Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść filozoficzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść filozoficzna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 stycznia 2017

Lily Brooks-Dalton – „Dzień dobry, północy”

Różne sytuacje przydarzają się w naszym czytelniczym życiu. Czasem na przykład zdarza się tak, że poza domem mamy przy sobie tylko jedną książkę, która w dodatku okazuje się kompletną klapą – tak wielką, że po jej skończeniu musimy, no po prostu MUSIMY natychmiast sięgnąć po coś innego, lepszego. Jak to zrobić, skoro zabraliśmy ze sobą tylko jedną pozycję? Cóż, rozwiązanie jest proste: wystarczy wstać, ruszyć do Empiku i nabyć książkę, która woła nas z Instagrama już od dobrych kilku dni.

Takie wybryki według wszelkiego prawdopodobieństwa powinny kończyć się źle: zakup niekontrolowany, nieplanowany i impulsywny ma wszelkie szanse okazać się niewypałem. Na moje szczęście tym razem było zupełnie inaczej: książka Lily Brooks-Dalton wciągnęła mnie od pierwszej strony i pozostawiła z zachwytem na kolejne dni. Trafiłam na perełkę i zupełnie się tego nie wstydzę. Wręcz przeciwnie: opowiadam o niej przy każdej okazji, wszystkim dookoła. Zachwycam się, polecam i sama kontempluję tę niesamowitą opowieść. Jedyne, czego żałuję, to że tak szybko przyszło mi się z nią rozstać. 

Dzień dobry, północy to powieść o dojmującej samotności. W przeplatających się rozdziałach poznajemy dwoje bohaterów: Augustine’a, starszego człowieka z placówki badawczej na kole podbiegunowym, oraz Sully, astronautkę, która właśnie wraca z misji na Jowisza. Każde z nich ma przy sobie innych ludzi, jednak mimo to oboje muszą mierzyć się głównie z tym, co się dzieje w ich głowach: dogania ich przeszłość i lęk przed tym, co nadejdzie. Odczucia potęgowane są przez ciszę, jaką emanuje Ziemia – nie wiadomo właściwie, co się stało, ale nie ma żadnego kontaktu z innymi ludźmi, zupełnie, jakby wszystko objęła jakaś globalna katastrofa. Augustine stara się przetrwać w bardzo dosłownym znaczeniu: musi zadbać o ciepły kąt i pożywienie nie tylko dla siebie, no i stara się nie zdziczeć. Sully, która ma zabezpieczone podstawowe potrzeby, pozostaje jedynie walka z własną głową.

Pod względem filozoficznym powieść zahacza o wiele tematów: rachunek przeszłości w obliczu, gdy nie można już nic zmienić, okłamywanie samych siebie, poszukiwanie celu i sensu życia, skończoność nas samych wobec ogromu i nieskończoności kosmosu, dynamika grupy, proste wydarzenia dające nadzieję i radość, a także te poważne, odbierające całkowity spokój ducha. Wiele z nich poruszanych jest wprost, ale całkiem duża część przewija się gdzieś pomiędzy wierszami i tylko czeka na odkrycie przez czytelnika. Im dłużej zastanawiamy się nad kolejnym rozdziałem, tym więcej odnajdujemy w nim treści i wartości, tym lepiej dostrzegamy powiązania. 

Choć mogłoby się wydawać, że tak poważna lektura będzie nudna, jest to obawa nieuzasadniona. Opowieści o dwojgu bohaterów przeplatają się i skupiają wokół konkretnych zdarzeń, nie zaś przemyśleń postaci, więc w gruncie rzeczy sporo się tu dzieje: za każdym razem obserwujemy pewną scenę, w wielu przypadkach bardzo symboliczną. Do tego dochodzi wzajemne uzupełnianie się losów bohaterów i punkty styczne ich historii, które odkrywamy wraz z każdą kolejną stroną. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że to powieść akcji o tempie, które zapiera dech w piersiach, jednak całość jest najzwyczajniej w świecie płynna. Jeśli chodzi o książki skłaniające do refleksji, wolę właśnie takie: krótkie opowieści, które atakują nasz umysł szybkimi impulsami, nie zaś rozwlekłe tomiszcza, po które zwyczajnie boję się sięgnąć.

