Długo broniłam się przed szykowaniem na bloga postów z zapowiedziami – głównie dlatego, że nie miałam na nie zbyt dobrego pomysłu, a nie chciałam powielać schematów i tworzyć niekończących się list. Z drugiej strony zawsze zależało mi, aby nasz blog zawierał przydatne informacje, a zapowiedzi zdecydowanie do nich należą. Długo zastanawiałam się nad tym, jaka forma byłaby odpowiednia i ostatecznie doszłam do wniosku, że najlepiej będzie postawić na prostotę: po prostu wspomnę Wam o tych książkach, które sama planuję zakupić. Średnio jest ich około 5, więc tak przygotowane posty nie będą zbyt długie i, mam nadzieję, przyjemnie będzie się je czytało.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 kwietnia 2018
czwartek, 6 kwietnia 2017
Dave Eggers – „Krąg”
Nie wiem, jak Ty, ale ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym spóźnić się na reklamy przed seansem w kinie – to dla mnie integralna część filmu! Czasem nie wynoszę z nich niczego fascynującego, ale innym razem uda mi się chociażby zobaczyć zwiastun czegoś, o czym do tej pory nie wiedziałam, a co ma wszelkie walory, żeby mi się spodobać. To właśnie miało miejsce przy okazji seansu Logana – przed moimi oczami pojawił się trailer nowego filmu z Emmą Watson i Tomem Hanksem, który wskazywał na dystopijne klimaty, a w dodatku podobno został stworzony na podstawie bestsellera! Ten film to The Circle – swoją premierę będzie miał 26 kwietnia.
Książka Dave’a Eggersa, która jest jego pierwowzorem, opowiada historię Mae, młodej pracownicy korporacji Circle odpowiedzialnej za gromadzenie i przetwarzanie danych. Bohaterka stopniowo wdrażana jest w kolejne projekty firmy, a wraz z dodatkowymi obowiązkami coraz bardziej oddala się od swojego dotychczasowego świata. By sprostać wymogom dotyczącym średnich ocen wydajności, obecności na spotkaniach towarzyskich oraz aktywności w social mediach, Mae stopniowo porzuca dawne życie i poświęca się całkowicie nowemu – podporządkowanemu zasadom panującym w korporacji.
Krąg porusza tak wiele niesamowicie ważnych i aktualnych tematów, że gdy zastanawiałam się, od czego zacząć, po prostu złapałam się na głowę. Na pewno jest to opowieść o pracy w korporacji: o tym, jak słupki, statystyki i wymagane wyniki wpływają na funkcjonowanie człowieka. Dla wielu osób realia Circle mogą wydawać się wyolbrzymione, jednak nie do końca tak jest. Nawet ja ze swoim skromnym korporacyjnym doświadczeniem wiem, że takie rzeczy, jak raport kierownika działu po spotkaniu pojednawczym z dwojgiem skłóconych pracowników, nie są wyssanym z palca absurdem. Podobnie ma się rzecz ze statystykami dotyczącymi wyników, które, choć teoretycznie stanowią „informację dla pracownika”, tak naprawdę są dodatkowym źródłem stresu, a w przypadku Mae stają się wręcz obsesją.
Kolejnym problemem poruszanym w „Kręgu” jest pozyskiwanie i gromadzenie danych. Dave Eggers stworzył wizję przyszłości, w której jednej korporacji udało się zgarnąć całą pulę: profile osobiste, które na początku stanowiły coś na kształt tych z naszego Facebooka, zostały poddane weryfikacji i są ściśle związane z prawdziwą tożsamością człowieka. Służą do załatwiania wszystkich ważnych spraw: nie tylko aktywności w social mediach, ale też robienia zakupów czy płacenia rachunków. Wszystko co człowiek robi na komputerze, telefonie czy tablecie od razu podpinane jest jako jego własna aktywność, nie ma zatem internetowej anonimowości. Ludziom prezentuje się wyłącznie pozytywne aspekty tego zjawiska, jednak tak naprawdę na gromadzeniu danych korzystają głównie największe koncerny – np. sklepy, które mogą swój marketing dopasować do odbiorcy i tym samym skuteczniej nami manipulować.
