Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drageus Publishing House. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drageus Publishing House. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

Pierce Brown – „Red Rising: Gwiazda zaranna”

Długo czekałam na tę część – w dwóch poprzednich zakochałam się całkowicie i nie mogłam się doczekać poznania finału całej tej historii. Gdy dostałam swój egzemplarz, moją pierwszą myślą było: „Ups, ktoś tu chyba padł ofiarą mody na powieści trzytomowe…”, bowiem Gwiazda zaranna jest zdecydowanie grubsza niż wcześniejsze części. Jej objętość początkowo mnie przeraziła, jednak zupełnie niepotrzebnie – jest to opowieść płynna i dynamiczna, utrzymująca czytelnika w napięciu, a dodatkowo tak spójna, że chyba nie byłoby możliwości podzielenia jej na dwie książki, zwłaszcza jeśli chciałoby się zachować zasadę mocnego cliffhangera, którą dotąd kierował się autor. Nie ma z czym dyskutować, to po prostu dobrze skrojona historia podzielona odpowiednio (choć nieproporcjonalnie); myślę że takiemu pisarzowi jak Pierce Brown można jak najbardziej zaufać.

Nie chcę się w tym miejscu rozwodzić nad fabułą, bo zbyt wiele byłoby spoilerów (zawsze możecie zajrzeć do moich recenzji poprzednich części lub do opisów w Internecie), powiem jednak tyle: jeśli do tej pory mówiłam, że jest w tej serii dużo działań okołowojennych, to w tej części jest ich mnóstwo. Gwiazda zaranna jest opowieścią o walce i wartościach, a taktyki, dywersje i akcje całkowicie się zmieniają pod względem skali i charakteru. W pierwszej części działania bohaterów skupiały się szkolnych potyczkach (okrutnych, ale jednak), w drugiej polem walki były niemal wyłącznie wewnętrzne zwady między Złotymi. Finał natomiast przynosi ze sobą wojnę totalną, w której udział biorą wszyscy: zarówno Złoci, jak i kolory średnie, a także cały lud złożony ze służących i wykorzystywanych pod-kolorów. Niewiele jest fragmentów, które skupiałyby się na jakiejkolwiek innej treści, co nie oznacza, że opowieść jest nudna czy monotonna; wręcz przeciwnie, sama jestem zdziwiona, ale fabuła książki była naprawdę wciągająca.

Skoro już o wojnie mowa, trzeba wspomnieć o jednej, niezwykle ważnej cesze nie tylko Gwiazdy zarannej, ale i całego cyklu: Red Rising cechuje bardzo wysoka autentyczność. Zapomnijcie o ozdobnikach i niepotrzebnych uładzeniach – tutaj za idee giną całe rzesze ludzi, a trudnych i poruszających scen jest bardzo dużo. Brown nie skupia się też na samym złu i nie rozpisuje okrucieństwa tak dokładnie, jak autorzy horrorów; on po prostu przyjmuje jego istnienie i doskonale je w swojej powieści ujmuje. Bohaterowie muszą dokonywać ważnych, niełatwych wyborów, dowódcy decydują o losach swoich podkomendnych, których często wysyłają na pewną śmierć, a niektóre pozornie wygrane akcje kończą się fiaskiem. Bardzo cenię ten aspekt i uważam, że to dzięki niemu powieść można nazwać „dobrą”, a nie tylko „fajną” czy „pełną akcji”; akcja to w tym przypadku zdecydowanie nie wszystko.

U Browna lubię także bohaterów – nie w sensie sympatii, choć i tu mam swoich faworytów, ale jako ogół dobrze wykreowanych postaci. Swoje indywidualne cechy ma praktycznie każda z pojawiających się osób, a wiele z nich nakreślone jest ciekawie i niejednoznacznie, jak my wszyscy łączą w sobie dużo pozornie sprzecznych cech. Co ważne, bohaterowie Browna zmieniają się w czasie, a ich przekonania i motywy ulegają znacznej modyfikacji w reakcji na bieżące wydarzenia. Choć mogłoby się wydawać, że Złoci (elita) będą w 100% rozpieszczeni swoim dobrobytem, wielu z nich jest w stanie dostrzec inne kolory, zmieniającą się sytuację, a także wartości, o które walczy lud. Dzięki zmianom myślenia bohaterów i rosnącym napięciom społecznym powieść może na naszych oczach ewoluować i przez cały czas jest dla nas atrakcyjna fabularnie. Ponadto wraz z postaciami uwydatnia się aspekt emocjonalny: pasje, żądze, zdrady, kłamstwa, trudne wybory, przebaczenie, przyjaźń, miłość i strach. Wszystkie te elementy są ważne i mają duże znaczenie dla całego cyklu.

