Do tej pory nazwisko Jacka Ketchuma znałem tylko ze słyszenia. Wiedziałem, że jest on uznawany za jednego z lepszych pisarzy grozy, szokującym brutalnym realizmem, którym nacechowane są jego powieści. Gdy w moje ręce wpadła książka “Jedyne dziecko” z jednej strony wręcz bałem się po nią sięgnąć, z drugiej zaś - coś nienazwanego uparcie mnie do niej ciągnęło. Koniec końców zwalczyłem wszelkie niepewności i zapoznałem się z tą historią. Czy jestem z tego zadowolony?
Lydia nie miała łatwego życia. Od zawsze towarzyszyli jej źli mężczyźni - począwszy agresywnego ojca, który wyraźnie nie był zadowolony z jej płci, a skończywszy na byłym mężu Jimie, starającym się zrobić z niej własność, prywatne trofeum, które ma tylko siedzieć w domu. Związek z Arthurem miał być dla niej szansą na nowy, lepszy byt - po praz pierwszy spotkała człowieka, który nie tylko nie robił jej krzywdy, ale i wydawał się chronić przed całym złym światem. Sielskie życie nie trwa jednak wiecznie, bowiem Arthur postanawia w końcu odkryć swoje prawdziwe, przerażające oblicze i próbuje pokazać, że nikt nigdy nie może czuć się bezpiecznie. Lydia musi stoczyć z nim walkę, jednak nie o siebie, a o los ich wspólnego dziecka, ośmioletniego Roberta…
Choć emocje po lekturze zdążyły już nieco opaść, wciąż ciężko mi wyrazić moje odczucia na jej temat. Trzeba przyznać, że Ketchumowi udało się stworzyć książkę przerażającą, chociaż najgorsze sceny nie są przedstawione czytelnikowi wprost, a jedynie zasygnalizowano to, że się one wydarzyły. To powieść szokująca, mimo że autor oparł swój tekst o prawdziwą historię, a podobnych sprawach usłyszeć można raz na jakiś czas w telewizji. W dodatku, choć mamy do czynienia z horrorem, jedyne potwory o jakich traktuje opowieść, to te w ludzkiej skórze, na które często patrzymy, ale z reguły ich nie widzimy. Dzięki tym wszystkim rzeczom powieść jest naprawdę straszna, jednak nie w klasycznym rozumieniu tego pojęcia.
Choć główna historia opowiada o walce, jaką Lydia prowadzi z Arthurem chcąc uratować przed nim dziecko, warto wspomnieć o tym, co poprzedza te wydarzenia. Początkowe rozdziały książki naprzemiennie opisują wydarzenia z różnych lat życia obojga bohaterów, których dopiero po jakimś czasie połączył los. Ukazane sceny łączą się w jedną całość, jednak każda z nich na swój sposób samodzielnie porusza pewne problemy, które występują w społeczeństwie. Widzimy więc wynikającą częściowo z nadużywania alkoholu agresję ojca wobec córki i sposób, w jaki później odbija się ona na jej związkach z chłopakami. Poznajemy myśli osoby, która nie radzi sobie z macierzyństwem. Obserwujemy też sytuację, w której to ofiara gwałtu, a nie jej oprawca, czuje się winna sytuacji i wstydzi się tego, co zaszło. Ketchum przedstawia nam wydarzenia z życia - owszem, drastyczne i z reguły skrajne, ale nie da się zaprzeczyć temu, że takie rzeczy mają miejsce. Realność tych scen czyni je jeszcze bardziej przerażającymi.
To, czym Ketchum zaimponował mi najbardziej, to kreacja bohaterów. Każda z postaci ma określone cechy charakteru, które determinują jej działania, a wpływ na nie mają też różnego rodzaju wydarzenia. Arthur to socjopata, który wie, kiedy należy zachowywać się według ściśle określonych norm, a kiedy może bezkarnie pokazać swoje prawdziwe oblicze. Brutalna osobowość skrywana pod maską przyjaznej duszy to koncepcja budząca grozę - po lekturze “Jedynego dziecka” nie sposób nie zastanawiać się ile osób z naszego otoczenia tak naprawdę gra przed światem, podczas gdy ich rzeczywiste ‘ja’ ma cechy potwora, nie zaś człowieka. Kreacja Lydii również została dopracowana i dopięta na ostatni guzik: trudne przejścia odbiły się na jej podejściu do świata, który rzadko był jej przychylny. Głównym momentem przełomowym w jej życiu jest odkrycie prawdy o mężu - wyraźnie ukazano matczyną miłość, którą bohaterka darzy syny, i dzięki której zrobi wszytko, by zapewnić mu bezpieczeństwo.