Z tematem gromadzenia danych ściśle wiąże się również zagadnienie prywatności. Circle lansuje model społeczny, w którym odchodzi się od pojęcia „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Szefostwo firmy uważa, że jeśli ktoś ma ochotę o czymś wiedzieć, ma również do tego pełne prawo, niezależnie czy chodzi o poznanie nowych sposobów walki ze stwardnieniem rozsianym, czy też szczegóły życia intymnego sąsiada z naprzeciwka. Tajemnice prowadzą do kłamstw, a kłamstwa do przestępstw – tych ostatnich z kolei nikt nie chce, prawda? Społeczność Circle pod płaszczykiem przydatności wszelkich danych zachęca, aby ludzie stawali się przejrzyści i nie ukrywali niczego, a zjawisko to ma dotyczyć zarówno polityków, osoby ze świecznika, jak i zwykłych, szarych obywateli. Zaczyna się od przechowywania danych w Chmurze, która jest ogólnodostępna i każdy może w niej poszukiwać tego, czego chce. Dalej jest tylko gorzej…
Choć wszystkie te elementy (a wierz mi, jest ich znacznie więcej) potrafią skutecznie przerażać, to nie one są w książce Davida Eggersa najstraszniejsze; na mnie osobiście największe wrażenie wywarło coś zupełnie innego. Dopiero lektura Kręgu pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego nigdy nie odczuwałam lęku w związku z wizjami z młodzieżowych dystopii – kreacja świata w nich zawarta mogła mnie zainteresować, ale nie przerazić. Otóż sedno tkwi w tym, że tamtejsi bohaterowie walczą ze złem i niechcianym systemem – nawet jeśli na początku mu się poddawali, w końcu odkrywają prawdę i skupiają wszelkie siły na wprowadzeniu zmian; poświęcają się dla idei. W książce Eggersa tego nie znajdziecie. Owszem, są tu bohaterowie, którzy nie chcą wpisać się w narzucony przez Circle schemat, ale to raczej postaci poboczne, nie zaś główni zainteresowani. To właśnie czyni Krąg fatalistyczną powieścią o upadku – tak społeczeństwa, jak i jednostki. Mae jest ślepą idiotką, która dała się omamić i poddała się presji społeczeństwa, otoczenia, pracodawców, a my nie możemy zrobić dla niej absolutnie nic. Choć jako czytelnicy mamy ochotę wyrwać ją ze stron i naprawdę mocno potrząsnąć, możemy tylko patrzeć, a to jest źródłem niewyobrażalnej wręcz frustracji.
Krąg polecam wszystkim dookoła od momentu, kiedy go skończyłam, bo to nie tylko ważna wizja, ale też po prostu dobrze napisana, trzymająca w napięciu opowieść. Z pewnością wybiorę się też na film, ale nieco boję się, co mają zamiar wymyślić twórcy, bo opisy, które są dostępne, sugerują pewne zmiany fabularne. Czekam z niecierpliwością!
sobota, 25 marca 2017
Kerry Drewery – „Cela 7” [przedpremierowo]
Szesnastoletnia Martha Honeydew została przyłapana z pistoletem w ręku nad ciałem gwiazdora i ulubieńca tłumów, Jacksona Paige’a. Jeszcze na miejscu przyznała się do winy. Trafiła do aresztu, gdzie spędzi kolejne 7 dni. Jej proces będzie toczył się publicznie, a przez cały czas jego trwania widzowie będą mogli wyrażać swoją opinię. O jej winie lub niewinności zdecyduje głosowanie. Jeśli społeczeństwo wybierze pierwszą opcję, Martha zostanie stracona.
W ostatnim czasie starałam się unikać powieści dla młodzieży – po części ze względu na przesyt i wtórność tematów, ale też przez zmęczenie młodymi bohaterami, których problemy stają się dla mnie coraz bardziej odległe. Z tego względu kiedy dostałam propozycję przeczytania i opisania na blogu Celi 7 musiałam się bardzo poważnie zastanowić. Ostatecznie mimo obaw dałam się skusić ciekawym tematem i decyzji nie żałuję.
