Odkąd blisko trzy miesiące temu zdecydowałam się na przeczytanie pierwszego tomu cyklu Czarne Światła, niecierpliwie wypatrywałam kontynuacji. Opowieść Martyny Raduchowskiej, choć należąca do tych prostszych i przyjemniejszych, naprawdę mi się spodobała. Lubię ten dynamiczny, cyberpunkowy świat, który jest jednocześnie bliski i daleki temu, co znamy ze współczesności. Intrygują mnie postaci i odpowiada mi styl autorki. No i chciałam się dowiedzieć, jak dalej potoczą się losy bohaterów!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyna Raduchowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyna Raduchowska. Pokaż wszystkie posty
środa, 3 października 2018
poniedziałek, 9 lipca 2018
Martyna Raduchowska – „Łzy Mai”
O ile w ogólnoświatowym science fiction zaczynam się orientować całkiem nieźle (choć wciąż nie mogę uwierzyć, że przekonałam się do tego gatunku!), o tyle nie mam zielonego pojęcia co dzieje się na naszym, polskim podwórku. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć rodzime powieści tego typu, które czytałam, a przecież mamy ich całkiem sporo! Postanowiłam coś z tym zrobić i gdzieś między Modyfikowanym węglem a Expansem sięgnęłam po wznowienie cyberpunkowej powieści Martyny Raduchowskiej. Wznowienie, które zwiastuje odrodzenie serii w niedalekiej przyszłości!
wtorek, 25 lutego 2014
Martyna Raduchowska - "Demon luster"
Pierwsza książka Martyny Raduchowskiej, choć nie była
dziełem idealnym, zdecydowanie mnie zauroczyła. Z tego też powodu pewnikiem był
fakt, że przy pierwszej lepszej okazji chwycę po kontynuację przygód Idy
Brzezińskiej, "Demona luster". Okazja taka natrafiła się kilka dni
temu, nie omieszkałem więc z niej skorzystać, czego w żaden sposób nie żałuję.
Ida, szamanka od umarlaków z ledwie kilkumiesięcznym
doświadczeniem w swojej profesji, wpakowała się w nie lada tarapaty.
Niefortunnie złożona przysięga, w której zobowiązała się odprowadzić pewną
zagubioną duszę w zaświaty, okazuje się być niemal niewykonalna - owa dusza
bowiem znajduje się w świecie Demona Luster (zwanego niekiedy Kusicielem), o
którym niewiele wiadomo. Ida jest jednak zdeterminowana wypełnić to
zobowiązanie, bowiem w przeciwnym wypadku to jej własna dusza obróci się w
niebyt..
Wiem, ów opis wydaje się być nieco lakoniczny, nie chcę
jednak zdradzać zbyt wiele z fabuły, gdyż jest ona jednym z najlepszych elementów
powieści. Spójna i dopracowana, przez wszystkie strony książki trzyma
czytelnika w napięciu, czy to dzięki nagłym zwrotom akcji, czy też dzięki
odkrywaniu coraz to nowszych elementów układanki. I choć "Demon
luster" to klasyczny przykład urban fantasy, nie brak tu elementów
charakterystycznych dla powieści detektywistycznej lub sensacyjnej.
Najnowsza powieść Martyny Raduchowskiej jest bezpośrednią
kontynuacją fabuły ukazanej w "Szamance od umarlaków", jednocześnie
jednak, co jest dość nietypowe, "Demon luster" jest pozycją w gruncie
rzeczy samodzielną: już pierwsze strony książki w zwięzły i treściwy sposób
relacjonują najważniejsze dotychczasowe wydarzenia z życia Idy, zaś w miarę
rozwoju fabuły pojawiają się wzmianki o wszystkich najistotniejszych kwestiach
zawartych w poprzedniej części. Dzięki temu zabiegowi czytelnik, który
nieopatrznie sięgnie po "Demona.." bez świadomości, że jest to
kontynuacja przygód Idy Brzezińskiej (opis okładkowy książki, jak i większość
materiałów prasowych, konsekwentnie pomija ten fakt..), nie będzie miał podczas
lektury poczucia, że do zrozumienia fabuły brakuje mu jakichś niezwykle
istotnych informacji. Nie mniej jednak oczywiste jest, że znajomość pierwszej
wydanej książki znacznie ułatwia i uprzyjemnia przygodę z Kusicielem..
