Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Ćwiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Ćwiek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2017

Jakub Ćwiek – „Grimm City. Bestie” [przedpremierowo]


Mniej więcej 10 miesięcy temu miałam okazję po raz pierwszy odwiedzić pewne niezwykłe miejsce: brudne i pełne niebezpieczeństw miasto Grimm wykreowane przez Jakuba Ćwieka. Przepadłam bez reszty. To nietypowe połączenie świata baśni z kryminałem noir bezbłędnie trafiło w mój gust i pozostało w pamięci, a gdy tylko usłyszałam, że szykuje się kolejna część... cóż, wiedziałam, że muszę ją przeczytać najszybciej, jak się da. Udało się przed premierą, mimo czytelniczego zastoju! Wiesz już, że musiało mi się podobać, prawda?

Po zamieszaniu wywołanym przez nowego gracza mafie Grimm City utrzymują kruchy rozejm i skupiają się na wynagrodzeniu miastu i mieszkańcom doznanych niedawno krzywd. Spokój nie trwa jednak długo: wszystko się komplikuje, gdy pod nowo powstałym neutralnym ośrodkiem kultury zamordowany zostaje Francisco Thornini, szef jednego z gangów Grimm. Kto mógł dopuścić się tak szalonego czynu? Komu jest na rękę rozpętanie nowej wojny? Policja stara się domknąć sprawę tym szybciej, że zabójstwo Thorniniego nie jest jedynym problemem – dla mieszkańców znacznie bardziej niebezpieczny jest grasujący po mieście morderca kobiet ochrzczony przez media jako Drwal, którego szukają nie tylko organy ścigania, ale też pewien bardzo zaangażowany mieszkaniec...

Druga część cyklu o mieście Grimm nieco różni się od poprzedniczki. Tempo akcji zdaje się być wyższe, bo nie ma już konieczności wprowadzania czytelnika w specyfikę opowieści. Mniej wyraźna jest też aura tajemniczości – mam wrażenie, że w tym przypadku mamy do czynienia z bardziej konkretnymi problemami, których potencjalne skutki łatwo można przewidzieć. Choć książka łączy w sobie wiele elementów charakterystycznych dla kryminału jako gatunku, Jakub Ćwiek robi wszystko, aby nie pachniało tu sztampą: wszelkie nawiązania są czynione umiejętnie i z wyczuciem. Uwaga czytelnika jest sprawiedliwie dzielona między dwie zagadki, które rozwijają się równolegle, a jednak każda z nich zachowuje swoją specyfikę. Obie odkrywamy z wielką radością i zaciekawieniem. 

Są również elementy, które, ku mojej radości, pozostały niezmienne: ciężki klimat, tematyka związana z brudnymi sprawkami, poziom skomplikowania akcji i niebanalny, zachwycający styl. Wszystko to razem w odpowiednich proporcjach daje mieszankę, której sukces jest gwarantowany. Zastanawiam się, ile tak naprawdę jest w Grimm City fantastyki. Choć wydawać by się mogło, że nawiązania do baśni i uczynienie z nich religii same w sobie będą odejmowały książce realizmu, jest wręcz przeciwnie – zarówno wydarzenia jak i postaci są niebezpiecznie bliskie prawdziwego życia. Nie jestem pewna, czy Ćwiek odziera baśnie z magii, by uczynić je bardziej ludzkimi, czy tylko pokazuje nam, że te opowieści wyrosły z prawdziwego życia, by metaforycznie ujmować realne zagrożenia i problemy; niezależnie, jak jest naprawdę, efekt tego zabiegu bardzo mi się podoba.

Nie ważne, czy wolisz nawiązania do baśni, czy kryminały (a może jak ja – uwielbiasz jedno i drugie?), ten cykl Jakuba Ćwieka powinien Ci się spodobać. Mroczny, ciężki i pod każdym względem dopracowany skradł moje serce i szybko stał się jednym z ulubionych. Z niecierpliwością czekam na kolejną część!






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.
Premiera 10 maja!


Grimm City. Wilk! || Grimm City. Bestie

poniedziałek, 18 lipca 2016

Jakub Ćwiek – „Grimm City. Wilk!”

Wymyśliłam sobie, że pierwsze zdanie tej opinii będzie brzmiało: „Miałam bardzo długą przerwę w poznawaniu książek Jakuba Ćwieka”. Po jakimś czasie postanowiłam jednak sprawdzić, czy aby na pewno jest ono prawdziwe, bo przecież nie chcę wprowadzać Was w błąd, a pamięć bywa zawodna. Niestety miałam rację – od czasu Dreszcza 2 minęły już prawie dwa lata, a ja przez ten czas odpoczywałam od autora, którego niegdyś niesamowicie uwielbiałam. Trochę bałam się tego, co znajdę w Grimm City i czy aby na pewno mi się spodoba – nie jestem pewna, czy do tej pory było mi dane przeczytać jakikolwiek kryminał noir. Na wstępie powiem jednak, że moje obawy były zupełnie bezpodstawne.

Grimm City nie należy do najbezpieczniejszych miejsc na świecie, jednak wypadki ostatnich dni zwracają uwagę policjantów. Wszystko wskazuje na to, że pomiędzy rywalizującymi ze sobą klanami mafijnymi pojawił się na rynku nowy, nieznany gracz, który śmiało mości sobie miejsce brutalnie mordując taksówkarzy wraz z pasażerami. Sprawa nabiera rozpędu, gdy do grona martwych dołącza mało lubiany policjant Wolf – pojawiają się naciski, aby zagadka została rozwiązana. W tym samym czasie zastępujący przyjaciela-taksówkarza muzyk Alfie zupełnie nieświadomie trafia na celownik mordercy po tym, jak wiezie w dziwne miejsce drobne dziewczę w charakterystycznym, czerwonym płaszczyku z kapturem…

Zacznijmy może od tego, co od razu rzuca się w oczy, czyli od świata przedstawionego, który dopracowany jest po prostu perfekcyjnie. Czytelnik ma wrażenie, że trafia do miejsca, które całkiem nieźle zna, a jednak jest ono zupełnie oderwane od naszej rzeczywistości. Grimm City ma swoją historię, klimat i bardzo specyficzne nazewnictwo, które – co ważne – jest dla czytelnika jasne dzięki wpleceniu w opowieść elementów historii. Panująca w mieście atmosfera jest ciężka, a autor, jak zwykle z resztą, niczego nam nie ułatwia wplatając do swojej historii mafię, ciemne sprawki, morderstwa, muzyków, prostytutki i policję, która bynajmniej nie należy do krystalicznie czystych grup społecznych.

