Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George R.R. Martin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George R.R. Martin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2020

George R.R. Martin – „Lodowy smok”



Jak pewnie część z Was wie, kocham baśnie i legendy, zbieram rozmaite ich wydania, a do tego hobbystycznie porównuję ze sobą poszczególne wersje znanych historii. Moją uwagę zwraca wszystko, co zdaje się mieć baśniową formę, nawet jeśli powstało... no cóż, nie tak znowu dawno temu. Lodowy smok, czyli osławiona Jedyna-Książka-George'a-R.R.-Martina-Skierowana-Do-Dzieci (wybaczcie, widziałam tę frazę tyle razy w ciągu ostatnich tygodni, że mam jej już dość), jest akurat historią dość starą – jego pierwsze wydanie miało miejsce w 1980 roku. Być może dlatego opiera się dzielnie tym problemom, z którymi borykają się współczesne opowieści dla najmłodszych. A może to po prostu bezkompromisowość autora i jego umiłowanie brutalności daje tu o sobie znać.

Ta niewielka i w gruncie rzeczy krótka książeczka dzieje się w szeroko pojętym uniwersum Westeros (choć nie ma, co chcę podkreślić, absolutnie żadnego związku z Pieśnią Lodu i Ognia) i opowiada historię pewnej wyjątkowej dziewczynki. Adara jest tak zwanym zimowym dzieckiem – urodziła się w czasie wielkich mrozów, które odcisnęły piętno na jej osobowości, czyniąc z niej istotę nad wiek spokojną i zdystansowaną. Dziewczynka nie okazuje (a właściwie nawet nie przeżywa) emocji, źle znosi lato i zawsze z utęsknieniem wyczekuje swoich urodzin, bo zimą odwiedza ją wyjątkowy przyjaciel – lodowy smok. W świecie stale ogarniętym wojną, pełnym niepewności, drapieżna istota okaże się nie tylko ważnym dla dziecka pewnikiem, ale też przyjacielem, który pomoże ocalić wszystko, co dla Adary cenne.

Wiele osób podnosiło, że Lodowy smok to opowieść zbyt brutalna, jak na baśń. Moim zdaniem jest to jednak wspaniałe odniesienie do klasyki gatunku i tego, jaką funkcję podobne opowieści pełniły w dawnych czasach. Osobiście tęsknię za historiami takimi jak ta – które niczego nie udają, nie wygładzają świata i nie pozbawiają go prawdziwych elementów, niosąc jednocześnie ważną treść i morał, który ma dać jakąś naukę najmłodszemu pokoleniu. Bo zarówno Lodowy smok, jak i klasyczne baśnie łączy jedno – nie epatują przemocą, a jedynie pokazują prawdziwy, niełatwy świat.

Opisując nowe wydanie Lodowego smoka nie sposób nie wspomnieć o fenomenalnych ilustracjach, których autorem jest Luis Royo. Poznałam tego artystę dawno temu, kiedy kupiłam ilustrowane przez niego karty tarota i z miejsca zakochałam się w tej wyjątkowej stylistyce. To jego nazwisko (a nie, jak w przypadku większości, Georga R.R. Martina) przyciągnęło mnie do tej książeczki i to właśnie szata graficzna sprawiła, że z miejsca się w Lodowym smoku zakochałam. Wielki plus również za śliczną i bardzo nietypową czcionkę!

W moim odczuciu Lodowy smok, choć ma już na karku 40 lat (czymże to jest w obliczu smoczej długowieczności?), ani trochę się nie zestarzał. To nadal świetna opowieść o przyjaźni i poświęceniu, która bezpośrednio nawiązuje zarówno do klasycznych baśni, jak i do epickich światów fantasy. Nie jest to wyprana z różnorodności i trudnych tematów mdła bajeczka, a prawdziwa, wywołująca emocje historia. A do tego, dzięki nowej szacie graficznej, ozdoba każdej biblioteczki – czy to dziecka, czy też dorosłego.








Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

6 przepięknych książek, które polecają się na prezenty (choć jeśli liczyć sztuki, wyjdzie ich znacznie więcej)



Ha! Jakbym po świątecznej gorączce w dziale marketingu miała mało prezentowników do opracowania, postanowiłam stworzyć jeszcze jeden, specjalnie dla Was – oczywiście książkowy! Nie chcę jednak skupiać się na konkretnych gatunkach czy seriach, a wyłącznie na aspekcie wizualnym. Moim zdaniem Święta to doskonały moment, aby sprezentować komuś bliskiemu (lub samemu sobie!) coś wyjątkowego, na co w ciągu roku zwykle szkoda nam pieniędzy. Coś, co będzie cieszyć nasze oczy i serca. A że na rynku mamy sporo przepięknie wydanych książek z rozmaitych gatunków, postanowiłam pokazać Wam kilka, które mnie osobiście najbardziej chwyciły za serce. 

