Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2019

Adam Kay – „Świąteczny dyżur”

Nieco ponad rok temu internet żył książką Będzie bolało autorstwa byłego lekarza, a obecnie brytyjskiego komika, Adama Kaya. To słodko-gorzka opowieść spisana w formie dziennika, prowadząca nas przez codzienność pracownika służby zdrowia na różnych szczeblach kariery. Z niebywałą lekkością, zgrabnie żonglując słowem, autor opisuje nam absurdy, z którymi spotykał się na co dzień w swojej praktyce. Absurdy, za które odpowiedzialni byli po równo lekarze, pacjencji i system. 

Świąteczny dyżur to w pewnym sensie kontynuacja poprzedniej książki Kaya. Jak sam mówi, znalazły się tu te opowieści, które były "zbyt świąteczne" lub "zbyt obrzydliwe", by przejść selekcję redakcyjną podczas składania Będzie bolało. Na szczęście czytelnicy nic nie stracą i mogą wrócić do tej gawędy. Najlepiej w okresie świątecznym – książka zachęca do tego pod każdym względem, zarówno tematyką, jak i stylistyką. I obrzydliwie zabawnymi wierszykami na początku każdego rozdziału!


„Ektomia” oznacza chirurgiczne usunięcie. Tak więc usunięcie żołądka to gastrektomia, sterylizacja mężczyzny to wazektomia, a wizyta w prywatnej placówce medycznej to forsektomia.


Nie wiem dlaczego, ale tym razem książka Kaya wydała mi się bardziej przygnębiająca, niż poprzednio. Może dlatego, że jest jest tu stosunkowo dużo gorzkich rozmyślań o kolejnych świętach spędzanych na dyżurze (taki już los młodych, bezdzietnych lekarzy, a także tych, którzy nie układają grafiku), a może same wpisy z dziennika nie były aż tak zabawne, jak to miało miejsce poprzednim razem. Nie oznacza to jednak, że brakuje tu absurdu; wręcz przeciwnie – jego stężenie na centymetr kwadratowy jest znacznie powyżej przeciętnej. Znów mamy okazję stracić wiarę w ludzi i dowiedzieć się czegoś nowego o możliwościach naszego ciała (a także jego brakach). Dowiemy się, dlaczego masło orzechowe to nienajlepszy lubrykant, co złego może się stać, gdy krawat lekarza dyżurnego niespodziewanie zacznie grać świąteczną melodyjkę, a także jakie pytania mogą okazać się kluczowe w wywiadzie ginekologicznym. 

Największą wadą Świątecznego dyżuru jest jego długość (czy raczej "krótkość", jeśli chcemy być precyzyjni). Już pierwszą książkę autora kończyło się niechętnie (to znaczy ciężko było zaakceptować fakt, że to już koniec), a z drugą jest gorzej, bo mamy jeszcze mniej stron i jeszcze mniej opowieści. Jest coś takiego w sposobie opowiadania Kaya, że mogłoby się go słuchać (lub czytać) godzinami, a Świąteczny dyżur kończy się niepostrzeżenie dosłownie po chwili. Mam szczerą nadzieję, że Adam Kay chowa przed nami jeszcze jakieś dzienniki, które będzie stopniowo ujawniał, albo niebawem skusi się na zebranie w formie książki absurdów zawodu komika. Jestem pewna, że jest ich całkiem sporo!


sobota, 11 maja 2019

Co nam radzą poradniki? || Michał Rusinek – „Niedorajda”



Myślałby człowiek, że to ledwie chwila minęła od czasu, kiedy poprzednio zaśmiewałam się w głos przy książce Michała Rusinka. Myślałby tak i myślał, a tu proszę – sprawdziłam i nie chwila, a prawie półtora roku! Jakby nie patrzeć sporo czasu, a niektóre żarty z Pypciów na języku wciąż pamiętam i wciąż wywołują uśmiech na mojej twarzy. Jeśli jeszcze tamtej książki nie znacie, polecam Wam ją serdecznie, a jeśli chcecie większej zachęty, tutaj znajdziecie moją opinię.

Tym razem Michał Rusinek bierze na tapet nie sytuacje codzienne, a poradniki; konkretnie porady wszelkiego typu, które można znaleźć zarówno w książkach, jak i w internecie. Znajdziemy tutaj rozdziały poświęcone męskości, seksualności, sprzedaży, stylowi (a dokładniej byciu paryżanką) i wielu, wielu innym tematom, które najwyraźniej na co dzień spędzają sen z powiek przedstawicieli społeczeństwa. Autor przytacza przeróżne cytaty (nierzadko stojące ze sobą w sprzeczności) i każdy z nich okrasza ironicznym, często złośliwym, ale zawsze zabawnym komentarzem. W ten sposób wytyka wszelkie nieścisłości, wskazuje na bezsensowność niektórych porad, a jednocześnie uświadamia nam, jak podatni jesteśmy na zawarte w poradnikach manipulacje.

Sama forma książki jest bardzo przyjemna i sprawia, że sięgamy po nią z chęcią. Rozdziały są dość krótkie, a dodatkowo składają się z niewielkich akapitów, które zwykle się ze sobą nie łączą, dzięki czemu możemy przerwać w dowolnej chwili, czytać choćby akapit na raz. Osobiście nie stosowałam jednak tej metody, bo książki starczyło mi na dwie podróże pociagiem, można więc powiedzieć, że czytałam ją ciągiem. I zaprawdę powiadam Wam: absolutnie mi się nie nudziła. Uwielbiam styl autora i to, w jaki sposób ujmuje rzeczywistość. Jedyne ostrzeżenie, jakie dla Was mam to: będziecie się śmiać. A śmianie się w głos w miejscach publicznych, wciąż jest, niestety, uznawane za dziwaczne.

Jeśli poradniki na co dzień Was bawią i trzymacie się od nich z daleka, książka Michała Rusinka z pewnością Wam się spodoba – będzie okazja do wyśmiania wielu niezbyt mądrych porad, jak również językowych wpadek. Jednak mój przykład pokazuje, że również fani poradników – oczywiście z odpowiednim dystansem – znajdą tutaj coś dla siebie. Ironiczny styl autora i celność uwag sprawiają, że nie mamy wyjścia, po prostu musimy śmiać się (często w głos). A to cenię sobie w książkach ponad wszelką miarę.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Agora.