Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Małecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Małecki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2020

Robert Małecki – „Zadra” [przedpremierowo]

Nie jestem w stanie ująć w zdania (a słownictwo mam bogate!) tego, w jakim napięciu czekałam na kolejną książkę Roberta Małeckiego. Skaza i Wada, które umilały mi zeszłoroczną majówkę, były fenomenalnie i tylko podsycały apetyt na więcej. Razem z resztą fanów serii czekałam więc najpierw na informację o kontynuacji, a potem na własny egzemplarz Zadry. Wierzcie mi, że chwilami przypominałam istotę z memów, która przykleja nos do szyby i wypratruje kuriera! A gdy książka wreszcie trafiła w moje ręce, pochłonęłam ją w jeden dzień. Jak się domyślacie, była to kolejna świetna przygoda!

Tym razem punktem wyjścia dla całej opowieści są fragmenty ciała znalezione przypadkiem w podchełmżyńskim lesie. Komisarz Bernard Gross i jego ekipa zostają wezwani do porzuconej czaszki i kości, które najprawdopodobniej należały do mężczyzny. Szybko okazuje się, że to, co na pierwszy rzut okaz wyglądało na pozostałość okolicznych masowych mogił, ma zupełnie inne pochodzenie i będzie stanowiło początek wyczerpującego śledztwa pełnego niewiadomych.

Podobnie jak w przypadku poprzednich powieści z serii, tutaj również odnalezione zwłoki okazują się mieć związek ze sprawą, która już dawno trafiła do policyjnego archiwum. Tym razem chodzi o zaginięcie dwojga młodych ludzi – pary świeżo upieczonych magistrów – które miało miejsce przed piętnastoma laty. Policjanci decydują się jeszcze raz sprawdzić wszystkie tropy, które udało się zgromadzić ich kolegom na przestrzeni lat. Tylko czy rzeczywiście znajdą to, czego szukają? A może po raz kolejny sprawa okaże się bardziej zawiła, niż podejrzewano na początku?

Gdybym miała określić jednym słowem, jaką książką jest Zadra powiedziałabym, że spokojną. Ani ta, ani poprzednie powieści z serii o Bernardzie Grossie nie chwytają czytelnika za gardło, nie wrzucają go w wir akcji i nie paraliżują strachem, balansując na granicy thrillera. To historie nieco wolniejsze, pozwalające na prowadzenie własnych domysłów i wyciąganie wniosków. Autor snuje swoją opowieść rytmem zgodnym z metodycznie prowadzonym śledztwem, stopniowo dorzucając kolejne fakty, które krok po kroku składają się w całość tyleż spójną, co zaskakującą. To jedna z tych książek, w których jako czytelnicy nie dostajemy wystarczających danych, by zbyt szybko przewidzieć rozwiązanie zagadki. Dlatego śledzimy poczynania śledczych z wypiekami na twarzy i chcemy jak najszybciej poznać kolejne fakty. Mnie ten sposób prowadzenia fabuły bardzo odpowiada i sprawia, że nie jestem w stanie odłożyć książki nawet na chwilę. 

Ważną cechą tej książki jest również bijąca z każdej strony melancholia. Przez cały czas trwania akcji w Chełmży i okolicach pada deszcz, co autor podkreśla i bardzo plastycznie odmalowuje, gdy policjanci chyłkiem przemykają po ulicach. Komisariat zdaje się być cały czas pogrążony w żałobie. Bohaterowie udają, że są w stanie poradzić sobie ze swoim życiem, podczas gdy tak naprawdę co i rusz dają się porwać demonom przeszłości, które wołają o uwagę. Zagęszczenie tragedii na centymetr kwadratowy jest ponadprzeciętne, co skutkuje ciężkim, choć (moim zdaniem) nie przytłaczającym klimatem. 

Po trzecim tomie mogę też z całą pewnością przyznać, że książki prezentują się doskonale nie tylko jako pojedyncze powieści, ale również jako cykl. Z każdą kolejną lepiej poznajemy bohaterów, a relacje między nimi pogłębiają się i zmieniają. Pewne elementy z poprzednich książek znajdują w Skazie swoją ważną kontynuację i jestem pewna, że w kolejnych częściach (bo takie powstaną, prawda?) niejednokrotnie do nas powrócą. Choćby z tego względu zachęcałabym do czytania serii po kolei – zaczynając od Zadry nie tylko narobimy sobie spoilerów, ale również stracimy naprawdę ciekawe zagadki, które miał do rozwiązania komisarz Gross. Tym niemniej jeśli będziemy zdeterminowani, połapiemy się, o co chodzi, bo autor zadbał o umieszczenie w tomie trzecim zręcznych przypomnień o tym, kto jest kim. 