Dla potrzebujących odrobiny magii




Muszę, po prostu muszę zacząć od Harry'ego Pottera, bo to on wiedzie prym wśród najpiękniejszych książek dostępnych na naszym rynku. Odkąd pojawiła się pierwsza edycja ilustrowana (a od tego wydarzenia minęły już 3 lata!), nie widziałam książki, która urzekłaby mnie bardziej. Głównie dlatego, że ona nie jest wzbogacona grafikami, tylko w gruncie rzeczy jest jedną wielką grafiką. Kojarzy mi się przez to z najlepszymi tytułami dla dzieci, choć prezentem będzie świetnym dla każdego fana serii, niezależnie od wieku.

A jeśli osoba, którą obdarowujecie, w miarę dobrze posługuje się angielskim (lub wręcz przeciwnie, dopiero się go uczy, bo Harry Potter świetnie się do tego nadaje), możecie wybrać dla niej jeszcze bardziej spersonalizowany prezent, czyli książki z serii w kolorach poszczególnych domów! To wydania rocznicowe (każdy tom pojawia się na rynku dokładnie 20 lat po premierze oryginału), dlatego w tej chwili dostępne są tylko 3, ale spójrzcie na to perspektywicznie – jeśli prezent się sprawdzi, macie z głowy pomysły na następne 4 lata! ;) I choć to angielskie wydania, może je dostać bez problemu w polskich sklepach, od ręki m.in. na Arosie czy w oficjalnym sklepie Allegro.

Dla tych, którzy się uczą (nie tylko w szkole)




Niezależnie, czy jesteśmy jeszcze dziećmi, studentami, czy też "zwykłymi" dorosłymi, stosunkowo często musimy się czegoś nauczyć. Pół biedy, jeśli mowa o zadaniach praktycznych – te jakoś łatwiej wchodzą do głowy, ale co z teorią? Języki, schematy postępowań, dane, a także wiedza szkolna przyswajana jest znacznie trudniej, głównie dlatego, że nikt nigdy nie nauczył nas, jak skutecznie się uczyć... Na szczęście Radek Kotarski, znany popularyzator nauki, wziął sprawy w swoje ręce, zebrał razem wiedzę o metodach, przetestował ją na sobie, a następnie przygotował dla nas niezwykle przystępną ściągę z wytrychów, jakie możemy zastosować w celu lepszego przyswajania wiedzy. 

Ogromnie żałuję, że tej książki nie było na rynku, gdy byłam na studiach lub nawet w liceum – sądzę, że moja nauka, zwłaszcza języków obcych, mogła być znacznie bardziej efektywna. Dlatego nie róbmy tego kolejnemu pokoleniu, niech chociaż ktoś uczy się skutecznie i z łatwością. A może nawet, o zgrozo, czerpiąc z tego przyjemność!

Co ważne, zarówno Włam się do mózgu, jak i nowe wydanie poprzedniej książki Radka Kotarskiego, Nic bardziej mylnego (to ta druga, otwarta książka na zdjęciu), można kupić wyłącznie na stronie wydawnictwa Altenberg. Znajdziecie tam również inne książki napisane przez internetowych twórców (np. Ewę Red Lipstick Monster, Rafała z kanału 7 metrów pod ziemią, Arlenę Witt czy Ulę Pedantulę). Sama mam kilka z nich i wiem, że wszystkie są naprawdę solidnie wydane, w dodatku każda z nich zawiera masę ciekawych informacji. 

Dla domorosłych historyków




A skoro już jesteśmy przy rozwoju i nauce: w czasach szkolnych miałam szczęście trafiać na dobrych historyków, którzy w swoim przedmiocie widzieli coś więcej niż tylko puste wkuwanie dat (którego szczerze nie cierpiałam i do którego wciąż nie mam ani serca, ani mózgu). To dzięki nim zrozumiałam, że choć nie jestem fanką chronologii, to uwielbiam, można by rzec, historię społeczną, mocno osadzoną w kontekstach i międzynarodowych powiązaniach. Dlaczego to wydarzenie, z pozoru błahe, miało tak znamienne skutki? I co do niego doprowadziło?