Jak część z Was wie, uwielbiam baśnie i bardzo chętnie sięgam po wszystko, co do nich nawiązuje. Wiedziałam, że Ćwiek nie zafunduje nam cukierkowej wersji znanych historii, spodziewałam się luźnych nawiązań i brutalnej fabuły. Nie przeliczyłam się. Grimm City jako miejsce w całości oparte jest o ideę opowieści – bogiem jest tu Bajarz, a świętą księgą baśnie (te Braci Grimm, ale krąży również wiele apokryfów). Wiele postaci nawiązuje do tych znanych – czasem imieniem lub pseudonimem (jak komisarz Wolf), czasem zachowaniem, innym razem strojem. Podczas czytania co i rusz mamy wrażenie, że kojarzymy skądś motyw, który właśnie się pojawia, jednak dalekie jest to od uczucia wtórności; po prostu czujemy się, jakbyśmy spotkali starych znajomych… w zupełnie nowych okolicznościach. Takich nawiązań jest mnóstwo i jestem pewna, że nie odkryłam wszystkich – musiałam w końcu poświęcić uwagę również samej historii.

Skoro już jesteśmy przy fabule, to i o niej warto wspomnieć kilka słów. Akcja książki toczy się niespiesznie, ale to akurat normalne w kryminałach noir – znajdziemy tutaj całkiem sporo dynamicznych scen, głównie związanych z niebezpieczeństwami, jednak generalnie większa część książki oparta jest o opis. Czytelnik ma okazję przyjrzeć się bohaterom, ich charakterystycznym cechom, a także interakcjom między postaciami, co daje okazję do wyrobienia sobie na ich temat zdania. Dużą rolę odgrywają tajemnice bohaterów, ich przeszłość oraz pewne indywidualne cechy. Gdzieś obok rozgrywa się akcja, a cała zagadka jest nam nakreślana powoli i dokładnie, trzymając w napięciu praktycznie do samego końca. Oś fabularna jest interesująca i naprawdę wciąga.

Nie będę siliła się na długie, rozbudowane podsumowania; powiem tylko, że naprawdę warto. Jakub Ćwiek po raz kolejny udowodnił, że potrafi po mistrzowsku inspirować się klasycznymi opowieściami i opowiadać je nam na nowo. Grimm City to projekt ciekawy, trafny i pełen bardzo kuszącego klimatu, któremu trudno jest się oprzeć. Cieszę się przeogromnie, że to dopiero początek opowieści z tego świata, bo mój apetyt został bardzo mocno rozbudzony.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.

czwartek, 19 listopada 2015

Jakub Ćwiek - "Chłopcy 4. Największa z przygód"


Żadna zabawa nie może trwać wiecznie. Dzwoneczek i jej Chłopcy przekonali się o tym na własnej skórze - wciągnięci w intrygę wroga stracili niemal wszystko i wydawać się może, że nie ma już dla nich ratunku. Wróżka jednak łatwo się nie podda i choć stoi na z góry straconej pozycji, podejmuje nierówną walkę; jako Mama zrobi wszystko, by uratować swoje “dzieci”. Będzie brutalnie, będzie niebezpiecznie, będzie krwawo; nie wiadomo, jaki jest plan Cienia, ani też czego spodziewać się po Panu. Jedno jest jednak pewne: czas dorosnąć.

 Zacznijmy może od tego, że moim zdaniem ta część serii powinna się nazywać Chłopcy 3. Tom 2. Dostajemy tutaj bezpośrednią kontynuację wydarzeń opisanych w Zgubie i o ile zakończenie trzeciej części wydawało się być pewnym momentem przełomowym, tak tutaj jego waga została znacznie pomniejszona. Aż dziw bierze, że numeracja rozdziałów została wyzerowana, zamiast kontynuować już rozpoczęte odliczanie.

 Niestety, w porównaniu ze Zgubą, Największa z przygód wypada dość blado. Największy zarzut mam chyba do fabuły: gdzieś po drodze wytraciła ona swój impet, zgubiła ostrego pazura, jakim charakteryzowała się dotychczas. Wydarzenie zdają się być nakreślone sztucznie i po łebkach, sporo tu też przypadków i zbiegów okoliczności istotnie wpływających na przebieg wydarzeń. Choć momentami sporo się dzieje, większość akcji pozostawiało we mnie pewien niedosyt - wręcz odniosłem wrażenie, że wszystko zostało upakowane i ściśnięte na siłę, by koniecznie zmieścić się w jednym tomie...

 Znaczy to koniec, tak? Całe to zamieszanie, akcja, człowiek czuje się jak w filmie, a tu dup i pass, uszło powietrze? To już wszystko, Dzwoneczku?[s. 383]

 ...tomie, który pozostawił mnie z uczuciem sporego niedosytu. Już pomijam fakt, że pewne rozwiązania głównego wątku były niezadowalające, a sama końcówka - raczej bez fajerwerków. Otwarte zakończenie dla najważniejszej osi fabularnej jest do przełknięcia; co prawda jest ono raczej ukierunkowane na jedną, konkretną opcję, która wręcz prosi się o jej opisanie, ale to akurat nie problem. Gorzej, że niedomknięty został praktycznie cały drugi plan i losy wielu bohaterów, tak jakby nagle stali się oni mało istotni. Poza tym zamiast odpowiedzi na wiele pytań, pojawiają się tutaj nowe niewiadome, aż proszące się choćby o słówko wyjaśnień. Jak na “epicki finał serii” zdecydowanie za dużo tu niedopowiedzeń i zdecydowanie będę niezadowolony, jeśli Jakub Ćwiek nie opisze dalszych wydarzeń.

