Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olé. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olé. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 stycznia 2015

Fabio Delizzos - "Czarna loża jasnowidzów"

Ciemna, klimatyczna okładka i lekko rozmyta flaga ze swastyką gdzieś w tle; do tego czerwone litery układające się w słowa Trzymający w napięciu thriller… Od razu było wiadomo, że kiedy tę książkę zobaczę, na długo zapadnie mi w pamięć i z pewnością nie da spokoju, póki w końcu jej nie przeczytam. Aż dziw bierze, że czekała na mojej półce prawie miesiąc, jak również że jej lektura zajęła mi więcej niż dwa dni. W dodatku jak zwykle nie jestem w pełni zadowolona z lektury, a właściwie lekko się zawiodłam…

Lio Rol jest pisarzem, któremu nie zawsze sprzyja wena, przez co zmuszony jest do wykorzystywania swoich paranormalnych zdolności i przepowiadania ludziom przyszłości w zamian za pieniądze. Czyni to niechętnie i wyłącznie w chwilach, gdy brak mu środków do życia, jednak zdobyta w ten sposób sława wystarczy, aby zwrócić na siebie uwagę tych, dla których dar jasnowidzenia jest bardzo pożądany – tajnych agentów, specjalizujących się w szpiegostwie psychologicznym. W czasie II wojny światowej z podobnych zdolności korzystają obie strony barykady, jednak szczególnie cenna jest ona dla Niemców, którzy oprócz okrętów nieprzyjaciela i dat planowanych zamachów poszukują także pewnej mitologicznej broni, mającej doprowadzić ich do zwycięstwa. Nieświadomy skali zagrożenia Rol wplątuje w międzynarodową intrygę nie tylko siebie, ale i piękną nieznajomą – aktorkę, która utrzymuje, że jest przyjaciółką jego zmarłej siostry. Tyle że pisarz nie pamięta, aby kiedykolwiek miał rodzeństwo…

Książka stworzona jest na podwalinach, które już znamy – nazistowskiej fascynacji mitologią, rodem gigantów oraz Atlantydą. Powstało o tym już sporo książek i pewnie jeszcze nie raz o temacie usłyszymy, zwłaszcza że jest wyjątkowo wdzięcznym polem dla wszelkich thrillerów i powieści sensacyjnych. Delizzos nie ujął go może w sposób nowatorski, ale pełny i ciekawy; autor zawarł w swojej książce sporo szczegółowych informacji. Dodatkowo interesującym motywem jest sama współpraca nazistów z jasnowidzami czy hipnotyzerami. Zakres ich możliwości i repertuar talentów jest naprawdę barwny, a sceny opisujące rytuały, przesłuchania i egzekucje przeprowadzane przy użyciu magii są doprawdy świetne i nadają powieści charakterystycznej dla thrillera atmosfery.

Autorowi dobrze wychodzi łączenie prawdy z literacką fikcją. Na szkielecie historycznych faktów stworzył opowieść pełną dobrze ukazanych relacji międzyludzkich, o ciekawej fabularnej osi. Trudno jest z całą pewnością oddzielać tu kłamstwo od rzeczywistości – niektóre nieprawdopodobieństwa okazują się zgrabnie użytymi, acz prawdziwymi ciekawostkami, natomiast to, co z pozoru zdaje się być do bólu autentyczne, niejednokrotnie jest jedynie wymysłem autora. Całość pięknie się spaja, wręcz zlewa w jednolity obraz świata, który czytelnik odkrywa z przyjemnością – podczas lektury należy być czujnym, bo pozornie przypadkowe sceny i osoby mogą później odegrać kluczową rolę; wypłyną zmieniając swój charakter lub dopiero go nabierając. Jedynym, co może razić w tej wspaniałej konstrukcji, jest przesyt ciekawostek – chwilami można mieć wrażenie, że są wciśnięte niemal na siłę, jakby autor chciał w tej książce zamieścić wszystko, co wie o nazistach.

