Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Abercrombie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Abercrombie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

George R.R. Martin, Gardner Dozois – „Łotrzyki”

Jak świat światem czytelnicy i kinomaniacy uwielbiają łotrzyków – choć wielu się do tego nie przyznaje, przeżywają dzięki nim całą masę emocji. Charyzmatyczny szwarccharakter lub niecny bohater pozytywny potrafi wywołać sprzeczne odczucia: od zachwytu, aż po czystą i nieskrywaną złość, a nie rzadko również jest w stanie „zrobić” cały tekst, zwłaszcza gdy jego rola jest bardzo znacząca. Nie będę ukrywała – uwielbiam takie postaci i zawsze z zapałem obserwuję ich poczynania, dlatego też nie mogłam sobie odpuścić okazji do poznania całego szeregu spojrzeń na ich właśnie temat.

W kolejnej po Niebezpiecznych kobietach odsłonie antologii pod patronatem Georga R.R. Martina odnajdziemy 21 nazwisk mniej lub bardziej znanych twórców z różnych gatunków – od klasycznego fantasy, poprzez science fiction i horror, aż do realizmu z elementami nadprzyrodzonymi. Osobiście nie czytałam jak dotąd tekstów żadnego z występujących tu autorów (tak, tak, dobrze przeczytaliście: nie znam Pieśni Lodu i Ognia, cykl o niecnych dżentelmenach czy Pół króla to raczej sylwkowe domeny, a książki do których mi najbliżej – Mroczny zakątek i Zaginiona dziewczyna – od kilku miesięcy grzecznie czekają na swoją kolej na rosnącym stosisku), podeszłam więc do każdego jak do czystej, niezapisanej karty. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że poziom tekstów zawartych w tej antologii jest zróżnicowany. Tak to już bywa – gdy autorów jest wielu, nie wszyscy będą reprezentowali jeden, bardzo wysoki poziom. Co ciekawe, najbardziej skusiły mnie opowiadania autorów, których już kojarzyłam, choć nie byli oni najbardziej znanymi z puli: Rothfussa, Swanwicka czy Gillian Flynn, której opowiadanie wciągnęło mnie właściwie od samego początku, mimo że klimat stanowił w nim właściwie kwestię drugorzędną.

Na naszym blogu antologie zdecydowanie są po stronie Sylwka, ale tym razem to ja miałam okazję przekonać się o pewnej ważnej ich zalecie, którą tak często podkreśla – inspiracji. Opowiadania wielu autorów należą do szerszego uniwersum, a dzięki takim zbiorom mamy okazję się nimi zainteresować. Dokładnie to zjawisko spotkało mnie w przypadku tekstu Joe R. Landsdale’a – wykreowany przez niego świat Hapa i Leonarda niesamowicie mi się spodobał i na pewno będę chciała poznać go na szerszą skalę. Odkryłam też kilka nazwisk twórców, co do których jestem pewna, że mogę z czystym sumieniem sięgać po ich książki, a to zawsze się przydaje, gdy ma się ochotę na lekturę czegoś całkiem nowego.

O antologiach takich jak ta można mówić wiele: że schematyczne, że wielkie nazwiska nie spełniają oczekiwań… Tematem zbioru są, jak nietrudno się domyślić, postaci łotrzyków i faktycznie autorzy wzięli sobie ten motyw do serca. Podeszli do zadania poważnie, a niektórzy nawet nazbyt, bo w wielu tekstach z antologii można znaleźć ten sam schemat i różne wariacje na jego temat. Nie jest to zaleta, gdy chcemy czytać kilka opowiadań ciągiem – po kilku możemy poczuć się nieco znudzeni. Z drugiej strony nie spodziewałam się po autorach jakiejś szalonej kreatywności… Gdybym miała oceniać tę antologię, powiem, że całkiem się spodobało, a warto zaznaczyć, że nie jestem fanką wszelkich zbiorów. Uwielbiam za to łotrzyków i to spotkanie z nimi będę zaliczać do bardzo, bardzo udanych.





Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Joe Abercrombie - "Pół świata"

Brand całe życie stara się postępować według słów swojej matki i czynić dobro. Choć brak mu odwagi i determinacji, robi wszystko, by być jednym z wojowników Gettlandu i stanąć w obronie ojczyzny. Zadra, choć jest dziewczyną, łaknie męskiego życia - takiego, jakie prowadził jej ojciec. Ścieżka bohatera jest jednak dwa razy dłuższa dla kobiet, w dodatku pełna nieprzychylnych spojrzeń. Branda i Zadrę wiele różni, sporo też łączy; oboje wyruszają na wyprawę przez pół świata i stają się bohaterami rozgrywek politycznych najwyższego szczebla. Co takiego w tej dwójce zobaczył Ojciec Yarvi, że wciągnął ich w nieskończoną sieć spisków, intryg i knowań?

