Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agora SA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agora SA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 stycznia 2022

Kevin Wilson – „Nic tu po was”

Ręka do góry, kto wzburzył się kiedyś, rozedrgał albo zdenerwował tak bardzo, że miał poczucie, że emocji jest za dużo, za bardzo wychodzą na zewnątrz, a za chwilę jak pożar ogarną wszystko i wszystkich dookoła? Ogień stanowi wyjątkowo trafną, choć oczywiście wyolbrzymioną metaforę tego, co dzieje się z uczuciami, które uznajemy za negatywne i usilnie próbujemy stłumić albo wręcz wyprzeć. Kevin Wilson, autor książki „Nic tu po was”, skorzystał z niej, by pokazać niepohamowane dziecięce emocje i to, w jaki sposób reaguje na nie otoczenie. 

Główna bohaterka otrzymuje z pozoru proste zadanie: ma zaopiekować się pasierbami swojej dawnej przyjaciółki. Problem polega na tym, że dzieci dręczy pewna nietypowa przypadłość: mają tendencję do spontanicznego samozapłonu. Gdy przeżywają silne emocje, po prostu stają w płomieniach; nie krzywdzą w ten sposób siebie, ale są destrukcyjne dla otoczenia. Dorosłych niezbyt interesują przyczyny takiego stanu rzeczy. Głównym celem Lillian ma być okiełznanie maluchów, by nie stanowiły przeszkody na drodze ich ojca do politycznej kariery. On sam ma już nową rodzinę: piękną żonę i syna, który nigdy nie robi nic głupiego. Bliźnięta stanowią więc mroczny sekret, niechciany relikt przeszłości, skazę na idealnym obrazie, wymykają się bowiem wszelkim schematom postępowania. 

Mimo że książka liczy sobie nieco ponad 300 stron, a marginesy i interlinie ma tak duże, że uczciwie trzeba by ją raczej nazwać nowelką niż powieścią, mieści w sobie całkiem sporo wątków i treści. Mamy dzieci, które żyją na marginesie własnej rodziny, odrzucone i nieakceptowane, cierpiąc i okopując się powoli na pozycji czarnych owiec. Mamy związany z nimi motyw dziecięcej emocjonalności i tego, że nie można wymagać, by maluchy myślały, czuły, reagowały i rozumowały jak dorośli. Mamy „wystarczająco dobre rodzicielstwo”, czyli obraz tego, jak niewiele trzeba, by stworzyć dzieciom bezpieczną przestrzeń. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim toczy się subtelna relacja między główną bohaterką i jej szkolną przyjaciółką – naznaczona olbrzymim uczuciem, a jednocześnie pełna niewypowiedzianych uraz.

Surrealistyczna, zabawna, czasem absurdalna, a jednocześnie szczera, ciepła i czuła – taka właśnie jest książka Kevina Wilsona. Podczas lektury dostarcza mnóstwo radości (czyta się ją doskonale, sama pochłonęłam ją w jeden wieczór), a po przeczytaniu zostawia nas z wieloma tematami do przemyślenia. Choć główny problem wychowawczy, jaki opisuje, jest nierealny, sama opowieść jest osadzona w rzeczywistości mocniej niż większość romansów czy kryminałów, jakie miałam okazję czytać. Wydaje mi się też, że możemy wyciągnąć z niej naprawdę wiele wniosków dotyczących wychowania, czy w ogóle stosunku do najmłodszych. 



niedziela, 29 grudnia 2019

Najlepsze książki 2019 roku



Przyznam, że miałam poważną zagwozdkę z tym, jakie książki wybrać do tego zestawienia. W poprzednich latach zwykle pomysły same pchały mi się do głowy, a w tym... no cóż, niekoniecznie. Najlepsza pozycja, jaką przeczytałam w 2019 roku to niezły staroć – polską premierę miała w latach 70-tych ubiegłego wieku, a ja do podsumowań staram się wybierać pozycje wydane w ciągu minionych 12 miesięcy. Niestety na tle Ojca chrzestnego wszystkie inne książki wypadają blado. Chciałam, żebyście mieli to na uwadze.

