Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff VanderMeer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff VanderMeer. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 stycznia 2015
Jeff VanderMeer - "Ukojenie"
Kończąc lekturę Ujarzmienia byłam dość mocno rozgoryczona – drugi tom cyklu absolutnie mnie do siebie nie przekonał; wynudziłam się setnie, niewiele zrozumiałam i zupełnie nie odczułam napięcia, które tak zachwyciło mnie w Unicestwieniu. Miałam nie drążyć dalej, zostawić tę opowieść i pozwolić jej odejść w zapomnienie, jednak ciekawość ostatecznie wzięła górę. Kilka dni po premierze zapraszam Was na finał trylogii o Southern Reach i Strefie X.
W trzecim tomie cyklu zbiegają się opowieści różnych postaci, a ich współistnienie i przemieszanie kreśli linię doprowadzającą czytelnika do rozwiązania zagadek. Opowieść toczy się z czterech (a właściwie trzech) perspektyw: czasy sprzed powstania Strefy ujawnia nam pamiętnik Latarnika, specyficzna narracja retrospektywna odsłania kulisy działań Dyrektorki, natomiast na bieżąco, w czasie rzeczywistym obserwujemy to, co dzieje się z Kontrolerem i Ptasim Duchem. Choć opowieść opiera się o znane już postaci, absolutnie nie jest wtórna – oprócz wniosków z posiadanych już danych, czytelnik ma okazję uzupełnić wiedzę i samemu ją zintegrować, stopniowo odkrywając kolejne aspekty głównego wątku. Czasem nie jest łatwo – opowieści są pourywane i nie do końca jasne, jednak krok po kroku wyłania się z nich to, co najważniejsze.
Podczas ujawniania kolejnych informacji widać wyraźnie, jak świetnie przemyślana jest fabuła książek. To nie jest trylogia pisana na kolanie czy modyfikowana na bieżąco zgodnie z życzeniami czytelników. Jeff VanderMeer stworzył tekst przemyślany i spójny w każdym calu – nie ma tu zbędnych zdarzeń czy postaci, a każde wypowiadane słowo zdaje się mieć dalsze odzwierciedlenie i swoje konsekwencje. W ostatnim tomie wątki pięknie się zbiegają, uzasadniają i tworzą obraz czegoś naprawdę interesującego. Na jaw wychodzą wcześniejsze powiązania i konotacje, pojawiają się połączenia przyczynowo-skutkowe niezwykle istotne dla zrozumienia sytuacji. Jestem pod wrażeniem wykreowanego przez autora świata, który fascynuje, pochłania i niepokoi jednocześnie.
Kończąc opowieść o trylogii, wypada również wspomnieć o tym, jak wspaniałą pracę wykonało Wydawnictwo Otwarte. Książki otrzymały nową szatę graficzną, inną i (moim zdaniem) lepszą od oryginalnej. Grafiki Partyka Mogilnickiego przyciągają wzrok i doskonale oddają niejasny, wpływający na psychikę charakter powieści oraz jej niepokojący klimat. Warto też zwrócić uwagę, że zachowana została konsekwencja w nadawaniu tytułów - w obu wersjach wszystkie zaczynają się na jedną literę. Poza tym trylogia wydana jest konsekwentnie i przepięknie - książki mają grube strony, miękkie okładki i wewnętrzne grafiki. To się chwali!
