Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pascal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pascal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Jeszcze zmienisz zdanie! || Edyta Broda – „Szczerze o życiu bez dzieci”



Kiedy dziecko? Odwieczne pytanie, które pojawia się magicznie w naszym życiu, gdy osiągamy pewien wiek czy status związku, nobilitujące nas w oczach otoczenia do grona przyszłych rodziców. I choć nie ma na nie dobrej, dyplomatycznej odpowiedzi, istnieje jedna, która skutecznie podniesie temperaturę i tempo rozmowy: wystarczy powiedzieć, że dziękujemy pięknie, ale dzieci mieć nie planujemy.

I choć możemy uważać, że to postawa dziwna, nienaturalna i zła, fakty są następujące: coraz więcej par decyduje się w sposób świadomy na nie posiadanie dzieci. Powody są różne: uważają, że nie będą dobrymi rodzicami, nie stać ich na to, nie chcą rezygnować z dotychczasowego życia, chorują przewlekle, co ich osłabia lub mają groźne choroby genetyczne, problemy z płodnością, uważają, że planeta i tak jest przeludniona... Tak naprawdę nie ma znaczenia, dlaczego to robią. Nie powinni być o to nagabywani, nie powinni musieć się tłumaczyć z własnych, autonomicznych decyzji.


Gdy pada pytanie o dzieci, czasem wystarczy rzucić: „W tej chwili nie planujemy. Jeżeli coś się zmieni, damy znać.” i zatkać sobie usta sernikiem albo kutią. Nie ma sensu obwieszczać, że „nigdy, przenigdy”, bo to brzmi jak sygnał do rozpoczęcia wojny. Natychmiast znajdą się obrońcy życia niepoczętego, a nawet niepomyślanego i przepuszczą kontratak, a wtedy klops! [s. 267]


Edyta Broda, autorka omawianej dzisiaj książki (o której zaraz powiem kilka słów, nie mogłam się jednak powstrzymać od ideologicznego wstępu), jest blogerką. Prowadzi witrynę Bezdzietnik, gdzie tworzy przestrzeń właśnie dla osób, które świadomie zdecydowały się na nie posiadanie dzieci. Znajdziemy tam teksty z wielu różnych obszarów: o prawie czy podróżach, ale też o zwykłych, życiowych tematach. Szczerze o życiu bez dzieci stanowi swego rodzaju przedłużenie bloga, jego naturalną konsekwencję, ale też (dla tych, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z działalnością Edyty) zajawkę tego, jaki różnorodne treści można znaleźć na Bezdzietniku.

Książka podzielona jest na trzy zasadnicze części. W pierwszej znajdziemy wprowadzenie i ogólne omówienie tematu bezdzietności. Autorka odnosi się w niej do historii powszechnej i stara się odpowiedzieć na pytanie, kiedy tak naprawdę ukształtował się obecny model społeczny. Wiele miejsca jest tu poświęcone sytuacji kobiet, ich prawu do samostanowienia. Druga część zawiera wywiady z bezdzietnymi. Nie zawsze "z powołania"; mamy tutaj zarówno osoby, które od zawsze wiedziały, że nie chcą mieć dzieci, jak i kobiety, u których ta decyzja rodziła się w bólach i wynikała z różnych okoliczności. To bardzo ważne i cieszę się, że autorka zdecydowała się pokazać różne podejścia, bo będzie to cenne zwłaszcza dla osób nastawionych do tematu negatywnie. Z kolei trzecią część stanowi zbiór felietonów, które w lekkim stylu poruszają wiele różnych aspektów bezdzietności.

Na początku nie byłam pewna, czy jest do dla mnie jakiś wielki must read – wkładałam książkę do koszyków w internetowych księgarniach, potem usuwałam. Jednak kiedy nadarzyła się okazja, by wziąć ją w ręce i przeczytać kilka stron, od razu wiedziałam, że to jest to. Kupiłam, pochłonęłam w 1,5 dnia i jest mi smutno, bo w moich odczuciu Szczerze o życiu bez dzieci jest po prostu za krótkie. Tematów jest mnóstwo, aspektów bezdzietności jeszcze więcej, a Edyta pisze tak lekko i z takim wyczuciem (poważnie, gdy trzeba, z ironią gdy komuś musi dostać się po głowie i całkiem luźno, gdy temat na to pozwala), że mogłabym czytać, czytać i czytać.