Na koniec chciałabym wspomnieć o jednym elemencie technicznym Gwiazdy zarannej, który „kupił mnie”, gdy tylko zasiadłam do lektury. Chodzi mi o znajdujący się na samym początku skrót wydarzeń z poprzednich tomów oraz indeks osób występujących w powieści. Myślę, że spotkałam się z takim zabiegiem pierwszy raz (zwłaszcza jeśli chodzi o fabułę), a jeśli nie, i tak śmiało mogę powiedzieć, że jest to zjawisko bardzo, bardzo rzadkie. A szkoda, bo w szeroko pojętej fantastyce, gdzie światy są niecodzienne, imiona i nazwy wymyślne, a fabuła ma w sobie wiele dziwnych zdarzeń, wszystko jakoś łatwiej ucieka z głowy. Wstyd się przyznać, ale gdy lekturę poszczególnych tomów dzieli kilka miesięcy, często z trudem wracam do wykreowanego świata i nie do końca radzę sobie z ogarnięciem zdarzeń i postaci. Tutaj nie miałam tego problemu, co było naprawdę świetne!

Po przeczytaniu tej opinii nie trudno jest odgadnąć, jakie jest moje zdanie o cyklu Red Rising, ale dla formalności napiszę to wprost: POLECAM. Pamiętam jak dziś, że do pierwszego tomu siadałam z umiarkowanym zainteresowaniem, przygotowana psychicznie na kolejną schematyczną i naiwną opowieść, a tymczasem zachłysnęłam się totalnie światem, historią i postaciami wykreowanymi przez Pierce’a Browna. To pełna akcji, dynamiczna i dojrzała dystopia w klimacie science-fiction, która naprawdę zachwyca – ja pozostaje pod mega pozytywnym wrażeniem i z pewnością jeszcze kiedyś powrócę na Marsa, aby przeżyć tę historię jeszcze raz.





Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Drageus Publishing House.


Złota Krew  |  Złoty Syn  |  Gwiazda zaranna

wtorek, 24 listopada 2015

Pierce Brown – „Red Rising. Złoty Syn”


Jakiś czas temu miałam przyjemność czytać (i recenzować) pierwszy tom pewnej obiecującej trylogii. Wtedy byłam pod wrażeniem, jednak z czasem emocje opadły, a ja straciłam nadzieję, że doczekamy się kontynuacji. Jej obecność w zapowiedziach wydawniczych mocno mnie zaskoczyła, ale też ucieszyła – zapragnęłam poznać ją jak najszybciej, a w głowie od razu zaczęły mi się układać nadzieje i wymagania. Czy zostały spełnione? I tak, i nie.

To, co dzieje się na początku książki, rzuca czytelnika na głęboką wodę – sytuacja w otoczeniu bohatera zmienia się dynamicznie i bardzo silnie, w dodatku na jego niekorzyść. Atmosfera staje się napięta, ciężka, a niebezpieczeństwa nadciągają z różnych stron, także tych niespodziewanych. Szok jest tym większy, że z ćwiczeń w Akademii szybko przeskakujemy do wojny rodów, a stąd już tylko krok do globalnej katastrofy… To właśnie konflikt jest istotą tego tomu, a czytelnik obserwuje jego stopniową eskalację. Jesteśmy światkami planowania akcji, analiz taktycznych oraz podejmowania decyzji, a także działań z nimi związanych.