Spora część fabuły dotyczy sprawy sądowej związanej z głównym wątkiem. Jack Ketchum z wielką dokładnością i wnikliwością przedstawił działanie systemu jurysdykcji, a także bezsilność organów ścigania. Ten aspekt też jest na swój sposób straszny - wadliwość systemu, który nie chroni tych osób, które tej ochrony potrzebują, budzi co najmniej niepokój. Niektórzy narzekają na specyficzne zakończenie książki, moim zdaniem ono dodatkowo podkreśla przesłanie, jakie tekst niesie na temat wymiaru sprawiedliwości i jego wadliwej konstrukcji.
Książka Ketchuma wstrząsnęła mną dogłębnie, co do tego nie mam wątpliwości. Ciężko jest czytać o tego typu rzeczach, zwłaszcza, gdy ma się świadomość, że takie coś rzeczywiście ma miejsce i niejedna osoba przeszła przez podobne katusze psychiczne i fizyczne. “Jedyne dziecko” nie jest lekturą dla wszystkich - osobom wrażliwym i o wysokiej empatii może być ciężko czytać o tak drastycznych wydarzeniach, które niestety naładowane są sporą porcją realizmu. Lektura nie była dla mnie łatwa właśnie ze względu na przedstawioną treść, ale nie żałuję poświęconego na nią czasu: to genialny horror, choć nie w klasycznym tego słowa znaczeniu. To historia, którą warto poznać.
Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Papierowy Księżyc.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jack Ketchum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jack Ketchum. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 listopada 2014
czwartek, 7 sierpnia 2014
Jack Ketchum - "Dziewczyna z sąsiedztwa"
Zawsze zdecydowanie wolałam horrory oparte na ciemnych
stronach ludzkiej psyche, od bezmyślnej rąbanki fundowanej durnym ludziom przez
zombie, wampiry czy inne dzikie zwierzęta. Uważam, że aby naprawdę przestraszyć
człowieka, trzeba poruszyć w nim takie struny, o których sam nie ma pojęcia –
najlepiej nadają się do tego lęki pierwotne. Mistrzem tak poprowadzonego
horroru jest dla mnie Stephen King, u którego krew wcale nie musi się lać, by
było strasznie, złowieszczo, a przynajmniej słodko nieswojo. Muszę jednak
przyznać, że również Jack Ketchum ma potencjał, który w dziedzinie takiego
mistrzowskiego horroru może wynieść go na wyżyny.
Tytułową „dziewczyną z sąsiedztwa” jest Meg – nastolatka,
która niedawno straciła w wypadku samochodowym oboje rodziców, teraz natomiast,
wraz z kaleką siostrą, trafia do domu dalekiej ciotki, Ruth. Kobieta, choć w
otoczeniu przyjaciół syna postrzegana jest jako matka idealna, szybko okazuje
się być co najmniej niezrównoważona, w dodatku wyraźnie nie przepada za
dziewczętami. Jednak awantury, jakie na każdym kroku urządza ciotka, to dopiero
początek koszmaru, jaki już niebawem ma stać się udziałem Meg – dziewczyna
spędzi wiele tygodni w piwnicy, gdzie banda dzieciaków pod czujnym okiem Ruth
będzie zadawała jej najwymyślniejsze tortury. W klice przyjaciół znajdzie się
tylko jeden, którego opór wkrótce zmieni bieg wydarzeń.
