poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Maja Lunde – „Historia pszczół”

Wydaje mi się, że jako dziecko nie przepadałam za pszczołami – do dziś pamiętam jedno, jedyne użądlenie i jest to wspomnienie raczej negatywne. Nie oznacza to jednak, że jako dorosła żywię do tych owadów jakąś szczególną urazę; wręcz przeciwnie, doskonale zdaję sobie sprawę ze znaczenia, jakie mają one dla funkcjonowanie ludzkości. Kilka lat temu świat dowiedział się o CCD – masowym pomorze pszczół – co zapoczątkowało wiele refleksji nad przyszłością rolnictwa. Temat wydaje się stricte naukowy i nigdy nie spodziewałabym się fabularnych wariacji na jego temat, a jednak; jak widać pisarzy może zainspirować absolutnie wszystko. Najpierw w moje ręce wpadła świetna Krew Aniołów Johanny Sinisalo, wizja dość mocno abstrakcyjna i nacechowana fantastyką, natomiast dziś mam przyjemność opowiadać o równie dobrym, choć dużo bardziej realistycznym obrazie Mai Lunde.

Książka składa się z trzech płaszczyzn fabularnych rozgrywających się w różnych epokach. Poznajemy Williama, żyjącego w połowie XIX wieku przyrodnika i jednego z pierwszych pszczelarzy; Georga, który w czasach współczesnych hoduje pszczoły miodne na wielką skalę, oraz syczuankę Tao pracującą przy ręcznym zapylaniu roślin u schyłku XXI wieku po tym, jak pszczoły całkowicie wyginęły. Każda z tych osób ma własną historię i wyzwania, z którymi musi się mierzyć, a poruszane tematy są naprawdę różnorodne.

To właśnie zróżnicowanie nadaje książce wartość w sferze obyczajowej – pod tym względem to naprawdę dobra, interesująca i urzekająca historia. W każdej z prezentowanych płaszczyzn mamy do czynienia z obrazem rodziny: w jakimś sensie typowej, charakterystycznej dla danych czasów, o standardowych problemach, z drugiej strony naznaczonej bardzo indywidualnymi trudnościami. To momentami niełatwa, przejmująca powieść o relacjach między małżonkami, a przede wszystkim między rodzicami i dziećmi, zwłaszcza gdy te ostatnie w jakiś sposób nie spełniają pokładanych w nich nadziei. To również historia pasji, która jest silniejsza niż wszystko inne; tak silna, że nadaje życiu sens. W wielu miejscach znajdziemy tu poszukiwanie celu, wielką nadzieję i zaprzepaszczone ambicje – to ważne elementy, które są znaczące dla całej fabuły.

Choć czasy, w których żyją bohaterowie dzieli niecałe 250 lat, tak naprawdę jest to przepaść właściwie pod każdym względem. Rozwój technologiczny, możliwości, perspektywy, wartości, relacje międzyludzkie, społeczeństwo, charakter rodziny… Mimo że wszystko to stanowi tylko tło dla opowieści, jednak jest to tło niezwykle mocne, a zmiany w jego zakresie są bardzo wyraźne. W tym miejscu duże znaczenie ma punkt środkowy, czyli czasy współczesne – bezpośrednie ukazanie tego, co dzieje się z nami teraz. Żyjemy w czasach niesamowicie szybkiego rozwoju, gdzie różnice w otoczeniu kolejnych pokoleń są ogromne i niejednokrotnie nie do przeskoczenia. Tak naprawdę nie wiemy jednak, w jakim kierunku idą zmiany i jak długo możemy się rozwijać, zanim nastąpi regres. Wizja, którą snuje Maja Lunde jest brutalna – według niej wysoce rozwinięta ludzkość jest tak dalece uzależniona od natury, że po wymarciu pszczół wystarczy kilkadziesiąt lat, aby doprowadzić ją niemal do upadku. To obraz skrajny, ale na pewno ważny i wart poddania refleksji.