 Chłopcy od samego początku byli serią skierowaną do starszego czytelnika - nie brakowało tu opisów brutalnych scen i wszelakich wulgaryzmów. Choć w trzecim tomie nacisk został przeniesiony na poważniejsze, dojrzalsze elementy konstrukcji, w Największej z przygód mamy niejako powrót do języka pełnego przekleństw. Bohaterowie klną prawie w każdej scenie, i o ile da się to jakoś uzasadnić dramatyzmem tej czy innej sytuacji, o tyle niektóre rozbudowane klątwy rzucane przez postaci są przekombinowane i - nie przymierzając - pasują w kilku scenach jak pięść do nosa. Całe szczęście nie zdarza się to wyjątkowo często, jest to jednak zauważalne.

 Nie jest jednak tak, że ostatni tom cyklu zupełnie mi się nie podobał. Zdecydowanie pozytywnie odebrałem całą tę podszewkę serii, która tutaj najbardziej wychodzi na wierzch. Moralne tło, które towarzyszyło książkom od początku, osiąga tutaj kulminację: otrzymujemy sporo rozważań na temat nieustannej zabawy i bycia wiecznym dzieckiem, jak i problemów związanych z psychicznym dojrzewaniem i to u osób już dawno dorosłych. Bohaterowie zmuszeni są podejmować liczne trudne decyzje, a następnie żyć z ich konsekwencjami, tymi dobrymi i tymi złymi. Choć widać to było już wcześnie - Największa z przygód wyraźnie pokazuje, że przewodnim motywem historii o “wiecznych chłopcach” jest dorosłość z całym bagażem pozytywnych i negatywnych aspektów.

Oceniając Chłopców 4 w obiektywny sposób trzeba jasno uznać, że jest to dobra, choć nieidealna powieść, pełna akcji, wywołująca emocje i zawierająca niebanalne przesłanie - myśli niby oczywiste, a jednak takie, o których ludzie zapominają. Problem w tym, że obiektywizm nie wchodzi w grę - Największa z przygód to część większej historii i jako taką trzeba ją ocenić. Niestety, ostatni tom nie wytrzymuje konfrontacji z dobrym wrażeniem wywołanym przez poprzednie części oraz ze stawianymi wobec niego oczekiwaniami. Finał historii okazał się być co najwyżej zadowalający patrząc na dotychczasowy rozwój fabuły, a i taka ocena pełna jest zastrzeżeń. Chociaż może tak miało być? Może o to chodzi, żeby zaakceptować, że nie zawsze wszystko jest takie, jak byśmy chcieli?





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.


Chłopcy  |  Bangarang  |  Zguba  |  Największa z przygód

wtorek, 26 maja 2015

Jakub Ćwiek - "Kłamca. Papież sztuk"

W czasach, gdy przeciętna publikacja cieszy się popularnością zaledwie przez kilka miesięcy od dnia premiery, stworzenie serii książek, która jest wstanie funkcjonować na rynku dekadę, jest nie lada wyzwaniem. Jakub Ćwiek jest jednym z pisarzy, któremu udało się coś takiego osiągnąć - postać Kłamcy zadebiutowała dziesięć lat temu, a choć seria przygód Lokiego na usługach aniołów doczekała się już swojego zakończenia, do dziś historia niebiańskiego cyngla cieszy się niesłabnącą popularnością. Autor zdecydował się świętować jubileusz w nietypowy sposób - przedstawiając czytelnikom nieznaną przygodę Kłamcy, w dodatku w bardzo nietypowym wydaniu..

Czy w świecie, w którym religijność powoli odchodzi do lamusa, może pojawić się nowy bóg? Okazuje się, że owszem - przecież gwiazdy popkultury coraz częściej traktowane są niczym bóstwa z współczesnego panteonu. Tak właśnie jest w przypadku Marcusa Lestera: aktor gra główną rolę w najpopularniejszym serialu, który opowiada historię o aniołach - tę prawdziwą, której nikt nie powinien poznać. Uwielbienie, jakim darzony jest przez fanów, coraz bardziej upodabnia się do swoistego kultu religijnego, przez co Marcus co raz bardziej przemienia się w odgrywaną przez siebie postać - Dezyderiusza Crane’a, fikcyjnego syna Thora i Lokiego (nie pytajcie). Wachlarz jego nadludzkich zdolności rośnie z każdą chwil, jednak w tym wypadku z wielką mocą nie wiąże się wielka odpowiedzialność, a zagrożenie dla znanego nam świata jest coraz większe. Nowonarodzonego boga powstrzymać może tylko Loki - w końcu jest jego ojcem. Tfu, matką znaczy się.

Kto czytał choć jedną z wcześniej opublikowanych przygód Kłamcy, ten wie, że opowieści te silnie nawiązywały do popkultury. Tutaj nie tylko zostało to powtórzone, ale wzmocnione do granic skali. Słynne klisze filmowe wykorzystywane są w praktycznie każdej scenie, a niezliczone aluzje do kultury pojawiają się na każdym kroku. Znajdziemy tu zarówno słynne motywy z takich kultowych dzieł, jak Matrix, Gwiezdne Wojny czy komiksy ze stajni Marvela, jak i niepozorne aluzje do mniej znanych rzeczy, które nie wszyscy wyłapią (dam sobie głowę uciąć, że jeden fragment jest w oczywisty sposób wzorowany na motywie z krótkometrażowego filmu, który znaleźć można w internecie).