Pod względem treści książka prezentuje się naprawdę ciekawie – zamiast wykreować oderwaną od rzeczywistości dystopię, autorka skupiła się na wyolbrzymieniu dwóch elementów, które znajdziemy już we współczesnym świecie. Demokracja została tam rozdmuchana do skali globalnej, a przekonanie, że większość na pewno ma rację, pozwoliło na likwidację instytucji sądów na rzecz systemów do głosowania. O winie lub niewinności w sprawach najcięższych zbrodni (a niebawem, według planów, również w kwestii innych przestępstw) przesądza ogół społeczeństwa – w każdym razie tak powinno być w teorii. Szybko okazuje się jednak, że to tylko pozór: głosowanie jest płatne i można go dokonywać wielokrotnie, a więc osoby z biedniejszych dzielnic nie mają równorzędnych praw i możliwości.
Kolejnym istotnym elementem jest rola mediów i kreowania wizerunku. Abstrahując od sensowności całego procesu, aby społeczeństwo mogło dokonać jasnego i sprawiedliwego osądu, powinno mieć dostęp do wszelkich danych, tymczasem informacje, które docierają do opinii publicznej są poddawane ostrej selekcji, a gdy trzeba – także odpowiednim modyfikacjom. Analizy dowodów nie przedstawia się ze względu na koszta. Każda sprawa omawiana jest w specjalnym telewizyjnym show „Sprawiedliwością jest Śmierć”, które przy wsparciu pseudoekspertów oraz wyssanych z palca danych manipuluje opinią publiczną i jest w stanie odpowiednio nastawić widzów poprzez nadawanie konkretnym zbrodniom odpowiedniego znaczenia. Ci oskarżeni, którym udało się uniknąć kary, stają się elementem kłamliwego systemu, by na zewnątrz dodawać mu wiarygodności.
Jeśli chodzi o samą fabułę, książka jest dynamiczna, wciągająca i ciekawa. Od samego początku sugeruje się czytelnikowi, że Martha jest niewinna, a jednak nie wiemy, dlaczego zdecydowała się przyznać i kogo tym samym kryje. Chłopaka? Pod płaszczykiem domniemanej historii miłosnej kryje się coś znacznie głębszego, problem o skali rozciągniętej na cały kraj. Główna bohaterka z jednej strony przeciwstawia się systemowi i obnaża jego słabe punkty, z drugiej zaś – prowadzi osobistą krucjatę, by zadośćuczynić za sprawy sprzed lat. Jestem zachwycona tym, jak autorka posplatała losy poszczególnych postaci stawiając na ich drodze te same momenty kluczowe lub po prostu podobne odczucia w związku z niesprawiedliwym systemem. Pomysł na tę książkę był świetny i świetnie został zrealizowany.
Jedyne, czego będę się czepiała, to zapis niektórych rozdziałów. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego poszczególne odcinki show „Sprawiedliwością jest Śmierć”, które znajdują się w książce w całości, zapisane są w formie stenogramu. Do szału doprowadzały mnie powtarzające się wstępy, toporne opisy zachowań postaci i przez to zupełnie nie potrafiłam skupić się na treści. Praktycznie za każdym razem układałam sobie w głowie, jak mogłoby to brzmieć w normalnej narracji i wciąż jestem przekonana, że książka tylko by na tym zyskała.
Mimo że Cela 7 jest klasyczną powieścią dla młodzieży, mnie się spodobała – autorce udało się znaleźć równowagę pomiędzy typowo nastoletnimi zachowaniami (buntownicze nastawienie, mściwość, poszukiwanie tożsamości poprzez mocne zaznaczanie swojej obecności), a globalnym problemem, które swoje źródła ma już dziś. Zaczynam myśleć, że osadzenie nurtu young adult i new adult w wizjach podobnych do tych z książek Marca Elsberga czy serialu Black Mirror może być całkiem dobrym pomysłem, zwłaszcza że fantastyczne, oderwane od rzeczywistości światy chyba nieco się już wypaliły. Chętnie przeczytałabym więcej podobnych książek.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Młody Book.
