Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kozera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kozera. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

Grzegorz Kozera - "Króliki Pana Boga"

Wiosna roku 1945. Adam, uciekinier z niemieckiego gospodarstwa, odnajduje przy drodze stos żydowskich ciał, a wśród nich wychudzonego, niemal martwego jedenastolatka z Czech. Postanawia pomóc chłopcu w dotarciu do domu, tym bardziej, że sam podróżuje z powrotem do ojczyzny. W tym samym czasie stopniowo wyzwalane są kolejne nazistowskie obozy, a w jednym z nich wolność odzyskuje młoda Polka, Halina. Losy bohaterów krzyżują się - odtąd ich podróż będzie wspólną drogą poprzez kolejne miejsca, gdzie wojna się kończy, a strefa wpływów ulega zmianie.

-Sowieci też są w Polsce - powiedziała kobieta. - Może robią z wami to samo, co z nami. Jeśli uda ci się tam wrócić, będziesz ich miał na co dzień. Jeszcze zatęsknisz za niemieckim porządkiem.
- Nigdy. Nigdy nie będzie mi brakowało ani Niemców, ani Sowietów. Mówią, że w piekle są dwa języki urzędowe: niemiecki i rosyjski.[s.134]

Tekst pełen jest rozważań oscylujących gdzieś na granicy moralności i egzystencjalizmu. Historia toczy się w Europie czasu przemian, specyficznym momencie, w którym przeszłość jeszcze nie została uporządkowana i zamknięta, a czas już robić miejsce dla nowego porządku, który wcale nie wygląda lepiej. Wiele scen wiąże się właśnie z rozliczaniem tego, co było - pojawiają się refleksje na temat prawa do osądu i zemsty, a także chęci dalszych zmian. Bohaterowie doświadczają zamiany ról i wykorzystują jej potencjał na różne sposoby.

Jeśli chodzi o obraz wojny, to jest on tutaj przyjemnie niejednoznaczny. Ponury, owszem, i brutalny, w naturalny sposób, a jednak naprawdę dobry w odbiorze. Przede wszystkim nie jest to opowieść, która usprawiedliwiałaby działania wojskowe, a jednak pokazuje różne ich przejawy. Można tu odnaleźć wielorakie formy przystosowania do sytuacji ekstremalnej - od agresji, poprzez bierność, aż do motywacji. Historia opowiadana jest w sposób prosty i nienaznaczony zbędnymi ozdobnikami, a jej tempo wyznacza jedynie podróż bohaterów i stopniowe odkrywanie ich tajemnic. Nie ma tu dodatkowego celu czy sensu, do którego dążyłby tekst - to po prostu specyficzna powieść drogi, osadzona w świecie, w którym śmierć i ludzka tragedia są na porządku dziennym.

Niesamowicie przejmujący jest fakt, z jak wielką determinacją bohaterowie książki chwytają się życia. Mimo trudnych przeżyć każde z nich stara się na swój sposób przemówić do własnego rozsądku i podjąć próbę funkcjonowania, walki. Jedno ucieka w marzenia, drugie szuka zadaniowego celu, a trzecie pod zasłoną milczącej obojętności toczy bój o to, by podźwignąć życie, skoro los pozostawił je w jego rękach. Bohaterów dzieli wiele - wiek, płeć, doświadczenie, trud, z jakim dotąd przyszło im się mierzyć - i choć pozostają indywidualnościami, to w pewnym sensie są do siebie podobni. Wojna, którą przeżyli i śmierć, której się wywinęli odcisnęły na nich wielkie piętno, którego nie można zmazać.

Warto wspomnieć, że książka jest de facto kontynuacją powieści "Berlin, późne lato" - osią, która łączy oba teksty, jest historia Haliny; dowiadujemy się, co działo się z kobietą po jej zniknięciu. Tak naprawdę jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby traktować "Króliki Pana Boga" jako opowieść osobną, bo wszelkie istotne dane są nam podane podczas lektury. Istotnym podobieństwem między powieściami jest jak zwykle wysoki poziom literacki autora oraz fabuła, która porusza trudną, wojenną tematykę. Niezmiennie lektura jest prawdziwą przyjemnością.






Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Dobra Literatura.