W pewien sposób Ćwiek wkroczył w swojej idei na jeszcze wyższy poziom. Klisze popkulturowe nie tylko przewijały się w fabule, ale stały się swoistym elementem konstrukcji książki, a postaci w historii zaczęły wręcz wywierać wpływ na narrację, łamiąc przy tym czwartą ścianę. Dodatkowo do poprowadzenia książki wykorzystano bardzo nietypowe zabiegi: mamy tu fragment komiksowy (który jako inne medium rządzi się własnymi prawami), grafiki, która zamiast obrazować tekst, są w rzeczywistości jego integralną częścią, a także odrobinę gry paragrafowej oraz uzupełniankę. Jak dla mnie - genialna formuła.

Kłamca. Papież sztuk to nie tylko powieść. Z okazji dziesięciolecia Kłamcy Jakub Ćwiek opisał całą historię cyklu, od pierwszych pomysłów na fabułę i bohatera, aż po pracę nad niniejszym dziełem. Te kilkadziesiąt stron opowieści to świetna lektura, nie wiem, czy nie lepsza nawet od głównego tekstu (który przecież bardzo mi się podobał!). Pełna anegdot, ciekawostek, wzbogacona nawet o pewne przełamanie schematów - to zdecydowanie coś, co powinien przeczytać każdy fan przygód Lokiego. Osobiście na koniec czytania nabrałem przekonania, że gdyby Kuba Ćwiek zdecydował się wydać zbiór napisanych przez siebie felietonów, popularnością mógłby on przebić wszystko, co autor dotychczas wydał.

Fani Kłamcy nie powinni się dwa razy zastanawiać - Papież sztuk to coś, co z pewnością przypadnie im do gustu. Ostry, bezpośredni język, zabawy z konwencją, a także jazda bez trzymanki w miejsce fabuły - wszystko to dostaniecie w tej książce. Natomiast kto nie zna przygód Lokiego, niech nadrobi to chociaż o dwa pierwsze tomy - bez nich wiele rzeczy w tej książce może się wydać po prostu niezrozumiałych. I naprawdę gorąco do tego zachęcam, bo po prostu warto sięgnąć po najnowsze dzieło Kuby Ćwieka. Mało kto potrafi celebrować jubileusz w takim stylu.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.

sobota, 8 listopada 2014

Jakub Ćwiek - "Chłopcy 3. Zguba" [recenzja przedpremierowa]

Jakub Ćwiek nie zwalnia ani na moment i serwuje swoim czytelnikom trzecią część Chłopców. Tym razem jest to powieść w stylu najlepszych filmów Hitchcocka - fabuła zaczyna się od przysłowiowego trzęsienia ziemi, a potem napięcie stale rośnie. Dzwoneczek budzi się po wypadku, jednak świat wygląda zupełnie inaczej, niż go zapamiętała. Czy naprawdę nazywa się Matylda Blaszka? Czy rzeczywiście wspomnienia o Zagubionych Chłopcach to jedynie wymysł jej umysłu, który wymieszał traumatyczne przeżycia z popularną bajką? Choć tempo akcji nie raz zwolni, aby dać czytelnik odpowiedzi na te i inne pytania, to ani na moment czytelnik nie poczuje się znudzony.

Choć bardzo bym chciał, nie mogę napisać nic więcej o fabule - jakiekolwiek dodatkowe słowo z mojej strony mogłoby komuś popsuć lekturę. Historia przedstawiona w najnowszej książce o Chłopcach jest warta samodzielnego poznania. Zdecydowanie przed lekturą polecam przypomnieć sobie poprzednie tomy, bowiem ilość nawiązań do nich jest naprawdę ogromna. Co chwilę wyłapywałem mniej lub bardziej ukryte wspomnienia, sporo też było wprost wskazanych powiązań. Miałem wrażenie, że autor już podczas pisania pierwszej części cyklu wiedział w jakim kierunku podąży fabuła i tak naprawdę żadna postać czy wydarzenie nie pojawiło się przypadkowo.

Chłopcy 3. Zguba różnią się znacznie od dwóch poprzednich książek. To już nie ten zabawny świat wiecznie zdziecinniałych motocyklistów. z jednej strony wulgarny i brutalny, z drugiej zaś - pełen chłopięcych rozrywek i niedojrzałych zachowań. Trzecia część cyklu jest po prostu smutna. I choć niejednokrotnie pojawiają się nawiązania do stylu życia przedstawionego we wcześniejszych tekstach, w gruncie rzeczy są one jedynie wspomnieniem - teraz wszystko wygląda inaczej. Książka jest pod wieloma względami dojrzalsza, a autor traktuje swoich bohaterów bez litości, bez najmniejszej taryfy ulgowej. Skończyły się żarty niskich lotów - ich miejsce zajęła powaga i walka o to, co naprawdę ważne.

W trzeciej części Jakub Ćwiek odszedł od schematu znanego z poprzednich: nie mamy już do czynienia ze zbiorem powiązanych ze sobą opowiadań tylko z pełnoprawną powieścią podzieloną na kolejne rozdziały. Pewne podobieństwo do dwóch pierwszych tomów jednak pozostało, bowiem  książka podzielona jest na fragmenty opowiadające w miarę spójne kawałki historii. Oczywiście wzajemne powiązania są tu jednak o wiele bardziej widoczne, wyraźniej też zaznaczony jest związek przyczynowo-skutkowy, a im bliżej końca książki, tym bardziej to wszystko da się zauważyć. Samo zakończenie zaś - choć w pewnym momencie staje się dla czytelnika w miarę przewidywalne -  jest tylko przedsmakiem tego, co nastąpi w kolejnym. Ćwiek potrafi wzbudzić w czytelniku apetyt, nie ma co do tego wątpliwości.

