Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sue Monk Kidd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sue Monk Kidd. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2016

Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor – „Podróże z owocem granatu” [recenzja przedpremierowa]


Po przeczytaniu trzech książek Sue Monk Kidd, z których przynajmniej dwie pozostawiły po sobie naprawdę pozytywne wrażenie, jestem w stanie w ciemno wziąć w swoje ręce wszystko, co wyszło spod pióra autorki. Nawet jeśli nie zawsze przemawia do mnie fabuła, jestem pod nieustannym wrażeniem kobiecego aspektu jej opowieści i na ten walor najbardziej liczę. Sądzę, że nie mogłam zostać w tym względzie bardziej dopieszczona. Podróże z owocem granatu to książka inna wszystkie, a ja dodatkowo zafundowałam jej dość niestandardowe traktowanie – poznawałam ją wolno, urywkami, często od środka, by wreszcie przysiąść i na sam koniec przeczytać ją od deski do deski.

Zdecydowanie jest to najintymniejsza powieść w dorobku Sue Monk Kidd, ale też jednak z bardziej intymnych wśród tych, z którymi jak dotąd miałam do czynienia. Pisarka wraz z córką (która jest tu autorką równorzędną) stworzyła niezwykłą opowieść o kobiecości, macierzyństwie i relacjach międzypokoleniowych. Osią historii są podróże, jakie kobiety odbyły wspólnie w latach 1998-2000; Sue niedawno skończyła 50 lat i musiała zmierzyć się z bilansem życia, Ann natomiast była wówczas młodą, wchodzącą w dorosłość kobietą, przed którą świat stał otworem. W przeplatających się rozdziałach obie panie opowiadają o swoich wrażeniach z podróży, ale nade wszystko dzielą się z nami spostrzeżeniami na temat życia – odnajdziemy tu znajome dylematy, z którymi borykają się matki i córki na całym świecie. Ponadto ważnym elementem tekstu są różnorodne odniesienia do kultury i sztuki.

Nie przepadam za biografiami i autobiografiami, które nie wnoszą do mojego życia niczego nowego, jednak w przypadku Podróży… muszę przyznać, że choć jest to książka oparta na autentycznych wydarzeniach, ma niesamowite drugie dno. Dawno nie miałam w rękach opowieści, która tak niesamowicie afirmowałaby kobiecość ze wszystkimi jej blaskami i cieniami; praktycznie na każdej stronie odnaleźć możemy refleksje dotyczące poszukiwania własnej tożsamości, odkrywania siebie czy definiowania własnej osoby przez różnorodne role. Najszerzej omówionym aspektem jest oczywiście macierzyństwo – mit o Demeter i Persefonie stanowi ważny punkt odniesienia dla Sue, jednak opisane są także inne źródła. Fascynującym doświadczeniem jest odkrywanie, w jaki sposób autorka analizuje znane obrazy i interpretuje je poprzez pryzmat własnych życiowych doświadczeń.

Zdecydowanie jest to książka, którą poleciłabym wszystkim kobietom – zarówno tym młodszym, wchodzącym w dorosłe życie, jak i starszym, którym nieobce są pierwsze poważne bilanse i lęki. Każda z nas ma szanse odnaleźć tutaj bliskie sercu emocje i znane przemyślenia, czy to dotyczące nas samych, czy też chociażby relacji z tą najważniejszą kobietą, matką. Sama mam zamiar podsunąć tę książkę rodzicielce już w najbliższych dniach – jestem bardzo ciekawa, jak ona ją oceni i które punkty elementy spodobają jej się najbardziej. Jestem pewna, że opowieści takie jak ta są w stanie nie tylko uwrażliwić nas na drugą stronę, ale też w pewnym stopniu nas do siebie zbliżyć, bo pokazują siłę, jaka tkwi w tej specyficznej, międzypokoleniowej relacji.





Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.
Premiera 15 marca!

poniedziałek, 14 września 2015

Sue Monk Kidd - "Opactwo Świętego Grzechu" [recenzja przedpremierowa]

Gdy Jessie była dzieckiem, w wyniku nieszczęśliwego wypadku zginął jej ukochany ojciec. Choć od tego wydarzenia minęło wiele lat, jego wpływ na rodzinę wciąż jest widoczny, głównie w postępującym szaleństwie matki. Gdy rodzicielka dokonuje samookaleczenia, Jessie, kierowana poczuciem winy i obowiązku, decyduje się wrócić do rodzinnego domu; choć początkowo chce jedynie wesprzeć matkę i poznać motywy jej działania, sytuacja stopniowo wymyka się spod jej kontroli. Bohaterka z jednej strony będzie musiała zmierzyć się z nowym i silnym uczuciem zakochania, z drugiej zaś - z powoli odkrywaną tajemnicą przeszłości własnej rodziny.