Premiera 29 marca! Więcej o samej książce możecie przeczytać na tej stronie.
czwartek, 11 lutego 2016
Renée Knight – „Sprostowanie”
Catherine Ravenscroft jest nagradzaną dziennikarką, ma męża, dorosłego syna i właśnie przeprowadza się do nowego, mniejszego domu. W ferworze zmian nie jest w stanie ogarniać umysłem wszystkich rzeczy, zdarza jej się odnaleźć jakiś zapomniany przedmiot, a pewnego dnia znajduje na stoliku nocnym książkę, której zupełnie nie kojarzy. Zaczyna lekturę, która rozpęta piekło, okazuje się bowiem, że to ona jest główną bohaterką powieści, a jej fabuła dotyczy pewnych wydarzeń sprzed lat, które do tej pory były jej pilnie strzeżoną tajemnicą. Nie wie o nich mąż, syn, a także nikt inny spośród bliższych i dalszych znajomych. Jest tylko jedna osoba, która zna prawdę – tylko dlaczego miałaby się tak okrutnie mścić?
Przyznam szczerze, że na początku dość sceptycznie podchodziłam do fabuły, bo zupełnie nie czułam przerażenia bohaterki, a jej sytuacja, choć z pewnością trudna, nie wydawała mi się aż tak obciążająca. Muszę jednak przyznać, że autorka szybko pokazała klasę i rozpoczęła zabawę. Relacja między oprawcą a ofiarą jest tutaj bardzo skomplikowana i w znacznej mierze przypomina taniec – zestawienie śmiałych posunięć autora powieści i reakcji Catherine na kolejne wydarzenia. Dodatkowo w grę wchodzi motyw winy i kary, sprawiedliwości i usprawiedliwień, a także granicy, którą można przekroczyć w ramach własnej walki. Autorka śmiało kreśli kolejne wydarzenia i bez ugładzania prezentuje ich skutki stopniowo rujnując życie swojej bohaterki.
Skoro już o bohaterach mowa – jestem pod wielkim wrażeniem ich kreacji w tej książce. Renée Knight zdecydowanie postawiła na silne postaci o złożonych osobowościach, którymi są główni oponenci – Catherine oraz jej nemezis, autor. Oboje są dobrze nakreśleni – oprócz obserwowania świata prześladowanej, mamy również całkiem bogaty obraz samotnego starca, który traci sprawność psychiczną po utracie żony. Żadne z nich nie powoduje sympatii czytelnika, bo oboje budzą (a przynajmniej we mnie budzili) pewien rodzaj odrazy swoim zachowaniem i reakcjami na rozwój zdarzeń. Dużą rolę odgrywają również postaci poboczne, jak chociażby mąż Catherine, a wszyscy bohaterowie razem składają się na pełny i ciekawy obraz negatywnych ludzkich cech i reakcji. Autorka umiejętnie prezentuje nam emocje grając jednocześnie na naszych; pokazuje nie tylko problem prześladowania, ale też skutki kłamstw, poczucie winy, brak zaufania, żądzę zemsty…
Ważnym elementem tej książki jest klimat – ciężki i pełen specyficznego napięcia praktycznie przez cały czas trwania opowieści. Wydarzenia rozgrywają się raczej wolno, właściwą akcję przeplatają wstawki z przeszłości, a mimo to widać tu pewien dynamizm, który zachowuje odpowiedni poziom. Czytelnik nigdy nie wie, z której strony padnie cios, a przez znaczną część książki dodatkowo motywuje nas chęć poznania szczegółów sprawy, bo bardzo długo otrzymujemy jedynie (bardzo kuszące) skrawki. Wszystko to razem sprawia, że trudno się od tej książki oderwać choć na moment, bo i po co zostawiać tak świetnie skonstruowaną opowieść?
