Zanim zabrałam się za pisanie tego posta, zajrzałam szybko do zeszłorocznego zestawienia i muszę przyznać, że jestem zaskoczona! W 2017 prym wiodła u mnie fikcja literacka – wszystkie 5 najlepszych książek pochodziło z beletrystyki. Dopiero teraz widzę, jak wiele się w moim czytaniu zmieniło; dziś znacznie częściej szukam w książkach informacji, inspiracji i wsparcia, a nie tylko czystej rozrywki. Stąd też dzisiaj aż 4 propozyje "rozwojowe" – mam nadzieję, że na coś się Wam przydadzą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia Mroczna Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filia Mroczna Strona. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 grudnia 2018
piątek, 12 października 2018
Kryminały i thrillery na jesienne wieczory
Pewnie jestem tendencyjna, ale tak, jak lato kojarzy mi się jednoznacznie z czytaniem lekkich obyczajówek, tak jesień i zima pchają mnie w objęcia opowieści nieco bardziej mrocznych. Perspektywa długich wieczorów z herbatą i kocem nie byłaby dla mnie kompletna, gdyby nie dobry kryminał w ręce. Jeśli macie tak samo (albo po prostu szukacie czegoś w tym klimacie), przygotowałam dla Was kilka rekomendacji.
Etykiety:
Danka Braun,
Filia,
Filia Mroczna Strona,
Jørn Lier Horst,
kryminał,
Markus Lutteman,
Mons Kallentoft,
Prozami,
Rachel Abbott,
REBIS,
Smak Słowa,
thriller
wtorek, 12 czerwca 2018
A.G. Riddle – „Pandemia”
Zawsze gdy mam sięgnąć po powieść, która ma więcej niż 400 stron, zbieram się do tego bardzo, bardzo długo. Kładę ją na widoku, patrzę na nią i szukam odpowiedniego momentu, żeby zacząć. Czasem jednak warto w końcu się przełamać, bo można trafić na prawdziwą perełkę, która nie tylko nas nie zanudzi, ale też wciągnie bez reszty na dzień, dwa lub jeszcze więcej. A na dokładkę zafunduje nam porządnego czytelniczego kaca.
sobota, 24 marca 2018
Rachel Abbott – „Droga ucieczki”
Chyba się starzeję... Jako czytelnik coraz bardziej leniwy i coraz mniej chętny na eksperymenty, z niczego nie cieszę się tak bardzo, jak ze znalezienia kolejnego autora-pewniaka, którego teksty trzymają równy, wysoki poziom. Po przeczytaniu trzeciej książki Rachel Abbott z radością stwierdzam, że udało mi się to po raz kolejny. I jeden problem przy zakupie z głowy!
piątek, 12 stycznia 2018
Remigiusz Mróz – „Większość bezwzględna”
Długo zastanawiałam się, czy w ogóle chcę sięgnąć po drugi tom serii W kręgach władzy. Tak naprawdę poprzednia część była moim zdaniem... poprawna. Przyzwoita, ale bez większego entuzjazmu, w dodatku okraszona porównaniami do House of Cards, z którym, poza politycznym tematem, nie ma zupełnie nic wspólnego. Z drugiej strony sama konstrukcja opowieści i pomysł, jaki miał na nią autor, pozytywnie mnie zaskoczyła. Można więc powiedzieć, że ostatecznie po Większość bezwzględną sięgnęłam wiedziona ciekawością, co też Remigiusz Mróz zafunduje nam tym razem.
środa, 10 stycznia 2018
Rachel Abbott – „Szóste okno”
Koniec roku 2017 minął mi zdecydowanie pod znakiem thrillerów i kryminałów – okazało się, że tych nieprzeczytanych mam na półkach całkiem sporo, więc postanowiłam coś z tym zrobić. Trzeba Wam wiedzieć, że mój zachwyt tymi gatunkami przebiega lawinowo: często mam od nich bardzo długie przerwy, ale gdy sięgnę po jedną książkę, mam ochotę na kolejne, kolejne i kolejne. Na dobry początek sezonu wybrałam Rachel Abbott – czytałam już jedną z jej książek, która bardzo mi się spodobała, więc czułam się z autorką w miarę pewnie. Śpij spokojnie nie wystrzegło się co prawda kilku mankamentów, ale było książką na tyle dobrą, że po Szóstym oknie spodziewałam się wszystkiego co najlepsze.