środa, 17 grudnia 2014

Grzegorz Kozera - "Berlin, późne lato"

Otto Peters jest pisarzem, choć aktualnie nie tworzy, a jego kontakt z literaturą ograniczony jest do prowadzenia jednej z berlińskich księgarni. Mężczyzna stracił żonę oraz syna, i stara się wieść życie na tyle normalne, na ile pozwalają natrętne wspomnienia i wojenna rzeczywistość Niemiec roku 1943. W stolicy Trzeciej Rzeszy nikt nie może czuć się bezpieczny, nawet ci, którzy starają się funkcjonować z dala od polityki; Otto, mimo że jest taką właśnie osobą, pewnego dnia otrzymuje propozycję nie do odrzucenia – ma wprowadzić poprawki w scenariuszu propagandowego filmu. Porzucenie własnych ideałów nie jest jednak największym dylematem, z jakim przyjdzie mu się zmierzyć – niedługo potem w piwnicy swojego domu znajduje wycieńczoną Polkę-uciekinierkę z obozu pracy.

Gdyby chciało się w prosty sposób ocenić treść tej książki, trzeba by powiedzieć, iż jest to tekst o końcu. Życia, kariery, dobrobytu, zaufania, stateczności, spokoju... Ale też o końcu ciemiężenia, jego upadku. Odwiedzamy Berlin schyłku II wojny światowej, gdzie obywatele czują już w powietrzu zapach porażki – zaczyna brakować towarów, sytuacja polityczna staje się coraz bardziej napięta, a łaska władz potrafi zniknąć w mgnieniu oka. Nie jest to może typowa sceneria dla polskich powieści o tym okresie historycznym, ale tło dobrane jest bardzo trafnie i ukazane w sposób pełny, ciekawy i wielowymiarowy. Wśród mieszkańców Berlina odnajdujemy postaci różne, niejednolite także pod względem postaw – uczciwości, zasad moralnych, stosunku do wojny i polityki. Odnajdziemy tu przedstawicieli stereotypowego niemieckiego podporządkowania regułom, ale też tych, którzy mieli odwagę myśleć i czynić inaczej, a także ponosić konsekwencje swojego zachowania.

Jeśli chodzi o samą fabułę – książeczka jest niewielkich rozmiarów, nie ma więc tu miejsca na przesadne rozbudowanie akcji, wątek zostaje jednak poprowadzony spójnie i ciekawie. Naprawdę chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej! I choć przez sporą część lektury miałam poczucie, że opowieść jest raczej zwyczajna w swojej obyczajowości, domyślałam się, że zakończenie może być zaskakujące. Układałam sobie w głowie różnorodne scenariusze i konstruowałam fabułę według swoich potrzeb, jednak nie byłam w stanie przewidzieć tego, co otrzymałam. Jestem poruszona i zachwycona.

Podoba mi się zawarte tutaj spojrzenie na społeczeństwo Niemiec, na wojnę i odpowiedzialność, na poczucie winy za rzeczy, z którymi nie ma się nic wspólnego, a także na dezinformację i nieświadomość przeciętnego obywatela. Cieszę się także, że opowieść dobrze trzymała mnie w napięciu, w oczekiwaniu na to, jak mogą się potoczyć niecodzienne losy bohaterów. Nie otrzymałam co prawda odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale mam swobodę interpretacyjną, pozwalającą pewne rzeczy dopowiedzieć. No i kolejny raz spędziłam kilka dobrych chwil przy książce owego autora – oby było jeszcze wiele ku temu okazji.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Dobra Literatura.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Grzegorz Kozera - "Co się zdarzyło w hotelu Gold"


Z prozą Grzegorza Kozery miałam przyjemność spotkać się nie tak dawno przy okazji Białego Kafki – wówczas skończyłam lekturę usatysfakcjonowana. Mając w pamięci warsztat autora i przyjemność podczas czytania, postanowiłam sprawdzić, jak poradził sobie w mniej specyficznym tekście. Co się zdarzyło w hotelu Gold to opowieść idealnie się do tego celu nadająca, bo dość zwyczajna w sensie tematycznym – ot, pewna historia z goła kryminalna.