Ostatecznie spięłam się jednak, siadłam do listy przeczytanych książek i gruntownie ją przejrzałam, żeby wybrać perełki, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Nie są może perfekcyjne, ale bardzo dobre; no i każdą z ręką na sercu jestem w stanie Wam polecić. Poniżej znajdziecie listę z krótkimi opisami, a tytuły oraz zdjęcia są linkami prowadzącymi do recenzji – ot, gdybyście chcieli dowiedzieć się o którejś czegoś więcej.





Miałam w tym roku w rękach kilka przyzwoitych kryminałów, ale najbardziej w pamięć zapadła mi właśnie Wada. To przyzwoicie skonstruowana powieść z ciekawą zagadką, w sam raz dla tych, którzy lubią powolne odkrywanie historii i wątki, w których elementów układanki musimy szukać w przeszłości. Zarówno książka, jak i bohaterowie skonstruowani są dość klasycznie, ale to zaleta, a nie (nomen omen) wada - dzięki temu książka jest "pewna", ale absolutnie nie wtórna czy przewidywalna.

Już w styczniu premiera trzeciego tomu (bo Wada jest środkowa w tej bardzo dobrej serii). Już nie mogę się doczekać!




To zdecydowanie nie jest pozycja dla każdego – ci, którzy mają tendencję do nadmiernego zamartwiania się i panikowania, mogą śmiało przejść do następnej książki w zestawieniu. Ale jeśli jesteście fanami opowieści o chorobach i ich rozprzestrzenianiu, zwłaszcza jeśli chodzi o współczesne mechanizmy, lekturę polecam Wam z całego serca.

Książka Soni Shah to opowieść pełna ciekawostek, ale też rzetelnej wiedzy z zakresu epidemiologii. Dowiadujemy się, w jaki sposób życie społeczne i polityka wpływają na rozprzestrzenianie się chorób, jak to się dzieje, że uśpione wirusy wracają i w jaki sposób zagrażają nam dzisiaj. Epidemia potrafi przerazić, ale też wciąga jak najlepszy kryminał. Moim zdaniem warto zaryzykować.



Obecność książki Amy Morin w tym zestawieniu nie powinna nikogo dziwić  w zeszłym roku również chwaliłam jeden z napisanych przez nią poradników. Jak widać autorka nie wyczerpała jeszcze tematu, bo kolejna książka trzyma poziom poprzednich i zawiera wartościowe treści.

Tym razem tematem przewodnim są kobiety i to, jak radzą sobie we współczesnym świecie. Podobnie jak w przypadku poprzednich publikacji autorki, tutaj również znajdziemy 13 rozdziałów poświęconych poszczególnym zagadnieniom związanym z naszym codziennym życiem. Zgodnie z myślą przewodnią tytuł każdego z nich zawiera negację, jednak nie nadaje to książce charakteru antyporadnika. Wręcz przeciwnie, poszczególne rozdziały stanowią skarbnicę pozytywnej wiedzy, popartej wieloma świetnie opracowanymi przykładami pacjentów (a w przypadku tej książki pacjentek), odwiedzających gabinet autorki na przestrzeni lat.



O, ta książeczka, to jest prawdziwy hit! Niepozorna, malutka, z minimalistyczną okładką – bardzo łatwo ją przeoczyć, gdy przeglądamy półki w księgarni. A jednak warto się nią zainteresować, bo skłania czytelnika do refleksji i pozwala na głębsze przemyślenia.