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Remigiusz Mróz – „Przewieszenie”
Po niemal półtorarocznej przerwie wróciłam do serii o komisarzu Forście. Dlaczego? Nie ukrywam, że głównym powodem była premiera czwartej części cyklu, a konkretnie chęć usprawiedliwienia się przed samą sobą po zakupie Deniwelacji. Bo przecież czytam, prawda?
Na wstępie muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze Ekspozycja podobała mi się raczej średnio, mimo że na co dzień lubię klimaty Dana Browna i niezniszczalnych superbohaterów rodem z powieści/filmów sensacyjnych. Po prostu tym razem proporcje zostały źle dobrane (przynajmniej moim zdaniem) i całość nie spełniła moich (może nieco wygórowanych) oczekiwań. Po drugie: rozpoczynając Przewieszenie miałam z głowy zaskoczenie Mrozowskim zakończeniem, bo dzięki gronu życzliwych, spoilerowych blogerów znałam treść osławionego cliffhangera. Sami rozumiecie, że byłam nastawiona niespecjalnie pozytywnie. Ale przynajmniej nie ma, że ktoś mi zamydli oczy zaskakującym finiszem tak, że zapomnę o wszystkich słabościach, które wyłapałam.
Podczas lektury nie obyło się bez zaskoczeń, Przewieszenie jest bowiem powieścią zupełnie inną niż Ekspozycja. Choć właściwie temat jest ten sam (Bestia z Giewontu znów morduje, Forst tropi, bla bla), momentami miałam wątpliwości, czy na pewno czytam drugi tom tej samej serii. Zagrożenie, z którym mierzy się główny bohater, przybiera zupełnie inny charakter, akcja rozkłada się na mniejszy czas i teren, a tym samym klimat powieści jest znacznie bardziej ciężki i przytłaczający. Nie mamy już dojmującego poczucia, że Forst sobie poradzi, bo do "zwykłych" niebezpieczeństw dochodzą prokuratorskie oskarżenia, a tych nie można się pozbyć metodami siłowymi. Komisarzowi coraz trudniej się bronić, a przez to, choć wciąż tropi, sam również staje się zwierzyną, co sprawia że zaczynamy postrzegać go zupełnie inaczej.
Tak jak wspomniałam, Przewieszenie rozgrywa się w węższych ramach czasowych, więc siłą rzeczy nie ma tu miejsca na rozbudowaną zagadkę kryminalną czy antropologiczną. Wiemy, kto jest sprawcą przestępstw, nie ma więc czego rozwiązywać i szukać. Druga część cyklu skupia się zatem na czymś innym: kształtującej się relacji mordercy ze ścigającym go komisarzem: pojawiają się elementy obsesji i specyficzne próby nawiązania kontaktu. Mam wrażenie, że w tym względzie Mróz przygotowuje sobie treść pod Trawers, gdzie spodziewam się rozwinięcia tematu, a może również konfrontacji postaci (tylko błagam, nie piszcie mi w komentarzach, czy miałam rację; wiem, że wszyscy mają już za sobą trzecią część, a fani Mroza żyją Deniwelacją).
Warto wspomnieć również o tym, że w Przewieszeniu do grona oponentów Forsta dołącza Dominika Wadryś-Hansen, prokurator. Póki co uważam, że nie jest to najbardziej trafna kreacja, bo na tle tak symbolicznych postaci jak skupiający najgorsze skojarzenia na temat swojego fachu Gerc, czy przełożony Forsta, inspektor Osica, kobieta wypada po prostu blado i zupełnie bez wyrazu. Tym niemniej czekam cierpliwie, bo być może w kolejnej części dowiemy się o niej czegoś więcej, a tym samym obraz jej osoby stanie się pełniejszy i bardziej interesujący.
Drugi tom serii o Forście wywołał we mnie mieszane uczucia, bo choć był ciężki i dynamiczny, tak jak lubię, to jednak znów czegoś mi tu brakowało. Mimo to po skończeniu lektury machinalnie sięgnęłam po Trawers i zaczęłam czytać, więc chyba jest w tych postaciach i historii coś, co mnie przyciąga... Póki co zapowiada się, że część trzecia znów różni się od poprzednich, więc nie ukrywam: jestem bardzo zainteresowana. Odezwę się za kilka dni, kiedy kolejną część przygód Forsta będę miała już za sobą.
niedziela, 14 maja 2017
Rachel Abbott – „Śpij spokojnie”
O ile bardzo często sięgam po różnego rodzaju kryminały, o tyle z thrillerami i gatunkami pokrewnymi od jakiegoś czasu jest mi mocno nie po drodze. Kilka razy zawiodłam się na niezbyt przemyślanym pomyśle albo psychologicznej głębi, która kończyła się na opisie okładkowym – to wystarczyło, aby skutecznie mnie zniechęcić. Czasem jednak zdarzają się rekomendacje, obok których nie można przejść obojętnie. Właśnie tak było w przypadku Izabeli Niemiec, która na swoim (kosmetycznym, bądź co bądź) kanale na Youtubie zachwalała książki Rachel Abbott. Wciągające, emocjonująca, autentyczne – takie cechy były przez Izę wskazywane, i to właśnie one zaważyły na mojej decyzji o tym, by spróbować. Zamówiłam jedną. Na próbę. Z promocji. A teraz wiem, że na 100% będą kolejne.
