu. Dziewczyna dąży do poznania prawdy, jednak ta może okazać się dla niej zbyt trudna... Jak radzić sobie z tak wielkim zawodem? Gdzie szukać wsparcia, gdy jedynym marzeniem jest ucieczka?

Bardzo spodobała mi się konstrukcja fabularna tej powieści. Choć z opisu zdarzenia wydają się błahe, absolutnie takie nie są – autorka stworzyła wymyślną, skomplikowaną i interesującą akcję. Podczas lektury kilkakrotnie miałam pomysł na to, jaki może być dalszy bieg zdarzeń i praktycznie za każdym razem byłam zaskakiwana; niektóre moje idee zostały w tekście jawnie wyśmiane, inne zwyczajnie się nie pojawiły, za to ostateczne rozwiązanie całkowicie mnie zaskoczyło. Prawdopodobieństwo życiowe całej historii jest może nieco naciągane, a opisywane sytuacje dość skrajne, jednak sam mechanizm przyczynowości został zachowany, a to wydaje mi się najważniejsze.

Dużą siłą powieści jest także ogólny nastrój, bardzo przyjemny dla odbiorcy. Anna Łacina stworzyła powieść o niezwykle naturalnej narracji, autentycznych dialogach i życiowym podłożu, w dodatku napisaną w sposób prosty i zrozumiały. Nawet dość skrajne przykłady zdarzeń nie odebrały książce prawdziwości. Trudno oceniać działania bohaterów – wszak Wiktoria przeżyła pierwszy zawód miłosny, w dodatku sprawa potoczyła się dość paskudnie, a na to każdy reaguje inaczej – jednak absolutnie nie odczuwa się sztuczności czy przesytu. Zachowania ludzkie są naturalne, spójne i przede wszystkim nacechowane emocjami; to bardzo dobra powieść obyczajowa.

Dzika jabłoń ma wiele płaszczyzn i nie sprowadza się jedynie do opowiedzenia historii zranionej nastolatki. Na niecałych 300 stronach mieści się historia dwóch kobiet w różnym wieku, które muszą szybko zweryfikować swoje pojęcie związku. Jest to także miniaturowa saga rodzinna, wskazująca na problemy, jakie wynikają z ludzkiego uporu. To również baśń o sile rodziny, tajemnicach i trudnych wyborach; o zbiegach okoliczności, które potrafią zmienić wszystko i o tym, że przeznaczenia zawsze nas odnajdzie, a prawda z pewnością kiedyś wyjdzie na jaw. Można powiedzieć, że to sporo, jak na tak niewielki test, i będzie to racja – jedynym, czego mi tu brakowało, była możliwość czytania dalej i więcej. Z radością poznam pozostałe książki autorki, bo, choć jest to literatura dla młodzieży, świetnie wpasowuje się w mój czytelniczy gust.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

poniedziałek, 4 maja 2015

Beata Ostrowicka – „Poczytam ci mamo. Elementarz”


Choć sama dość szybko nauczyłam się czytania, a moi rodzice nie korzystali z dodatkowych pomocy w tej edukacji, nieustannie zachwycam się elementarzami – zarówno tymi starymi, z „moich czasów”, jak i dzisiejszymi, tak wspaniale przemyślanymi. Kształcenie językowe uważam za niezwykle istotne, interesuje mnie jego przebieg, dlatego też bardzo się ucieszyłam, kiedy w moje ręce wpadła najnowsza publikacja wydawnictwa Nasza Księgarnia przeznaczona właśnie do tego celu.

