poniedziałek, 7 maja 2018

Jak wyglądałby świat bez wody? || Maja Lunde – „Błękit” [przedpremierowo]




Historia pszczół to według mnie jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza!) książka 2016 roku. Przerażająca, mocna, otwierająca oczy na poważny problem, z którym wciąż trudno nam się mierzyć: wymieranie pszczół. W dodatku napisana po mistrzowsku, bo Maja Lunde ma wielki talent i wielką wrażliwość, które z powodzeniem wykorzystuje zgrabnie łącząc wątki obyczajowe i społeczne.  Możecie sobie wyobrazić, jak wielka była moja radość, kiedy dowiedziałam się, że ta wspaniała powieść jest jedynie początkiem cyklu, na który będą składać się cztery książki, a każda z nich podejmie jeden z tematów związanych ze zmianami klimatycznymi. Premiera drugiej już niebawem, więc nadstawcie uszy - oto nadchodzi Błękit.

Tym razem Maja Lunde wzięła na tapet temat o innej naturze – nieco lepiej poznany, łatwiejszy do zrozumienia, choć nie mniej niebezpieczny w perspektywie lat. W Błękicie autorka zaprasza nas do wyobrażenia sobie, jak wyglądałby świat bez... wody. Wizja przyszłości, w której bezwzględna susza trawi Europę, zestawiona jest z opisem czasów współczesnych, kiedy to ludzie osiągają szczyty swojej bezczelności w eksploatacji dóbr planety. Pewni siebie i swojej pozycji w świecie zmieniają biegi rzek, pozbywają się niewygodnych elementów terenu, a cenne lodowce – które kurczą się w zastraszającym tempie – przekuwają w ekskluzywne kostki lodu, które trafią do drinków arabskich szejków. Nieświadomi konsekwencji lub spychający je do nieświadomości gotują straszny los przyszłym pokoleniom...

To właśnie kontrast międzypokoleniowy jest najsilniejszym punktem obu książek Mai Lunde. Wybiegając w przyszłość i konstruując wizję tego, jak potoczą się losy kolejnych ludzi, autorka sprowadza nas na ziemię i wytrąca z egocentrycznego spojrzenia na świat. Zaczynamy dostrzegać, że historia nie kończy się na naszych czasach, a to, co robimy ze środowiskiem, jest nieodwracalne i może mieć straszne skutki dla naszych dzieci, wnuków i tych, którzy przyjdą po nich.

Autorka nie wybiega jednak aż tak daleko w przyszłość, bo oba wątki dzieli niecałe 30 lat. 30 lat podczas których Ziemia zmienia się nie do poznania.

Gdybym miała porównać Historię pszczół i Błękit, musiałabym przyznać, ze ten ostatni podobał mi się nieco mniej. Mam wrażenie, że tym razem autorce nie udało się tak trafnie połączyć losów bohaterów, a także zbudować silnego ciągu przyczynowo-skutkowego między sytuacją współczesną, a wykreowaną wizją przyszłości. Być może to kwestia tego, że tym razem mamy tylko dwie perspektywy narracyjne (brakuje łącznika, którym była trzecia postać?), a może to system metafor poszedł nieco zbyt daleko. Tym samym przyjemność z lektury jest nieco mniejsza. 

Choć Błękit nie zyska u mnie miana książki roku, wciąż pozostaje przejmującą i ważną powieścią, której głos (mam nadzieję) odbije się echem w światowej literaturze. Maja Lunde wprawnie wybiera aktualne tematy i realizuje je w swoich powieściach. Już nie mogę się doczekać informacji o tym, czego będą dotyczyły kolejne dwie części cyklu! Choć tak po prawdzie wolałabym chyba, żeby autorka nie miała o czym pisać...





Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.
Premiera 6 czerwca!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.