W taki sposób o historii opowiada Jakub Kuza, twórca facebookowego profilu Krótka historia jednego zdjęcia. Znajdziemy tam fotografie z całego świata, na których uwiecznione zostały mniej lub bardziej znaczące wydarzenia. Każde ze zdjęć opatrzone jest krótkim komentarzem kontekstowym, omawiającym, z jakich względów właśnie to zdjęcie warte jest uwagi. Czasem chodzi o konkretne osoby, czasem o uzupełnienie innej sytuacji, a innym razem o coś, co dopiero będzie miało się wydarzyć.

Książki Jakuba Kuzy (druga to świeżynka, wyszła około miesiąc temu), to świetne prezenty nawet dla tych, którzy na co dzień nie czytają zbyt wiele, ale na przykład interesują się historią, socjologią i naukami pokrewnymi. Te zbiory wyjątkowych ciekawostek, które na pewno zaskoczą niejednego czytelnika. 

Dla lubiących się bać




Przyszedł czas na peany pod adresem wydawnictwa, które specjalizuje się w podnoszeniu czytelnikom ciśnienia (bo wydaje mnóstwo horrorów), przy jednoczesnym łagodzeniu nerwów przepięknymi, niezwykle estetycznymi tomiszczami. Wydawnictwo Vesper, bo o nim mowa, zdecydowanie powinno zawitać pod choinkę każdego fana grozy! W ich ofercie znajdziecie zarówno literackie pierwowzory najbardziej znanych horrorów (jak np. Omen, Dracula czy Frankenstein), książkowe adaptacje tychże (Obcy), jak również autorskie powieści z rodzimego podwórka (Gałęziste). Co więcej, książki te często mają twarde oprawy, pełne są klimatycznych ilustracji, a w przypadku klasyków opatrzone stosownym posłowiem, opowiadającym o kontekstach.

U mnie stanowią ozdobę biblioteczki i jestem pewna, że wiele osób bardzo się z nich ucieszy. 

Dla żądnych krwi




Nigdy nie fascynowałam się Grą o Tron. Przez całe studia trzymałam się z daleka od serialu, który rozbudzał pasje wśród moich znajomych. Patrzyłam na współlokatorkę wyczekującą kolejnych odcinków jak narkoman na głodzie i nie potrafiłam zrozumieć tego fenomenu. Aż w końcu uznałam: dość tego, zbyt wiele mnie omija, może by tak spróbować jeszcze raz? I tak w kwietniu tego roku, tuż przed premierą ostatniego sezonu, nadrobiłam całość w tempie ekspresowym. A teraz przyszedł czas na książki!

Ilustrowana edycja Gry o Tron to nie lada gratka dla każdego fana serialu oraz prozy George'a R.R. Martina, ale uprzedzam - to prawdziwa cegła. 1000 stron doskonałej intrygi, ciekawych opisów oraz przepięknych rycin robi genialne wrażenie i wcale nie waży dużo (w każdym razie jak na swój gabaryt). Nie jest to może książka do torebki i podczytywania w drodze do pracy, ale umówmy się, standardowe wydania Martina też do poręcznych nie należą. Tak więc nie ma wymówek, by nie skusić się na te ślicznotki! W tym momencie mamy na rynku dwa pierwsze tomy serii (Starcie Królów to świeżynka, premierę miała w połowie listopada) oraz zbiór opowiadań Rycerz Siedmiu Królestw osadzone w świecie Westeros i pasujące do serii pod względem wielkości.

Dla pasjonatów mody




Last but not least dwie książki, które łączą w sobie duże stężenie ciekawej wiedzy, przepiękną oprawę graficzną oraz solidne wykonanie. Wspaniały prezent dla wszystkich, którzy interesują się modą, historią strojów, zależnością między ubraniami i innymi podobnymi tematami. 

Karolina Żebrowska na co dzień zajmuje się rekonstrukcją mody i prowadzi na youtubie kanał pełen filmów na temat strojów z lat minionych. I właściwie dokładnie o tym samym są jej książki. Pierwsza, Polskie piękno, to stuletni przekrój tego, jak zmieniała się moda na terenie naszego kraju, a także z jakich przyczyn stroje ewoluowały w takim a nie innym kierunku. Z kolei druga (nowość, która pojawiła się na rynku pod koniec listopada) stanowi subiektywny przegląd tych wydarzeń, które z perspektywy autorki wydają się być kluczowe dla historii światowej mody. W gruncie rzeczy jest to zbiór dobrze napisanych felietonów, które pełne są zaskakujących faktów. 