Antoni Topola wiedzie dość monotonne życie – właśnie się rozwodzi, od czasu do czasu sypia z koleżanką z pracy, a jeszcze rzadziej pisuje książki. Jest też naukowcem – przynajmniej na papierze; ma tytuł doktora i na co dzień pracuje na uczelni, jednak bez specjalnego przekonania czy ciągot do poszerzania swojej wiedzy. Jego sytuacja zmienia się, gdy mentor i przełożony prosi go o zastępstwo – Antoni ma odczytać jego referat na ważnym, międzynarodowym sympozjum. Topola udaje się do Wiednia bez większych oczekiwań, jednak kłopoty znajdują go same niemal od razu po przyjeździe – nie tylko zostaje wplątany w międzynarodową aferę, ale też poznaje pewną niespełnioną kobietę. W dodatku wydarzenia związane z konferencją również nie idą po jego myśli… Jak ułoży się ten wir poplątanych sytuacji?

„Co się zdarzyło w hotelu Gold” to współczesny kryminał z historią miłosną w tle albo – jeśli ktoś woli – opowieść o miłości z wątkiem kryminalnym.[opis okładkowy]

Osobiście nie zaryzykowałabym zaklasyfikowania książki jednoznacznie do żadnej z podanych kategorii. Wątek kryminalny, choć oczywiście obecny, ukazany niejako z boku i stale dający o sobie znać powracając niczym bumerang, nie jest na tyle silny, by motywować czytelnika i popychać go do rozwiązania zagadki. Z kolei romans sam w sobie pozostaje jedynie przyjemnym tłem i urozmaiceniem, w dodatku moim zdaniem potraktowanym nieco po macoszemu, choć niewątpliwie ciekawym. Tak naprawdę książka łączy w sobie dużo więcej wątków – od tych zwyczajnie obyczajowych, poprzez kryminalne, aż do historycznych. Choć bohatera spotyka jednocześnie wiele różnorodnych doświadczeń, wszystkie aspekty tekstu się przeplatają i uzupełniają. Podczas lektury chwilami można zastanawiać się, po co tak naprawdę niektóre sceny się pojawiają, ale większość (choć nie wszystkie) uzasadniona zostaje w miarę upływu stron.

Tym, co najsilniej zwróciło moją uwagę, jest wątek związany z historią Europy – doktor Topola, jak i wszyscy uczestnicy konferencji w Wiedniu, zajmuje się naukowo tematyką holocaustu i życiem europejskich Żydów. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt, iż ów aspekt, mimo że zdaje się być tylko tłem dla opowieści, jest tłem bardzo dobrze skonstruowanym i opracowanym. Autor zasięgnął w tym względzie języka w sporej liczbie źródeł i ma to swoje odzwierciedlenie w tekście, szalenie go ubogacając.

Bardzo podoba mi się styl autora i jego humor, ale to prawdopodobnie kwestia czysto subiektywna. Prezentowane wydarzenia mają momentami przyjemnie ironiczny wydźwięk, a niektóre sceny zakrawają wręcz o absurd. Sam dobór zdarzeń również jest ciekawy. Irytujące może być jednak poprowadzenie pewnych wątków – jedne kończą się bez należytego rozwiązania, na które liczymy, inne zaś mają swój finał, choć już dawno odpuściliśmy próbę ich rozwikłania. Jest to oczywiście pewien element zaskoczenia i nieprzewidywalności, jednak nie jestem do końca pewna, czy całkowicie pozytywny.

Mimo że niejednokrotne wskazuję z wahaniem na różne aspekty książki, tak naprawdę jestem z lektury bardzo zadowolona i to ten ostateczny rozrachunek waży na mojej ocenie – Co się zdarzyło w hotelu Gold to po prostu dobry tekst. Jak wspomniałam na początku, nie jest to moje pierwsze literackie spotkanie z Grzegorzem Kozerą i na pewno nie jest ono również spotkaniem ostatnim. Dobrze jest mieć na podorędziu autora, którego książki można brać do siebie w ciemno wiedząc, ze spełnią one nasze oczekiwania, a lektura będzie przyjemnością. W tym przypadku również tak było. Ufam, że nie jest to ostatni raz.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Dobra Literatura.

poniedziałek, 13 października 2014

Grzegorz Kozera - "Biały Kafka"

Co decyduje o podatności na uzależnienie? Genetyczne uwarunkowania? Cechy osobowości? A może po prostu nieodpowiednie towarzystwo, pech? Praktyka pokazuje – jak zawsze w podobnych przypadkach – kompilację powyższych czynników. Pozostaje jednak pytanie – co jeśli piją wszyscy, jak to różnicować? W którym momencie możemy mówić o uzależnieniu, gdzie przebiega granica między zdrowym a alkoholikiem, między alkoholikiem a menelem? To tematyka niezwykle trudna i niewielu mówi o niej wprost. Jednym z tych, którzy przyjęli temat na swój literacki warsztat jest Grzegorz Kozera.