Oprócz otoczenia zmienia się również sam bohater – Darrow przywyka powoli do swojej złotej skóry i zaczyna godzić w sobie interesy z dawnego i nowego świata. Podoba mi się, że nie jest wykreowany jako tępa istota na usługach idei; wręcz przeciwnie – posiada własny umysł, dzięki któremu na bieżąco analizuje sytuację, uczy się na błędach, a jego pomysły i przekonania ulegają zmianie. Choć pewne sentymenty są obecne w jego duszy, przez większą część książki pozostają w ukryciu – mniej jest tu przemyśleń, a początkowy wątek chwilami schodzi na dalszy plan. Wspaniały jest pomysł autora na ukazanie tej płaszczyzny. Darrow, który wyrósł wśród konkretnej klasy społecznej ma szansę zobaczyć nie tylko, jak to jest być kimś innym, ale też przyjrzeć się funkcjonowaniu całego systemu; w oparciu o tę wiedzę buduje swoją tożsamość i światopogląd.

Skoro o systemie mowa – wreszcie rozbudowana i uszczegółowiona zostaje opowieść dotycząca historii i systematyki świata przedstawionego. Podzielone społeczeństwo przestaje być czarno-białe, a na scenie stopniowo pojawiają się wyraziste postaci nadające obrazowi kolorytu. Dowiadujemy się też więcej o przeszłości Ziemi i innych planet, choć obraz nie jest jeszcze aż tak dokładny, jak byśmy chcieli (a przynajmniej mój głód wiedzy w tym zakresie nie został zaspokojony).

Nie jest jednak tak, że podobało mi się absolutnie wszystko. Jeśli mam być szczera, podczas lektury miałam wiele chwil wahania i momentów, gdy odkładałam książkę na bok, bo lekko mnie nużyła. Powiedziałabym, że to książka dość chłopięca w formie i układzie fabularnym – mamy tu nie tylko męską perspektywę narracyjną (i myślową), ale też akcję, która w znacznej mierze opiera się na działaniach dywersyjnych, taktycznych i bojowych w stale rozwijającym się konflikcie. Nieustannie jesteśmy świadkami albo planowania manewrów, albo ich przeprowadzania, a tempo co i rusz rośnie lub maleje. Obserwujemy też polityczne gierki i samego Darrowa, który stopniowo odnajduje się w tym brutalnym świecie. Opowieści nie brakuje głębi – to ja czasem nudziłam się przy okazji kolejnej burzy mózgów wśród dowódców i gubiłam się, gdy ilość powiązań rosła.

Jednak nawet ta „chłopięcość” książki ma pewne zalety. Dzięki męskiej perspektywie i takim też układzie wydarzeń wątek miłosny ujęty jest w sposób, który nie tylko da się czytać, ale też jest całkiem przyjemny w odbiorze. Mimo że w którymś momencie myśli Darrowa zaprzątają dwie (a nawet trzy, jeśli liczyć jego zmarłą żonę!) niewiasty, próżno tu szukać analiz uczuć, czy też niekończących się rozważań. Autor poświęca tej sferze tak mało miejsca, jak tylko się da, a w obliczu współczesnych dystopii jest to naprawdę miła odmiana. Dodatkową zaletą cyklu jest to, że rozgrywa się on wśród ludzi dorosłych, w zupełnie innym świecie niż ten znany z young adult – tutaj inne są wartości, a walka o zmianę świata zyskuje zupełnie nowego, dojrzalszego znaczenia.

Choć lekturę kończyłam z poczuciem pewnego niedosytu, recenzja wyszła mi całkiem pochlebna. W gruncie rzeczy Złoty Syn to książka dobra, a nawet bardzo dobra; dopracowana, przemyślana, spójna. Specyficzna konstrukcja może lekko nużyć, ale nie musi – wiem, że jest bardzo wiele osób, którym się podoba. Ja sama jestem bardzo zainteresowana tym, jak potoczą się dalsze losy bohaterów po tak dramatycznym zakończeniu części drugiej. Liczę, że otrzymam emocjonujący i trzymający w napięciu finał i jestem przekonana, że jeszcze bardzo wiele zostało do powiedzenia.






Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Drageus Publishing House.