Historia Augustine’a i Sully w zależności od tempa czytania zajmie nam jeden, maksymalnie dwa wieczory. Moim zdaniem warto poświęcić ten czas na tę lekturę o pięknej okładce i jeszcze przyjemniejszym wnętrzu. Teraz, gdy wieczory są ciemne i leniwe, możemy spokojnie przysiąść i dać się ponieść tej opowieści, by potem oddać się rozważaniom na temat tego, kim tak naprawdę jesteśmy w stosunku do bezmiaru kosmosu. Jakkolwiek to brzmi i jakikolwiek nastrój w nas wywoła.


czwartek, 20 października 2016

Ian Tregillis – "Mechaniczny"

Jak to się stało, że Mechaniczny po przyjeździe do nas trafił od razu w moje ręce, nie wiem do dziś – właściwie jest to jedna z tych książek, do których bliżej Sylwkowi niż mnie i miałam zamiar wcisnąć mu ją w łapki, gdy tylko wróciłby do regularnego czytania i recenzowania. Coś musiało mi się poprzestawiać w główce, bo pewnego poranka po prostu wzięłam tę książkę do pracy, zabierając ją ze stosu recenzenckich lektur piętrzącego się na parapecie naszej sypialni. Zrobiłam to, mimo że miałam do wyboru m.in. Immunitet Mroza, I wrzucą was w ogień Patykiewicza oraz najnowszą książkę Danki Braun. Zrobiłam to, mimo że wiedziałam, że książka może mi się nie spodobać. Dałam się ponieść intuicji i kolejny raz tego nie żałuję.

Historia, jakiej nie znamy: po tym, jak dzięki mocy alchemików udało się tchnąć iskrę życia w metalowe maszyny, Niderlandy stały się supermocarstwem, które podporządkowało sobie najdalsze zakątki Ziemi. Klakierzy, bo tak nazwano sztuczne inteligencje, nie są wyłącznie maszynami bojowymi, pełnią bowiem kluczową rolę w społeczeństwie, pozostając na wszelkie usługi ludzi. Choć w pełni świadomi, nie mają możliwości wyboru: ich funkcjonowanie jest ograniczone przez pęta poleceń, które zmuszają ich do posłuszeństwa królowej, państwu oraz swoim właścicielom. Jednym z takich sług jest Jax – ten, który swoim buntem zapoczątkuje rewolucję...

Książka Iana Tregillisa jest oparta na dwóch dość oklepanych w popkulturze schematach: pierwszym z nich jest problematyka statusu sztucznej inteligencji (czy samoświadomość sprawia, że maszyna to już człowiek?), a drugim tak popularny ostatnio motyw ciemiężonej jednostki sprzeciwiającej się ugruntowanej władzy. Takie połączenie może wywoływać obawy co do oryginalności prezentowanej historii; całkiem zresztą słusznie, bo stworzenie czegoś nowego poprzez zestawianie znanych elementów wielu pisarzom nie wyszło najlepiej. Tym razem jednak nie ma się czego bać – nie wiem, jak to się stało, ale w książce Tregillisa w ogóle nie czułam wtórności, niezależnie jak bardzo starałam się ją znaleźć. Z pewnością jest to w jakimś stopniu efekt wielowymiarowości: mimo że główny wątek dotyczy sprawy Jaxa, równolegle poznajemy kilka postaci, które są uwikłane w intrygi o międzynarodowym zasięgu, co nadaje książce lekko awanturniczego charakteru. 