Elementarz Beaty Ostrowickiej zawiera cztery rodzaje tekstów dopasowane do wieku i stopnia rozwoju dziecka. W pierwszej kolejności otrzymujemy bogate ilustracje oznaczone pojedynczymi słowami, dzięki którym uczymy dziecko poszczególnych pojęć, rozwijamy jego zdolność kojarzenia i poszerzamy zasób leksykalny. Na tym etapie możemy ćwiczyć także na ilustracjach z innych tekstów, jednak zapisanie słowa dodatkowo pomaga oswoić dziecko z alfabetem. Drugi rodzaj ćwiczeń to krótkie teksty z powtarzającymi się słowami i hasłami z wyróżnieniem sylab i liter. Dzięki nim możemy dbać o staranność wymowy dziecka. Dalej otrzymujemy nieco dłuższe formy wypowiedzi z pełnymi zdaniami, w których niektóre słowa zastąpione są obrazkami - ich rozpoznawanie, zapamiętywanie i nazywanie kształtuje u dziecka myślenie symboliczne, sprawdza jego zasób leksykalny i pozwala rozwijać zdolność kojarzenia. Ostatnim punktem na drodze nauki z Elementarzem są długie teksty, odpowiednio skomplikowane pod względem wymowy i natężenia wyrazów.


Książka zaprojektowana jest tak, aby poziom zaawansowania dopasowywał się do możliwości dziecka. Wraz z kolejnymi zadaniami wprowadzane są bardziej skomplikowane litery (najpierw tylko alfabet podstawowy, potem zmiękczenia, na koniec dwuznaki); do rodzica należy ocena wyników i dobór zadań. Książka jest wspaniałym narzędziem do pracy w domu, podsuwa na co warto zwrócić uwagę i porządkuje materiał, który jest niezbędny do opanowania. Samo wydanie cieszy oko i sprawia, że nauka staje się nie tylko przykrym obowiązkiem – spójna formuła tematyczna do spółki z ilustracjami mają za zadanie zaintrygować młodego odbiorcę i umilić mu edukację tak bardzo, jak tylko jest to możliwe.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Grzegorz Kasdepke – „A ja nie chcę być księżniczką”


Wszyscy jesteśmy chyba przyzwyczajeni do klasycznych bajek, w których bierne księżniczki czekają na wybawienie w wysokiej wieży, aż w końcu na ich drodze staje ten jedyny, niepowtarzalny książę na białym rumaku. Już od dawna uważam, że czas zerwać z tym stereotypem – przecież nie każda z nas musi być delikatna i czuła, nie wszystkie smoki to zionące ogniem potwory, a i nie każdy, kto odziany jest w metalowe elementy, może aspirować do miana partnera idealnego. Podobnego zdania zdaje się być Marysia, główna bohaterka opowiastki, która pewnego dnia oznajmia rodzicom… że zostanie straszliwym smokiem, pogromcą rycerzy!

A ja nie chcę być księżniczką to krótka i lekka historyjka o przewrotnej logice działań dzieci, a także o tym, jak ważne jest ich dowartościowywanie. W pełnym bezpośredniości i szczerości świecie maluchów nietrudno wychwycić pewne niuanse, świadczące o przekonaniach – tak jest również w przypadku głównej bohaterki, dziewczynki, która twierdzi, że jest zbyt brzydka na księżniczkę. Przez tekst przebija się mądre zachowanie rodziców, pozwalających dziecku na poszukiwanie własnej tożsamości metodą prób i błędów nawet w takiej mikroskali. Tak naprawdę książeczka jest jednak głównie solidną dawką sytuacyjnego humoru. Oparta jest na autentycznej historii, nieco rozbudowana, okuta we wspaniałą tekstową otoczkę, z jakiej słynie autor, stanowi sympatyczną całość. Doskonałego wrażenia dopełniają ilustracje Emilii Dziubak, które mnie osobiście bardzo się spodobały i niejednokrotnie wywołały na twarzy uśmiech.







Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

środa, 25 marca 2015

Eva Janikovszky – „Gdybym był dorosły”


Pamiętacie swoje własne dziecięce lata? Zapewne wielu z nas (jeśli nie wszyscy) nieustannie tęskniło do tego, aby wreszcie dorosnąć. Takie właśnie dążenia w swojej książce przestawiła Eva Janikovszky, węgierska autorka książek dla najmłodszych. Gdybym był dorosły to w gruncie rzeczy króciutka opowieść o tym, czego tak naprawdę pragną dzieci i jak patrzą na własne życiowe perspektywy. Oczywiście z dużym przymrużeniem oka.

Tak naprawdę jest to zbiór spostrzeżeń na temat dzieciństwa i dorosłości – wytknięte zostają wszelkie „niedogodności” młodego wieku takie jak brak całkowitej swobody, konieczność mycia rąk przed posiłkiem czy wkładania swetra w chłodne dni. Dojrzałość z kolei jest tutaj czasem wielu niesamowitych możliwości. Dziecko w oczywisty sposób nie jest w stanie dostrzec wszelkich trudności związanych z bardziej zaawansowanym wiekiem, snuje więc plany na temat tego, co w przyszłości będzie robić – plany, warto dodać, pełne całkowitej beztroski. Cała opowieść snuta jest oczami chłopca – wypowiedź jest pierwszoosobowa, poza tym prosta zarówno pod względem języka, jak i treści. Fakt ów potęgują rysunki, które, choć mnie osobiście niezbyt się spodobały, bliskie są twórczości najmłodszych i z pewnością mogą pomóc w ich utożsamieniu się z tekstem.

Na pewno jest to trafna charakterystyka zarówno dziecka, jak i dorosłego. Z jednej strony może to być okazja do rozmowy z dzieckiem o tym, jak widzi dorosłość, o jej wadach i zaletach, warto też jednak potraktować to jako pole do refleksji – czy nie brakuje nam nieco dziecięcej beztroski? Nie wszystkie pomysły nadają się oczywiście do realizacji (trudno byłoby cały rok chodzić ubranym jedynie w koszulkę z krótkim rękawem), jednak ja znalazłam co najmniej jeden, który skrzętnie wprowadzam w czyn…


Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Anna Mulczyńska - "Przyjaciółki ze Staromiejskiej"


Co zrobić, gdy los niespodziewanie odbiera nam to, co jest dla nas najważniejsze? Anna, tancerka baletowa, przekonała się o tym dobitnie, kiedy kontuzja stanęła na przeszkodzie jej świetnie zapowiadającej się kariery. Zdruzgotana kobieta buduje wokół siebie mur negatywnych emocji, który z pewnością nie przysparza jej przyjaciół; są jednak osoby, które zawsze potrafią udzielić wsparcia w taki czy inny sposób. Czy powrót na Staromiejską i odnowienie tamtejszych kontaktów pomoże Annie odzyskać równowagę? A może sama musi nauczyć się kierować własnym życiem?

Przyjaciółki ze Staromiejskiej były moim pierwszym spotkaniem z prozą Anny Mulczyńskiej i od samego początku rzucił mi się w oczy jej niezwykle przyjemny styl. Lektura przypominała obcowanie ze sztuką, tak pięknie i bogato czaruje słowem autorka. Trzecioosobowa narracja mieści w sobie zarówno opisy sytuacji bohaterów, ich pasji, jak i otaczającego świata – temu ostatniemu poświęcone jest dużo uwagi, co zdecydowanie można uznać za plus. Trzeba jednak powiedzieć, że nie jest to absolutnie przerost formy nad treścią, a świetne wyważenie elementów świata przedstawionego składające się na ciepły i niepowtarzalny klimat.

Jeśli chodzi o treść, przyznać muszę, że cała opowieść jest niesamowicie autentyczna – autorka nie sili się na niesamowite zwroty akcji czy fantastyczne rozwiązania; w tekście mamy za to samo życie, zbiór codziennych trosk i rozterek, które przydarzyć mogą się każdemu. Na pewno dodaje to tekstowi wiarygodności i czyni go jeszcze bliższym czytelnikowi. Z przyjemnością obserwowałam rozwój wydarzeń, a kolejne strony mijałam zupełnie niezauważenie; opowieść poruszała odpowiednie emocjonalne struny i zdecydowanie mnie angażowała. W tym względzie znów atutem staje się język – właściwy opisowi sprawdził się także w dialogach, które, choć rozbudowane, wypadały bardzo naturalnie.