Zastanówmy się – jak postrzegamy swoich sąsiadów? Co możemy
o nich powiedzieć? Z reguły są to banalne slogany dotyczące umiarkowanie
pozytywnych cech – są mili, kulturalni, spokojni. Gdy raz na jakiś czas okazuje
się, że ktoś (czyjś sąsiad, bądź co bądź) popełnia straszliwą zbrodnię, ludzie
są zszokowani – przecież go znali, widywali każdego dnia. Tyle że tak naprawdę
nikt z nas nie wie, co dzieje się w pobliskim domu czy mieszkaniu. Na co dzień
wolimy o tym nie myśleć, a nawet jeśli do naszych uszu dochodzą podejrzane
dźwięki lub plotki, nie słyszymy. Lepiej jest nie wiedzieć…
Na takim właśnie lęku bazuje Jack Ketchum, nie jest to
jednak jedyny poruszany przez niego aspekt. Książka jest także – a może przede
wszystkim – studium psychologicznym ofiary i oprawcy.
W tej piwnicy, z Ruth, zacząłem uczyć się, że złość,
nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który
poprowadzi człowieka do destrukcji.[s.147]
Muszę przyznać, że ciężko mi zrozumieć i uargumentować
zachowania bohaterów. Rozumiem Ruth, kobietę opuszczoną, oszalałą i
rozgoryczoną, która po prostu nienawidzi innych przedstawicielek swojej płci.
Skąd jednak tak wielkie pokłady agresji w jej nastoletnich synach? Chłopcy nie
są zwykłymi, zastraszonymi dziećmi, które posłusznie podejmują działania,
podsuwane im przez dorosłych, w obawie przed karą. To świadomi, okrutni
oprawcy, doskonale rozumiejący konsekwencje swoich czynów i granice, jakie
przekraczają. Być może mało widziałam, ale wciąż jest to dla mnie
niewyobrażalne.
Jednego na pewno nie można odmówić Ketchumowi –
bezkompromisowości. Autor odważnie snuje swoją opowieść i wywleka skrajną
sytuację, dodatkowo ją wyolbrzymiając. Ta książka zdecydowanie może Was wyprać
i wywrócić na drugą stronę przez swoją prostotę i dosadność opisu. Nie polecam
jej wrażliwcom, a silniejszym podpowiadam – wyłączcie wyobraźnię. Można przez
to przejść chyba tylko bez zbytniego skupienia na obrazach. Muszę jednak przyznać, że w swojej klasie tekst jest naprawdę na
wysokim poziomie, a emocje, które wywołuje, są doprawdy niezapomniane. Choć od pierwszej strony wiemy, co wydarzy się na końcu, napięcie budowane jest po mistrzowsku.
Na koniec jeszcze jedno, choć rzadko o tym wspominam –
przedmowa. Tę do Dziewczyny z sąsiedztwa napisał Stephen King i muszę
powiedzieć, że czytało się ją z przyjemnością. Zdecydowanie nie są to
standardowe, puste peany, a dokładny i rzetelny opis, z jednej strony przybliżający
autora, z drugiej zaś – analizujący tekst. W tym przypadku, choć rzadko tak
bywa, jest to dobry dodatek i ciekawe uzupełnienie opowieści.
Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Papierowy Księżyc.
niedziela, 22 września 2013
"13 ran"
"13 ran" to trzecia antologia wydawnictwa Replika
zawierająca opowieści z gatunku szeroko rozumianej grozy, ale pierwsza, którą
miałem okazje przeczytać. W środku
znajdziemy opowiadania zarówno krajowych, jak i zagranicznych twórców, a ich
tematyka i sposób pobudzania wyobraźni są w każdym przypadku inne.
Opowieścią, która otwiera cały zbiór, jest "Silniejszy",
autorstwa Jacka Ketchuma. Jest to krótkie opowiadanie, utrzymane w bardzo
depresyjnym klimacie, w którym do samego końca człowiek nie jest pewny co się
zdarzy. A warto wspomnieć, że zakończenie jest nagłe i dostarczające wielu emocji.
Druga historia stworzona została przez znany polskim
miłośnikom grozy duet Cichowlas & Kyrcz Jr. "Pragnienie" to
mroczna opowieść bogata w wulgaryzmy, seks oraz pewną dozę abstrakcji. To, co
przytrafia się głównemu bohaterowi, dalece wykracza poza normalność, pod koniec
jednak okazuje się być metaforą użytą przez autorów do zobrazowania czegoś
całkiem realnego. Mimo to, zamiast skłaniać do przemyśleń, opowiadanie skupia
się bardziej na szokowaniu odbiorcy.