Wyraźne zmiany widać w języku, jakim książka jest napisana. Wulgarność, choć wciąż obecna, zyskała nieco bardziej stonowane oblicze, bardziej adekwatne do sytuacji (no może poza scenami z Kędziorem, ale to nie powinno nikogo dziwić). Zwrócić też można uwagę na specyficzny styl narracji - choć jest ona trzecioosobowa, niejednokrotnie ukazuje myśli danej postaci i to wręcz z jej perspektywy. Dawniej też się to zdarzało, aczkolwiek teraz jest to moim zdaniem o wiele bardziej wyraźne.

W parze z dojrzalszym językiem idzie też dojrzalsza fabuła i nakreślone problemy. Jak już wspominałem, zabawa się skończyła i teraz czas, żeby postacie w końcu dorosły. Dzwoneczek, której losy przede wszystkim mamy okazję obserwować, dość dobrze radziła sobie z rolą ‘mamy’, jaką pełniła wobec Chłopców, jednak dopiero teraz, w obliczu wszystkich zmian, w pełni ją zrozumiała. To chyba najbardziej przełomowy moment w całej serii, choć nie jest on tak dynamiczny jak pozostałe sceny. Wygrywa za to z nimi pod względem wzruszenia, które we mnie wywołał.

Sięgając po trzecią część Chłopców dostajemy coś zupełnie innego, niż do tej pory. Nastrój cyklu został wywrócony na lewą stronę - powieść jest dojrzała i poniekąd depresyjna. Jednocześnie jest to świetna kontynuacja wcześniejszych opowiadań, która nie tylko łączy w całość wszystkie elementy układanki sygnalizowane w pierwszych dwóch tomach, ale jednocześnie wprowadza sporo nowości. Świat Chłopców został zburzony, a na jego gruzach powstała zupełnie nowa rzeczywistość. Po początkowej nienawiści do autora, który bezlitośnie potraktował swoich bohaterów, przychodzi podziw i uznanie. To zdecydowanie najlepsza część cyklu - a wszystko wskazuje na to, że kolejna będzie jeszcze lepsza!

A, i jeszcze słówko na temat okładki - jest po prostu GE-NIAL-NA. Idealnie oddaje to, co serwuje nam powieść.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.

czwartek, 6 listopada 2014

Jakub Ćwiek - "Chłopcy 2. Bangarang"

Zagubieni Chłopcy powracają z głośnym “Bangarang” na ustach! No, może za wyjątkiem Milczka, ten przecież nic nie powie, a pokazanie tego słowa nie ma takiej mocy. Grupa wiecznych dzieci pod wodzą Dzwoneczka znów zrobi wszystko, żeby dobrze się bawić. Ich działania są szalone, zabawne, czasem wręcz głupie, ale Chłopcy nie tracą ducha nawet w obliczu poważnych spraw. Choć sytuacja w Lunaparku się zmienia i wszystko wskazuje na to, że gang motocyklowy zajmie się w pełni legalnym biznesem, bohaterowie wciąż unikają dorosłych postaw. Co nie znaczy, że nie potrafią ich przyjąć, gdy przychodzi taka potrzeba.

Chłopcy 2. Bangarang dość istotnie różnią się od pierwszego tomu. Z jednej strony jeszcze bardziej przypominają powieść niż to było w poprzedniej części, z drugiej zaś - każde z opowiadań zdaje się mieć własną “duszę”. Na otwarcie dostajemy historię o corocznym zjeździe Zagubionych Chłopców z całej Polski oraz krajów ościennych. Tekst jest o wiele bardziej wulgarny i brutalny niż opowieści z pierwszego zbioru, jednocześnie też fabuła jest poważniejsza i, nie da się tego ukryć, smutna i gorzka. Oprócz tego poznajemy przygodę naczelnego kota Drugiej Nibylandii, Pana Propera, która na swój dziwny sposób jest urocza, a także dowiemy się jak wyglądał grupowy wyjazd gangu do Wrocławia. Odkryjemy co nieco o młodości Chłopców i ówczesnym facecie Dzwoneczka, na deser zaś zobaczymy zdeterminowanych bohaterów w roli obsługi Lunaparku.

Wszystkie te historie prowadzą nieubłaganie do epilogu, który uderza w czytelnika z siłą rozpędzonego ciągnika siodłowego z wypakowaną po brzegi naczepą. Jakub Ćwiek bywa czasem okrutny dla swoich postaci i nie boi się sięgnąć po kontrowersyjne rozwiązania (vide zakończenie cyklu o Kłamcy), ale tym raz poszedł po bandzie. Zakończenie zbioru jest na prawdę zaskakujące, a do tego obraca fabułę o sto osiemdziesiąt stopni. W dodatku jest ono takim cliffhangerem, że nie wyobrażam sobie nie sięgnąć po kolejny tom serii - wszystko wskazuje na to, że autor okryje w końcu przed czytelnikami większość niewiadomych..

Jakość tekstów stoi oczywiście na wysokim poziomie technicznym, ale tego można się było spodziewać widząc nazwisko autora na okładce. Opowiadania są dobrze skonstruowane, ciekawe i nierzadko zabawne. Zdecydowanie na plus wyszło silne zróżnicowanie opowiadań - każde z nich ma niejako swoją własną konwencję, a historie nie są pisane na jedno kopyto. Zupełnie inaczej wygląda tekst o Panu Properze, inny kształt ma opowiadanie bogate w retrospekcje, a jeszcze odmienną strukturą charakteryzuje się historia, w której Kędzior snuje Kubusiowi opowieść. Choć poznajemy ledwie pięć przygód Chłopców, nie można narzekać na brak różnorodności.

