wtorek, 22 sierpnia 2017

Ransom Riggs – „Osobliwy dom pani Peregrine”


Czasem wydaje mi się, że pewne książki mnie prześladują. Choć nie są najnowsze, widzę je wszędzie: na blogach, w powodzi zdjęć na Instagramie czy na uginających się księgarnianych półkach. Napisałabym, że bezczelnie się na mnie gapią, ale nie chcę być uznana za wariatkę, zatrzymajmy się więc na tym, że są, a ich obecność z dnia na dzień staje się coraz bardziej nachalna.

Jak nietrudno się domyślić, tak właśnie wyglądała moja relacja z Osobliwym domem pani Peregrine (jeszcze zanim go kupiłam). Od dawna wiedziałam, że taka książka istnieje i o czym z grubsza jest. Miałam ją w czytelniczych planach, ale tych luźnych, które z reguły umierają śmiercią naturalną pod natłokiem Bardzo Ważnych Nowości. W każdym razie tak było do momentu, kiedy zaczęłam tę książkę spotykać absolutnie na każdym kroku. 

Musiałam zdecydować się na jej zakup. Potem po prostu przepadłam.

Fabuła skupia się wokół przygód Jacoba – szesnastolatka, którego zmarły niedawno dziadek przez lata karmił niestworzonymi opowieściami. Chłopak już dawno przestał w nie wierzyć, ale okoliczności śmierci staruszka każą mu zwątpić we wszystko, co do tej pory znał. By rozwiać wszelkie wątpliwości i poukładać własną psychikę, Jacob wyrusza na wyspę, na której wychowywał się jego dziadek – pragnie odnaleźć sierociniec, a także jego mieszkańców. Nie spodziewa się, że w rzeczywistości okażą się znacznie bardziej osobliwi, niż w opowieściach…

Osobliwy dom pani Peregrine to bez wątpienia przygodowa powieść dla młodzieży, ale tak naprawdę spodoba się również wielu dorosłym. Ja również się do nich zaliczam. Choć akcja mogłaby być bardziej wartka, nie nudziłam się podczas lektury, a prezentowany świat kupił mnie niemal całkowicie.

Tym, co zainteresowało mnie najbardziej, są wykorzystane w książce fotografie przedstawiające różne osobliwości: lewitujące dzieci, osoby nadnaturalnie silne itp. Jeśli wierzyć posłowiu, zdjęcia pochodzą ze zbiorów różnych kolekcjonerów, zatem same w sobie nie stanowią spójnego zestawu. Jest to o tyle ciekawe, że dla fabuły książki stanowią one kluczowy element: to na nich oparta jest charakterystyka większości postaci. Wygląda na to, że autor miał w głowie jedynie zarys opowieści, a szczegóły dopracowywał w trakcie, pracując z zebranym materiałem zdjęciowym i „ożywiając” kolejnych bohaterów. Jeśli w istocie tak było, jest to bardzo ciekawy sposób pracy.

Warto wspomnieć, że jak na książkę dla młodzieży, świat Osobliwego domu… jest dość mroczny – najpierw mamy historię rozczarowanego i nierozumianego nastolatka, potem dochodzi dojmujące poczucie zagrożenia, a całość podszyta jest dodatkowo bardzo smutną atmosferą domu sierot-uciekinierów z czasów wojny. Choć nie jest to łatwy do zniesienia klimat, cieszę się, że tworzy się powieści dla młodzieży, które opowiadają o czymś więcej, niż romansach i buncie przeciwko systemowi. W książce Riggsa relacje są trudne, pokomplikowane, a bohaterowie noszą różnorodne rysy. Zachwycam się kreacją zakochanej od lat Emmy, odrzuconym ojcem Jacoba czy jego dziadkiem, który teoretycznie spędził życie na uciekaniu, konfrontując się jednocześnie ze znacznie większą sprawą. Te historie nadają książce charakteru i czynią ją znacznie ciekawszą.