Następny w kolejce jest mistrz horroru ekstremalnego Edward
Lee wraz ze swoim "Kadłubkiem" (bądź też "Panem
Kadłubkiem", nie wiedzieć czemu w książce funkcjonują dwie nazwy). Policja
odnajduje odcięte kończyny należące do młodych kobiet, a z czasem też pojawiają
się odpowiadające im tułowia. W trakcie śledztwa okazuje się, że śmierć kobiet
następowała długo po odnajdywaniu ich kończyn, a na ich ciałach odkryto
obecność nasienia należącego prawdopodobnie do sprawcy. Autor konstruuje fabułę
w sposób szybki i dynamiczny, nie bawi się także w owijanie w bawełnę - obrazy
tworzone w wyobraźni czytelnika są jednoznaczne i bardzo szokujące. W dodatku
dało mu się stworzyć przerażającą historię nie wykraczając w żadnym stopniu
poza to, co realne.
Autorem kolejnego opowiadania jest polak kryjący się pod
pseudonimem Rob Kayman. We "Wszystkich nieświętych" widzimy zepsute do szpiku kości
społeczeństwo, które przedstawione zostało przy użyciu charakterystycznego dla
horroru ekstremalnego połączenia wyuzdanego seksu i krwi liczonej w
hektolitrach. Mimo tego zabiegu opowiadanie nie jest w żaden sposób straszne i
powoduje u czytelnika zniesmaczenie. Na domiar złego pozbawione jest ono
większego sensu, zaś zakończenie jeszcze bardziej obniża jego ogólną ocenę.
Carlton Mellick III to pisarz znany raczej w bardzo wąskich
kręgach, w których to jednak uważany jest za mistrza w swoim gatunku. Tworzy on
bowiem dzieła klasyfikujące się jako bizarro fiction - czyli im dziwniej, tym
lepiej. Takie jest też opowiadanie "Uszatek", którego akcja dzieje
się w świecie, gdzie ponad dziewięćdziesiąt procent populacji cierpi na
agorafobię i unika bezpośrednich kontaktów z innymi ludźmi. Główna bohaterka
należy do tej części społeczeństwa, swoje życie spędza wyłącznie w domu, a
sporą część czasu poświęcając zbieractwu. Zbiera ona m.in. koty - genetycznie
zmodyfikowane zwierzęta, niewymagające karmienia, które po kilku tygodniach zamieniają
się w nieruchome eksponaty, co mniej więcej zbiega się w czasie z dotarciem
nowego kota. Problem pojawia się w momencie, gdy paczka z nowym kotem przez
długi czas nie dociera do bohaterki, a gdy już to następuje, to kot okazuje się
mieć zamiast sierści niezliczoną ilość ludzkich uszu.
"Opowiem ci mroczną historię" to opowiadanie
autorstwa Stefana Dardy, o którym wiele mówi sam tytuł. Redaktor pewnej gazety
ogłasza konkurs na najlepszą mroczną opowieść, po czym dostaje ofertę od
mieszkańca pewnego domu spokojnej starości - usłyszy od niego pewną historię,
ale jeśli uzna, że to najstraszniejsza opowieść z jaką się spotkał, to ma w
zamian odwołać konkurs. Napięcie budowane jest stopniowo, a czytelnik cały czas
ciekaw jest co będzie dalej. I chociaż zakończenie nie jest zaskakujące,
opowiadanie zapewnia sporą dawkę przyjemności.
Ponieważ Graham Masterton to doświadczony pisarz grozy,
spodziewałem się, że "Mechanik" będzie co najmniej dobry. Niestety,
czekało na mnie rozczarowanie. Na samym początku opowiadania mamy bardzo
bezpośrednią scenę seksu (co nie dziwi, zważywszy, że autor pisze również
poradniki seksualne) natomiast późniejszy zwrot akcji nie jest ani w żadnym
wypadku innowacyjny, ani też jakoś specjalnie straszny. Brak też w jego
zakończeniu wyraźnej puenty.