Złota Krew  |  Złoty Syn  |  Morning Star

niedziela, 9 listopada 2014

Pierce Bowman - "Red Rising. Złota krew"

Świat rozwinął się wręcz niezwykle – ludzie kolonizują odległe planety, a społeczeństwo przeszło znaczną metamorfozę, powracając do znanego systemu hierarchicznego. Władzę sprawują Złoci i, jak nietrudno się domyślić, to oni zbierają również wszelkie możliwe zaszczyty oraz opływają w luksusy. Pozostałe kasty pozostają pod żelaznymi rządami i silną jurysdykcją, wykonując powierzone im zadania. Darrow jest Czerwonym, co oznacza, że należy do górniczej kasty odpowiedzialnej za wydobywanie spod powierzchni Marsa helium-3 i tym samym przygotowywanie planety pod przyszłą kolonizację. Młody mężczyzna jest silny, odważny, niepokorny i gotów do działania, ogranicza go jednak bardzo ważna rzecz – rodzinne piętno pozostawione przez ojca, który zginął jako buntownik. Darrow jest inny, jednak bezpośrednia konfrontacja z trudną prawdą o funkcjonowaniu społeczności na zawsze zmieni jego poglądy. Opętany żądzą zemsty i gniewem będzie musiał przejść długą drogę i poświęcić wiele trudnych spraw.

– Pracujący tu Czerwoni otrzymują zapłatę – tłumaczy Tancerz, gdy zostajemy sami . – Niedużą. Ale dostają pieniądze i wystarczająco dużo bonusów, by uczynić ich zależnymi. Wydają pieniądze na rzeczy, których sądzą, że potrzebują.
– Tak jest ze wszystkimi – syczy Harmony.
– W takim razie nie są niewolnikami – mówię.
– Och, ależ oczywiście że są – odpowiada. – Są zniewoleni chciwością, z jaką zgarniają dobra tych łajdaków.
[s.90]

Interesujące jest społeczne tło i aspekty odnoszące się tak do świata przedstawionego, jak i naszego współczesnego otoczenia. Na kartach powieści rozgrywa się, a właściwie raczkuje, dyskusja nad istotą i definicją wolności – czy wystarczy, że możemy robić to, co chcemy? A może jest to tylko pozór, a wśród niego stajemy się łatwiejszym celem dla manipulacji? W trakcie lektury obserwujemy różne środowiska i osoby odmienne pod względem światopoglądu, mamy też okazję przyjrzeć się rozmaitym pragnieniom, drogom do sukcesu i złudzeniom, jakimi karmią się ludzie. Padają pytania o to, gdzie jest granica sprawy, o którą warto walczyć i jak daleko można się posunąć, by nie pozostać tylko głupcem, świecą, która mocno płonie i szybko się wypala. Prawdę mówiąc miałam nadzieję, że te społeczne aspekty zostaną rozbudowane, ale na to przyjdzie (mam nadzieję) czas w kolejnych tomach. Póki co skupienie na wprowadzeniu czytelnika w temat wyszło autorowi absolutnie na dobre.

Nie wszystko jednak współgra idealnie. Dziwnie można się poczuć czytając ów tekst, gdyż rozdźwięk pomiędzy poszczególnymi częściami jest naprawdę znaczący. Po dramatycznym, emocjonalnym i trudnym początku mamy podstawy, by oczekiwać kontynuowania dojrzałej fabuły, tymczasem złuda pryska jak bańka mydlana, gdy trafiamy do… szkoły pełnej zblazowanej i bezwzględnej młodzieży z wyższych sfer. Konstrukcja fabularna książki w tym zakresie bardzo przypomina Igrzyska Śmierci, z tą różnicą, że tam od początku sprawa stawiana jest jasno, a my jesteśmy przygotowani na to, co się zdarzy. Tu natomiast roszada jest niemałym zaskoczeniem, w dodatku nie jestem pewna, czy całkiem pozytywnym, ze względu na przykład na różnicę poziomów – chociażby emocjonalnego.

Tak naprawdę jednak jedyną kwestią, którą można zarzucić książce i autorowi jest fakt, że nie mamy tu do czynienia właściwie z niczym nowym. Świat sam w sobie ma klasycznie dystopijny charakter – obowiązuje system kastowy, a przedstawiciele poszczególnych grup mają swoje zadania, ograniczenia i jasne miejsce w systemie. Nazywanie ich od kolorów również nie jest pomysłem nowym – takie rozwiązanie mamy w Pieśniarzu Wiatru czy Mrocznych Umysłach. To jednak nie koniec mniej lub bardziej bezpośrednich nawiązań do innych dzieł. Scena, gdy Darrow zmierza do Instytutu by rozpocząć edukację, niebezpiecznie przypomina pierwszą podróż Harry’ego Pottera do Hogwartu; wrażenie potęguje fakt, że autor wykorzystał ten sam, dawny system szkolnictwa, gdzie nauka odbywa się w zamku, a uczniowie podzieleni są na rywalizujące domy, do których przydział odbywa się w szczególny sposób na postawie konkretnych zdolności. Pierce Brown nie pokusił się też o wymyślenie własnych osi świata – jego pomysł zbudowany jest na powrocie do Antyku i do stamtąd pochodzi nomenklatura. Mamy tu do czynienia z urzędami i systemem społeczno-prawnym dawnej Grecji i Rzymu, a także z elementami mitologii owych państw.