(...)„Skoro nie masz dzieci, to skąd możesz wiedzieć, że ich nie chcesz? Nie masz pojęcia, jak wygląda życie rodziców”. Szach-mat, bezdzietni! Z tej logicznej pułapki już się nie wyplączecie. No, nie możecie tego wiedzieć. By przekonać się o tym, jak bardzo nie chcecie dzieci, musicie je sobie sprawić. [s. 250]


Niezależnie czy dzieci macie, czy też nie; czy planujecie je mieć, czy też przeciwnie – Waszym głównym celem jest trzymanie się od nich z daleka, uważam, że ta książka będzie dla Was cenna. Im więcej będziemy mówić o osobach, które (podkreślam – z różnych względów) nie posiadają potomstwa i nigdy nie będą go miały, tym większa jest szansa, że przestaniemy wchodzić im do łóżek, macic i domów, które przecież powinny być spokojną ostoją. Bo tak naprawdę to nie nasz biznes, jakie decyzje podejmują ludzie z naszego otoczenia, a pytanie Kiedy dziecko? powtórzone x razy potrafi przynieść naprawdę wiele złego.


środa, 15 maja 2019

Natalia Knopek – „Miej umiar”



Nie jestem zbyt dobra w obszarach minimalizmu i slow life. Zdarza mi się oglądać na Youtubie filmiki na ten temat, ale z książkami nigdy nie było mi po drodze. Po przeczytaniu Minimalizmu po polsku i Sztuki prostoty złapałam traumę na miesiące (a nawet lata) i dopiero z Miej umiar wróciłam do tematu. Pierwsze podejście było nieudane A jednak wróciłam do tej książki po półrocznej przerwie i dzisiaj ją polecam. Dlaczego?

Zacznijmy od tego, kim jest autorka książki. Natalia Knopek to autorka bloga Simplife.pl i nauczycielka jogi. Na co dzień pisze, jak sam tytuł witryny wskazuje, o prostocie życia codziennego. O rytuałach, dbaniu o siebie, organizacji czasu, zdrowiu, podróżach i innych podobnych tematach. Moim zdaniem ma dar trafnego ujmowania idei w słowa – jej bloga czytam od lat, zawsze z ogromną przyjemnością. Mimo to moje pierwsze podejście do książki było nieudane; nie dałam rady się w nią wciągnąć ani czytając na jeden raz, ani dzieląc ją na tygodnie, zgodnie z założeniami autorki.

W tym miejscu warto wspomnieć, że Miej umiar jest czymś w rodzaju kursu, programu, który w idealnym świecie poprowadziłby nas przez rok przyglądania się poszczególnym obszarom naszego życia. Rozdziałów jest dokładnie 52, a każdy z nich stanowi pół-felieton, pół-lekcję na inny temat: od budżetu, pracy i posiadanych przedmiotów, poprzez zdrowie, dbanie o siebie i relacje z innymi, aż do naszego własnego, osobistego rozwoju. Poszczególne rozdziały nawiązują do siebie nawzajem i faktycznie tworzą wspólną ścieżkę; tematy są coraz głębsze i wymagające większego skupienia.

Oczywiście czytając książki tego typu, nie skorzystamy ze wszystkich kroków w nich zawartych. A raczej nie wszystkie zrealizujemy w 100%, bo skorzystać z wiedzy możemy na wiele różnych sposobów. Natalia nie daje nam z resztą gotowych rozwiązań i nie mówi, co mamy robić – raczej rzuca temat do przemyślenia; taki, któremu warto się przyjrzeć i samemu ocenić, czy w tym obszarze coś wymaga zmiany. Sądzę, że to właśnie z tego powodu odłożyłam tę książkę za pierwszym razem – przyzwyczajona do innego typu poradników oczekiwałam narzędzi, a nie inspiracji. Dopiero kiedy zaczęłam głębiej wnikać w poruszane tematy i przekładać je na swoje życie, coś zaczęło lepiej stykać i działać. Czytałam. Analizowałam. Robiłam notatki. I dopiero kiedy czułam, że wyczerpałam temat, przechodziłam do kolejnego kroku.

Dziś myślę sobie, że Miej umiar trafi na specjalną półkę w mojej biblioteczce. Mam takie książki, po które sięgam, gdy spada mi motywacja i widzę, że życie wymaga środków zaradczych, bo gdzieś popełniam błąd. Znajduję wtedy chwilę, by wrócić do znanych tematów, przeczytać którąś z pozycji jeszcze raz i poszukać źródła problemu. A potem wrócić na właściwe tory.