Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo M. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo M. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2014

Artur Barciś, Marzanna Graff - "Rozmowy bez retuszu"

Coś się dzieje złego ze światem artystycznym - powszechnie wiadomo, że określenie “gwiazda” wyblakło i straciło dawne znaczenie, podobnie ma się z resztą sprawa ze słowem “aktor”, dziś oznaczającym nie tyle zawód, co hobby. Podczas gdy moda lansuje kolejne osoby popularne na chwilę, artyści z rzeczywistym dorobkiem niejednokrotnie nie doczekują się należytego im uznania. Ci, którzy stają się popularni, swoją sławę zawdzięczają raczej serialom niż filmom, że o teatrze nie wspomnę. Zaszufladkowanie dotyka jednak również twórców uznanych i “po szkołach” - jedną z takich osób jest Artur Barciś, który, choć od lat grający w filmach i na deskach teatrów - kojarzony jest głównie z rolą z serialu komediowego.

W swojej rozmowie z Marzanną Graff aktor mówi szczerze i bez pardonu. Snuje opowieść o swoim życiu, wyborach i decyzjach, które doprowadziły go do tego właśnie punktu w karierze. Rozmowa jest interesująca, a jej siła tkwi w autentyczności - Artur Barciś z równym zaangażowaniem opowiada o swoim dzieciństwie, czasach studiów oraz zawodowej karierze, przy czym zawsze jest rozbrajająco szczery. Nie boi się poruszać tematów trudnych, ale też się nad nimi nie roztkliwia - widać wyraźnie, że pewne wydarzenia z życia już przerobił i nabrał do nich dystansu. Ponadto w książce znajdzie się miejsce na wspomnienie wielu, wielu osób, które w jakiś sposób przewinęły się w otoczeniu aktora.

Cały tekst jest zapisem wywiadu w klasycznej formie, mamy zatem krótkie pytania i mniej lub bardziej rozbudowane odpowiedzi. Profesjonalizm trzeba tu przyznać obu stronom rozmowy - Pani Marzannie za umiejętne jej prowadzenie, nie pozwalające na pominięcie jakiegokolwiek wątku, natomiast Panu Arturowi za pełne chęci i bogate wypowiedzi. Cieszę się, że opowieść została zachowana w pierwotnej formie, bo dzięki temu mogłam wyobrazić sobie pewne sceny, a podczas lektury niemal cały czas towarzyszył mi w głowie głos Pana Artura, zapamiętany gdzieś w czeluściach mózgu.

Książkę rozpoczyna rozmowa o oglądaniu zdjęć i rzeczywiście - tych jest tu sporo i są ważnym atutem, dodatkiem do opowieści. Przedstawiają różne sceny - z życia, prób, zza kulis… Tekst jest nimi przeplatany i stanowią one ilustrację aktualnie omawianych tematów. Choć wiele z nich jest ciekawych i zdecydowanie pomagają w utrzymaniu klimatu intymności rozmowy, moim ulubionym jest to, które zdobi okładkę. Dzięki niemu na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to książka o celebrycie, o czymś modnym, o plotkach. Z okładki bije spokój i dojrzałość aktorska, czyli dokładnie to, czego się spodziewałam i czego szukałam w tym tekście. To jest obietnica wobec czytelnika, która tym razem zostaje spełniona w stu procentach.

Jestem niezwykle szczęśliwa, że mogłam zapoznać się z tą książką - moim zdaniem w rozmowie z Marzanną Graff Artur Barciś potwierdził swoją klasę. Jego opowieść jest niezwykle autentyczna, a nade wszystko bije z niej ciepło i spokój człowieka zdrowo zdystansowanego. Nie brak tu oczywiście lekkości i humoru, jednak to dojrzałość wysuwa się na pierwszy plan. Musze jednak zmartwić wielbicieli plotek i pikantnych szczegółów z życia znanych osób - tego może Wam tu zabraknąć. Aktor stawia raczej na opowieść o swojej życiowej drodze, bez wdawania się w szczegóły. W zamian możemy za to poznać go z nieco innej strony, choćby twórcy - tekst wieńczy jedno z opowiadań dla dzieci jego autorstwa.


Za możliwość przeczytana książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu M.

piątek, 25 lipca 2014

Nadine Gordimer - "Znaleziony"

Niezbyt często sięgam po prozę noblistów – prawdę mówiąc z ciekawości sprawdziłam i jak dotąd miałam styczność ledwie z sześcioma twórcami z tego szacownego grona (nie żeby był to powód do dumy, po prostu byłam ciekawa statystyki). O Nadine Gordimer nie wiedziałam nic, a z pewnością nie miałam pojęcia, że należy do laureatów literackiego Nobla. Książkę wybrałam po opisie, ciekawa treści. Czy jestem zadowolona?