W kilku tematycznych rozdziałach zawierają się dialogi między dwojgiem psychologów, którzy dzielą się doświadczeniami i spostrzeżeniami na temat kobiecości. Dwie odmienne perspektywy, zarówno zawodowe, jak i płciowe, sprawiają, że opowieść jest pełniejsza i ciekawsza, a my jako czytelnicy mamy okazję ustosunkować się do zdań obojga autorów. Na przestrzeni niecałych 200 stron znajdziemy 10 rozdziałów poświęconych rozmaitym aspektom kobiecości: od córeczek tatusia, poprzez wykorzystywanie stereotypów, seks, macierzyństwo aż do wchodzenia w rozmaite relacje.



Na koniec zostawiłam thrillerową perełkę, co do której starałam się nie mieć oczekiwań (sami wiecie, jak to jest z książkami, które pojawiają się wszędzie – nie zawsze są tak dobre, jak mówią). I dzięki temu byłam bardzo pozytywnie zaskoczona! To książka niebanalna, wykorzystująca ciekawy, a jednocześnie mało eksploatowany w literaturze motyw, jakim jest relacja terapeuty i pacjenta, która z założenia powinna opierać się na dużej dawce zaufania.

W przypadku Anonimowej dziewczyny mamy dwie mocne bohaterki, subtelnie budowaną między nimi więź, a także zwroty akcji tak niespodziewane, że wywołują bardzo dużo emocji. Coś wspaniałego, ja dosłownie tę książkę pochłonęłam! I bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy odkrywanie tej opowieści mają jeszcze przed sobą.


Ode mnie tyle, a teraz Wy dajcie znać, jakie książki z 2019 roku najbardziej Was zachwyciły! Chyba wszyscy szukamy inspiracji czytelniczych na 2020. ;)


piątek, 18 października 2019

Stereotypy i archetypy || Joanna Drosio-Czaplińska, Jacek Masłowski – „Czasem święta, czasem ladacznica”



Słyszeliście kiedyś o zespole Madonny i ladacznicy? To określenie odnosi się do postrzegania żeńskiej natury w dwoisty sposób; dzielenia kobiet na te, które są skłonne do poświęceń, opiekuńcze i zaangażowane, oraz na "te drugie", emanujące seksualną energią. Oczywiście w tym spojrzeniu obie te cechy się wykluczają, a kobieta może albo być żoną i matką, albo namiętną kochanką. Takie widzenie świata może prowadzić do wielu trudności – mężczyznom nie pozwala na czerpanie satysfakcji z życia seksualnego w ramach małżeństwa, z kolei u kobiet może stanowić przyczynę problemów z tożsamością oraz narastającego poczucia winy (w dużym uproszczeniu).   

Ta dwoistość stała się punktem wyjścia do rozmowy dwojga psychologów, Joanny Drosio-Czaplińskiej oraz Jacka Masłowskiego. Na przestrzeni niecałych 200 stron znajdziemy 10 rozdziałów poświęconych rozmaitym aspektom kobiecości: od córeczek tatusia, poprzez wykorzystywanie stereotypów, seks, macierzyństwo aż do wchodzenia w rozmaite relacje. Autorzy dyskutują ze sobą i wymieniają myśli oraz argumenty, korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia w zawodzie, a także prywatnych spostrzeżeń. Wskazują na problemy, z którymi się spotkali, stereotypy znane ze społecznego przekazu, rozkładają też na czynniki pierwsze kobiece zachowania i dyskutują o ich możliwych przyczynach.

Bardzo mnie cieszy, że ta książka ma formę rozmowy, dynamicznego dialogu kobiety i mężczyzny. Praktycznie na każdej stronie widać tu wymianę poglądów, energii i doświadczeń, która pozwala spojrzeć na sprawę z różnych punktów widzenia. Jacek Masłowski spełnia w tej rozmowie bardzo ważną rolę – reprezentuje męski świat, zadaje celne pytania i pokazuje wprost: "czasem was nie rozumiemy, chociaż bardzo byśmy chcieli". Dzięki obecności dwojga psychologów konfrontują się dwa spojrzenia na temat kobiet, a analiza jest jeszcze bardziej pogłębiona.