Przyznaję, że przeżyłem niemały szok na początku lektury, gdy okazało się, że Yarvi nie jest już głównym bohaterem. Zdecydowanie jest to zagrywka rzadko spotykana w cyklach książek, muszę jednak przyznać, że jak najbardziej ma ona sens - Morze Drzazg to trylogia skierowana do młodzieży, potrzebny jest więc młody, nastoletni bohater. Yarvi zdążył już dorosnąć w toku fabuły zawartej w pierwszym tomie, wynikła więc potrzeba zaprezentowania nowych protagonistów. A ci, warto zaznaczyć, wypadli rewelacyjnie, podobnie zresztą jak wszystkie inne postaci. Joe Abercrombie ma niezwykły talent to tworzenia bohaterów: każda osoba pojawiająca się na kartach powieści jest unikatowa i opisana w sposób dokładny i spójny. Nie ma tu postaci źle napisanych - zarówno bohaterowie znani z pierwszego tomu, jak i nowo przedstawieni zaprezentowani są po mistrzowsku.


Brand szarpnął nogawkę mokrych spodni.
- Zaszczałem sobie gacie.
- Nie ty jeden.
- W pieśniach bohaterowie nie robią w spodnie.
- No cóż. - Rulf lekko ścisnął go za ramię i wstał. - Pieśni to pieśni, a życie to życie.(s.200)


Na podziw i uznanie zasługuje również niesamowicie lekkie pióro autora. Żywe, barwne opisy to jedno, ale nie sposób przejść obojętnie obok subtelnego humoru wplecionego w wiele scen. Dodatkowo Joe Abercrombie z niesamowitą łatwością i taktem potrafi opisywać zarówno rzeczy wyjątkowo przyziemne, jak i te z gatunku obleśnych czy przez swój charakter wymagające specjalnego podejścia. Pisarz ewidentnie ma świadomość, jakie jest docelowe grono odbiorców, nie traktuje go jednak w sposób pobłażliwy, lecz na swój sposób dojrzały i ze wszech miar odpowiedni.

W trakcie lektury miałem niemałe wątpliwości co do tego, jak w ogólnym rozrachunku wypadnie Pół świata. Książka w wyraźny sposób ma należeć do uniwersalnej części nurtu young adult - mamy tu dwoje bohaterów, chłopaka i dziewczynę, w dodatku dzięki trzecioosobowej narracji obserwujemy myśli obu postaci, zaś pewne rozwiązania fabularne wydają się być sztampowe dla gatunku; całe szczęście autor wybrnął z tego zadowalająco i wszystko rozpisane zostało w sposób przemyślany i ciekawy. Jedynie niektóre zachowania bohaterów i ich przemyślenia były wręcz żenujące, aż mi za nich było głupio, ale to akurat wynikało z mojego charakteru.

Pół świata okazało się być nie tylko godną kontynuacją pierwszego tomu, ale go wręcz przebiło pod względem poziomu. Joe Abercrombie wykazał się niemałym talentem pisarskim, dzięki któremu stworzył powieść dojrzałą, znakomitą zarówno dla starszego czytelnika, jak i tego nieco młodszego. Zaskakująca i wciągająca - te dwa słowa chyba najlepiej oddają charakter tej książki. Jeśli trzecia część utrzyma poziom, to bezsprzecznie Abercrombie będzie moim ulubionym twórcą fantasy.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie DW Rebis.