Zarówno tym, którzy serię znają, jak i nowym czytelnikom mogę powiedzieć jedno – naprawdę warto. Warto wejść w ten świat i dać się pochłonąć Strefie X, warto nawet przebrnąć przez arcynudny drugi tom – ostatnia część wszystko wynagradza; choć nie jest tak niesamowita i psychodeliczna jak Unicestwienie, na pewno nie można odmówić jej klimatu. Osobiście wciąż jestem zafascynowana tym, co stworzył Jeff VanderMeer i chyba na dobre przekonałam się do niezwykłego, niepokojącego science-ficion. Do trylogii o Southern Reach z pewnością jeszcze wrócę – jestem pewna, że podczas kolejnego czytania odnajdę wątki i powiązania, które wcześniej umknęły mojej uwadze.
wtorek, 16 września 2014
Jeff VanderMeer - "Ujarzmienie"
W Southern Reach nic nie jest tak, jak być powinno: spośród członkiń dwunastej ekspedycji wróciły wszystkie oprócz najważniejszej - dyrektorki agencji. Na jej miejsce w okolice Strefy X trafia Kontroler - agent prześladowany przez tajemniczy Głos. Mężczyzna podejmuje próbę rozwikłania zagadek, jednak sprawy ulegają skomplikowaniu, gdy okazuje się, że nikomu nie można do końca ufać, a Strefa oddziałuje nie tylko na osoby znajdujące się w jej obrębie...
Po lekturze opisu Ujarzmienia spodziewałam się historii opowiedzianej z całkiem innej strony, niż miało to miejsce w pierwszym tomie cyklu - byłam pewna, że temat Strefy X będzie dogłębnie zanalizowany. Ci, którzy mają podobne nadzieje jak ja, mogą się mocno rozczarować - opowieść rozpoczyna się w pełnej symbiozie z wydarzeniami z Unicestwienia i właściwie nie wnosi do nich nic nowego. Akcja dzieje się niezwykle blisko Strefy, a jednocześnie nieznośnie daleko. Czytelnik, co jasne, dąży do rozwiązania zagadki, jednak nie otrzymuje do tego żadnych nowych materiałów - powtarzane jest jedynie to, co znane. Właściwie książka nawarstwia tylko wątpliwości i tajemnice, nie podając w zamian rozwiązania żadnej z nich. W dodatku nie dzieje się to w sposób ciekawy, intrygujący; osobiście straciłam ochotę na dalsze dociekania.
Treść treścią, można by wybaczyć pewne braki, jednak zawiódł jeszcze jeden ważny aspekt - klimat. Byłam przekonana, że książka powita mnie wartką akcją i ciekawymi wydarzeniami już od pierwszej strony - tak było w Unicestwieniu, niestety tutaj nie. Opowieść w znacznej mierze oparta jest o zbieranie informacji, analizowanie ich oraz snucie domysłów. Przez dużą część książki nie ma w ogóle żadnej atmosfery i nie dzieje się po prostu nic. Okładkowe stwierdzenie, że będziemy bali się przewracać kartki, zdaje się być żartem, w dodatku niezbyt wysokich lotów (chyba że opinia ta tyczy się lęku czytelnika przed śmiercią z nudów). Dopiero w ostatnich podrozdziałach książka zaczyna przypominać pod względem klimatu pierwszy tom, jednak jest już zdecydowanie za późno - odbiorca jest zmęczony lekturą, brak też napięcia, które powinno być budowane przez całą opowieść. Bez odpowiedniego podłoża zdarzenia z okolic Strefy wydają się jeszcze dziwniejsze i bardziej nieprawdopodobne, z całym bagażem negatywnych konotacji tych określeń.
Po lekturze pierwszego tomu byłam zainteresowana, choć nie do końca przekonana - "dziwność" prozy VanderMeera mnie przyciągała i intrygowała, aczkolwiek nie byłam w stanie zaangażować się w 100%. Niestety, w moim odczuciu druga część nie spełnia oczekiwań. Nastrój, tak perfekcyjnie budowany w Unicestwieniu, jest tu zaprzepaszczony, a czytelnikowi przychodzi setnie się wynudzić podczas obserwowania, jak bohater zdobywa wiedzę, którą my już posiadamy. Nie wiem właściwie, czy zawiódł tu pomysł, czy jednak wykonanie, ale ja straciłam ochotę na zagłębianie się w historii okolic Southern Reach. Może jedynie tli się we mnie cień ciekawości dotyczącej genezy Wydarzenia, nie wiem jednak, czy zaryzykuję przebrnięcie przez kolejny tom.