Jedynym mankamentem (bardzo subiektywnym zresztą), drobną rysą na całej tej książce są fragmenty, w których dyskusja między autorami przybiera bardziej agresywny charakter. Są chwile, gdy niezgadzające się ze sobą strony bronią swoich racji i zdają się nie rozumieć argumentów drugiej osoby. Z jednej strony jest to cenne, bo czytelnik ma szansę zastanowić się, co sam uważa i po której stronie byłby skłonny stanąć. Nie do końca mnie to jednak przekonało.

Czasem święta, czasem ladacznica to niepozorna, niezwracająca uwagi książeczka: malutka, cieniutka, z prostą grafiką i stonowanymi kolorami. Z łatwością zginie w powodzi bardziej krzykliwych okładek, które stale zasilają księgarniane półki. A szkoda! To kawałek naprawdę dobrego tekstu o kobietach, ich komunikacji, relacjach, wychowaniu, seksualności, przekonaniach i codziennym funkcjonowaniu. Jestem pewna, że zawarte tutaj informacje znajdą wielu odbiorców – zarówno wśród kobiet, które chcą lepiej zrozumieć siebie i innych, jak i wśród mężczyzn. Niezależnie od poziomu samoświadomości i rozwoju warto czasem sięgnąć po tego typu pozycję i zmierzyć się z różnymi punktami widzenia; w końcu to właśnie w tej sposób się rozwijamy i ugruntowujemy własne przekonania.







Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Agora.

wtorek, 28 maja 2019

Powrót autora po 13 latach || Thomas Harris – „Cari Mora”

Przestępcy od lat próbują wytropić skarb ukryty pod posiadłością należącą niegdyś do Pablo Escobara w Miami Beach. W wyścigu po 25 milionów dolarów w złocie prowadzi targany chorymi namiętnościami Hans-Peter Schneider – człowiek, który zarabia na życie, realizując przerażające fantazje bogaczy. Na drodze staje mu Cari Mora, piękna strażniczka rezydencji, która znalazła w Stanach schronienie przed przemocą panującą w jej kraju. Schneider wkrótce pozna zaskakujące umiejętności Cari i przekona się, jak silna jest jej wola walki. (opis wydawcy)

Od kilku tygodni wszyscy fani Hannibala Lectera przebierali nerwowo nogami w oczekiwaniu na najnowszą książkę Thomasa Harrisa. 13 lat milczenia to mnóstwo czasu – dość, by do czerwoności rozpalić wyobraźnię fanów. I choć sama nigdy nie stawiałam legendarnego już autora na piedestale (owszem, szanuję go za stworzenie tak spójnego i charyzmatycznego antagonisty, jednak nie uważam, żeby pisał zachwycająco), premiera Cari Mory mocno mnie zainteresowała. Byłam ciekawa, co też przygotował dla nas autor i głodna kolejnej zachwycającej postaci. Niestety, srogo się rozczarowałam.

W moim odczuciu Thomas Harris zdecydował się na umieszczenie w tej książce zbyt wielu pomysłów jednocześnie, a dodatkowo połączył je zbyt szybko i nieprzemyślanie. Mamy zatem wątek rezydencji Pablo Escobara, który stanowi oś łączącą bohaterów, a jednocześnie nawiązuje do popularnej w ostatnich latach tematyki. Mamy Hansa-Petera Schneidera, który według wszelkich opisów miał stanowić głównego antagonistę. Pierwsze fragmenty z jego osobą były brutalne i obrzydliwe niczym z rasowego horroru ekstremalnego, niestety efekt szybko się ulotnił, a bohater stracił swój charakter. Kolejną postacią jest Cari Mora, której historia jest bardzo interesująca, ale nie ma praktycznie żadnego znaczenia dla fabuły. Gdzieś w połowie książki pojawia się jeszcze komisarz policji o klasycznym rysie – ktoś targnął się na jego życie i poważnie uszkodził mu żonę, co również nijak ma się do historii z domem Escobara, Hansem-Peterem Schneiderem czy nawet Cari Morą.