Mimo że bohaterów powieści dzieli wiele, jest jedna podstawowa sprawa, najistotniejsza dla całej książki – pszczoły. To one stanowią fabularny łącznik i są najważniejszym, choć ukrytym nieco z tyłu, bohaterem. Widzimy, w jaki sposób zmieniał się stosunek ludzi do tych owadów i jak stopniowo zostały one zaprzęgane do pracy, podobnie zresztą jak cała otaczająca nas przyroda. Ludzkość w książce Mai Lunde (w realnym życiu chyba również) jest niezwykle zaborcza – zagarnia naturę i zmusza ją do działania według własnego widzimisię, a gdy coś idzie nie tak, szuka najbardziej abstrakcyjnych wytłumaczeń. Działamy zgodnie z tokiem rozwoju, ale bez planu; zupełnie nie przewidujemy skutków własnych aktywności. W sumie nie jest to wcale oderwane od rzeczywistości… Gdy szykowałam się do pisania tej recenzji, szukałam informacji na temat CDD i bardzo się zdziwiłam – mimo że problem jest znany niemal od początku XXI wieku, wciąż nie umiemy jednoznacznie określić jego przyczyn. Praktycznie na każdej z odwiedzanych stron znajdowałam inne hipotezy (bo inaczej nie da się tego nazwać, gdy występują w takiej ilości), a te najbardziej wiarygodne witryny mówiły wprost, że powód choroby do końca nie jest znany. Biorąc pod uwagę wagę problemu i skutki, jakie może przynieść, to dość niepokojące. Z drugiej strony – zabawne jak bezradny staje się wszechmocny człowiek, gdy natura płata mu psikusa.

Bardzo lubię książki, które oprócz rozrywki dają nam też okazję do przemyśleń i taka właśnie jest opowieść Mai Lunde. Trójpłaszczyznową historię poznaje się bardzo lekko i z wielką przyjemnością, a krótkie rozdziały nadają akcji dynamizmu. Płaszczyzna obyczajowa jest ciekawa, relacje międzyludzkie ukazane autentycznie, a najcudowniejsze jest to, że gdzieś w tym wszystkim wpleciona jest dodatkowa, naprawdę dobra treść. Ta historia to coś więcej niż losy rodziny – jednej, dwóch lub trzech; to opowieść w pewnym sensie o całej ludzkości, bo historie są uniwersalne, a tło niesamowicie prawdziwe. Moim zdaniem sztuką jest tak umiejętnie połączyć te dwa elementy, a efektem pracy autorki jestem zachwycona.






Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.

8 komentarzy:

  1. Bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa tej książki. Słyszałam o CCD, skutki tej choroby mogą być faktycznie dość katastrofalne dla ludzkości. Na pewno przeczytam.

    PS. Maja pisze o pszczołach:D Czyżby pszczółka z dobranocki przybrała ludzką postać?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też od razu mi przyszła do głowy ta nasza dobranockowa Maja, ale jak już napisałam taką poważną recenzję, to nie chciałam się z tym wyrywać. :D Ciśnie mi się na usta: "Przypadek? Nie sądzę!" :)

      Usuń
  2. Kto by pomyślał, że pszczoły mogą stanowić tak ciekawy pomysł na powieść. Podoba mi się to, że ich historia ukazana jest w trzech różnych perspektyw w większych odstępach czasowych, a co za tym idzie można z łatwością dostrzec zmiany jakie zachodzą w pszczelarstwie. Chciałabym ją przeczytać, jednak nie wiem kiedy po nią sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pszczoły mogą być niezwykle inspirujące :D

      Usuń
  3. Patrząc obiektywnie, motyw pszczół w książce wydaje się ciekawy, ale subiektywnie mnie jakoś nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę tę książkę przeczytać do pracy :) Nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początku wydawało mi się, że książka o pszczołach nie mogłaby mnie zaciekawić, ale ja również lubię powieści, które mogą być okazją do przemyśleń, dlatego może dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ciekawa tej pozycji, gdyż brzmi zachęcająco. Pozdrawiam.
    Zapraszam do siebie http://cosmo-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.