Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Lew-Starowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Lew-Starowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Zbigniew Lew-Starowicz – „Rozmówki małżeńskie”

Pary i związki to jeden z tych tematów, które pociągają mnie nie tylko prywatnie, ale i zawodowo – od wielu lat czytam wszystko, co zahacza o damsko-męskie relacje i w jakiś sposób wpada w moje ręce. Właściwie to główna motywacja, która utrzymała mnie na studiach… ale to temat na zupełnie inną okazję, bo mogę o nim mówić godzinami. W każdym razie przez to zainteresowanie co jakiś czas (a konkretnie w bliskich okolicach premier) piszę dla Was kilka słów o najnowszych książkach prof. Starowicza – do tej pory nie wyobrażałam sobie, że mogłabym którąś z nich przegapić, bo zawsze udawało mi się znaleźć w nich przydatne informacje.

Mam duży problem z jednoznaczną oceną tej książki, sama nie jestem do końca pewna, czy mi się podobała. Na pewno wielkim plusem jest sam pomysł na jej wykonanie – opowieść składa się z króciutkich rozdziałów, z których każdy dotyczy jakiegoś charakterystycznego zwrotu: Jesteś jakiś/aś inny/a, Gdyby nie ty…, Martwię się o ciebie. Nie jest to ciągły tekst, a w pewnym sensie „słowniczek” fraz, z którymi najczęściej możemy się spotkać w rozmowach par, w dodatku każda z nich opisana jest z perspektywy odczuć dwóch stron: nadawcy i odbiorcy komunikatu, dzięki czemu mamy okazję prześledzić zarówno motywacje mówiącego, jak i skutki, które może wywołać dana wypowiedź. Ponadto w drugiej części znajdziemy podstawy mowy ciała, które ukazane są w bardzo przyjemny dla oka sposób – za pomocą szkiców, których bohaterem jest sam profesor. Na samym końcu książki znajduje się krótka opowieść o filarach miłości, które powinniśmy w swoich związkach pielęgnować.

Wszystko to brzmi pięknie i profesjonalnie, niestety problem stanowi sama treść książki. Wiele zawartych w niej myśli jest stereotypowych, jednoznacznych i chwilami wręcz krzywdzących. Rozumiem oczywiście, że bez uproszczeń nie dałoby się stworzyć tekstu, który ma pokazywać pewną średnią, pewne mechanizmy, jednak uważam, że nawet w takich sytuacjach można by się nieco hamować. Posłużę się przykładem i wyjątkowo wezmę w obronę nie kobiety, lecz panów; otóż w rozdziale o frazie Chciałabym mieć z tobą trójkę dzieci, profesor stawia następującą tezę: Mężczyźni, którzy fantazjują o gromadce dzieci, najczęściej boją się, że partnerka ich opuści. (…) No bo jak inaczej ją przy sobie przytrzymać?[s.177] Choć jest tu furtka w postaci „najczęściej” (to przecież nie „zawsze”), to inne opcje nie są brane pod uwagę, a postawa męska jest silnie skontrastowana z kobiecą, która to może mieć różnorodne przyczyny (choćby tę wynikającą z faktu, że dana osoba wychowywała się w wielodzietnej rodzinie i było to dla niej doświadczenie pozytywne). Gdyby zdarzyło się to raz, naprawdę nie miałabym żalu, jednak podobne schematy pojawiają się w wielu rozdziałach i dotyczą oceny obu płci.

Mam wrażenie, że w opowieściach prof. Starowicza coraz częściej zaciera się różnica pomiędzy osobami „gabinetowymi”, pacjentami, a zwykłymi, szarymi ludźmi. Nie oszukujmy się, pierwsza grupa prezentuje jakąś formę patologii (w sensie statystycznym oczywiście) i to z nią najczęściej ma kontakt profesor, jednak to nie oni są głównymi odbiorcami tej książki. Oczywiście zachowanie każdego z nas da się opisać za pomocą jakiegoś schematu, jednak nie jest to aż tak proste i wyraźne zjawisko. Z drugiej strony książka sama w sobie nie jest zła, bo czyta się lekko i płynnie, w wielu przypadkach bawi dzięki wtrąconym anegdotom i jest naprawdę łatwa w odbiorze ze względu na sporą liczbę przykładów, co z resztą jest charakterystyczne dla książek profesora. Wiele z poruszanych tematów zwraca uwagę czytelnika na ważne problemy, które często nie są podejmowane i pozwala zastanowić się nad istotnymi dla związku sprawami. Niestety, nie jestem pewna, czy stosowane uproszczenia kierują uwagę czytelnika na właściwe tory i czy przypadkiem nie sprowokują one do niepotrzebnych i nieuprawnionych wniosków.





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czerwone i Czarne.

poniedziałek, 26 października 2015

Zbigniew Lew-Starowicz – „Wszystko da się naprawić”


W czasach, gdy wiele związków rozpada się krótko po zawarciu, a ludzie nie szukają pomocy w trudnych chwilach; gdy szybko popadamy w fascynację nowym i nie mamy już ochoty pielęgnować tego, co stare; gdy nudzimy się szybciej niż kiedykolwiek, profesor Starowicz apeluje: Wszystko da się naprawić! I, aby nie być gołosłownym, podaje szereg rad, które mogą wspomóc walkę z kryzysami w związku. Tradycyjnie już, w rozmowie z Krystyną Romanowską.