Olivia Brookes zdaje się przyciągać problemy. W przeszłości zniknął jej partner, kilka miesięcy później w tajemniczych okolicznościach zmarli rodzice, a dwa lata temu kobieta zgłosiła na policję zaginięcie męża i dzieci podejrzewając porwanie. Dziś sytuacja jest zgoła odwrotna, bo to Olivia znika bez śladu, a jej mąż wraz z policją rozpoczyna poszukiwania. Sprawa jest tym dziwniejsza, że z domu nie zniknęło właściwie nic: żadne ubrania czy rzeczy osobiste. Brakuje tylko kobiety, trójki dzieci i… wszystkich ich zdjęć.
Mimo sceptycznego nastawienia na samym początku lektury muszę przyznać, że bardzo szybko wciągnęłam się w opowiadaną historię. Ani się spostrzegłam, kiedy miałam za sobą 40, potem 100 stron, a tempo ani na chwilę nie zwolniło właściwie do samego końca. Sprawa zaginięcia Olivii jest bardzo skomplikowana, oparta na różnorodnych zależnościach i sięgająca wielu lat wstecz, dzięki czemu mogła zostać przez autorkę naprawdę misternie posplatana. Rachel Abbott wykonała świetną robotę: wykorzystała wiele danych aby stworzyć całą zagadkę, ale także by skuteczne odciągać czytelnika od prawidłowego rozwiązania: podczas lektury aktywnie tworzyłam sobie w głowie teorie na temat tego, co dokładnie się wydarzyło (i wydarzy), a jednak stale musiałam je weryfikować. Praktycznie do samego końca coś mnie zaskakiwało, a opowieść nie przestawała być interesująca.
Nie zawiodłam się również pod względem sfery emocjonalnej i psychologicznej w powieści. Autorka świetnie odwzorowała stopniowe uzależnianie się ofiary od oprawcy, wszystkie jego działania, a także ich przyczyny i skutki. Rozdziały, w których narratorem staje się Olivia lub Robert, są bardzo cenne, bo pozwalają zajrzeć w umysł obu kluczowych postaci i zrozumieć zależność między nimi. Świetnie wypada odwzorowanie relacji rodzinnych, postępowanie poszczególnych postaci. Autorka naprawdę potrafi budować napięcie, a my po prostu za nim podążamy przeżywając niemal to samo, co bohaterowie.
Czy mam jakieś zarzuty? Zdarzają się sceny, w których dialogi są tak nieautentyczne, że czuć poważny zgrzyt; jest to o tyle ciekawe, że w pozostałych miejscach (czyli w większości) autorka radzi sobie z nimi świetnie. Wygląda to tak, jakby pomysł na pewne sceny nie był do końca dopracowany, a z drugiej strony były one kluczowe dla całej zagadki i musiały ostatecznie się pojawić. Denerwowały mnie również wewnętrzne spoilery – niepotrzebne wybieganie w przyszłość. Pod postacią drobnych uwag w stylu „miał jeszcze usłyszeć jej śmiech” autorka zdejmuje nam z barków część napięcia i lęku o bohaterów, ale jednocześnie zabija niepewność i zdradza stanowczo zbyt dużo.
Są autorzy i książki, którym można wybaczyć wiele i tak jest właśnie w tym przypadku. Ze spoilerami czy nie, Śpij spokojnie jest po prostu świetnym thrillerem, który wywołuje w czytelniku autentyczne emocje, wciąga bez reszty i przez to zachwyca. Zdążyłam już zapomnieć, jakie to uczucie, kiedy kończy się tak dobrze trzymającą w napięciu książkę, a po tej lekturze mam zamiar wrócić na dłużej do kryminałów i thrillerów i znów poszukać tej przyjemności. Na pewno kupię również kolejne powieści autorki (a właściwie w międzyczasie zdążyłam już jedną zamówić) – mam co do nich naprawdę duże oczekiwania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