Lektura najnowszej książki Thomasa Harrisa była frustrująca. Czyta się ją płynnie, bo jest całkiem nieźle napisana i krótka (nie dajcie się zwieść, czcionka i marginesy są tak duże, że zamiast 350 stron mamy około 200), jednak z każdym kolejnym rozdziałem zastanawiałam się, o co tak naprawdę tutaj chodzi. I, niestety, nie otrzymałam satysfakcjonujących rozwiązań. Każdy z bohaterów jest z innej parafii i choć ma potencjalnie ciekawą historię, zostaje ona zepchnięta na margines, co przekłada się również na nijaki rys psychologiczny postaci. Otrzymujemy przypadkowe sceny z przeszłości, które nie zostają rozwinięte i omówione, nie mają też żadnej kontynuacji w teraźniejszości. 

I choć nie miałam wobec tej książki ogromnych oczekiwań, i tak jestem rozczarowana, bo Cari Mora nie tylko nie jest wybitna – w moim odczuciu jest po prostu słaba. Brakuje tu mocnego pomysłu, który scaliłby postaci i ich wątki, a także lepiej przemyślanych bohaterów. Jeśli chodzi o thrillery i kryminały, które miałam okazję poznać w ostatnich miesiącach, ten był zdecydowanie najgorszy, a gdyby porównać go z poprzednimi książkami autora... Cóż, po prostu lepiej tego nie robić. Książka do przeczytania i zapomnienia, choć to pierwsze nie jest obowiązkowe, a to drugie przyjdzie samo tydzień czy dwa po lekturze.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Agora.

sobota, 11 maja 2019

Co nam radzą poradniki? || Michał Rusinek – „Niedorajda”



Myślałby człowiek, że to ledwie chwila minęła od czasu, kiedy poprzednio zaśmiewałam się w głos przy książce Michała Rusinka. Myślałby tak i myślał, a tu proszę – sprawdziłam i nie chwila, a prawie półtora roku! Jakby nie patrzeć sporo czasu, a niektóre żarty z Pypciów na języku wciąż pamiętam i wciąż wywołują uśmiech na mojej twarzy. Jeśli jeszcze tamtej książki nie znacie, polecam Wam ją serdecznie, a jeśli chcecie większej zachęty, tutaj znajdziecie moją opinię.

Tym razem Michał Rusinek bierze na tapet nie sytuacje codzienne, a poradniki; konkretnie porady wszelkiego typu, które można znaleźć zarówno w książkach, jak i w internecie. Znajdziemy tutaj rozdziały poświęcone męskości, seksualności, sprzedaży, stylowi (a dokładniej byciu paryżanką) i wielu, wielu innym tematom, które najwyraźniej na co dzień spędzają sen z powiek przedstawicieli społeczeństwa. Autor przytacza przeróżne cytaty (nierzadko stojące ze sobą w sprzeczności) i każdy z nich okrasza ironicznym, często złośliwym, ale zawsze zabawnym komentarzem. W ten sposób wytyka wszelkie nieścisłości, wskazuje na bezsensowność niektórych porad, a jednocześnie uświadamia nam, jak podatni jesteśmy na zawarte w poradnikach manipulacje.

Sama forma książki jest bardzo przyjemna i sprawia, że sięgamy po nią z chęcią. Rozdziały są dość krótkie, a dodatkowo składają się z niewielkich akapitów, które zwykle się ze sobą nie łączą, dzięki czemu możemy przerwać w dowolnej chwili, czytać choćby akapit na raz. Osobiście nie stosowałam jednak tej metody, bo książki starczyło mi na dwie podróże pociagiem, można więc powiedzieć, że czytałam ją ciągiem. I zaprawdę powiadam Wam: absolutnie mi się nie nudziła. Uwielbiam styl autora i to, w jaki sposób ujmuje rzeczywistość. Jedyne ostrzeżenie, jakie dla Was mam to: będziecie się śmiać. A śmianie się w głos w miejscach publicznych, wciąż jest, niestety, uznawane za dziwaczne.