Można jednak przymknąć na to wszystko oko, ponieważ pod względem technicznym opowieść jest wspaniała – autor ma naprawdę wielki talent, duży ukłon należy się także tłumaczeniu i redakcji. Tekst czyta się wspaniale, dialogi są płynne, narracja niezwykle przyjemna, a akcja wartka. Zwłaszcza w drugiej części opowieść nabiera tempa i po prostu pochłania czytelnika – strony przewracają się same, a wzrok podąża za zdaniami tak szybko, że niemal karkołomnie. Mimo iż na początku miałam wrażenie, że historia mnie do siebie nie przekona, a emocje zbytnio przytłoczą treść, nic takiego się nie stało – do samego końca pozostawałam pod wrażeniem tego, z jak zgrabną opowieścią przyszło mi się zetknąć.

Jak już wspomniałam, Red Rising w znacznej mierze jest dla mnie połączeniem Igrzysk Śmierci i Harry’ego Pottera ze światem rodem z kultury antycznej (i, oczywiście, większą bezwzględnością, agresją i bezpośredniością). Ten miks mógł z równym prawdopodobieństwem okazać się hitem, co porażką – na szczęście dla autora wynik idzie w kierunku pierwszej odpowiedzi. Z mojej strony obcowanie z tą książką było niezwykłą przyjemnością i sama jestem zaskoczona faktem, jak bardzo wciągnęłam się w losy bohatera i świata, w którym żyje. Jest coś takiego w opowieści Browna, że chce się ją czytać bez końca; może to ze względu na bardzo przystępny język i perfekcyjnie poprowadzoną akcję, może przez niezwykłą wrażliwość autora, pozwalającą mu łączyć i mieszać to co znane i niemal święte w całość godną prawdziwego mistrza. Oby tak dalej – ja w tej trylogii pokładam wielkie nadzieję na masę świetnej, literackiej zabawy. Obym się nie zawiodła!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Drageus Publishing House.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (432 strony)

wtorek, 14 października 2014

Dan Krokos - "Obca Pamięć"

Gdy Miranda budzi się na ławce w parku, jedyną rzeczą, którą pamięta, jest jej imię i nazwisko. Nie wie, kim jest, ani gdzie się znajduje. Rozkojarzona dociera do centrum handlowego, gdzie próbuje uzyskać jakąkolwiek pomoc - niestety bezskutecznie. W nagłym przypływie paniki jej mózg uwalnia z siebie tajemniczą energię, która wzbudza w pobliskich ludziach strach i powoduje wszechobecny chaos. Tylko jedna osoba wydaje się być odporna na moc Mirandy - będący mniej więcej w jej wieku Peter. Chłopak twierdzi, że ją zna, oboje są bowiem częścią eksperymentu, mającego być przyszłością dla osiągania zwycięstw podczas wojny. Dwójka nastolatków wraca do swojej bazy, jednak z czasem coraz więcej faktów okazuje się być podejrzanych, a Miranda odzyskuje co raz to nowsze wspomnienia…

Przyznam szczerze, że dość sceptycznie podchodziłem do idei thrillera science-fiction, którego grupą docelową miała być młodzież. Takie połączenie wydawało mi się po prostu nie mieć racji bytu - w końcu thrillery to gatunek poruszający dość specyficzne kwestie, niekoniecznie odpowiednie dla nastolatków. Mimo to Dan Krokos dokonał niemożliwego i połączył te dwa gatunki, w dodatku w sposób co najmniej zadowalający. Fabuła powieści jest ciekawa, nie brak również zaskakujących zwrotów akcji oraz informacji, które zaskakują czytelnika. Autor nie przesadził z brutalnością scen, książka nie jest jednak pozbawiona momentów, w których pojawia się krew - na szczęście ich liczba i stopień agresji są na odpowiednim poziomie. Zdecydowanie przez całą powieść da się poczuć klimat thrillera, a chociaż ostatnie sceny zaczynają przypominać film sensacyjny, w nich również nie brak zaskakujących elementów fabuły.