Ibrahim i Julie poznają się przypadkiem – ona, bogata menadżerka, potrzebuje pomocy z samochodem, natomiast on, uchodźca-mechanik, akurat jest w pobliżu. Zbieg okoliczności splata ze sobą tych pozornie różnych ludzi, a upór kobiety sprawia, że już niebawem ich znajomość ma szansę się rozwinąć. I choć pozornie nie ma nic, co mogłoby ich łączyć, szybko znajdują język porozumienia. Żyją niczym we śnie, świadomi że w każdej chwili może czekać ich szybka i bolesna pobudka – wystarczy, że urząd do spraw emigrantów wytropi Ibrahima… Gdy tak się dzieje, przychodzi czas na podjęcie dramatycznych i niespodziewanych decyzji.

Choć opowieść snuta jest w otoczce dalekich nam problemów, z całą pewnością przemyca pewne uniwersalne prawdy dotyczące funkcjonowania par. Drobne niedomówienia, małe tajemnice, które z czasem przeradzają się w ugruntowane pola oddalenia;  złudne przekonanie, że wie się doskonale, co myśli druga osoba; kłamstwa maskowane milczeniem i podejmowanie decyzji za kogoś. To wszystko razem sprawia, że bohaterowie powieści są niejednoznaczni, a ich relacja – niezwykle autentyczna. Ibrahima i Julie łączy równie wiele jak dzieli, a przy tym oboje są skłonni do podejmowania pełnych determinacji działań. Każde z nich skrywa również tajemnice i emocje związane z przeszłością. Na swój sposób oboje uciekają – przed przeszłością, schematami, brakiem codziennej satysfakcji. To ciekawe i pełne sprzeczności postaci.

Dodatkowym atutem tekstu jest społeczno-polityczne tło. Autorka zgrabnie i nienachalnie wplata w swój utwór tematykę emigracji i różnic klasowych. Okazuje się, że to, co na Zachodzie jest problemem, w krajach arabskich staje się siłą i odwrotnie. Przy tym wszystkim jednak wiele wartości jest podobnych. Ludzie z „wielkiego świata” mają wszystko co materialne, a umykają im rzeczy w innych krajach będące na porządku dziennym – spotkania z rodziną, szacunek dla drugiego człowieka, silne więzi. Brak relacji rekompensują w pustych znajomościach wśród „przyjaciół”, żyją w wolnych związkach i nie myślą o przyszłości. Jednak wciąż czegoś im brak…

Język powieści jest piękny, literacki, choć momentami surowy – próżno tu szukać ubarwień, świat przedstawiony jest taki jak w rzeczywistości. Jedyną rzeczą, do której trzeba przywyknąć przy lekturze Znalezionego, jest narracja. Autorka co do zasady nie wyróżnia dialogów, pisze je za to w zwykłych akapitach, nierzadko bez stosownego wyjaśnienia, kto teraz mówi. Skutkiem tego czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak tylko skupić się na lekturze i wyławiać okoliczności z kontekstu. Muszę przyznać, że choć na początku sprawiało mi to kłopot, pod koniec lektury działałam już automatycznie.

Opowieść naprawdę wciąga, jest ciekawa i czyta się ją jednym tchem. Choć środkowa część zdaje się być nudnawa, gdy bohaterowie popadają w rutynowe schematy zachowań, mogę zapewnić – przed końcem się to zmienia. Trzeba jednak pamiętać, że tekst wciąż pozostaje powieścią obyczajową, a akcja nie gna do przodu jak szalona – mamy tutaj tylko (albo aż) opowieść o dwójce ludzi, którzy mimo różnic starają się funkcjonować razem nie tylko poprzez szukanie wspólnej płaszczyzny, ale i walkę o prawo do własnej przestrzeni i wyrażania swojego zdania. Wszystko to dzieje się w ciekawej otoczce porozumień międzykulturowych, co dodatkowo wzbogaca tekst.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu M.

niedziela, 22 czerwca 2014

Marcin Wolski - "I stała się ciemność"

Po raz kolejny zwróciłam uwagę na okładkę – mroczny, stary budynek zwiastował klimat, który na ogół lubię. Opis okładkowy nie sugerował absolutnie niczego, co dodatkowo podsycało moją wyobraźnię. I nawet mimo tego, że wnętrze książki nijak ma się do okładkowego nastroju, jestem z lektury bardzo, bardzo zadowolona.