Co znajdziemy w poradniku? Na samym początku profesor odkrywa przed nami różne przyczyny zwiększonej liczby rozwodów: społeczne przyzwolenie (a nawet pochwała w świecie show biznesu), ogólny konsumpcjonizm społeczeństwa, wydłużenie średniej życia (no bo trudniej żyć z jedną osobą 50 lat niż na przykład 30!), zmiana modelu rodziny… W książce otrzymamy również naukowy przepis na kłótnię idealną i dowiemy się jak mają się do związku biblijni czterej jeźdźcy Apokalipsy. Wszystko to okraszone będzie szeregiem przykładów z doświadczenia samego profesora.


Nie ma co dorabiać skomplikowanej filozofii – dbanie o związek to uwzględnianie potrzeb i oczekiwań drugiej osoby. I czasami po prostu trzeba nad tym popracować. Jeżeli nasz partner jest pieszczochem, to postarajmy się zaspokajać jego potrzeby. Albo kiedy potrzebuje zamknąć się na pięterku i malować czy słuchać muzyki przez kilka godzin, uszanujmy to. Ważne, żeby drugiej osobie było z nami dobrze.[s.96]


Do takich właśnie przemyśleń w znacznej mierze sprowadza się tekst – jak już wspominałam wielokrotnie przy okazji różnych poradników, frazesy są nam potrzebne, bo często o nich zapominamy. Wiele problemów par wynika z braku poszanowania zasad elementarnych: szacunku lub wzajemnej uważności; jesteśmy w związkach dla siebie, realizujemy własne potrzeby, a brak nam zainteresowania drugą osobą – tym, jaka jest i co sprawia jej przyjemność. Na poziomie poradnika takie rady mogą pomóc, bo sporo nam uświadamiają; mamy okazję przyjrzeć się swojemu związkowi i zastanowić się, czy dobrze do niego podchodzimy. Oczywiście wiele poglądów profesora może budzić kontrowersje, ale pamiętać należy, że wyostrza je nieco sama formuła książki (skupiamy się tu na parach, które mają poważniejsze problemy i potencjalnie mogą/powinny trafić na terapię, nie zaś na związkach zdrowych), a i sam zainteresowany należy do ekspertów w swojej dziedzinie z pewnością nie tylko dzięki medialnej aktywności.

Książka, jak wszystkie z tej serii i poradniki Starowicza w ogóle, napisana jest niezwykle lekko i przystępnie. Profesor łatwo i z płynnością opowiada o ludzkich problemach, ujmuje ich sedno jasno i sprawnie tłumaczy, czego konkretnie dotyczy trudność; widać w tym lata akademickiej praktyki. Również przykładami sypie jak z rękawa – gdy trzeba coś dodatkowo objaśnić, łatwo znajduje konkretną scenkę z gabinetu lub z życia. Takie książki czyta się naprawdę dobrze, ale też szybko – ja swoją pochłonęłam w jeden wieczór, tego samego dnia, kiedy ją dostałam.

Sama treść ma moim zdaniem jedną poważną wadę i jedna wielka zaletę. Bardzo negatywnie oceniam wstawki, które zastosowano, mianowicie po niemal każdym rozdziale znajdujemy kilku-, kilkunastostronicowy fragment ciągłej wypowiedzi profesora na jakiś konkretny temat. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że są to wycinki z wcześniejszych tytułów z serii, i że zajmują prawie 1/5 książki. Krótkie cytaty – w porządku, rozumiem potrzebę zachęcenia czytelnika do innych tekstów, jednak ta objętość jest nieco przesadzona. Ten problem miałam w głowie niemal do samego końca lektury, jednak w ostatnim rozdziale znalazło się coś, co całkowicie go dla mnie zrównoważyło – pierwszy raz w całej serii profesor dał się namówić na opowiedzenie o kilku stosowanych przez siebie metodach. Podał przykłady – nikłe, to fakt, ale dla mnie były one jak uchylenie drzwi gabinetu, które dotąd pozostawały szczelnie zamknięte. Bardzo duży plus!

Na koniec kilka uwag odnośnie wydania – może to śmieszne, ale gdy ta książka leży na płaskiej powierzchni, naprawdę zwraca uwagę! Ta kreska na okładce ma imitować rozcięcie i pod pewnym kątem prezentuje się naprawdę dobrze. Gorzej jest w środku. Powiem tak: jeśli ktoś jest zagorzałym ekologiem, powinien tę książkę omijać szerokim łukiem – marginesy, które i tak są duże, we wspomnianych już wstawkach z innych książek stają się ogromne. Źle to wygląda, źle się czyta i naprawdę nie ma większego sensu.

Oceniając książkę jako całość, jestem naprawdę zadowolona. Przy mojej ostatniej niechęci, czytelniczym kacu i innych trudnościach, pochłonęłam ją za jednym podejściem i naprawdę się wciągnęłam. Uwielbiam poradniki z tej serii i zawsze sięgam po nie z przyjemnością, bo za każdym razem jestem w stanie wyciągnąć z nich choćby drobne porady, które pozwolą inaczej spojrzeć na swoją postawę i własny związek. Poza tym przy całej wiedzy, jaką niesie ten poradnik, jest on naprawdę przyjemny w odbiorze – również z tego powodu zdecydowanie mogę go polecić.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czerwone i Czarne.