Zacznę od jednej wielkiej wady nie tyle samej książki, co jej polskiego wydania. Otóż opis okładkowy udostępniony dla blogerów (na szczęście zniknął już z szerzej dostępnych źródeł), zawierał informację, która okazała się naprawdę wielkim spoilerem. Czytelnik po zetknięciu z czymś takim na dzień dobry został pozbawiony większości tajemniczości i zabawy - gdy główna bohaterka odkrywała prawdę o sobie, my byliśmy już w stanie domyśleć się, o co tak naprawdę chodziło. Znacznie obniżyło to napięcie i w pewnym sensie również przyjemność z czytania.

Na szczęście jest to (w mojej opinii) jedyny mankament - dalej mogę mówić o książce w samych superlatywach. Historia Jessie urzekła mnie właściwie od pierwszej strony, a jej poczynaniom przyglądałam się z rosnącym zaciekawieniem. Opowieść była pełna i dobrze przemyślana, przyjemna w odbiorze, a poza tym pełna różnorodnych emocji. Zdecydowanie nie jest to zwyczajna obyczajówka, w której historia jest prosta, a wątek jeden, w dodatku prowadzący do jasnego i cukierkowego happy endu; u Kidd nic nie jest jednoznaczne, łatwe i przyjemne. Wątek miłosny jest subtelny i niecodzienny, a zaprezentowane uczucia bardzo różnorodne; bohaterowie to osoby trudne, poranione, nie do końca rozumiejące własne zachowania.

A gdybym miała powiedzieć krótko, o czym jest ta książka? Ciężko znaleźć odpowiedź jednoznaczną, choć w moim odczuciu najważniejsze są tu różne wymiary miłości - zakochanie oczami dojrzałych, doświadczonych ludzi, rutyna, która wdziera się w relację małżonków, uczucie dziecka do rodzica i bezgraniczna miłość rodzica do swoich pociech. Z ludźmi, którzy kochają, wiąże się temat zdrady i wybaczenia. Ważny jest również motyw eutanazji, choć, jak już wspomniałam, zbyt mało miejsca zostaje mu poświęcone, aby mówić o głosie "mocnym" czy w jakikolwiek sposób niesamowitym. Tłem dla tych wszystkich wymiarów jest niezwykle klimatyczna wyspa, w dodatku wzbogacona o własną portową legendę, a całość prezentuje się spójnie i wspaniale dzięki zajmującemu stylowi autorki, ktora z gracją snuje swą bogatą gawędę.

Sue Monk Kidd jest pisarką o tyle niezwykłą, że każda kolejna jej książka jest całkowicie inna. I to nie tylko pod względem fabularnym - tak naprawdę przy każdym zatknięciu z autorką mam wrażenie, że czytam tekst kogoś zupełnie innego. Póki co moja relacja z jej tekstami jest bardzo nierówna - po wspaniałych Czarnych skrzydłach nadeszło Sekretne życie pszczół, które zupełnie do mnie nie trafiło. Tym razem poziom zachwytu znów skoczył w górę, a opowieść, którą poznałam, silnie wryła mi się w pamięć i świadomość. Z pewnością będę mile wspominała Opactwo Świętego Grzechu, nie tylko dzięki pięknemu tytułowi, ale też ciekawej treści, która spełniła wszystkie moje oczekiwania.






Za możliwość wcześniejszego poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.
Premiera 8 października!

poniedziałek, 16 marca 2015

Sue Monk Kidd - "Sekretne życie pszczół" [recenzja przedpremierowa]

Całkiem niedawno miałam przyjemność czytać Czarne skrzydła. Zarówno treść, jak i ujęcie świata bardzo mi się spodobały, stawiając tę powieść wysoko wśród innych przeze mnie poznanych. Pokochałam tę historię za wielowymiarowość i ciekawą konstrukcję, dlatego też do lektury Sekretnego życia pszczół podeszłam z dużymi oczekiwaniami. Niestety – nie wszystkie zostały całkowicie spełnione.