środa, 29 kwietnia 2015

Joe Abercrombie - "Pół króla"

Książę Yarvi całe swoje dotychczasowe życie był swoistym popychadłem. Wątłej budowy, z kikutem zamiast jednej ręki - w krainie, gdzie doceniana była siła fizyczna i sukcesy wojenne, jego wygląd budził tylko drwiące uśmiechy. Gdy jednak niespodziewanie stał się prawowitym następcą tronu, Yarvi postanawia dzielnie stawić czoła temu, co zaoferował mu los, a jednocześnie pomścić śmierć najbliższych. Niestety, zdradzony i wrzucony w wir intryg, których istnienia nawet nie podejrzewał, młody książę ociera się o śmierć i trafia do niewoli. Mimo to nie zapomina o przysiędze, którą złożył sobie i Bogom i zrobi wszystko, aby ją wypełnić; Sojuszom, które w tym celu nawiąże, daleko będzie do królewskiej rangi…

Joe Abercrombie znany jest przede wszystkim z mrocznych powieści fantasy, w których brutalność i ostry język przeplatają się z sarkastycznym humorem. Pół króla jest jednak nieco inną powieścią w porównaniu z dotychczasowym dorobkiem autora, bowiem książka docelowo przeznaczona jest dla nastoletniego odbiorcy. Abercrombie nie zmienił jednak zupełnie swojego stylu - Morze Drzazg i otaczające je ziemie to okrutny świat, w którym na pierwszy plan wysuwa się prawo silniejszego, a krew leje się często i w dużych ilościach. Fabuła powieści opiera się na intrydze, która - co tu dużo mówić - jest perfekcyjnie skonstruowana. Zwroty akcji są tak nagłe i niespodziewane, że nie raz szczęka opadała mi ze zdumienia i to aż do samego końca tekstu.

Postaci zostały wykreowane z niesamowitym kunsztem. Yarvi już od pierwszych stron wzbudza naszą sympatię, a niedoskonałości fizyczne nadrabia nadzwyczaj sprawnym umysłem, przez co kibicujemy mu przez całą przygodę. Wraz z posuwaniem się akcji do przodu obserwujemy jego przemianę - widzimy, jak rośnie w nim determinacja, jak krystalizują się jego poglądy na wiele spraw oraz podejście do pewnych rozwiązań. Ewolucja jego osobowości jest całkowicie uzasadniona, a niemal każde wydarzenie wpływa na niego w ten czy inny sposób. Zachwycają również bohaterowie drugoplanowi: każdy z nich jest dopracowany i skonstruowany w pełny, indywidualny sposób. Postaci są wielowymiarowe i nierzadko dopiero z czasem poznajemy całą prawdę i wyrabiamy sobie o nich zdanie.

Mimo ogólnie mrocznej stylistyki, w jakiej utrzymana jest powieść, niejednokrotnie zdarzyło mi się przy niej uśmiechnąć czy nawet zaśmiać. Działo się tak dzięki licznym żartom zręcznie wplecionym w fabułę; ironia i sarkazm nierzadko stawały się jedynymi rzeczami, które mogły dać otuchę bohaterom, nie bali się więc z nich skorzystać. Co prawda niektóre żarty nie stały na zbyt wysokim poziomie, inne zaś były sztuczne, tak jakby cała scena została napisana na ich potrzeby, jednak w ogólnym rozrachunku humor był idealnie dopasowany do reszty utworu.

Choć sama fabuła zbudowana została w sposób ciekawy i szczegółowy, sam sposób jej poprowadzenia nie do końca mi odpowiadał. Cała opowieść została niepomiernie rozwleczona w stosunku do historii, którą opisuje, przez co kilkukrotnie zaczynałem odczuwać znużenie. Wielokrotnie byłem zaskoczony widząc, przez ile stron udało mi się już przebrnąć, podczas gdy fabuła ledwo poruszyła się do przodu. Dodatkowo wiele wydarzeń zdaje się sztucznie zapychać książkę, tylko minimalnie wpływając na ogólny zarys historii. W dodatku nierzadko prawdopodobieństwo życiowe tylu dramatycznych zdarzeń jedno po drugim zbliżało się groźnie ku zeru, nawet biorąc pod uwagę to, że Pół króla to jednak fantastyka.

Joe Abercrombie stworzył powieść, która spełnia kryteria gatunku dark fantasy, a jednocześnie przeznaczona jest dla nastoletnich czytelników. Na szczęście autor nie potraktował tej grupy jako odbiorców gorszej kategorii i nie bał się zaprezentować swojego pomysłu w sposób niepozbawiony brutalności i dosadności, który z pewnością przypadnie do gustu także starszym czytelnikom. Sama historia nie wydaje się być może najbardziej rozbudowana, jeśli przyrównać ją do objętości książki, jednak jest skonstruowana w sposób zupełny i co najważniejsze - ciekawy. Pierwszy tom trylogii Morze Drzazg zdecydowanie przypadł mi do gustu, nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejną część przygód Yarvi’ego.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie DW Rebis.