Po lekturze opisu Ujarzmienia spodziewałam się historii opowiedzianej z całkiem innej strony, niż miało to miejsce w pierwszym tomie cyklu - byłam pewna, że temat Strefy X będzie dogłębnie zanalizowany. Ci, którzy mają podobne nadzieje jak ja, mogą się mocno rozczarować - opowieść rozpoczyna się w pełnej symbiozie z wydarzeniami z Unicestwienia i właściwie nie wnosi do nich nic nowego. Akcja dzieje się niezwykle blisko Strefy, a jednocześnie nieznośnie daleko. Czytelnik, co jasne, dąży do rozwiązania zagadki, jednak nie otrzymuje do tego żadnych nowych materiałów - powtarzane jest jedynie to, co znane. Właściwie książka nawarstwia tylko wątpliwości i tajemnice, nie podając w zamian rozwiązania żadnej z nich. W dodatku nie dzieje się to w sposób ciekawy, intrygujący; osobiście straciłam ochotę na dalsze dociekania.
Treść treścią, można by wybaczyć pewne braki, jednak zawiódł jeszcze jeden ważny aspekt - klimat. Byłam przekonana, że książka powita mnie wartką akcją i ciekawymi wydarzeniami już od pierwszej strony - tak było w Unicestwieniu, niestety tutaj nie. Opowieść w znacznej mierze oparta jest o zbieranie informacji, analizowanie ich oraz snucie domysłów. Przez dużą część książki nie ma w ogóle żadnej atmosfery i nie dzieje się po prostu nic. Okładkowe stwierdzenie, że będziemy bali się przewracać kartki, zdaje się być żartem, w dodatku niezbyt wysokich lotów (chyba że opinia ta tyczy się lęku czytelnika przed śmiercią z nudów). Dopiero w ostatnich podrozdziałach książka zaczyna przypominać pod względem klimatu pierwszy tom, jednak jest już zdecydowanie za późno - odbiorca jest zmęczony lekturą, brak też napięcia, które powinno być budowane przez całą opowieść. Bez odpowiedniego podłoża zdarzenia z okolic Strefy wydają się jeszcze dziwniejsze i bardziej nieprawdopodobne, z całym bagażem negatywnych konotacji tych określeń.
Po lekturze pierwszego tomu byłam zainteresowana, choć nie do końca przekonana - "dziwność" prozy VanderMeera mnie przyciągała i intrygowała, aczkolwiek nie byłam w stanie zaangażować się w 100%. Niestety, w moim odczuciu druga część nie spełnia oczekiwań. Nastrój, tak perfekcyjnie budowany w Unicestwieniu, jest tu zaprzepaszczony, a czytelnikowi przychodzi setnie się wynudzić podczas obserwowania, jak bohater zdobywa wiedzę, którą my już posiadamy. Nie wiem właściwie, czy zawiódł tu pomysł, czy jednak wykonanie, ale ja straciłam ochotę na zagłębianie się w historii okolic Southern Reach. Może jedynie tli się we mnie cień ciekawości dotyczącej genezy Wydarzenia, nie wiem jednak, czy zaryzykuję przebrnięcie przez kolejny tom.
środa, 21 maja 2014
Jeff VanderMeer - "Unicestwienie"
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po otworzeniu tej
książki, jest niezwykle staranne wydanie. Kartki są grube, dobre jakościowo,
ale najciekawszym elementem są wewnętrzne ilustracje. Każdy rozdział rozpoczyna
się grafiką na dwie strony, utrzymaną w klimacie okładki. Dla mnie osobiście są
to rysunki… niepokojące. Trudno orzec, czy właśnie to przyciągnęło mnie do
książki Vandermeera, ale przyznać muszę, że było to spotkanie niecodzienne i
trudne w ocenie.