Ciekawa rzecz ma się w kwestii bohaterów, ciężko bowiem się z nimi identyfikować. Nie jest to jednak w żadnym stopniu wada - taki stan wynika z faktu, że wszystko widzimy oczyma cierpiącej na amnezję Mirandy. Dziewczyna nie wie kim sama jest, zatem tym bardziej ciężko jej jest oceniać osoby, które spotyka. Oczywiście są postaci, które wywołują u czytelnika mniejsze lub większe odczucia, nie jest to jednak tak wyraźne jak w innych książkach. Choć na początku kreacja osoby po utracie pamięci wydawała mi się stworzona w sposób zbyt naiwny, to jednak z czasem zacząłem doceniać sposób, w jaki Dan Krokos opisał taką sytuację. Wydaje mi się, że faktycznie ktoś pozbawiony wspomnień byłby w stanie zaufać pierwszej napotkanej osobie, jeśli starałaby się mu pomóc.

Jako że Obca Pamięć to powieść typowo młodzieżowa, nie mogło zabraknąć tak charakterystycznego dla tego gatunku wątku miłosnego. W książce został wykorzystany dość popularny schemat, mamy więc dziewczynę, której sercowe rozterki nie pozwalają na wybranie jednego z dwóch chłopaków. Tym, co wyróżnia rozwiązanie Krokosa na tle innych, jest oczywiście fakt, że Miranda pozbawiona jest większości wspomnień, co nieco komplikuje jej relacje.

Na zdecydowaną pochwałę zasługuje kunszt literacki autora. Krokos zdecydował się na narrację pierwszoosobową, w dodatku w czasie teraźniejszym, co nie jest zbyt popularnym zabiegiem (choć ostatnimi czasy coraz częściej trafiam na właśnie taką formę pisania książek). Był to zdecydowanie strzał w dziesiątkę - książka jest dzięki temu dynamiczna i wciągająca, zaś odczucia Mirandy są wyraźnie nakreślone. Fabuła została skonstruowana w precyzyjny sposób i choć pojawiały się niejasności, wszystkie prędzej czy później zostały wytłumaczone.

Sądzę, że Obca Pamięć to jedna z ciekawszych pozycji dla młodzieży, z której nawet starsi czytelnicy nie powinni być niezadowoleni. To dość ciekawe połączenie, aczkolwiek jak najbardziej udane - dawniej nigdy bym nie pomyślał, że można napisać dobry thriller przeznaczony dla nastolatków, teraz jednak wiem, że jest to możliwe. Autor miał zdecydowanie świeży pomysł i widać, że kolejne już czekają w jego głowie, bo chociaż większość zagadek została w książce wyjaśnione, to jednak powieść została zwieńczona naprawdę mocną sceną, która zostawiła czytelnika z mnóstwem nowych niewiadomych… Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko czekać na kolejny tom.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Drageus Publishing House.

środa, 1 października 2014

Ramez Naam - "Nexus"

Nie przepadałam za science-fiction zarówno w wydaniu książkowym, jak i filmowym. Klasyczne wariacje na ten temat – wiecie, te z zielonymi ludzikami i podbojem kosmosu – zupełnie do mnie nie trafiały. Nauczyłam się jednak, że rodzaj ewoluuje i dzisiejsze odsłony naukowej fikcji to zupełnie inna para kaloszy… Autorzy żonglują gatunkami, łączą je w przedziwne całości, a nade wszystko dbają, by prezentowane wizje były mniej lub bardziej prawdopodobne. Tak wykreowane powieści, do spółki z uwielbianymi przeze mnie dystopiami, dopieszczają moją wewnętrzną panikarę i pozwalają przeżywać satysfakcję z lektury przerażających wizji przyszłości człowieka.