Obie książki zostały zilustrowane za pomocą ciekawych rycin i rysunków, a także zdjęć, na których sama autorka prezentuje stylizacje z różnych epok. 


środa, 13 lipca 2016

„Wyprawa Asów”

Nie będę się wypowiadała na temat swojego sposobu poznawania tego cyklu – dość powiedzieć, że zaczęłam od drugiej odsłony, a ostatnio o mało nie zorientowałam się, że pominęłam trzecią część, zanim zabrałam się do czytania kolejnej. Na szczęście wykazałam się przytomnością umysłu, nabyłam Szalejących Dżokerów, uzupełniłam luki w wiedzy dotyczącej wydarzeń i niemal od razu rozpoczęłam czytanie pozycji właściwej. Już wiem, co i jak. Już się ogarnęłam.

Wyprawa Asów to czwarta odsłona cyklu, który opisuje alternatywną rzeczywistość. Grupa autorów pod wodzą Georga RR. Martina kreuje świat, w którym zarażona kosmicznym wirusem ludzkość ulega reorganizacji i podziałowi – w wyniku mutacji niektóre jednostki otrzymały nadludzkie moce, zaś inne zostały umysłowo i fizycznie zdeformowane. Cykl podzielony jest na triady, a opisywana powieść stanowi otwarcie drugiej z nich. Po tragicznych wydarzeniach z tomu trzeciego następuje znaczna roszada wśród głównych bohaterów i zmiana w zakresie głównej osi wydarzeń. Światowa Organizacja Zdrowia postanawia wysłać w podróż dookoła świata grupę ekspertów różnych profesji i o różnym stopniu zmian, aby skontrolować, jak ludzkość radzi sobie z wirusem w poszczególnych częściach świata.

W pierwszym zetknięciu z lekturą niesamowicie się ucieszyłam z powrotu do formuły zbioru przeplatających się opowiadań. W takim układzie każdy z autorów ma swoją część historii, którą tworzy osobno, a czytelnik jasno widzi podział i jest w stanie ocenić różnice. Nie zaburza to w żaden sposób płynności, historię poznaje się nie gorzej niż w przypadku każdej powieści opisywanej z perspektywy więcej niż jednej postaci. W porównaniu z jednolitym tekstem, jaki zafundowali nam autorzy w tomie trzecim, była to niesamowicie miła odmiana i zdążyłam się ucieszyć, że ktoś tu poszedł po rozum do głowy. Niestety, posłowie ostudziło mój zapał – wszystko wskazuje na to, że będzie to stała formuła dla każdej triady i już niebawem znów przyjdzie nam się mierzyć z tomem o niezbyt udanej konstrukcji.

Jeśli chodzi o treść książki, mnie osobiście bardzo się podobała. Już sam główny motyw związany z podróżą stanowi niewyczerpane wręcz źródło możliwości fabularnych i uważam, że został wykorzystany nie najgorzej. Do tej pory czytelnicy mieli okazję obserwować jedynie zachowanie Amerykanów po tym, jak wirus zaatakował ziemię – w tej części świata nastąpiły głębokie podziały, uwydatnione stosunkiem ludzi do Asów (których się czci) oraz Dżokerów (poniżanych i odtrącanych przez społeczeństwo). Logicznym jest jednak fakt, że w innych kulturach ta sprawa może wyglądać zupełnie inaczej. Do tej pory mogliśmy jedynie snuć domysły, tym razem mamy okazję zobaczyć to na własne oczy. Docieramy do krain, w których Dżokerzy są uznawani za bóstwa (im mocniej zdeformowani, tym lepiej), a w swojej podróży odkrywamy, jak wiele niezwykłych umiejętności nie zostało dotąd dostrzeżonych i opisanych.

Powieść, mimo znacznej objętości, czytało się naprawdę dobrze i sprawnie (znacznie lepiej niż poprzednią część). Opis poszczególnych miejsc był przyjemnie równoważony przez wiele bardzo dynamicznych scen, a sama treść okazała się naprawdę ciekawa. Podoba mi się kierunek, w którym zmierza opowieść, choć kiedy patrzę na to, ile jego części już powstało (sam główny cykl ma ich już 12, a do tego cała masa dodatkowych i późniejszych…), dopadają mnie wątpliwości, czy aby na pewno da się utrzymać poziom przez tak wiele tomów. Póki co świat Dzikiej Karty wydaje się naprawdę ciekawy, a jego możliwości wręcz niewyczerpane. Pozostaje tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń.






Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.



Dzikie karty  |  Wieża Asów  |  Szalejący Dżokerzy  |  Wyprawa Asów

wtorek, 26 stycznia 2016

George R.R. Martin, Gardner Dozois – „Łotrzyki”

Jak świat światem czytelnicy i kinomaniacy uwielbiają łotrzyków – choć wielu się do tego nie przyznaje, przeżywają dzięki nim całą masę emocji. Charyzmatyczny szwarccharakter lub niecny bohater pozytywny potrafi wywołać sprzeczne odczucia: od zachwytu, aż po czystą i nieskrywaną złość, a nie rzadko również jest w stanie „zrobić” cały tekst, zwłaszcza gdy jego rola jest bardzo znacząca. Nie będę ukrywała – uwielbiam takie postaci i zawsze z zapałem obserwuję ich poczynania, dlatego też nie mogłam sobie odpuścić okazji do poznania całego szeregu spojrzeń na ich właśnie temat.

W kolejnej po Niebezpiecznych kobietach odsłonie antologii pod patronatem Georga R.R. Martina odnajdziemy 21 nazwisk mniej lub bardziej znanych twórców z różnych gatunków – od klasycznego fantasy, poprzez science fiction i horror, aż do realizmu z elementami nadprzyrodzonymi. Osobiście nie czytałam jak dotąd tekstów żadnego z występujących tu autorów (tak, tak, dobrze przeczytaliście: nie znam Pieśni Lodu i Ognia, cykl o niecnych dżentelmenach czy Pół króla to raczej sylwkowe domeny, a książki do których mi najbliżej – Mroczny zakątek i Zaginiona dziewczyna – od kilku miesięcy grzecznie czekają na swoją kolej na rosnącym stosisku), podeszłam więc do każdego jak do czystej, niezapisanej karty. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że poziom tekstów zawartych w tej antologii jest zróżnicowany. Tak to już bywa – gdy autorów jest wielu, nie wszyscy będą reprezentowali jeden, bardzo wysoki poziom. Co ciekawe, najbardziej skusiły mnie opowiadania autorów, których już kojarzyłam, choć nie byli oni najbardziej znanymi z puli: Rothfussa, Swanwicka czy Gillian Flynn, której opowiadanie wciągnęło mnie właściwie od samego początku, mimo że klimat stanowił w nim właściwie kwestię drugorzędną.

Na naszym blogu antologie zdecydowanie są po stronie Sylwka, ale tym razem to ja miałam okazję przekonać się o pewnej ważnej ich zalecie, którą tak często podkreśla – inspiracji. Opowiadania wielu autorów należą do szerszego uniwersum, a dzięki takim zbiorom mamy okazję się nimi zainteresować. Dokładnie to zjawisko spotkało mnie w przypadku tekstu Joe R. Landsdale’a – wykreowany przez niego świat Hapa i Leonarda niesamowicie mi się spodobał i na pewno będę chciała poznać go na szerszą skalę. Odkryłam też kilka nazwisk twórców, co do których jestem pewna, że mogę z czystym sumieniem sięgać po ich książki, a to zawsze się przydaje, gdy ma się ochotę na lekturę czegoś całkiem nowego.

O antologiach takich jak ta można mówić wiele: że schematyczne, że wielkie nazwiska nie spełniają oczekiwań… Tematem zbioru są, jak nietrudno się domyślić, postaci łotrzyków i faktycznie autorzy wzięli sobie ten motyw do serca. Podeszli do zadania poważnie, a niektórzy nawet nazbyt, bo w wielu tekstach z antologii można znaleźć ten sam schemat i różne wariacje na jego temat. Nie jest to zaleta, gdy chcemy czytać kilka opowiadań ciągiem – po kilku możemy poczuć się nieco znudzeni. Z drugiej strony nie spodziewałam się po autorach jakiejś szalonej kreatywności… Gdybym miała oceniać tę antologię, powiem, że całkiem się spodobało, a warto zaznaczyć, że nie jestem fanką wszelkich zbiorów. Uwielbiam za to łotrzyków i to spotkanie z nimi będę zaliczać do bardzo, bardzo udanych.





Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.

niedziela, 2 sierpnia 2015

"Wieża Asów"


Cykl Dzikie karty to opowieść o alternatywnej rzeczywistości, w której ludzkość została zarażona kosmicznym wirusem. W wyniku jego działania wiele osób przemieniło się, jednak nie wszyscy mogli zostać herosami - ci, którzy otrzymali nadnaturalne moce, nazywani są Asami i stanowią elitę, natomiast jednostki zdeformowane to Dżokerzy, nowe wyrzutki społeczne. Akcja Wieży Asów rozgrywa się trzydzieści lat po wydarzeniach tomu pierwszego, gdy społeczeństwo jest już mocno podzielone, względnie poukładane i w tym stanie zmierzyć się musi z nowym niebezpieczeństwem - atakującym planetę kosmicznym Rojem.

Podstawową sprawą, którą chciałabym poruszyć, jest fakt, iż cały ten projekt jest naprawdę świetne skonstruowany. Moje doświadczenia ze wszelkimi opracowaniami zbiorowymi są raczej niezbyt pozytywne, tutaj natomiast otrzymujemy coś pomiędzy antologią a powieścią i jest to twór bardzo, bardzo udany. Teoretycznie każdy z autorów miał za zadanie stworzyć coś własnego - swoje postaci, wydarzenia, historie - a jedynym ograniczeniem był tu świat przedstawiony o pewnej konkretnej konwencji. Taki zbiór mógł wypaść bardzo nierówno, jednak tak się nie stało. Opowiadania czyta się płynnie, jednym tchem, nie rażą nawet przeskoki między poszczególnymi autorami. Jedynym, co zwraca uwagę czytelnika, są zmiany postaci i do tego faktycznie należy przywyknąć - opowieści są raczej zamknięte i, choć nie zawsze mają jasne zakończenie, nie wraca się do nich w dalszej części książki. Z drugiej strony całość ładnie spajają łączniki, opowieści podzielone na części, i widać tutaj wyraźnie dobrą robotę George'a R.R. Martina.

Różnorodność autorów, bohaterów i historii sprawia, że trudno książkę zaklasyfikować do konkretnego gatunku, co po raz kolejny potwierdza, jak epicki jest to projekt. Na pewno jest to fantastyka w klasycznym wydaniu, bowiem nagromadzenie zjawisk nadnaturalnych jest po prostu niesamowite; to stały i pewny element świata przedstawionego. Wiele opowiadań przypomina klasyczne filmy sensacyjne - ktoś dąży do jakiegoś celu, kogoś trzeba wyśledzić i zabić, kogoś trzeba uratować... Ich akcja jest wartka, dynamiczna i różnorodna, czyta się je naprawdę wspaniale. Pojawia się również wiele wątków obyczajowych - w zdeformowanym świecie bohaterowie z obu stron barykady umawiają się na randki, flirtują, kochają i nienawidzą. Ten aspekt dodaje opowieściom pełni i autentyczności.

Muszę się przyznać, że nie czytałam pierwszego tomu, książki Dzikie karty, więc to, o czym mówię, odnosi się jedynie do Wieży Asów. Nie mam porównania, no i niestety uciekały mi pewne wątki fabularne. Samo zrozumienie treści zajmowało mi sporo czasu, bo czytelnik drugiej części nie otrzymuje żadnych wstępów; zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń od pierwszego opowiadania. To prawo autorów i nie uważam tego za wadę; jestem raczej zła na siebie, że jak dotąd nie zwróciłam na ten cykl uwagi i znów będę poznawała coś nie w kolejności. Jeśli czujecie się do cyklu zachęceni, nie idźcie moim śladem; zdecydowanie polecałabym poznawanie historii od początku, nawet jeśli pierwszy tom wydaje się nieco słabszy (przynajmniej takie mam wrażenie, gdy czytam recenzje).

Cykl Dzikie karty to moim zdaniem pomysł niesamowity, lekko szalony, ale zrealizowany na naprawdę wspaniałym poziomie. Nie jest to może typowa, trzymająca w napięciu opowieść, ale zbiór naprawdę przyzwoitych opowiadań, które dobrze się uzupełniają i przenikają. Jestem ciekawa, jak czyta się tę książkę w oryginale - zakładam, że w wydaniu anglojęzyczny bardziej widać różnice pomiędzy poszczególnymi pisarzami i zastanawiam się, czy wypada to na plus, czy jednak na minus. Póki co jednak odkładam na bok te rozważania i czekam z niecierpliwością na tom pierwszy - już w przyszłym tygodniu będę mogła się zabrać za lekturę.





Za rozpoczęcie nowej, literackiej przygody dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.