Lily ma 14 lat i niemal przez całe swoje życie funkcjonuje ze straszliwym piętnem – gdy miała 3 lata, podczas kłótni rodziców podniosła z podłogi pistolet, który wypalił w jej rękach śmiertelnie raniąc matkę. Od tej pory dziewczynka mieszka tylko z ojcem, którego despotycznego charakteru szczerze nienawidzi. Gdy tylko nadarza się okazja do ucieczki, Lily zabiera służącą Rosaleen i razem z nią wyrusza w podróż, w której jedynym punktem zaczepienia jest adres naszkicowany na odwrocie portretu Czarnej Madonny należącego do matki dziewczynki.

Na samym początku mocno się zdziwiłam, sądziłam bowiem, że powieść będzie bardziej podobna do Czarnych skrzydeł. Historia Lily toczy się jednak innym rytmem i wiąże się ze zgoła odmiennymi dylematami. W znacznej mierze jest to opowieść o poszukiwaniu siebie, dojrzewaniu i kształtowaniu się w młodej osobie rozumienia świata. Dziewczyna musi zaakceptować, że zarówno ludzie, jak i zdarzenia nie są jednowymiarowe, a taki dualizm jest niezwykle trudny do przyjęcia, zwłaszcza w odniesieniu do gloryfikowanej dotąd postaci matki. W tym względzie powieść jest prawdziwym majstersztykiem, odsłania bowiem przed nami mechanizmy rozwoju człowieka i jego radzenia sobie z traumą.

Kolejnym istotnym elementem powieści jest motyw religijności. Sekretne życie pszczół zawiera w sobie obraz ludzkiej wiary w tym najprostszym i najprawdziwszym ujęciu. Obserwując ludzi modlących się do Czarnej Madonny, poznając ich historię i analizując motywacje możemy odkryć prawa właściwie wszystkim wierzącym na świecie. Bardzo podoba mi się to ujęcie stawiające bóstwo w centrum nie jako srogiego sędziego, a dobrą, bliską osobę, na którą liczyć może każdy i wobec której wszyscy są równi.

W tym miejscu dochodzimy również do tematu tolerancji. Wątek związany z równością rasową pojawia się tutaj, jednak w zupełnie innym natężeniu i ujęciu niż miało to miejsce w Czarnych skrzydłach. Akcja powieści rozgrywa się już po przemianach politycznych, jednak przed społecznymi; zacięte amerykańskie społeczeństwo wciąż narusza granice prawa nie akceptując wprowadzanych zmian. Mamy tutaj obraz trudności z obu stron, bo i obie musiały nauczyć się tolerancji i wyzbyć uprzedzeń, tak aby sytuacja nie uległa zmianie o 180 stopni, na równie złą. Trzeba jednak przyznać, że tym razem problemy te są jedynie tłem dla innych ważnych wydarzeń.

Muszę powiedzieć, że powieść podobała mi się na swój sposób, choć pewne oczekiwania, jak już wspomniałam, spełnione nie zostały. Przede wszystkim książkę czytało mi się dużo gorzej niż jej poprzedniczkę – jej akcja momentami mi się dłużyła i zastanawiałam się, dokąd to wszystko prowadzi. Tym niemniej ujęcie zagadnień społecznych całkowicie tę niedogodność wynagrodziło, a ja niezmiennie uważam autorkę za pisarkę bardzo dobrą, celną i spostrzegawczą.


Za egzemlarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.
Premiera 19 marca!

niedziela, 15 lutego 2015

Sue Monk Kidd - "Czarne skrzydła"


Sarah Grimké to niezwykła młoda dama – inteligentna, wrażliwa, pełna niecodziennych ambicji. Gdy na jedenaste urodziny otrzymuje własną niewolnicę, jej głównym celem staje się dokonanie uwolnienia. W obliczu sprzeciwu rodziców, adaptując się do sytuacji dziewczyna zaprzyjaźnia się z Murzynką; swoją postawą zasiewa ziarno buntu i poczucia własnej wartości, które będzie kiełkować powoli, ale z niespotykaną siłą. Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw – Sary oraz Hetty zwanej Szelmą (wspomnianej niewolnicy). Akcja obejmuje 35 lat jednego z najbardziej burzliwych okresów w historii Stanów Zjednoczonych, a przez cały ten czas losy kobiet mniej lub bardziej się ze sobą wiążą i przeplatają. Choć każda z nich idzie własną drogą i na swój sposób szuka szczęścia oraz spełnienia, niezależnie od okoliczności łączy je silna więź, która stanie się jednym z przyczynków do zmian na ogromną skalę.