Kolejnym opowiadaniem w zbiorze jest "Lipiec w
Coyoacán", którego autorką jest młoda polska pisarka, Aleksandra
Zielińska. Historia utrzymana jest w mrocznych, ponurych klimatach dotyczy
koszmaru, jaki przeżywa młoda kobieta po utracie ciąży. Koszmar ten przyjmuje z
czasem bardzo surrealistyczny i przerażający charakter... Jest to moim zdaniem
jedno z lepszych opowiadań w antologii, nie tylko pod kątem treści, ale także
ze względu na sposób, w jaki zostało ono napisane.
"Kulka" Anny Klejzerowicz to opowiadanie w
najbardziej klasycznym stylu jaki można sobie wyobrazić. Motyw przeklętego
przedmiotu funkcjonuje w literaturze grozy od dawna, ciężko jest wymyśli w tym
temacie coś innowacyjnego. Z tego też powodu "Kulka" pozbawiona jest
oryginalności, co w połączeniu z przeciętnymi dialogami i postaciami nie
pozwala wystawić opowiadaniu dobrej noty.
W "Kwiatach na wietrze" Rick Hautula sięga po dość
nietypową tematykę - otrzymujemy tutaj horror bazujący na japońskich
wierzeniach dotyczących duchów połączony z motywem pilotów kamikadze. Historia
starszej kobiety, której duch nie pozwala dostać się na samolot jest nie tylko
w specyficzny sposób straszna, ale też nad wyraz smutna. Dzięki temu
opowiadanie, chociaż pozbawione pędzącej do przodu akcji, jest wyjątkowe i
zapadające w pamięć.
Zupełnie innym rodzajem horroru jest surrealistyczne
opowiadanie Łukasza Radeckiego noszące tytuł "Imperium Robali".
Opowieść pełna bezpośrednich, szokujących obrazów, w której nie wiadomo co jest
jawą, a co snem, przykuwa uwagę czytelnika, po chwili jednak rozczarowuje.
Zarówno dialogi, jak i sposób nakreślenia postaci są raczej na niskim poziomie
i znacznie obniżają komfort czytania, nie pomaga w tym również pozbawiona
głębszego sensu fabuła.
Ostatni zagraniczny autor w antologii to Jonathan Maberry,
którego polski czytelnik może znać dzięki trylogii "Pine Deep". Jego
opowiadanie nosi tytuł "Duch z Greenbriar", zaś głównym bohaterem
uczynił Sherlocka Holmesa. Chociaż z zasady nie przepadam za korzystaniem z
postaci stworzonych przez innych autorów, to jednak muszę przyznać, że
Maberry'emu udało się zachować klimat towarzyszący opowiadaniom o
najsłynniejszym detektywie. Co jednak istotne, wybór bohatera zaowocował tym,
że nie mamy tu do czynienia z horrorem, tylko z kryminałem, w którym występują
elementy paranormalne. Nie pogarsza to jednak odbioru opowiadania, które, choć
nie straszy, to jednak daje sporo rozrywki.
Antologię zamyka opowieść "Niosący światło",
autorstwa Magdaleny Marii Kałużyńskiej. Otrzymujemy dziejącą się w Polsce
historię o seryjnym mordercy-psychopacie umykającym przed organami ścigania.
Brutalność, dynamiczna akcja oraz rosnące napięcie, w połączeniu z zaskakującym
zakończeniem, dają nam całkiem przyzwoite opowiadanie, które śmiało można uznać
za jedno z lepszych w tym zbiorze.
"13 ran" to bardzo dobry zbiór opowiadań. Tak jak
w praktycznie każdej antologii dostajemy zarówno opowiadania znakomite, jak
również przeciętne bądź po prostu słabe. Co ciekawe, wielu młodych twórców
zaprezentowało się w nim lepiej niż niektórzy bardziej rozpoznawalni autorzy.
Duża różnorodność tematyczna oraz stylistyczna pozwala poznać różne oblicza
grozy i zapewnić rozrywkę na długie godziny, a dodatkowo zwiększa szansę na to,
że każdy znajdzie coś dla siebie.
Etykiety:
antologia,
Edward Lee,
Graham Masterton,
horror i groza,
Jack Ketchum,
Jonathan Maberry,
Kazimierz Kyrcz Jr.,
Replika,
Robert Cichowlas,
Stefan Darda
Subskrybuj:
Posty (Atom)