Ostatnie promienie słońca w to zimowe popołudnie odbijały się od marmurowych nagrobków, migocząc niczym lusterka w cmentarnych alejkach i rzucając na ziemię powłóczyste cienie cyprysów i jodeł, krzyży i uskrzydlonych aniołów.[s.87]

Narracja momentami zaskakuje swoim bogactwem, co w równym stopniu może być zaletą, jak i wadą. Jeśli lubicie tego typu opisy i barwne formy stylistyczne, powinniście być usatysfakcjonowani. Osobiście kilkakrotnie miałam problem z odnalezieniem się w tym stylu; może to wynikać z umysłowego przemęczenia, ale swoje na pewno dołożyły też problemy korektorskie – w wielu miejscach zabrakło myślników oddzielających wypowiedzi poszczególnych bohaterów, co sprawiło, że musiałam robić pauzę i cofać się, aby zrozumieć sens. Było to odczuwalne zwłaszcza na początku, zanim jeszcze czytelnik dobrze zrozumie i poskłada sobie w głowie, kto jest kim.

Tym, czego w moim odczuciu zabrakło, jest płaszczyzna psychologiczna. Czarna loża jasnowidzów to dynamiczny thriller sensacyjny pełen gwałtownych zwrotów akcji, zagadek i bohaterów – wielu, ale potraktowanych bez zbytniej wnikliwości. Nawet o kluczowych postaciach wiemy mało i trudno nam podjąć jakąkolwiek próbę ich zrozumienia, nie wspominając o całej rzeszy bohaterów drugoplanowych. Są to osoby niewątpliwie niezbędne dla fabuły i nierzadko posiadające charakterystyczny, stereotypowy rys, jednakże żadna z nich nie jest na tyle wyrazista i interesująca, by pozostała w naszym umyśle na dłużej niż kilka chwil.

Oceniając powieść całościowo powiedziałabym, że jest lekko ponad przeciętną – choć na początku odpowiadała mi dynamika akcji, a opowiadana historia mocno mnie wciągnęła, napięcie opadło mniej-więcej w połowie. Częste przenosiny pomiędzy różnymi sceneriami, powolne splatanie się historii w całość – trudno mi było poradzić sobie z tymi aspektami, zwłaszcza że książka jest dość pokaźnych rozmiarów (liczy sobie ponad 500 stron). Jednakże mimo tego, że tekst ostatecznie mnie nie porwał, nie żałuję, że mogłam go przeczytać – uwielbiam podobną tematykę, a i klimat udał się autorowi całkiem nieźle. Kilka razy, podczas co lepszych scen, chwycił mnie autentyczny, miły dreszczyk, a samą opowieść oceniam jako dobrze skonstruowaną. Myślę, że kiedyś jeszcze wrócę do twórczości autora.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Olé, będącemu częścią GW Foksal.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Susanna Quinn - "Szklane gejsze"

Po przeczytaniu pierwszych stu stron miałam już w głowie zarys tego, co chcę napisać. Byłam gotowa zrównać tę książkę z ziemią i opowiedzieć o zawodzie, jaki się z nią wiąże. Teraz, gdy skończyłam, moja ocena nie jest już tak jednoznaczna, dostrzegłam bowiem zalety, które wcześniej umknęły mojej uwadze. W ostatecznym rozrachunku cieszę się, że ten tekst wpadł w moje ręce, choć bez uwag krytycznych z pewnością się nie obejdzie.

Susanna Quinn wybrała sobie do opisywania temat trudny i niejednoznaczny – japoński rynek usług towarzyskich. Tekst generalnie jest historią młodej kobiety, która przybywa z Anglii do Tokio w poszukiwaniu pracy hostessy. Oczywiście rzeczywistość znacznie odbiega od jej wyobrażeń – właściwie już od pierwszej chwili nic nie idzie po jej myśli. Przyjaciółka, z którą miała się spotkać na miejscu, zniknęła, właściciel mieszkania zabiera jej resztę pieniędzy jako kaucję za klucz, a znalezienie pracy, która nie wymagałaby rozbierania się przed obcymi mężczyznami, graniczy z cudem. W tych trudnych warunkach Stephanie wykazuje się jednak dużą determinacją i niespotykanym w Roppongi (dzielnicy uciech) altruizmem, co w połączeniu staje się dla niej całkiem niezłym motorem do działania. Znajduje sobie zajęcie i stopniowo uczy się, jak poruszać się w skomplikowanym świecie płatnej miłości.