Jeśli prześladować mnie mają książki tak dobre, godzę się na wszystko. Już niebawem, jeśli budżet pozwoli, zabieram się za kolejne części i mam nadzieję, że spodobają mi się równie mocno, jak pierwsza.


niedziela, 20 sierpnia 2017

Danka Braun – „Historia pewnej zazdrości”



Kiedy usłyszałam, że w najnowszej powieści części sagi Miłość – namiętność – pożądanie starsze pokolenie ustępuje pola młodszemu, bardzo się ucieszyłam. To, co wyprawiał Robert Orłowski w poprzednich tomach, musiało w którymś momencie zostać może nie tyle zakończone, co w pewnym stopniu ukrócone, chociażby z racji jego wieku. Poza tym młodzi również mają sporo do powiedzenia – byłam pewna, że wyobraźnia autorki nie pozostawi ich życia spokojnym i nudnym. Cóż, przynajmniej w tym jednym względzie się nie pomyliłam…

Historia pewnej zazdrości oparta jest o dwie osie fabularne: „czas antenowy” podzielony jest równo między dzieci Orłowskich, Izę i Krzyśka. Wątki rozwijają się równolegle, ale niemal w ogóle się ze sobą nie łączą; w moim odczuciu są także dość nierówne. Jeden mnie fascynował, drugi irytował; w jednym zachwycałam się spójnością, w drugim co chwilę coś mi zgrzytało.

Zacznijmy od pozytywów, czyli tej części książki, która poświęcona jest Krzyśkowi. Syn Orłowskich staje przed bardzo ciężkim zadaniem: musi zbudować patchworkową rodzinę, w dodatku gdy jedno z dzieci jest do tego bardzo niechętne. Z jednej strony ma na głowie ojca, który chce o wszystkim decydować, z drugiej rywalizujące ze sobą kobiety, matki jego synów. Ten wątek wywołał u mnie bardzo dużo emocji – momentami miałam ochotę nawrzeszczeć na bohaterów, że są idiotami i że sami są sobie winni. Poczytuję to jako zaletę, bo tylko dobrze poprowadzone, autentyczne historie wywołują u mnie taką reakcję. Wydaje mi się, że zachowanie bohaterów zostało przedstawione bardzo trafnie i logicznie – ich wcześniejsze decyzje mają jasny wpływ na dalszy przebieg wydarzeń.

Z kolei wątek Izy to zmiana o 180 stopni. Wchodząca w dorosłość Orłowska pakuje się w romans z (dalekim, ale zawsze) kuzynem i robi głupotę za głupotą. Tutaj wszystko wydawało mi się przesadzone, niespójne, a do tego koszmarnie irytujące. Przegapiłam moment, kiedy Iza stała się wyrachowana i cyniczna, a przy tym tak bardzo niedojrzała, by popełniać błędy, które zupełnie nie współgrają z jej rzekomą inteligencją. Z perspektywy czasu jestem w stanie wyodrębnić kilka motywów jej postępowania, a oceniana na chłodno nie wydaje się tak niespójna, jednak wciąż uważam, że opowieść o niej została w książce zaprezentowana zbyt szybko i powierzchownie, przez co bardzo dużo straciła.

Gdzieś między tymi dwoma osiami fabuły przewija się główny bohater cyklu, Robert Orłowski, który próbuje oszukać czas, a przez to staje się jeszcze bardziej nieznośny. Chce mieć kontrolę nad wszystkim i wszystkimi, a gdy ją traci, wpada w gniew i otwarcie deklaruje dezaprobatę, przez co odpowiada za większość konfliktów w rodzinie. Robert ewidentnie ma problem: z tym, że jego dzieci dorosły i nie życzą sobie, by układał im życie w najdrobniejszych szczegółach. Mimo skrajności zachowań to on pozostaje najciekawszą i najlepiej skonstruowaną postacią całej serii.

Chociaż bardzo chciałam zobaczyć w akcji młodsze pokolenie Orłowskich, nie jestem do końca zadowolona z przebiegu spraw i trochę boję się, co autorka zgotuje bohaterom w ewentualnych kolejnych częściach cyklu. Dobrze, że mam przed sobą lekturę trzech pierwszych tomów – potraktuję to jako prequel i chętnie wrócę do ulubionych bohaterów.






Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Wyniki konkursu na polecajkę


Jak obiecaliśmy, tak czynimy. Komisja w składzie Kaś&Sylwek po burzliwych naradach wyłoniła zwyciężczynie konkursu na książkowe polecanki. Dziękujemy pięknie za wszystkie zgłoszenia, najważniejszy cel został osiągnięty mamy kilka ciekawych tytułów do przetestowania. A teraz bez zbędnych wstępów prezentujemy wyniki:


Arkadię otrzymuje ... Oko na kulturę

Opowiem ci mroczną historię poleci do ... Gab rieli

To, co zostało wzbogaci biblioteczkę ... Księgozbioru Kasiny


Dziewczyny, gratulujemy! Prosimy o przesłanie danych do wysyłki na adres czworgiem@gmail.com. Czekamy 7 dni. :)