W naszym świecie tereny dzielą się na zamieszkałe przez
ludzi i te, które ich nie interesują; zurbanizowane i nieużywane, gdzie
przyroda funkcjonuje według swojego własnego rytmu, bez ingerencji z zewnątrz.
Pewnego dnia tajemnicze Wydarzenie oddziela przyległy wojskowym terenom nieużytek,
tworząc Strefę X, narażoną odtąd na szeregi niewyjaśnionych zjawisk. Od
cywilizacji oddziela ją Granica – niewidzialna, ale wyraźna, nie pozwalająca na
zwykłą ingerencję. Od tej pory agencja Southern Reach cyklicznie wysyła na owe
tereny ekspedycje, które z różnym skutkiem penetrują obszar strefy. Wielu
członków nigdy nie wraca, ponosząc śmierć z ręki kolegów lub własnej.
Unicestwienie to zapis dziennika uczestniczki ostatniej
jak dotąd, dwunastej ekspedycji. Biolożka – bo członkowie ekip pozbawieni
zostają imion i tytułowani są jedynie swoją profesją – prowadzi prostą,
dokładną, opisową narrację, ukazującą czytelnikowi wydarzenia od momentu
wkroczenia do Stefy X. Nie jest to zwykła opowieść podróżnicza, bowiem jej
bohaterki stają w obliczu zupełnie nieznanego zagrożenia. To, co spotkały na
swojej drodze, stara się zawładnąć ich ciałami i umysłami.
Powiem wprost: to nie jest kolejna młodzieżowa
postapokalipsa, choć moim zdaniem okładka właśnie to sugeruje. Tutaj mamy do
czynienia z czymś zupełnie innym. Nie ma dziecięcych bohaterów, którzy muszą
dorosnąć, ani oklepanych problemów i schematycznych sposobów ich rozwiązywania.
To książka o dorosłych, którzy stają w obliczu zupełnie nieznanego,
pół-psychicznego zagrożenia, nie dającego się wyjaśnić i opisać słowami.
Książka jest momentami ciężka i psychodeliczna, ale nie w jakimś nasilonym
stopniu. Poza tym dużym atutem jest fakt, że czytelnik nie może za bardzo
nabierać pewności, bo choć wielu rzeczy się domyśla (może nawet słusznie), to
cały czas stąpa po omacku, błądząc gdzieś wokół prawdziwego problemu. Pod tym
względem daję książce wielkiego plusa.
Jedynym co przeszkadzało mi podczas lektury były niektóre
wypowiedzi Biolożki. Z racji wykonywanego zawodu zna się ona na ekosystemach i
prywatnym życiu zwierząt i roślin, i dobrze, przeciętny czytelnik jednak może
mieć problem z pewną terminologią biochemiczną. Nawet gdyby opisy dotyczyły
znanych nam organizmów, ciężko byłoby cokolwiek zrozumieć, tu natomiast mamy do
czynienia z czymś zupełnie innym i trudniejszym do wyobrażenia. W nomenklaturze
można się czasem zgubić, jednak są to tylko krótkie momenty, nie ważące na
całym tekście i ogólnym wrażeniu z czytania.
Książkę odkładam na półkę z uczuciem niedosytu. Ostatnia
część dłużyła mi się niemiłosiernie i z wielkim trudem brnęłam przez coraz
bardziej zagmatwane opisy. Wiem jednak, że sięgnę po kolejny tom cyklu, bo
jestem niezwykle ciekawa tego, co wydarzy się dalej. Chociaż pewne sprawy
zostały (mniej lub bardziej wprost) rozwiązane, autor otworzył w ten sposób
inne, niedokończone wątki, pozostawiając mnie w stanie zawieszenia i
niepewności na kolejne miesiące… [Edit: dzięki Ami cierpienie się zmniejszyło - premiera drugiego tomu planowana jest na czerwiec. ;)]
Subskrybuj:
Posty (Atom)