Do Sprostowania nastawiałam się pozytywnie po wielu dobrych opiniach czytelników i wiem, że nie były to zdania przesadzone. Autorka zafundowała nam prawdziwy rollercoaster uczuć, który właściwie wywrócił mnie na drugą stronę. To powieść, w której nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje, a konstrukcja fabularna jest w stanie nas zachwycić. Napięcie nie odpuszcza do ostatniej strony. Podczas lektury na bieżąco pojawiały się w mojej głowie kolejne oczekiwania co do tekstu i każde, absolutnie każde zostało spełnione. Nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć – moim zdaniem właśnie tak powinno się pisać thrillery na najwyższym poziomie.
Przyznam szczerze, że na początku dość sceptycznie podchodziłam do fabuły, bo zupełnie nie czułam przerażenia bohaterki, a jej sytuacja, choć z pewnością trudna, nie wydawała mi się aż tak obciążająca. Muszę jednak przyznać, że autorka szybko pokazała klasę i rozpoczęła zabawę. Relacja między oprawcą a ofiarą jest tutaj bardzo skomplikowana i w znacznej mierze przypomina taniec – zestawienie śmiałych posunięć autora powieści i reakcji Catherine na kolejne wydarzenia. Dodatkowo w grę wchodzi motyw winy i kary, sprawiedliwości i usprawiedliwień, a także granicy, którą można przekroczyć w ramach własnej walki. Autorka śmiało kreśli kolejne wydarzenia i bez ugładzania prezentuje ich skutki stopniowo rujnując życie swojej bohaterki.
Skoro już o bohaterach mowa – jestem pod wielkim wrażeniem ich kreacji w tej książce. Renée Knight zdecydowanie postawiła na silne postaci o złożonych osobowościach, którymi są główni oponenci – Catherine oraz jej nemezis, autor. Oboje są dobrze nakreśleni – oprócz obserwowania świata prześladowanej, mamy również całkiem bogaty obraz samotnego starca, który traci sprawność psychiczną po utracie żony. Żadne z nich nie powoduje sympatii czytelnika, bo oboje budzą (a przynajmniej we mnie budzili) pewien rodzaj odrazy swoim zachowaniem i reakcjami na rozwój zdarzeń. Dużą rolę odgrywają również postaci poboczne, jak chociażby mąż Catherine, a wszyscy bohaterowie razem składają się na pełny i ciekawy obraz negatywnych ludzkich cech i reakcji. Autorka umiejętnie prezentuje nam emocje grając jednocześnie na naszych; pokazuje nie tylko problem prześladowania, ale też skutki kłamstw, poczucie winy, brak zaufania, żądzę zemsty…
Ważnym elementem tej książki jest klimat – ciężki i pełen specyficznego napięcia praktycznie przez cały czas trwania opowieści. Wydarzenia rozgrywają się raczej wolno, właściwą akcję przeplatają wstawki z przeszłości, a mimo to widać tu pewien dynamizm, który zachowuje odpowiedni poziom. Czytelnik nigdy nie wie, z której strony padnie cios, a przez znaczną część książki dodatkowo motywuje nas chęć poznania szczegółów sprawy, bo bardzo długo otrzymujemy jedynie (bardzo kuszące) skrawki. Wszystko to razem sprawia, że trudno się od tej książki oderwać choć na moment, bo i po co zostawiać tak świetnie skonstruowaną opowieść?
Do Sprostowania nastawiałam się pozytywnie po wielu dobrych opiniach czytelników i wiem, że nie były to zdania przesadzone. Autorka zafundowała nam prawdziwy rollercoaster uczuć, który właściwie wywrócił mnie na drugą stronę. To powieść, w której nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje, a konstrukcja fabularna jest w stanie nas zachwycić. Napięcie nie odpuszcza do ostatniej strony. Podczas lektury na bieżąco pojawiały się w mojej głowie kolejne oczekiwania co do tekstu i każde, absolutnie każde zostało spełnione. Nie wiem, co więcej mogłabym powiedzieć – moim zdaniem właśnie tak powinno się pisać thrillery na najwyższym poziomie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