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.
Premiera 15 stycznia!

niedziela, 29 grudnia 2019

Najlepsze książki 2019 roku



Przyznam, że miałam poważną zagwozdkę z tym, jakie książki wybrać do tego zestawienia. W poprzednich latach zwykle pomysły same pchały mi się do głowy, a w tym... no cóż, niekoniecznie. Najlepsza pozycja, jaką przeczytałam w 2019 roku to niezły staroć – polską premierę miała w latach 70-tych ubiegłego wieku, a ja do podsumowań staram się wybierać pozycje wydane w ciągu minionych 12 miesięcy. Niestety na tle Ojca chrzestnego wszystkie inne książki wypadają blado. Chciałam, żebyście mieli to na uwadze.

Ostatecznie spięłam się jednak, siadłam do listy przeczytanych książek i gruntownie ją przejrzałam, żeby wybrać perełki, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Nie są może perfekcyjne, ale bardzo dobre; no i każdą z ręką na sercu jestem w stanie Wam polecić. Poniżej znajdziecie listę z krótkimi opisami, a tytuły oraz zdjęcia są linkami prowadzącymi do recenzji – ot, gdybyście chcieli dowiedzieć się o którejś czegoś więcej.





Miałam w tym roku w rękach kilka przyzwoitych kryminałów, ale najbardziej w pamięć zapadła mi właśnie Wada. To przyzwoicie skonstruowana powieść z ciekawą zagadką, w sam raz dla tych, którzy lubią powolne odkrywanie historii i wątki, w których elementów układanki musimy szukać w przeszłości. Zarówno książka, jak i bohaterowie skonstruowani są dość klasycznie, ale to zaleta, a nie (nomen omen) wada - dzięki temu książka jest "pewna", ale absolutnie nie wtórna czy przewidywalna.

Już w styczniu premiera trzeciego tomu (bo Wada jest środkowa w tej bardzo dobrej serii). Już nie mogę się doczekać!




To zdecydowanie nie jest pozycja dla każdego – ci, którzy mają tendencję do nadmiernego zamartwiania się i panikowania, mogą śmiało przejść do następnej książki w zestawieniu. Ale jeśli jesteście fanami opowieści o chorobach i ich rozprzestrzenianiu, zwłaszcza jeśli chodzi o współczesne mechanizmy, lekturę polecam Wam z całego serca.

Książka Soni Shah to opowieść pełna ciekawostek, ale też rzetelnej wiedzy z zakresu epidemiologii. Dowiadujemy się, w jaki sposób życie społeczne i polityka wpływają na rozprzestrzenianie się chorób, jak to się dzieje, że uśpione wirusy wracają i w jaki sposób zagrażają nam dzisiaj. Epidemia potrafi przerazić, ale też wciąga jak najlepszy kryminał. Moim zdaniem warto zaryzykować.



Obecność książki Amy Morin w tym zestawieniu nie powinna nikogo dziwić  w zeszłym roku również chwaliłam jeden z napisanych przez nią poradników. Jak widać autorka nie wyczerpała jeszcze tematu, bo kolejna książka trzyma poziom poprzednich i zawiera wartościowe treści.

Tym razem tematem przewodnim są kobiety i to, jak radzą sobie we współczesnym świecie. Podobnie jak w przypadku poprzednich publikacji autorki, tutaj również znajdziemy 13 rozdziałów poświęconych poszczególnym zagadnieniom związanym z naszym codziennym życiem. Zgodnie z myślą przewodnią tytuł każdego z nich zawiera negację, jednak nie nadaje to książce charakteru antyporadnika. Wręcz przeciwnie, poszczególne rozdziały stanowią skarbnicę pozytywnej wiedzy, popartej wieloma świetnie opracowanymi przykładami pacjentów (a w przypadku tej książki pacjentek), odwiedzających gabinet autorki na przestrzeni lat.



O, ta książeczka, to jest prawdziwy hit! Niepozorna, malutka, z minimalistyczną okładką – bardzo łatwo ją przeoczyć, gdy przeglądamy półki w księgarni. A jednak warto się nią zainteresować, bo skłania czytelnika do refleksji i pozwala na głębsze przemyślenia.

W kilku tematycznych rozdziałach zawierają się dialogi między dwojgiem psychologów, którzy dzielą się doświadczeniami i spostrzeżeniami na temat kobiecości. Dwie odmienne perspektywy, zarówno zawodowe, jak i płciowe, sprawiają, że opowieść jest pełniejsza i ciekawsza, a my jako czytelnicy mamy okazję ustosunkować się do zdań obojga autorów. Na przestrzeni niecałych 200 stron znajdziemy 10 rozdziałów poświęconych rozmaitym aspektom kobiecości: od córeczek tatusia, poprzez wykorzystywanie stereotypów, seks, macierzyństwo aż do wchodzenia w rozmaite relacje.