Po przeczytaniu Przyjaciółek ze Staromiejskiej  postanowienie mam jedno – jak najszybciej chwycić za pierwszy tom. Jestem niesamowicie ciekawa, jak przebiegały wcześniejsze losy bohaterów, poza tym cenię sobie tak dobrze napisane powieści dla kobiet i czuję, że będzie to kolejny cykl, który obdarzę szczególną sympatią.


Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Astrid Lindgren - "Przygody Madiki z Czerwcowego Wzgórza"

Teksty Astrid Lindgren kojarzy chyba każdy - w moim pokoleniu książki takie jak Dzieci z Bullerbyn czy Bracia Lwie Serce były w kanonie podstawówkowych lektur obowiązkowych. Wspominam je dobrze i jestem świadoma, że obie miały spory wpływ na moją miłość do czytania - kojarzą mi się z beztroską, lekkością lektur i ich bliskością do moich własnych przeżyć czy doświadczeń. Po Madikę sięgnęłam jako dorosła, ciekawa tego, czy przywoła tamtą magię, tamten czas. Przyznać muszę, że w pewnym sensie się udało!

Przygody... są kompilacją dwóch wydanych już wcześniej w Polsce książek, które łączy postać głównej bohaterki. Madika ma 7 lat, młodszą siostrę i głowę pełną pomysłów; ciągle psoci i jest tego doskonale świadoma. Jak to dziecko - bawi się, wpada w kłopoty i wychodzi z nich bez szwanku (no, prawie), za to zawsze z doskonałym humorem. Choć uważa, że jest już duża, wciąż się uczy  - poznaje świat, obserwuje efekty działań i skutki, jakie płyną z jej zabawy. Jest bohaterką autentyczną, żywą i bliską młodemu czytelnikowi, a jej przygody są nie tyle inspiracją, co przestrogą. Całość składa się z kilkunastu opowiadań - dość długich, tworzących ciąg i napisanych dobrym, przyjemnym w odbiorze językiem.

Książki Astrid Lindgren są kwintesencją dzieciństwa - beztroski, dobrej zabawy i wspaniałego humoru. Czuć w nich ciepło i pogodę, o których nierzadko z wiekiem się zapomina. Autorka ma niezwykły dar - trafia w gusta dzieci, tworzy ciekawe postaci i potrafi zamknąć radość w prostych słowach, co sprawia, że jej teksty odpowiednie są dla ludzi w każdym wieku. Dla mnie powrót do dzieciństwa był niezwykle udany i odstresowujący.'


Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

niedziela, 25 stycznia 2015

Grzegorz Kasdepke - "Kocha, lubi, szanuje"

Inteligencja emocjonalna jest obecnie uznawana za niezwykle ważny czynnik funkcjonowania człowieka, stanowiący komplementarne uzupełnienie możliwości racjonalnych. Umiejętności z nią związane można ćwiczyć i rozwijać; oczywiście należy to robić od najmłodszych lat. Jedną z pozycji, które mogą pomóc rodzicom w odpowiednim nakierowaniu swoich pociech jest ta oto niepozorna książeczka.