Mimo oczywistych postępów, od początku do samego końca lektury uważałam Stephanie za nierozgarniętą i kompletnie niekonsekwentną postać. Skoro w Anglii była aktorką, musiała mieć styczność z zawiścią i konkurencją panującą w branży. Tymczasem mimo to postanowiła spakować się, zostawić przeszłość za sobą i wyjechać do Tokio, licząc że dawne przyjaciółki rzucą wszystko i pospieszą jej na pomoc. Oczywiście z dnia na dzień znajdą jej pracę i mieszkanie, mimo że wcześniej jej o tym nie zapewniały. Poza tym kompletnie nie wyczuła zagrożenia – łudziła się, że praca hostessy nie ma szansy wymknąć się spod kontroli. Dziwię się niezmiernie, że mimo swoich ciężkich doświadczeń z mężczyznami nie zaczęła niczego podejrzewać – naiwność godna nastolatki. Poza tym jest bohaterką naprawdę ciężką w odbiorze – całkowicie ślepą i odporną na wiedzę niczym głaz. Mam wrażenie, że celowo stara się nie zauważać dobrych, życzliwych rad, święcie przekonana, że sama wie wszystko najlepiej. Aż dziw bierze, że nie wpada w żadne większe tarapaty.

Jako czytelnik pragnący się czegoś dowiedzieć, miałam spory problem z postawą Stephanie. Jej ignorancja denerwowała mnie i zakłócała spokój. Jeśli przyjmiemy, że każda emocja podczas lektury jest dobra, to rzeczywiście, poziom mojej irytacji kazałby ocenić tę książkę jako wybitną. Na szczęście są również inne kryteria. Nieco dziwna jest konstrukcja tekstu, jest on bowiem podzielony na trzy osobne historie, z jednej strony niezależne, z drugiej – w luźny sposób zbiegające się ze sobą. W jednej z nich towarzyszymy w codzienności Stephanie, w drugiej – śledzimy postępy pracy nad książką, jaką Mama-san (właścicielka najbardziej klasycznego lokalu w Roppongi) tworzy wraz z amerykańskim dziennikarzem. To zdecydowanie wartościowa część, zawierająca wiele informacji o historii usług towarzyskich, pomysłach na zaspokajanie potrzeb klientów, a także emocjonalnej podszewce erotycznego biznesu. Trzecia płaszczyzna to korespondencja e-mailowa Chastity – jednej z hostess. Najpewniej miała ona nam ukazać wprost życie kogoś zakorzenionego w tym świecie, jednak w obliczu doskonale uzupełniających się dwóch pozostałych części, osobiście uważam ją za zbędną i bezsensowną. Tym bardziej, że e-maile pojawiają się w dziwnych momentach, przerywają wątki i w żaden sposób nie odnoszą się do osi wydarzeń.

Co to samej treści książki - przyznam szczerze, że tematyka szeroko pojętych usług towarzyskich nie jest mi obca – to jedno z moich ulubionych zagadnień w literaturze. Nie byłam jednak przygotowana na to, co znalazłam w tej książce. Pomysłowość Japończyków w tym zakresie i wachlarz usług, proponowanych mężczyznom już od wielu lat, naprawdę mnie zaskoczyły. Pod względem technicznym książka jest przygotowana świetnie i zawiera naprawdę sporo informacji, które dodatkowo są przystępnie podane – autorka wplotła je w ciekawą, choć momentami nieco poszarpaną opowieść Mamy. Ta z kolei sprawdza się świetnie w roli opowiadającej – jest bezpretensjonalna i z humorem podchodzi to tych wcale nie zabawnych spraw.

Choć początkowo książkę czyta się źle, z czasem sytuacja nieco się poprawia. Być może wystarczy przywyknąć do tekstu i specyficznego podziału, do postawy Stephanie, lub po prostu zainteresować się tematyką usługo oferowanych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Dla mnie informacje, które odnalazłam w tekście, były wartościowe, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że nie jest to książka dla każdego. Akcji mamy tutaj niewiele, choć oczywiście jest, tak podkreślana w opisie okładkowym – w końcu „w Roppongi giną młode dziewczyny”! Jeśli mam być szczera, w ogóle nie zauważyłam tego problemu, a wątek główny mógłby dla mnie nie istnieć. Polecam tekst jedynie ze względu na walory treściowe. 

___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (460 stron)