Wspominałam już, że Katarzyna II jest jedną z moich ulubionych historycznych postaci - z wielką radością pochłaniam każdy tekst na jej temat, odnajduję nowe fakty i integruję te, które mam już w swojej głowie. Ewa Stachniak przekonała mnie do siebie swoją poprzednią książką o życiu carycy, Katarzyna Wielka. Gra o władzę - choć opowieść jest fabularyzowana, czytała się tak wspaniale, że absolutnie nie chciałam jej kończyć; miałam ochotę na więcej i żałowałam niezmiernie, że tekst ma swój finał krótko po przewrocie. Czekałam na kontynuację dotyczącą samych rządów Katarzyny i wreszcie się doczekałam. Nietrudno się zatem dziwić, że do Cesarzowej nocy siadałam z głową pełną oczekiwań
Już na wstępie odkrywamy specyficzną konstrukcję książki - otwierająca ją scena dotyczy... pogrzebu Imperatorowej. Jak się okazuje, autorka za punkt wyjścia dla swojego tekstu przyjęła ostatnie chwile carycy; w jej opowieści Katarzyna doznaje wylewu i na dobę przed śmiercią pozostaje świadoma, a swój niewątpliwie kończący się czas wykorzystuje na snucie wspomnień, układanie napływających do głowy obrazów. Tekst jest zatem podzielony na cztery rozdziały, dla których otwarcie stanowią zapisy ostatnich chwil carycy, a treść główną - retrospektywny i całkowicie subiektywny przegląd ważnych wydarzeń z jej życia. Opowieści podawane są wybiórczo, acz kolejno, stanowiąc w miarę spójną całość. Zahaczają o najmłodsze lata Katarzyny, więc mniej-więcej w jednej czwartej pokrywają się z treścią poprzedniej książki Ewy Stachniak.
Niestety, przez niemal całą lekturę, a także już po niej, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że autorka pokazała nam wszystko i nic. Spodziewałam się, że opowieść o życiu Katarzyny II będzie wyrazista, tym bardziej jeśli jest fabularyzowana - niestety dość mocno się zawiodłam. Katarzyna jest tutaj nijaka i brak jej mocnego rysu. Jak wspomniałam, opisywane wydarzenia dobrane są subiektywnie, w rezultacie czego nie ma tutaj koncentracji na konkretnym obrazie carycy. Nie ma nacisku na jej związki z mężczyznami, nie ma stereotypu okrutnicy i nimfomanki, słowem nie wspomina się na temat jej korespondencji z wielkimi umysłami epoki. Czytelnik obserwuje po prostu dzieje władczyni, która bardziej zmaga się ze starzejącym się ciałem i zależnością od mężczyzn niż politycznymi czy obyczajowymi trudnościami. Niezwykle ciężko jest znaleźć szufladkę dla tego tekstu - nie jest to ani romans, ani osadzona na dworze powieść kryminalna; tym bardziej nie jest to klasyczna biografia.
Na szczęście jedno nie uległo zmianie - styl, jakim posługuje się autorka. Pod względem literackim powieść jest naprawdę wspaniała i właściwie można ją czytać na raz; wydarzenia przemykają przed naszymi oczami, historia wciąga, a całość przedstawiona jest płynnie i nad wyraz naturalnie. W początkach tekstu ciekawe urozmaicenie stanowią wtrącane rosyjskie przysłowia – zapisane w oryginale i tłumaczone, tak doskonale oddające aktualną sytuację.
Ewa Stachniak po raz kolejny zaprosiła nas na specyficzny, pachnący przepychem carski dwór; do świata intryg, podszeptów i dwulicowości. Tym razem jednak zabrakło klimatu epoki i wyrazistości postaci. W moim przypadku dobre pióro wystarczyło, bym lekturę kończyła z przyjemnością, wiem jednak, że mogłam dostać więcej. Nie rozstaję się jednak z autorką - jeszcze jedna jej powieść czeka na mojej półce, mam też nadzieję, że pojawią się kolejne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Stachniak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Stachniak. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 lutego 2015
sobota, 28 września 2013
Ewa Stachniak - "Katarzyna Wielka. Gra o władzę"
Na wstępie powiem, że dla osób, które nie miały styczności z
opisami tej książki, nieco zaskakujący może się wydać sposób narracji. Całą
historię opowiada postać wykreowana – Barbara, córka polskiego introligatora,
która dzięki umiejętnościom swojego ojca i szczęśliwej obietnicy carycy
Elżbiety trafia na dwór Imperatorowej. Najpierw jako służąca, stopniowo wspina
się po szczeblach dworskiej „kariery”. Zostaje zauszniczką Elżbiety i
najbliższą przyjaciółką młodziutkiej Zofii. Jest baczną obserwatorką, a dzięki
jej subiektywnym odczuciom, ocena życia carycy staje się dużo pełniejsza.
Historia opisywana w książce zaczyna się na długo przed
przybyciem Zofii do Rosji, ale mam wrażenie, że jest to zabieg celowy, obrazujący
czytelnikowi genezę sytuacji, w sam środek której niespodziewanie trafia młodziutka
księżniczka. Pozwala to także od samego początku obserwować zachodzące w Zofii
zmiany. A jest ich sporo, trudno bowiem przywyknąć do tak nieprzyjemnych
warunków – zmiennych nastrojów carycy, zawistnych dwórek, komentujących każdy
ruch, zauszniczek, dzielnie donoszących swojej pani o poczynaniach każdego… By
żyć w takim środowisku trzeba stać się twardym, nawet jeśli nie miało się
takiego zamiaru.
Taka też staje się Zofia. Wraz z przyjęciem imienia
Katarzyny przyjmuje nową siebie, ucząc się, jak radzić sobie na dworze. Choć
spotyka ją wiele cierpień, nie okazuje słabości – prawie nikomu. Prawie,
ponieważ czasem odzywa się w niej mała dziewczynka, potrzebująca miłości i
opieki, a dzieje się to – jak nietrudno się domyślić – w towarzystwie mężczyzn,
których darzy uczuciem. Niestety nie wszyscy na to zasługują… Na szczęście w
chwilach kryzysowych, ukształtowany przez lata cierpień charakter Katarzyny nie
zawodzi – znajduje ona siłę, by w kluczowym momencie stanąć na czele zamachu
stanu, który otwiera jej drogę do władzy i tronu samodzielnej władczyni,
Imperatorowej Wszechrusi.
Brak mi trochę w tej książce dokończenia dziejów carycy o
czas jej rządów, choć oczywiście autorka sprawnie rozwiązuje ten problem, nie
dając Barbarze możliwości kontynuowania opowieści. Trochę żal, bo to właśnie
późniejszy okres życia Katarzyny jest tym najbardziej fascynującym. Z drugiej
strony temat ten jest omówiony wzdłuż i wszerz zarówno w książkach
historycznych, jak i w literaturze, wszak, jak wspomniałam na samym początku,
jest to jedna z najbarwniejszych i najbardziej niejednoznacznych postaci
XVIII-wiecznej Europy. To, na czym postanowiła skupić się Ewa Stachniak jest
przedstawione dobrze i pomysłowo. Konstrukcja świata i postaci odpowiada mojej
wiedzy i oczekiwaniom. I trudno nie zgodzić się, że autorka zaprasza nas w
ciekawą podróż na „głupi dwór rozdanych ról”, jak to pisał Kaczmarski w utworze
„Sen Katarzyny II”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