Kocha, lubi, szanuje to siedem krótkich rozdziałów, z których każdy ma inny motyw przewodni dotyczący emocji: miłości, nienawiści, pogardy, strachu, smutku, poczucia winy i szczęścia. Każdy rozdział otwiera opowiadanie – akcja wszystkich rozgrywa się w przedszkolu, a łączącą je osią są postaci dzieci, a także przedszkolanka, pani Miłka. Opowiadania tworzą ciąg przyczynowo-skutkowy, więc można wykorzystywać je zarówno osobno, jak i razem, jako cykl. Historyjki świetnie sprawdzą się jako pretekst do rozmowy z dzieckiem – po przeczytaniu można je dopytać o to, co zauważyło w zachowaniu bohaterów i dalej poprowadzić rozmowę tak, by ułatwić małemu odbiorcy jak najlepsze zrozumienie treści. Po zaprezentowanej scence mamy definicję uczucia, które było obrazowane, nie jest to jednak opis książkowy, a potoczny, napisany specjalnie dla młodego czytelnika. Na koniec autor proponuje kilka rad zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, które mogą być niezwykle pomocne podczas dalszej pracy – w wielu przypadkach wskazują na konkretne aktywności czy ćwiczenia, które można na co dzień wykonywać z dzieckiem.

Co ważne – cała książka ma wspaniały wydźwięk, ponieważ daje przyzwolenie na przeżywanie oraz wyrażanie emocji. Wszystkie stany są wyjaśnione, a wskazówki (zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci) obejmują rozmawianie o uczuciach i poszukiwanie ich przyczyn. Tyczy się to tak przeżyć pozytywnych, jak i negatywnych – paleta emocji jest pełna, ukazane są różne jej przejawy. Mówi się wprost, że nienawiść jest uczuciem tak mocnym, że mamy ochotę kogoś skrzywdzić, ale też że kochać można wszystkich, nawet swojego chomika. Nie ma tu udziwnień ani owijania w bawełnę, bo i najłatwiej jest pokazać emocje dokładnie takimi, jakie są. Warto jednak dodać, że przyzwolenie na wyrażanie nie oznacza tolerancji dla negatywnych zachowań – wszystko jest tak zaprojektowane, żeby zachować równowagę i wiedzę dziecka o tym, co jest dobre, a co złe.

Jest wiele pozytywnych skutków, jakie może w przyszłości przynieść rozwinięcie u dziecka inteligencji emocjonalnej. Osoby o wysokim jej ilorazie lepiej komunikują się z ludźmi, odnoszą większe sukcesy i pełniej integrują wiedzę ścisłą oraz społeczną, mają też większą samoświadomość. Z tych i innych powodów warto od małego przyzwyczajać dziecko do znajomości własnych stanów, a książka Kocha, lubi, szanuje jest do tego świetnym narzędziem. To nie tylko baza do pracy z dzieckiem, ale i zbiór wielu przykładów, które można wykorzystać w codziennym życiu. Myślę, że przydać się może każdemu, a zwłaszcza tym, którzy sami mają problem z mówieniem o uczuciach i po prostu nie są w stanie wytłumaczyć ich dziecku. 


Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

niedziela, 14 grudnia 2014

Rafał Witek - "Ucieczka z tajemniczego ogrodu"

Bzik i Makówka to dwoje dziesięciolatków, którzy od jakiegoś czasu są najlepszymi przyjaciółmi, takimi na dobre i złe. Gdy przydarza się owo „złe” – ojciec Nilsona odwołuje wspólne wakacje – przy chłopcu jest nie kto inny jak Gabrysia; to ona podsuwa mu pomysł negocjowania zadośćuczynienia w postaci wymarzonych gadżetów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pomyliły mu się zdjęcia, w rezultacie czego zamiast najnowszego smartfona dociera do niego… stary, drewniany flet. W dodatku w środku znajduje się niezwykłe żyjątko, za sprawą którego dzieci przeniosą się w zupełnie inny wymiar – a stamtąd wcale nie tak łatwo wrócić…

Bohaterów na każdym kroku spotykają przygody. Opowieść oczywiście jest zwarta i prowadzi do konkretnego rozwiązania, ale po drodze ma miejsce cała masa mniej lub bardziej zabawnych sytuacji. Dzięki temu tekst można czytać zarówno na raz, jak i dzieląc go na kilka części. Akcja jest dynamiczna, pełna zaskakujących zdarzeń i wciągająca. Postaci są skonstruowane tak, by być bliskie dzieciom – mają podobne problemy, potrzeby, przemyślenia i poziom rozumienia świata. Narratorką jest Gabrysia Bzik, a jej język jest z jednej strony odpowiednio prosty składniowo, a z drugiej – bogaty w przeróżne ciekawe określenia. Poza tym cały tekst jest bardzo zabawny, pełen humoru słownego i sytuacyjnego.