Chłopcy 2. Bangarang nie tylko utrzymują poziom i klimat pierwszego tomu, ale też w obu tych kategoriach przewyższają swojego poprzednika. Kto zakochał się w zgrai dziecinnych dorosłych z wcześniejszych historii, ten na pewno nie będzie niezadowolony podczas lektury ich dalszych losów. Więcej motocykli, więcej przygód, więcej “Drogi”, no i jeszcze więcej “Kukuryku!”. Ale także więcej powagi, więcej dorosłości, której Chłopcy tak bardzo starali się uniknąć. A jeśli dodamy do tego epilog, który zaostrza nam zęby na kolejną część i jednocześnie każe nam nienawidzić autora, to otrzymujemy solidną dawkę przygody, którą nie pogardzi nikt o duszy wagabundy.

wtorek, 4 listopada 2014

Jakub Ćwiek - "Chłopcy"

Zastanawialiście się kiedyś jakby wyglądały losy Zagubionych Chłopców z Piotrusia Pana, gdyby musieli w końcu dorosnąć? I to w dodatku we współczesnych czasach, w Polsce? Jakub Ćwiek się nie zastanawiał - on po prostu napisał o tym książkę. Co więcej, zrobił on z bohaterów gang motocyklowy dowodzony przez Dzwoneczka będącą istnym wampem. Czy tak ekstrawagancki pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę?

Dawni kompani Piotrusia Pana to dziś groźne zakapiory, idące przez życie w skórzanych kurtkach, przy dźwiękach ciężkiej muzyki i ryku motocyklowego silnika. Ich dorosłość nie idzie jednak w parze z dojrzałością - tej większość z nich dalej nie osiągnęła, dlatego Zagubieni Chłopcy wciąż zrobią wszystko, żeby dobrze się bawić. Niestety prawdziwe życie to nie bajka, nie jest pasmem nieustannych rozrywek. Chłopcy pod wodzą Dzwoneczka będą się musieli zmierzyć z bardzo realnymi problemami, nie raz ponosząc przez nie wysokie straty..

Teoretycznie Chłopcy Jakuba Ćwieka to zbiór opowiadań. W praktyce - to powieść, która tylko udaje, że jest zbiorem. Choć każda z przedstawionych tutaj opowieści zdaje się być zwarta i w miarę samodzielna, trudno jednak ukryć, że są one wszystkie ze sobą w istotny sposób powiązane. Wyraźnie widać to w późniejszych opowiadaniach - ich fabuły są silnie oparte na wydarzeniach i faktach z początkowych historii. To, co najbardziej wskazuje na to, że mamy jednak do czynienia z powieścią, jest obecność epilogu - to coś, czego w zbiorach opowiadań jednak nie uświadczamy..

Trzeba powiedzieć wprost - Chłopcy nie są powieścią dla wszystkich. Co tu dużo mówić - tekst jest momentami do bólu wulgarny i nie mam tu wcale na myśli użytego słownictwa. Książka wręcz ocieka scenami o wątpliwej wartości moralnej, więc osoby ceniące sobie tradycyjne wartości mogą czuć się momentami zgorszone. A nie ma co się oszukiwać, to dość silny akcent zawarty w książce - Jakub Ćwiek wykreował w swojej historii grupę społeczną, do której jak ulał pasuje zwrot “Sex, drugs & rock’n’roll”. Komu jednak nie będzie to przeszkadzać, ten na pewno nie będzie niezadowolony: pióro autora jak zwykle stoi na wysokim poziomie, opisy są barwne i bogate, a fabuła ciekawa i przemyślana.

Niedawno na rynku pojawiło się już drugie wydanie Chłopców. Poza odmienną formą wykonania (m.in. miękka okładka zamiast zintegrowanej) oraz nieznaczną zmianą grafiki na froncie wskazać można jeszcze jedną różnicę: nowsza wersja zawiera w sobie dodatkowe, niepublikowane wcześniej opowiadanie. Jest ono dość specyficzne, bowiem wykracza poza ciąg fabularny prezentowany przez pozostałe historie: opowieść cofa nas do czasów, gdy Zagubieni Chłopcy chodzili do liceum. Ciekawie jest oglądać ich relacje w wieku dorastania, już widoczny stosunek do życia, a także sposób rozwiązywania problemów.

Choć mogłoby się wydawać, że Chłopcy to lekka, rozrywkowa literatura, wcale tak nie jest. Cały tekst zdaje się non-stop zadawać jedno pytanie: czy da się nigdy nie dorosnąć? Czy można być wiecznym dzieckiem, które życie przechodzi nieustannie się bawiąc? Odpowiedź okazuje się nie być jednoznaczna, a fabuła książki nie raz skłania do rozmyślań i refleksji nad tematem. Zagubieni Chłopcy w klimacie rodem z sierialu Sons of Anarchy to miks, który na pewno wielu osobom przypadnie do gustu. Ja jednak nie byłem do końca zadowolony - miałem wrażenie, że autor nie do końca wykorzystał potencjał własnego pomysłu, momentami zaś przesadzał w natężeniu wykorzystanej przez siebie konwencji. W dodatku moim zdaniem nie jest to książka na tak wysokim poziomie, jaki autor pokazał w wielu innych tekstach. Nie mniej jednak jest to naprawdę ciekawa kreacja świata, dlatego czym prędzej sięgam po kolejny tom przygód Dzwoneczka i jej (nie zawsze) wesołej kompanii.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.

poniedziałek, 15 września 2014

Jakub Ćwiek - "Dreszcz 2. Facet w czerni"

Po odłożeniu pierwszej części Dreszcza byłam mocno zmotywowana, żeby od razu sięgnąć po kolejną - spodobał mi się klimat i nie chciałam z niego wypadać. Nie miałam jednak na podorędziu tomu drugiego i tym samym musiałam odłożyć lekturę na lepsze czasy. Gdy nadeszły, nie tylko ciężko było mi się na nowo wbić w rytm i specyfikę tekstu, ale też ze zdumieniem odkryłam, że czuję się książką rozczarowana. Choć opowieść biegła równie szybko jak poprzednia, lektura nie przyniosła mi już tyle satysfakcji. Co najwyżej nieco dobrej zabawy.