Jeśli poradniki na co dzień Was bawią i trzymacie się od nich z daleka, książka Michała Rusinka z pewnością Wam się spodoba – będzie okazja do wyśmiania wielu niezbyt mądrych porad, jak również językowych wpadek. Jednak mój przykład pokazuje, że również fani poradników – oczywiście z odpowiednim dystansem – znajdą tutaj coś dla siebie. Ironiczny styl autora i celność uwag sprawiają, że nie mamy wyjścia, po prostu musimy śmiać się (często w głos). A to cenię sobie w książkach ponad wszelką miarę.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Agora.

niedziela, 30 grudnia 2018

Najlepsze książki 2018 roku






Zanim zabrałam się za pisanie tego posta, zajrzałam szybko do zeszłorocznego zestawienia i muszę przyznać, że jestem zaskoczona! W 2017 prym wiodła u mnie fikcja literacka  wszystkie 5 najlepszych książek pochodziło z beletrystyki. Dopiero teraz widzę, jak wiele się w moim czytaniu zmieniło; dziś znacznie częściej szukam w książkach informacji, inspiracji i wsparcia, a nie tylko czystej rozrywki. Stąd też dzisiaj aż 4 propozyje "rozwojowe"  mam nadzieję, że na coś się Wam przydadzą.

niedziela, 26 listopada 2017

Michał Rusinek – „Pypcie na języku”



Jako niespełniony filolog bardzo chętnie sięgam po książki, których tematem jest poprawność językowa, gramatyka i słownictwo. Nie lubuję się co prawda w podręcznikach, ale tekstach lżejszych – rozmowach lub fabularyzowanych opowieściach z polszczyzną w tle (jak chociażby Wszystko zależy od przyimka). Odkąd opinię o Pypciach na języku przeczytałam na blogu Varii (a było to ponad pół roku temu!), wiedziałam, że to jedna z tych pozycji, które muszę mieć. 

Książka Michała Rusinka jest zbiorem felietonów publikowanych pierwotnie na łamach Gazety Wyborczej. Teksty mają około półtorej strony każdy i dotyczą różnorodnych zagadnień związanych z językiem. Punktem wyjścia dla każdego z nich są tytułowe "pypcie" – wszelkiego typu nieścisłości, zabawne zbitki słów i (najczęściej niezamierzone) dwuznaczności, które mogą powodować (i z pewnością powodują!) różnego rodzaju nieporozumienia. Autor łączy poszczególne pypcie w grupy tematyczne, zbiera je razem i opisuje na zasadzie zależności, wykorzystując cały kontekst danej gry słów i budując na jej podstawie bardzo przyjemne anegdoty.


Zadzwoniła do mnie kiedyś pani z banku i zapytała, czy rozmawia "z panem Michałem Rusinek". Odpowiedziałem uprzejmie, że tak, ale ja się deklinuję. Na co ona: "A, to przepraszam. Zadzwonię później".[s.29]


Opowieści Michała Rusinka są w gruncie rzeczy proste, a jednak język autora, celność wszelkich spostrzeżeń oraz humor sprawiają, że każdy kolejny felieton stanowi dla czytelnika ciekawą przygodę. Znajdziemy tu tematy tak klasyczne, jak humor z zeszytów szkolnych czy językowe wpadki komentatorów (swoją drogą o ewolucji słowa "wpadka" tekst również jest w tym zbiorze), ale także rozważania nad zalewem anglicyzmów, zdrobnieniami czy zmianami w języku w ogóle. Do moich ulubionych należą Lampeczka (o slangu telewizyjnym), Lustro (które za punkt wyjścia ma bardzo zabawną sytuację), Zbok (o trudach w komunikacji z dziećmi) oraz Klawisz (poświęcony komentatorom muzycznym). 