Trzeba również powiedzieć, że książka jest w pewnym sensie jedną wielką ilustracją – na każdej stronie obecne są grafiki, ukazujące sytuację lub słowne żarty, zastosowane w tekście. Niestety, całość zastosowanych obrazków jest czarno-biała, a momentami są one nie najlepiej wplecione w tekst, rozbijając go na dziwne fragmenty. Tym niemniej stanowią wspaniałe dopełnienie książki i obrazowo tłumaczą to, co może być niezrozumiałe a także dokładają dodatkowy element humorystyczny. Poza tym są naprawdę zgrabne – rzadko podobają mi się ilustracje do książek dla najmłodszych, a tu, muszę przyznać, mam przyjemne skojarzenia z własnym dzieciństwem.


Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.

sobota, 13 grudnia 2014

"Wierszyki ćwiczące języki"


Ci z nas, którzy mieli do czynienia z logopedą, kojarzą zajęcia z nim nie do końca przyjemnie. Powtarzanie bezsensowych ciągów głosek, monotonia, przymus… Nie brzmi zbyt optymistycznie. Na szczęście dzisiaj możliwości ćwiczeń jest więcej i dużo bardziej odpowiadają one potrzebom najmłodszych. Ba, mogą być wspaniałą zabawą! Książka powstała ze współpracy logopedy oraz pary twórców tekstów dla dzieci jest przykładem takiej właśnie opcji – odpowiedniej dla rodziców chcących ćwiczyć wymowę w domu, ze swoimi pociechami.

Sięgając po tę książkę spodziewałam się istnych łamańców językowych i w gruncie rzeczy cieszę się, że koniec końców ich nie odnalazłam. Z perspektywy dorosłego zaprezentowane wierszyki są proste, jednak dla dziecka, które dopiero uczy się wymowy konkretnych głosek, będą one wyzwaniem na odpowiednim poziomie. Dzięki takiemu spojrzeniu na problem pozycja jest idealna do pracy z najmłodszymi i wyróżnia się na tle pozostałych – trudniejszych, ale skierowanych do starszego odbiorcy. Tekst podzielony jest na trzy części: tę dla czterolatków, dla dzieci powyżej pięciu lat oraz „dla chojraków” – ta ostatnia zawiera w sobie kompilację tego, czego dziecko mogło się nauczyć podczas poprzednich ćwiczeń.


Książkę wyróżniają dwie rzeczy, które wspaniale przyciągają uwagę dzieci: wydanie oraz forma zadań. Jak nietrudno się domyślić, są to wierszyki – krótsze bądź dłuższe rytmiczne formy rymowane, które bardzo łatwo wbijają się w pamięć. Po kilku repetach mamy w domu dziecko zapętlone na paru zdaniach, których powtarzanie kształtuje jego wymowę – wspaniale! Ponadto od czasu do czasu pojawiają się wskazówki dla rodziców, dzięki którym od razu wiadomo na co warto zwrócić uwagę i co powinno się u dziecka korygować. Co się zaś tyczy samego wydania – cała książka jest opatrzona przyjemnymi dla oka, kolorowymi rysunkami, które są związane z treścią wierszyków i mogą być świetną bazą do rozpoczęcia rozmowy z dzieckiem. W tym ostatnim wspierają nas z resztą wszechobecne pytania, pododawane na stronach z rysunkami.


Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Nasza Księgarnia.