Dreszcz nie zmienił się nic a nic - choć oficjalnie został superbohaterem, wciąż zachowuje się skandalicznie. Znalazł ziomków podobnych sobie (nie do końca ze społecznej elity) i dalej zdarza mu się szaleć na koncercie czy zwyczajnie zalać się w trupa. Benjamin zarzucił już starania by go zmienić, bo i po co? Swoją funkcję jako superbohater spełnia prawie należycie i radzi sobie z zagrożeniami, których - jak się okazuje - na Śląsku nie brakuje...

Przyznać trzeba, że książka ma wyraźny i dopracowany klimat, który od początku do końca jest zasługą autora. Jego wyobraźnia jest niezwykła, a realizacja pomysłów zawsze odbywa się na najwyższym poziomie. Wszystko zgrywa się w całość - ciekawe postaci, wulgarny (choć nie prostacki) język oraz autentyczność otoczenia. Choć Ćwiek bazuje na kontrastach, wychodzi mu to świetnie. Efektu dopełnia cała plejada osobliwości, zaczynając od genialnego hakera, poprzez człowieka opętanego przez własny cień, na stworzonym z kawałków świętych Ekumenie kończąc. Każdy z nich jest przejawem indywidualnego, ciekawego pomysłu.

Dlaczego więc nie uznałam Dreszcza 2 za arcydzieło, a nazwałam wręcz rozczarowaniem? Otóż ciężko mi przywyknąć do zbiorów opowiadań tego typu, które z jednej strony mają różne wątki, a z drugiej jedną wspólną oś przyczynowo-skutkową. Taki zabieg wprowadza do cieniutkiej książeczki mnogość tematów i wydarzeń, która nie do końca mi pasuje. Mamy tutaj do czynienia z dokańczaniem i rozbudowywaniem pewnych kwestii z pierwszej części, a do tego dochodzą też sprawy całkiem nowe. Większość z nich kończy się w połowie i zostaje porzucona. Domyślam się, że jest to zabieg celowy, że losy Dreszcza są po prostu zbiorem scenek, jednak ciężko jest mi zaakceptować tę formę, pozostawiającą tak wiele niedopowiedzeń.

Zastanawiam się jednak, czy techniczna ocena tekstu ma jakikolwiek sens - myślę, że książka ma nam po prostu dostarczać rozrywki w określonym klimacie. Opowiadanie o Dreszczu jest trudne - w moim przypadku za pozytywny odbiór książki odpowiada związany z nią humor, który idealnie wpasowuje się w mój gust. Nieidealny superbohater, pokłady absurdu i dosadność to coś, co w odpowiednich proporcjach tworzy dla mnie mieszankę wybuchową, ale i wspaniałą. Z drugiej strony wiem, że jest to dowcip niski i prosty, czy grubiański, gdyby chciało się użyć eufemizmu. Nie każdemu musi to pasować.

wtorek, 8 lipca 2014

Jakub Ćwiek - "Dreszcz"

Na samym wstępie przyznam się bez bicia – nie miałam zamiaru w ogóle sięgać po tę książkę. O ile kilka lat temu fascynowałam się tekstami Kuby Ćwieka, o tyle po lekturze Chłopców całe zainteresowanie minęło mi jak ręką odjął – to zdecydowanie nie było to, czego szukam w literaturze. Zamaszystym ruchem postawiłam więc kreskę na autorze, którego teksty chciałam poznać lepiej i nie podejmowałam kolejnych prób. Ostatnio jednak, szukając czegoś szybkiego i lekkiego na upalne dni, sięgnęłam po szeroko zachwalanego Dreszcza.

Podstarzały rockman superbohaterem? Takie pomysły tylko u Ćwieka. Sam główny bohater, Rysiek Zwierzchowski, wyśmiałby zapewne ów dziwaczny pomysł. Świat się jednak zmienia, a główny bohater musi zweryfikować poglądy na pewne sprawy po tym jak rażony piorunem nie umiera, a zyskuje dodatkowe supermoce. Jak się okazuje – nie tylko on. Jedni umieją znikać, inni zmieniać wizerunek, a jeszcze inni z zaskakującą łatwością asymilują części ciała… Całości dziwacznego obrazu dopełnia syn lokaja-milionera i emerytowany górnik. A to wszystko we współczesnej Polsce!

Tekst w pierwszej kolejności zachwyca wartką i wciągającą akcją. Konstrukcja jest naprawdę dobra, a poziom wyrównany – zarówno dialogi jak i monologi poprowadzone są po prostu dobrze. Wspaniale skonstruowany jest świat – z jednej strony fantastyczny, z drugiej niesamowicie wręcz zwyczajny. Niezwykłości przeplatają się tu z szarą rzeczywistością i bezpośredniością współczesnego Śląska. Co do języka – po lekturze Chłopców, a także wstępu do Dreszcza miałam pewne obawy, ale tutaj jest on zaskakująco wręcz dopasowany. Wulgaryzmy pojawiają się, ale nie rażą – prawdę mówiąc brzmią niezwykle autentycznie, a to rzadko udaje się pisarzom. Jedyny problem mogą stanowić wypowiedzi Alojza, emerytowanego górnika, który posługuje się śląską gwarą. Dla mnie osobiście nie był to problem, bo wręcz słyszałam w głowie jak akcentuje dane słowa, wiem jednak, że niektórym osobom mogłoby to utrudniać odbiór tekstu.

Klimaty komiksowych superbohaterów, rock’n’roll i diss na współczesne społeczeństwo – Ćwiek z właściwą sobie swobodą i bynajmniej nie bez gracji łączy różnorakie elementy i tworzy przerysowane, ale przy tym niezwykle prawdziwe obrazy z pogranicza naszej codzienności. To nie tylko tekst z dziwaczną tematyką. Dreszcz to również – a może przede wszystkim – dobrze przemyślana satyra, która bawi dzięki świetnie wyłuskanym elementom rzeczywistym. Obrywa się katolikom, subkulturom, a nawet kontrolerom biletów PKP – Ćwiek krytykuje wszystko i wszystkich i ani myśli się za to kajać. I dobrze, bo mieści się to w granicach dobrego smaku (przynajmniej moich). Naprawdę bawiłam się świetnie, od pierwszej do ostatniej strony.