To nie jest książka, o której powinno się długo opowiadać – jeśli lubicie temat polszczyzny, to po prostu sami do niej zajrzyjcie. Pypcie... to 206 stron bardzo przyjemnych rozważań o języku. Świetna sprawa dla fanów polszczyzny, miłośników groteski i poszukiwaczy dobrych żartów. 


poniedziałek, 18 maja 2015

Agnieszka Jucewicz, Grzegorz Sroczyński - "Kochaj wystarczająco dobrze"

Chyba każdy z nas rozpoczynając nowy związek ma nadzieję, że będzie to coś trwałego i jedynego w swoim rodzaju. Łączymy się w pary dla poczucia bezpieczeństwa, z potrzeby bliskości czy chęci znalezienia bratniej duszy - powody są różne i nie aż tak istotne, liczy się efekt, dający nam maksimum satysfakcji. Jednak tendencja światowa jest jasna - ludzie się rozstają. Dlaczego? Czy to moda, rosnąca potrzeba zmian, a może zanik jakichś społecznych umiejętności?

Dziennikarski duet związany z Gazetą Wyborczą postanowił sprawdzić i poszukać recept na udany związek w rozmowach z psychologami, znawcami tematu par. Efektem ich pracy jest 15 mini wywiadów, w których poruszane są różnorodne aspekty funkcjonowania w związku. Razem z terapeutami przechodzimy całą drogę człowieka - od pierwszych chwil zakochania, poprzez kolejne etapy; poszukujemy recept na gasnącą namiętność i odkrywamy, co w związku mogą zmienić narodziny dziecka. To opowieść pełna, różnorodna i kompleksowa, pozwalająca na odkrycie tematu z różnych stron i perspektyw.

Gdybym miała wartościować kolejne wywiady, z pewnością znalazłoby się w nich sporo różnic i można by uznać je za lepsze lub gorsze. Mnie osobiście najbardziej podobały się te, w których rozmówcą był profesor Bogdan de Barbaro - po pierwsze z racji tego, że bardzo szanuję jego pracę i dokonania, po drugie ze względu na dość wyważony sposób wypowiedzi. Generalnie lepsze według mnie były te dialogi, w których rozmówcy starali się zobrazować problem przykładami z gabinetu i życia, zamiast rozkładać go na czynniki pierwsze. Na tym polu zdecydowanie przegrali psychoanalitycy - rozmowy z nimi były bardzo chaotyczne i wymagały dużo większego skupienia.

Generalnie cieszę się, że powstają książki takie jak ta, które skłaniają ludzi do refleksji nad swoim związkiem i są zarówno motywatorem do pracy, jak i kopalnią prostych, trafnych prawd, które mogą pomóc w zmianie, poprawie jakości naszego życia. Nie jestem w stanie zgodzić się z wszystkimi głoszonymi tutaj tezami i ubolewam nad atmosferą części wywiadów, ale tak czy inaczej wyciągnęłam z lektury wiele informacji. Tak naprawdę wydźwięk książki jest niezwykle pozytywny - otóż okazuje się, że wiele z przeżywanych przez nas emocji i stanów jest naturalnych, a my sami możemy dążyć do zmian. Podobnie jak w przypadku stylu życia, sądzę, że i w kwestii związków dobrych rad nigdy za wiele, bo to, co dla jednych jest oczywistością, frazesem, dla innych może być nieocenioną wręcz pomocą.