Biały Kafka to tekst fabularny, stylizowany na opowieść człowieka o własnym alkoholowym upadku. Główny bohater już od czasu studiów zaprawiał się w pijackim boju, a jego droga, oprócz wódki, naznaczona była wieloma mniej lub bardziej istotnymi romansami. Choć miał wszystko pod kontrolą, w tajemniczy sposób stracił z oczu moment, w którym z szanowanego dziennikarza stał się zwykłym moczymordą. Od zrozumienia tej sytuacji dzieliło go wiele przykrych zdarzeń: kilkudniowe ciągi, chłeptanie rozlanej wódki z chodnika, drżenie rąk uniemożliwiające pracę, śmierć towarzysza niedoli, aż wreszcie dotkliwe pobicie – tak, droga do otrzeźwienia (nie wytrzeźwienia!) zdecydowanie nie należała do łatwych…

Tak więc kobiety i alkohol, a gdybym chciał być trywialny i wulgarny, co zdarza mi się w końcu nierzadko, powiedziałbym bez skrupułów – dupy i gorzała. Kobiety i alkohol, dupy i gorzała, oto one, „te dwie miłości i dwie śmierci moje”.[s.10]

Choć w opisie okładkowym na pierwszy plan wysuwają się relacje z kobietami, w książce nie jest to odczuwalne tak niezwykle. Wyraźniejsza jest moim zdaniem droga bohatera do uzależnienia, pokazywana urywkami, wieloetapowa i zawoalowana w pozornie błahe wydarzenia z życia. Również jeden z końcowych rozdziałów podkreśla ten walor powieści, zadaje pytania o genezę picia. Tekst pokazuje podstępność nałogu, ale też jego schematyczność i powtarzalność – wraz z upływem czasu dni stają się podobne sobie, a każdy rozdział, jak każdy dzień, kończy się negatywnym doświadczeniem. Wątek miłości, która odmienia wszystko, rzeczywiście się pojawia, choć właściwie niepotrzebnie, przynajmniej z mojej perspektywy.

Nieuchronnymi zdają się być przyrównania Kozery do Pilcha i odwrotnie, tym bardziej, że Pod Mocnym Aniołem zyskało niedawno dosadne popkulturowe osadzenie, wyszło do ludzi i w ogóle może się kojarzyć. Z jednej strony ciężko mi takimi nawiązaniami szafować, bo swoich wrażeń po lekturze pana P. nie wypowiedziałam dotąd, choć minęło już kilka miesięcy; z drugiej jednak czuję się zobowiązana, by choć kilka słów dorzucić. Skojarzenia nasuwają się same z racji tematyki i dosadności opisu, ale i różnic jest sporo – nade wszystko rozwiązania przyjęte przez Kozerę pozwalają czytelnikowi mieć nadzieję, podczas gdy Pilch zdaje się wszelkie chęci brutalnie odbierać. Książki różni też język. Kto miał problem z przebiciem się przez poetycko-pijackie wynurzenia, zdające się być jednym wielkim białym wierszem, tu powinien być zadowolony – jest dużo prościej bez uszczerbku na literackiej wartości.

Ciężko jest polecać podobne, specyficzne teksty, bo nigdy nie wiem, czy gust większości ma akurat tutaj punkt styczny z moim. Jest to na pewno książka dla tych, którzy cenią sobie świadectwa podane w ciekawej formie, bez przesadnych ozdobników. Myślę, że sprawdzi się również u znających nałóg – z jakiejkolwiek strony. Jak i sam autor, nie wiem, czy powieść ta może mieć jakąś wartość terapeutyczną i być drogą do wyleczenia, ale byłabym rada, gdyby było to możliwe. Myślę, że zwłaszcza ostatnie rozdziały mogą nieść za sobą pewnego rodzaju refleksję – i oby tej właśnie refleksji było w naszym narodzie nieco więcej.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Dobra Literatura.