Pod względem technicznym książce nie można niczego
zarzucić. Warsztat literacki autorki jest jeszcze lepszy niż w
"Szamance..", a już wtedy był powyżej przeciętnej panującej na
polskim rynku fantastyki. Język, zawsze dopasowany do sytuacji, bogaty jest w
liczne porównania, nie brak też w nim elementów humorystycznych - jest ich
jednak mniej niż w pierwszej części, bowiem fabuła "Demona..
jest o wiele bardziej poważna i mroczna, a cała powieść wydaje się być dojrzalsza. Obcowanie ze śmiercią w inny sposób niż dotychczas ma znaczący wpływ na konstrukcję bohaterów: ich działania o wiele bardziej niż dotychczas uzewnętrzniają ich, często negatywne, emocje, a sama Ida odnajduje w sobie mroczne cechy charakteru.. Sam język powieści również cechuje się większą powagą, nie brak tu też wulgaryzmów - zawsze są one jednak uzasadnione sytuacją.
jest o wiele bardziej poważna i mroczna, a cała powieść wydaje się być dojrzalsza. Obcowanie ze śmiercią w inny sposób niż dotychczas ma znaczący wpływ na konstrukcję bohaterów: ich działania o wiele bardziej niż dotychczas uzewnętrzniają ich, często negatywne, emocje, a sama Ida odnajduje w sobie mroczne cechy charakteru.. Sam język powieści również cechuje się większą powagą, nie brak tu też wulgaryzmów - zawsze są one jednak uzasadnione sytuacją.
Ciężko jest mi się doszukać jakichś błędów w
"Demonie Luster". Początkowo nie podobała mi się kontynuacja motywu
Pecha rozpoczętego w pierwszej z książek autorki - wzmianki o nim pojawiały się
przez pierwsze rozdziały tylko sporadycznie, a nagły powrót
"bohatera" zupełnie nie przypadł mi do gustu. Ostatecznie jednak, po
poznaniu całej fabuły, nie mogę uznać motywu za zepsuty, nie pokrył się on
jednak z moimi oczekiwaniami. Oczywiście to tylko moje zdanie, myślę bowiem,
że wielu osobom historia Pecha bardzo się spodoba.
Podsumowując: "Demon Luster" to powieść, po
którą zdecydowanie warto sięgnąć. To znakomita lektura, która nie tylko potrafi
rozbawić czytelnika, ale też skłonić go do pewnych przemyśleń. Martyna
Raduchowska to dla mnie doskonały dowód na to, że w młodym pokoleniu polskich
autorów drzemie wielki potencjał, który za kilka lat może zaowocować literaturą
na światowym poziomie. Zachęcam oczywiście każdego do rozpoczęcia przygód z Idą
Brzezińską od "Szamanki od umarlaków", a dopiero potem radzę sięgnąć
po "Demona..". Pozwoli to na lepsze poznanie głównej bohaterki, co
może przydać się w przyszłości - zakończenie drugiej z książek ponownie
pozostawia otwarte wątki (na szczęście nie w tak wielkim stopniu, w jakim
robiła to "Szamanka"), zaś sama autorka w jednym z wywiadów ujawniła,
że ma pewne pomysły odnośnie kontynuacji..
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (499 stron).
środa, 12 lutego 2014
Martyna Raduchowska - "Szamanka od umarlaków"
Długo trwało zanim w końcu wziąłem się za "Szamankę od umarlaków". Po zakupie tej książki przeczytałem kilka pierwszych stron i byłem pod wielkim wrażeniem lekkości języka autorki, mimo to wewnętrzne przeczucie kazało mi poczekać jakiś czas z lekturą. Ostatecznie impulsem do zagłębienia się w tej powieści była premiera wydanej niedawno kontynuacji, "Demona Luster".
Ida Brzezińska, choć urodzona w magicznej rodzinie, zawsze chciała prowadzić normalne życie. I nawet by się jej to udało (ba! dostała się nawet na studia psychologiczne we Wrocławiu!), ale okrutny Pech postanowił uprzykrzyć jej nieco życie: o ile Ida faktycznie nie potrafiła czarować, o tyle rodzinna spuścizna nie pozostawiła jej bez żadnego talentu. Nastolatka jest bowiem szamanką od umarlaków: połączeniem medium i banshee. Potrafi więc nie tylko widzieć duchy i z nimi rozmawiać, ale też przepowiedzieć czyjąś śmierć. Dziewczyna w obcym mieście, w dodatku widząca wszędzie dusze zmarłych, nie miałaby lekkiego życia. Całe szczęście Idą zaopiekowała się mieszkająca we Wrocławiu ciotka Tekla - medium z dość specyficznym stylem bycia, zwracająca się do wszystkich w trzeciej osobie. To ona bierze pod swoje skrzydła najmłodsze pokolenie Brzezińskich, dając jej najbardziej istotne lekcje w kwestii bycia szamanką od umarlaków.
Fabuła powieści toczy się niemal całkowicie wokół Idy: narrator podąża za nią krok w krok. I choć jest ona jedyną główną bohaterką, niektóre postacie drugoplanowe wydają się być równie wyraziste. Najlepszym przykładem jest Tekla - jest ona przykładem osoby, której nie chciałoby się spotkać na swojej drodze, mimo to jako postać na kartach powieści wzbudziła moją sympatię, niekiedy nawet większą niż Ida. Wespół z ciekawą historią idzie znakomity język, jakim posługuje się autorka - bogaty w metafory i humor znacznie uprzyjemnia lekturę.
Ciekawym motywem jest też Pech. W powieści Raduchowskiej został on w pewien sposób upersonifikowany, stając się niejako jednym z bohaterów. Pojawia się on dość często, z reguły w tych mniej przyjemnych dla Idy sytuacjach. Wszelkie opisy przedstawiają go niemal jak istotę ludzką, która nie tylko w specyficzny sposób bierze udział we wszystkich wydarzeniach, ale przejawia też typowe dla ludzi uczucia, takie jak smutek czy radość.