Na koniec zostawiłam thrillerową perełkę, co do której starałam się nie mieć oczekiwań (sami wiecie, jak to jest z książkami, które pojawiają się wszędzie – nie zawsze są tak dobre, jak mówią). I dzięki temu byłam bardzo pozytywnie zaskoczona! To książka niebanalna, wykorzystująca ciekawy, a jednocześnie mało eksploatowany w literaturze motyw, jakim jest relacja terapeuty i pacjenta, która z założenia powinna opierać się na dużej dawce zaufania.

W przypadku Anonimowej dziewczyny mamy dwie mocne bohaterki, subtelnie budowaną między nimi więź, a także zwroty akcji tak niespodziewane, że wywołują bardzo dużo emocji. Coś wspaniałego, ja dosłownie tę książkę pochłonęłam! I bardzo zazdroszczę wszystkim, którzy odkrywanie tej opowieści mają jeszcze przed sobą.


Ode mnie tyle, a teraz Wy dajcie znać, jakie książki z 2019 roku najbardziej Was zachwyciły! Chyba wszyscy szukamy inspiracji czytelniczych na 2020. ;)


poniedziałek, 13 maja 2019

Robert Małecki – „Skaza”, „Wada” [przedpremierowo]



Wstyd się przyznać, ale jak do tej pory obecność Roberta Małeckiego na polskim rynku wydawniczym umykała mojej uwadze. Może na zbyt długo wycofałam się z czytania literatury, a może automatycznie autor podpiął mi się pod jeden kontakt z Jakubem Małeckim? W każdym razie żyłam sobie w błogiej nieświadomości do czasu pewnego maila z wydawnictwa Czwarta Strona, który wspominał o serii kryminalnej. Serii, o której również do tej pory nie słyszałam. Jako że kryminały i thrillery bardzo lubię (co nietrudno zauważyć, czytając naszego bloga), szybko postanowiłam nadrobić zaległości. I tak właśnie majówkę spędziłam w towarzystwie komisarza Bernarda Grossa.

Skaza i Wada to typowe współczesne kryminały, a w tej typowości nie ma absolutnie nic złego. Wręcz przeciwnie – jest ona gwarancją sukcesu, a czytelnikowi daje pewność, że historia wzbudzi w nim emocje. Mamy zatem komisarza policji, głównego bohatera, który bezskutecznie szuka spokoju po niewyjaśnionej sprawie z przeszłości. Mamy wiszącego nad nim demona w postaci żony, która po tragicznej napaści od wielu lat pozostaje w śpiączce, a jej obecność nie pozwala Grossowi zrobić kroku naprzód. Mamy też sprawy, które toczą się swoim własnym, dość powolnym rytmem, a mimo to maksymalnie angażują czytelnika. I wreszcie mamy zaskakujące, dobre zakończenia.

Uwielbiam zagadki, które konstruuje Robert Małecki. Zarówno w przypadku Skazy, jak i Wady punktem wyjścia dla fabuły jest współczesna śmierć: świeżo znalezione zwłoki lub tajemnicze miejsce zbrodni. Jednak wraz z kolejnymi stronami zaczynamy odkrywać fakty z coraz dalszej przeszłości. Czytelnik, podobnie jak komisarze, nie jest w stanie ich zintegrować, połączyć w całość, dzięki czemu odkrywanie tajemnicy jest tak satysfakcjonujące. I wciągające, bo nie chcemy odrywać się od lektury, kusi nas przeczytanie jeszcze jednej strony, jeszcze jednego rozdziału. A gdy książka dobiega końca, naszym oczom ukazuje się kompletna, wielowątkowa, dobrze umotywowana historia na którą patrzymy z uznaniem dla autora.

Satysfakcjonujące są również wątki poboczne związane z życiem komendy policji. Oczywiście najlepiej poznajemy komisarza Grossa i jego życie prywatne (autorzy kryminałów muszą naprawdę nie lubić swoich bohaterów, że zsyłają im na głowę takie nieprzyjemności), ale w książce przejawia się również kilka postaci drugoplanowych. Może nie domagają się one uwagi tak usilnie, jak na przykład w książkach Monsa Kallentofta, ale ich indywidualny rys jest wyraźny i wpływa na to, w jaki sposób prowadzą swoją część śledztwa.

Cóż, wszystko wskazuje na to, że mamy nowego kandydata to grona moich ulubionych autorów kryminałów! Poprzednia seria Roberta Małeckiego jest już u mnie, mam nadzieję, że będzie równie świetna, jak te dwa gagatki. I tak sobie myślę, że powinniśmy częściej czytać polskich autorów, bo chyba trochę ich nie doceniamy.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.
Premiera „Wady” 15 maja!