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie dobierają się w pary tak a nie inaczej, rozważaliście, czy wolność i swoboda wyboru charakterystyczna dla naszych czasów nie jest aby przekleństwem albo snuliście rozważania nad modą, jaką jest seryjna monogamia, ta książka jest dla Was. Znajdziecie tutaj sporo ciekawych informacji, przykłady badań i różnorodne spojrzenia na podobne zagadnienia. Mam nadzieję, że lektura tej książki przyczyni się do tego, że ludzie lepiej przyjrzą się nie tylko swoim związkom, ale i własnym w nich funkcjonowaniu.

środa, 16 lipca 2014

"Wszystko zależy od przyimka"

Lekcje języka polskiego uwielbiałam od zawsze. Chodziłam na nie z rzeczywistym zapałem, ale przyznam się, że choć nie stronię od książek, to zajęcia teoretyczne na zawsze pozostały moimi ulubionymi – jako jedna z niewielu naprawdę pokochałam gramatykę i godzinami mogłam chociażby rozrysowywać konstrukcje zdań złożonych. Choć moje drogi z tymi zainteresowaniami nieco rozeszły się wraz z rozpoczęciem studiów, to niebawem pasja wróci. Od przyszłego roku akademickiego – a teraz mogę to już powiedzieć na pewno – rozpoczynam dodatkowe studia na polonistyce. W ramach rozgrzewki postanowiłam więc sięgnąć po tekst czołowych polskich językoznawców.

Prawdę mówiąc nie umiem jednoznacznie określić, dlaczego zapragnęłam mieć tę książkę niemal od razu po tym, jak ją zobaczyłam. Prawdopodobnie skusił mnie opis, który podpowiada, że zawartość wyjaśnia wiele współczesnych językowych dylematów. Zdecydowanie jest to prawda - profesorowie Bralczyk, Markowski i Miodek pod wodzą Jerzego Sosnowskiego prowadzą dyskusję o języku nie osadzoną w teorii, a praktyczną, bliską każdemu z nas. Trzynaście tematycznych rozdziałów zabiera nas w podróż po przeróżnych zakamarkach polszczyzny – od slangu młodzieżowego, poprzez język polityki i reklamy, na naleciałościach z klasycznej literatury kończąc. Czytelnik dowiaduje się między innymi czy angielskie wyrazy są zagrożeniem dla naszej mowy, jak głęboką genezę mają popularne ostatnio formy żeńskie oraz czym różni się spontaniczna spontaniczność od tej zaplanowanej, wcale nie spontanicznej. A to wszystko w niezwykle przyjemnej otoczce.

Dużym atutem tekstu jest także jego autentyczność. Panowie dyskutują luźno, widać, że prywatnie się znają i dzięki temu chętniej wymieniają poglądy. Nie ma tu nadętej atmosfery dyskusji naukowej, wręcz przeciwnie – podejście jest całkowicie normalne, bliskie przeciętnemu czytelnikowi. Poza tym dzięki swobodzie w tekście pojawia się kilka skądinąd sympatycznych informacji. Człowiek od razu czuje się lepiej widząc, że nawet profesorowie językoznawcy muszą czasem walczyć z pewnymi słabościami, naleciałościami z języka rodziców, gwarą czy chociażby własnymi emocjami, które dużo łatwiej wyrazić przy użyciu wulgaryzmów niż poetyckich epitetów.

Mimo wszystko nie nazwałabym tego tekstu równym – są fragmenty łatwiejsze i trudniejsze w odbiorze, a całość nie jest raczej do przeczytania za jednym podejściem. Momentami, gdy w grę wchodzi etymologia lub naukowa analiza języka, trudno nadążyć za nomenklaturą i omawianymi konstrukcjami gramatycznymi. Na szczęście nie zdarza się to często; w większości przypadków dialog jest lekki i porusza tematy nam bliskie, a odbiór dodatkowo ułatwia wszechobecny humor i cała masa przykładów. Moim zdaniem wielu z nas powinno po tę książkę sięgnąć, choćby po to, by inaczej, z pewnym przymrużeniem oka, spojrzeć na własny język ojczysty.