Niestety, nie obyło się bez drobnych wad. Pierwsza z nich dotyczy postaci drugoplanowych: im bliżej końca, tym więcej pojawia się pobocznych bohaterów, wprowadzonych do historii w sposób dość chaotyczny, na szybko. Jest to o tyle rażące, że są to w pewien sposób istotne postaci, zatem wskazane by było choć trochę bliższe przedstawienie ich czytelnikowi. Drugą wadą jest natomiast zakończenie. A konkretnie jego brak, bo fabuła książki urywa się w środku - nie dość, że większość wątków nie zostaje rozwiązana, to dodatkowo na ostatnich stronach pojawia się jeszcze więcej niewiadomych. By poznać dalsze losy Idy należy chwycić po "Demona luster", jednak nigdzie na okładce "Szamanki.." nie ma informacji, że nie jest to samodzielna historia.
"Szamankę od umarlaków" z czystym sumieniem polecam każdemu - to solidna dawka urban fantasy doprawiona znakomitym humorem i równie dobrym językiem, która potrafi uprzyjemnić czas. Doradzam jednak zaopatrzyć się od razu w "Demona Luster", ponieważ powieść pozostawia po sobie spory niedosyt. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ja już nie mogę się doczekać kiedy poznam dalsze losy Idy. I Pecha w sumie też...
Ida Brzezińska, choć urodzona w magicznej rodzinie, zawsze chciała prowadzić normalne życie. I nawet by się jej to udało (ba! dostała się nawet na studia psychologiczne we Wrocławiu!), ale okrutny Pech postanowił uprzykrzyć jej nieco życie: o ile Ida faktycznie nie potrafiła czarować, o tyle rodzinna spuścizna nie pozostawiła jej bez żadnego talentu. Nastolatka jest bowiem szamanką od umarlaków: połączeniem medium i banshee. Potrafi więc nie tylko widzieć duchy i z nimi rozmawiać, ale też przepowiedzieć czyjąś śmierć. Dziewczyna w obcym mieście, w dodatku widząca wszędzie dusze zmarłych, nie miałaby lekkiego życia. Całe szczęście Idą zaopiekowała się mieszkająca we Wrocławiu ciotka Tekla - medium z dość specyficznym stylem bycia, zwracająca się do wszystkich w trzeciej osobie. To ona bierze pod swoje skrzydła najmłodsze pokolenie Brzezińskich, dając jej najbardziej istotne lekcje w kwestii bycia szamanką od umarlaków.
Fabuła powieści toczy się niemal całkowicie wokół Idy: narrator podąża za nią krok w krok. I choć jest ona jedyną główną bohaterką, niektóre postacie drugoplanowe wydają się być równie wyraziste. Najlepszym przykładem jest Tekla - jest ona przykładem osoby, której nie chciałoby się spotkać na swojej drodze, mimo to jako postać na kartach powieści wzbudziła moją sympatię, niekiedy nawet większą niż Ida. Wespół z ciekawą historią idzie znakomity język, jakim posługuje się autorka - bogaty w metafory i humor znacznie uprzyjemnia lekturę.
Ciekawym motywem jest też Pech. W powieści Raduchowskiej został on w pewien sposób upersonifikowany, stając się niejako jednym z bohaterów. Pojawia się on dość często, z reguły w tych mniej przyjemnych dla Idy sytuacjach. Wszelkie opisy przedstawiają go niemal jak istotę ludzką, która nie tylko w specyficzny sposób bierze udział we wszystkich wydarzeniach, ale przejawia też typowe dla ludzi uczucia, takie jak smutek czy radość.
Niestety, nie obyło się bez drobnych wad. Pierwsza z nich dotyczy postaci drugoplanowych: im bliżej końca, tym więcej pojawia się pobocznych bohaterów, wprowadzonych do historii w sposób dość chaotyczny, na szybko. Jest to o tyle rażące, że są to w pewien sposób istotne postaci, zatem wskazane by było choć trochę bliższe przedstawienie ich czytelnikowi. Drugą wadą jest natomiast zakończenie. A konkretnie jego brak, bo fabuła książki urywa się w środku - nie dość, że większość wątków nie zostaje rozwiązana, to dodatkowo na ostatnich stronach pojawia się jeszcze więcej niewiadomych. By poznać dalsze losy Idy należy chwycić po "Demona luster", jednak nigdzie na okładce "Szamanki.." nie ma informacji, że nie jest to samodzielna historia.
"Szamankę od umarlaków" z czystym sumieniem polecam każdemu - to solidna dawka urban fantasy doprawiona znakomitym humorem i równie dobrym językiem, która potrafi uprzyjemnić czas. Doradzam jednak zaopatrzyć się od razu w "Demona Luster", ponieważ powieść pozostawia po sobie spory niedosyt. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ja już nie mogę się doczekać kiedy poznam dalsze losy Idy. I Pecha w sumie też...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