Rok 2040. Kade Lane, młody naukowiec, pracuje wraz z przyjaciółmi nad ulepszaniem nanonarkotyku pozwalającego na zwiększanie ludzkich możliwości i łączenie umysłów różnych osób. Jego badania są oczywiście nielegalne – Konwencja Kopenhaska zakazuje użytku i rozpowszechniania Nexusa. Gdy na jaw wychodzi skala działań Kade’a, służby specjalne składają mu propozycję nie do odrzucenia. Młody mężczyzna stanie twarzą w twarz ze skutkami wykorzystania swojego tworu – zarówno dobrymi, jak i złymi – i będzie musiał zdecydować, po której ze stron się opowiedzieć, świat bowiem dzieli się na zwolenników i przeciwników ulepszania ludzkich możliwości.

Ramez Naam, jak większość twórców science-fiction, stworzył nowoczesny świat na bazie rozwoju znanych już technologii. Wielu autorów nie radzi sobie w tej sytuacji: piszą zbyt powierzchownie, traktując własną wizję po macoszemu, albo odwrotnie – gubią się w mnogości szczegółów pomysłu, co prowadzi do niespójności. W tym względzie autorowi należy się duża pochwała, ponieważ udało mu się stworzyć teorię i opisać ją tak, by była autentyczna i zrozumiała dla czytelnika. Wszystko jest tu spójne, ciekawe, a przez prawdopodobieństwo życiowe również niezwykle niepokojące. Dla osób, które nigdy dotąd nie miały styczności z zagadnieniami z neuropsychologii, trudny może być początek powieści, zostaną bowiem rzucone na głęboką wodę technologicznego morza. Jednakże wstawki z encyklopedii, konwencji i same wypowiedzi bohaterów stopniowo wszystko rozjaśniają.

Jest to jednak nie tylko niezwykle realistyczna powieść science-fiction, oparta o przerażającą wizję przyszłości, ale też świetnie skonstruowany thriller polityczny. To powieść akcji, pełna intryg i trudnych wyborów, z których każdy może zaważyć nie tylko na losach bohaterów, ale i całej ludzkości. Skala problemu, na jaką pokusił się Naam, jest ogromna, a dylematy zdają się nigdy nie mieć dobrego wyjścia. Czytelnik zostaje wciągnięty w tę skomplikowaną sieć powiązań i przypomina to naprawdę dobrą kolejkę górską – zawsze coś się dzieje, a akcja potrafi przyspieszyć do naprawdę niezwykłej wartkości.

Powieść jest także na swój sposób tekstem filozoficznym – oprócz poruszonych tematów buddyzmu i życia hippisów, sporo tutaj pytań o naturę człowieka, cel postępu i jego ewentualne granice. Do bohatera (i zarazem do czytelnika) trafia cała gama sprzecznych argumentów, nie pozwalających na jednoznaczną ocenę. Dyskusja nad definicją wolności pozostaje otwarta i angażuje tego, kto ma związek z tekstem – sami zaczynamy się zastanawiać nad rozwiązaniami i szukamy odpowiedzi.

Kolejną silną stroną tekstu są bohaterowie – mimo całej zawiłości technologicznej i bogactwa świata przedstawionego, nie zabrakło tu miejsca na umotywowanie ich działań. Zarówno Kade Lane, jak i Samatha Catanares to postaci z przeszłością, doświadczone przez los i w ten właśnie sposób ukształtowane, nie brak jednak miejsca również na opowieści o pozostałych bohaterach. Każdy z nich ma swoje pięć minut i to w najlepszym wydaniu. Z niezwykłą wrażliwością potraktowane jest też zagadnienie łączenia umysłów, przenikania emocji, odczuwania bólu i cierpienia. To bardzo dobrze skonstruowany aspekt.

Podsumowując powiem, że książka jest świetna i dopracowana pod każdym względem – mamy tu wartką akcję, ciekawych, wielowymiarowych bohaterów i dobrze skonstruowany, przemyślany świat. Autor miał świetny pomysł i nie zmarnował jego potencjału – po prostu wykonał kawał dobrej roboty. Polecam tekst każdemu, kto lubi wartką akcję i ciekawe wizje przyszłości – choć moim zdaniem tak naprawdę nikt nie powinien się przy tej książce nudzić.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Drageus Publishing House.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (454 strony)