Choć siadałam do lektury obrażona na Kubę Ćwieka, z ustami ściągniętymi w ciup, już od pierwszej strony ciężko było mi utrzymać powagę. Polubiłam Ryśka od początku, choć nie jestem pewna, czy jest to klasyczny bohater „do lubienia”. W każdym razie Dreszcz dał mi dokładnie to, czego szukałam – doskonałą rozrywkę na wysokim poziomie. Już teraz obiecuję sobie, że kolejne czytanie (a z pewnością takowe nastąpi) wzbogacę o odpowiedni soundtrack – chętnie przypomnę sobie czasy, kiedy sama słuchałam ciężkiej muzyki, a z pewnością klimat tekstu nabierze na wyrazistości.


A, i jeszcze jedno: Iwo, świetna robota z grafikami! Scena pojedynku Ekumena z Panią Różą sprawiła, że dobrych kilka minut gapiłam się na szczegóły rysunku. ;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Jakub Ćwiek - "Kłamca 2,5. Machinomachia"

 "Nigdy nie wierz kłamcy" - to właśnie takimi słowami rozpoczyna się wstęp otwierający nową książkę Jakuba Ćwieka. I, jak sam autor wskazuje, faktycznie można odnieść wrażenie, że te słowa dotyczą właśnie jego - nie raz twierdził, że nie napisze kontynuacji cyklu o Lokim będącym cynglem na usługach aniołów. W pewien sposób słowa dotrzymał - Kłamca 2,5. Machinomachia to nie kolejny tom opowiadający dalszą historię, a jedynie luźny zbiór trzech opowiadań, umiejscowiony w okolicach drugiej części przygód Lokiego.

Pierwsza historia opowiada o indiańskim bóstwie, Kojocie, chcącym pomóc swojemu ludowi w odzyskaniu przynajmniej części z dawnej chwały.Opracowany przez niego spisek zostaje jednak odkryty przez działającego na zlecenie aniołów Lokiego. Druga historia ma nieco inny wydźwięk - Kłamca dość nieoczekiwanie zostaje swatem dla anioła stróża, który zakochał się w swojej niedawnej podopiecznej. Głównym elementem zbioru jest jednak tytułowa Machinomachia, zajmująca połowę objętości książki. To dość zabawna historia, bogata w liczne nawiązania popkulturowe, której główna oś fabularna kręci się wokół greckich bogów i ich nietypowych rozwiązań technologicznych, przy pomocy których chcą przeciwstawić się anielskim zastępom. Nie trzeba chyba dodawać, że Loki będzie miał niemały udział w tłumieniu "rebelii"...

Muszę przyznać, że poznanie nowych przygód Kłamcy przyniosło mi sporo frajdy. Opowiadania są zabawne, bogate w aluzje, potrafią też nieraz zaskoczyć czytelnika. Ale niestety, czegoś mi w nich brakowało. Pierwsze dwa teksty wydają się być w oderwaniu od wszystkich innych historii o Lokim, a jedynie między nimi istnieje pewne subtelne (i zarazem specyficzne) połączenie. Natomiast wobec Machinomachii mam nieco inny zarzut - rozmach opowiedzianej historii jest ogromny, ma ona wręcz globalne skutki. A ponieważ akcja dzieje się między drugim, a trzecim tomem serii, dziwnym może się teraz wydawać brak jakichkolwiek odniesień do Machinomachii w historiach, które wydarzyły się w dwóch ostatnich częściach cyklu. Wiem, czepiam się, ale po prostu coś takiego rzuca mi się w oczy.

Co ciekawe, Kłamca 2,5 nie jest produktem samodzielnym. Książka dostępna jest w sprzedaży tylko i wyłącznie w zestawie z grą karcianą opartą na serii książek Jakuba Ćwieka, Kłamcianką. Niektórym może się to wydać nieco nietypowym zagraniem, w końcu nie każdy czytelnik musi być entuzjastą nowoczesnych gier towarzyskich. Mimo to takie łączone wydanie jest w pełni usprawiedliwione - zbiór opowiadań jest niejako dodatkiem do gry karcianej, gdyby nie ona nowe historie nie ujrzałyby światła dziennego. Na szczęście mimo bycia bonusem do innego produktu Kłamca 2,5 jest całkowicie profesjonalnie wydany, a nie potraktowany po macoszemu. Ba! Nawet ogólna szata graficzna dopasowana jest do poprzednich książek o kłamcy pomimo faktu, że nowy zbiór jest publikacją innego niż dotychczas wydawcy. Jedyny minus to kwestia instrukcji do gry - została ona umieszczona na ostatnich stronach książki, przez co chcą gdzieś zabrać ze sobą Kłamciankę musimy także wziąć zbiór opowiadań. Niby na odwrocie pudełka jest skrócona wersja zasad, nie zawiera ona jednak wszystkich informacji przydatnych w rozgrywce.

Jeżeli jesteś fanem Lokiego i z chęcią poświęcisz chwilę na poznanie nowych przygód anielskiego cyngla - sięgnij po Kłamcę 2,5. Jeżeli nie jesteś fanem, ale po prostu podobały Ci się poprzednie tomy cyklu - też sięgnij. Jeżeli jednak nie znasz jeszcze wykreowanego przez Jakuba Ćwieka wizerunku boga kłamstw, nie zaczynaj od tej książki - lepiej zapoznaj się z wcześniejszymi historiami, a potem, jeśli Ci się one spodobają (a tak zapewne będzie!), sięgnij po tę publikację. Nie są to może najlepsze przygody Kłamcy, ale zdecydowanie są one warte uwagi i czasu poświęconego na ich przeczytanie.