Czarne skrzydła to powieść wielowymiarowa. Pierwszą istotną warstwą jest nasuwający się w oczywisty sposób wątek związany z niewolnikami i raczkującym dopiero ruchem abolicjonistów. Czytelnik ma szansę obserwować, z jaki trudem odbywała się zmiana w myśleniu białych amerykanów i jak niesprawiedliwy był dawny system oparty na niewolnictwie. Wprowadzenie do opowieści perspektywy czarnoskórej bohaterki było wspaniałym posunięciem i pozwoliło na świetne ukazanie obu stron medalu. Z rozpoczęciem walki o prawa człowieka zbiegły się zarówno niepokoje po stronie niewolników, jak i inny, pozornie niezwiązany temat – pierwsze kroki do ruchów feministycznych. Również o nich traktuje powieść, a to za sprawą głównej bohaterki - Sarah Grimké i jej siostra Angelina były jednymi z pierwszych kobiet, które dopuszczono do wystąpień publicznych. Można powiedzieć, że udało im się osiągnąć dwa cele za jednym razem, bo już samą swoją obecnością wprowadzały ducha odnowy i rewolucyjnych poglądów.

Oprócz tego wszystkiego autorka przez cały tekst nie ustaje w staraniach, aby jak najdokładniej ukazać nam XIX-wieczne amerykańskie społeczeństwo. Przy każdej nadarzającej się okazji pojawiają się drobne szpile, wymierzone w przeróżne klasy społeczne – zarówno bogatych właścicieli plantacji, jak i kler, czy nawet pozornie czystych jak łza kwakrów. Piętnowana jest hipokryzja, okrucieństwo i małostkowość, a także brak odwagi cywilnej. W ówczesnym świecie, gdzie przepiękne, wystawne przyjęcia przeplatały się w codzienności z okrutnym karaniem czarnoskórych niewolników, a wytworne damy w jednej chwili potrafiły zmienić się w oprawców, nie było miejsca na sprawiedliwość.

Była uwięziona, tak samo jak ja. Tyle, że ona tkwiła w pułapce własnego umysłu, pułapce umysłów otaczających ją ludzi, a nie prawa. Pan Vesey mawiał podczas zgromadzeń w kościele afrykańskim: „Bądźcie ostrożni, byście nie zostali zniewoleni po dwakroć. Raz przez wasze ciała i raz przez wasze umysły". Próbowałam jej to powiedzieć: - Może i ciałem jestem niewolnicą, ale nie umysłem. Z Tobą jest na odwrót. - Zamrugała, a do jej oczu napłynęły nowe łzy, lśniące jak kryształy z żyrandola.[s.120]

Do książki Sue Monk Kidd wdarła się również warstwa filozoficzna. Osobiście zachwyciłam się rozważaniami nad natura wolności i zniewolenia, które pojawiły się na kartach tej powieści. Sarah Grimké, mimo że urodziła się w bogatej rodzinie i była białą, wolną kobietą, przez wiele lat nie mogła odnaleźć się w świecie własnych marzeń i możliwości. Jasnym jest, że nie można porównywać jej losu do tego, który przypadł w udziale niewolnikom, jednak i ona, mimo pozycji, boleśnie odczula skutki systemu społecznego, w jakim przyszło jej żyć. Przepięknie pokazany jest kontrast między nią a Szelmą i to, jak w różnym stopniu obie są niewolniczkami własnych pomysłów i idei.

Na zakończenie mogę powiedzieć jedynie, że to powieść, którą wypada znać. Książka jest prawdziwa, poruszająca i wzruszająca. Autorka stworzyła historię pełną, tym bardziej, że zdecydowała się wykorzystać perspektywę czarnoskórej bohaterki. Ta quasi-biograficzna opowieść jest wspaniałą lekcją dotyczącą siły charakteru, niezależności i korzyści płynącej z walki o to, co dla nas najważniejsze. Z pewnością niejednokrotnie wrócę do książki Sue Monk Kidd.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.