Tytułowe opowiadanie, otwierające zbiór, oparte jest na klasycznym motywie małej miejscowości, w której zaczynają dziać się niewyjaśnione rzeczy, oraz przybysza, chcącego ową tajemnicę rozwikłać. Mimo znanego schematu lektura jest naprawdę przyjemna, a autor nie katuje nas bynajmniej nudą i szablonowością. Czytelnik poznaje tajemniczy lud Ziemniaków, aparycją przypominający kosmitów i prowadzący ukryte życie pod powierzchnią ziemi. Jak dotąd istoty ograniczały interakcje z ludźmi do minimum, jednak pewne ingerencje sprawiły, że sytuacja powoli się zmienia…

Drugie opowiadanie, Dziennik znaleziony w taczce jest zupełnie inne – to hiperbola, satyra na komunistycznych dygnitarzy. Głównym bohaterem tekstu jest wysoko postawiony działacz partyjny, a jego opowieść, zapisana w formie pamiętnika, traktuje o codziennym życiu. Oczywiście autor na dużą skalę stosuje tu wyolbrzymienia i do przesady doprowadza pewne fakty, czyniąc bohatera nieomylnym i niemal wszechwładnym. Zamknąć gazetę, wypisującą niewygodną prawdę? Załatwione. Wysłać na zagraniczne stypendium kochankę, którą odkryła żona? Bez problemu. Zrobić doktorat w kilka miesięcy, by nie być gorszym od kolegów? Oczywiście. Wszystko to okraszone jest ciekawym, przepełnionym ironią językiem. Autor kreuje bohatera zabawnego w swej przesadzie, niekompetentnego przez nieznajomość używanych słów i żyjącego w świecie oderwanym od rzeczywistości, pełnym wystawnych przyjęć i braku poszanowania dla innych.  

Powyższe teksty zajmują niemalże 2/3 całej objętości książki. Reszta to zbiór krótkich opowiadań, liczących średnio 2-3 strony każde. Tę część dużo trudniej jest ocenić pod względem stylu czy języka, autor pisze bowiem niezwykle równo i utrzymuje stały poziom. Widać wyraźnie, że jest wytrawnym literatem, a krótkie formy to dla niego nic nowego. Jedyne co odróżnia od siebie poszczególne opowieści to tematyka oraz jakość pomysłów – jedne porywają bardziej, inne mniej, a jeszcze inne zdają się być świetnymi materiałami na dłuższe historie.

Moimi faworytami jeśli chodzi o tematykę i przepiękne metafory są teksty Z życia marionetek i Rentgen – refleksje nad ograniczeniami, jakimi na co dzień jesteśmy poddawani. Autor sugeruje, że pozorne wyzwolenie z kajdan nie daje nam gwarancji, że już nigdy nie zostaniemy ograniczeni, a wolność sama w sobie może być dla człowieka pułapką. Interesującym jest motyw poruszony w Smutku spełnianych życzeń, którego bohater przeżywa tragedię związaną z mocą słów – wszystko o co prosi, natomiast się dzieje. Nietrudno wyobrazić sobie, jak wielki szok przeżyłaby większość z nas, na co dzień wypowiadająca mimowolne życzenia – „Niech go szlag!”. Przy rozpisaniu pewnych wątków dobrym materiałem na powieść lub przynajmniej dłuższe opowiadanie byłby Seryjny – bardzo przyzwoity ukłon w stronę fanów kryminału. Za istotną należy też uznać serię opowiadań dotyczących królestwa Amirandy, którymi poprzeplatana jest trzecia część zbioru. Ukazują one mechanizmy rządzące królestwem, tajemnicze wypadki i losy władców. Choć jasne jest ich odniesienie do życia w zwyczajnym państwie, więcej w nich satyry niż trudnej, ukrytej w przenośni treści.

Jakkolwiek różnorodna jest tematyka opowiadań Marcina Wolskiego, zawsze cechuje je jedno – duża dawka humoru. Autor zgrabnie operuje ironią, tworzy hiperbole i metafory, bawi się alegoriami, a jego światy, choć naprawdę fantastyczne, mają mocne osadzenie w rzeczywistości. Z pewnością osoby starsze, pamiętające czasy PRL-u, dostrzegłyby w tekstach więcej nawiązań i specyficznego, ukrytego stylu, jednak moim zdaniem młodsi czytelnicy również mogą odnaleźć w tym zbiorze sporą dawkę rozrywki na najwyższym poziomie. W moim przypadku lektura była niezwykle przyjemna. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu M.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Grunt to okładka" (czerwcowy motyw - niebo)