Moim zdaniem jednym ze sposobów, po których można rozpoznać dobrego pisarza, jest to, jak wprowadza czytelników w wykreowany przez siebie świat. Mniej wprawni twórcy potrzebują osobnych akapitów na opis wyglądu postaci czy streszczenie historii nowego gatunku, ci bardziej zaprawieni w bojach czynią to jakby mimochodem, gdzieś pomiędzy rozwijającą się akcją. Do takich właśnie autorów należy Ian Tregillis, który powoli i bardzo subtelnie odkrywa przed nami kolejne karty – jest to jeden z czynników, dzięki którym tak przyjemnie czyta się pierwszą część Wojen Alchemicznych. Mimo że mamy tu do czynienia z historią alternatywną, a więc sporo zjawisk wymaga wyjaśnienia, autorowi udało się bardzo dobrze to wszystko poskładać: elementy nadprzyrodzone nie dominują opowieści i jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba do fabularnych zmian. podobnie z resztą ma się sprawa z dostarczanymi czytelnikowi informacjami, które dawkowane są w sposób odpowiedni do sytuacji.

Nie da się ukryć, że w Mechanicznym bardzo ważną rolę odgrywa cała sfera filozoficzna związana z dyskusją nad naturą sztucznej inteligencji. Miałam jednak wrażenie, że czytelnik w tej sytuacji nie jest uczestnikiem dyskusji – sposób, w jaki prezentowane są przeżycia wewnętrzne Jaxa i innych Klakierów oraz nacisk na ich emocje, odczucia i przemyślenia sprawiają, że właściwie od pierwszej strony stajemy po ich stronie i jesteśmy w jakimś stopniu ukierunkowani w swoim spojrzeniu na wykreowany przez autora świat. Tym niemniej w książce znajdziemy wiele scen, w których rozgrywają się zażarte dyskusje między bohaterami, a ich poziom oraz sposób przedstawienia mnie osobiście zachwyciły. Jestem przekonana, że znajdzie się wiele osób, które znudzi ta cała, jak zapewne powiedzą, "filozoficzna papka", jednak ja wyczekiwałam, kiedy znów będę mogła lepiej się jej przyjrzeć.

Mówiąc krótko: jeśli nie przerażają Was refleksje na tematy filozoficzno-egzystencjalne, możecie śmiało po tę książkę sięgać. Może akcja nie gna do przodu jak szalona (jednak zawsze pozostaje ten problem, że wprowadzenie elementu refleksji jakoś tam spowalnia fabułę), ale knucia i intrygi skutecznie nam ten wątpliwy mankament wynagradzają. Ian Tregillis spisał się świetnie i stworzył naprawdę dobrą opowieść, którą będę polecała w oczekiwaniu na kolejną część. A, i podobno to świetna książka dla fanów steampunku, ale że nie znam się na nim kompletnie, to i się na ten temat nie wypowiem.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.

wtorek, 12 stycznia 2016

Claire North – „Pierwszych piętnaście żywotów Harry’ego Augusta”

Harry August to ouroboranin – człowiek przeżywający swoje życie w nieskończoność. Rodzi się zawsze w tym samym czasie, miejscu i okolicznościach, po kilku latach zyskuje świadomość poprzednich wcieleń, a gdy dorasta na tyle, aby podróżować bez niczyich podejrzeń, może rozpocząć nowe życie, które spożytkuje wedle własnego uznania. Umiera jak każdy człowiek – można go zamordować, lub w końcu dopadnie go jakaś charakterystyczna choroba – a po śmierci wszystko zaczyna się od początku, czyli narodzin w tym samym miejscu i czasie. Do pewnego momentu cały cykl przebiegał niezaburzenie, jednak wraz z upływem lat do życia Harry’ego wkrada się wiele faktów. Ouroboran jest więcej. Organizują się w grupy. Mają wiedzę, która pozwala zmieniać przyszłość. Zmienianie przyszłości może zniszczyć świat. Rany, czy można temu jakoś zapobiec?

Claire North stworzyła powieść niezwykłą i mówię to z pełną odpowiedzialnością za powagę używanych słów. Pierwszych piętnaście żywotów… to książka w znacznej mierze filozoficzna, pochylająca się nad istotą wszechświata, naturą czasu, sensem ludzkiego życia. Znajdziemy tu wiele dyskursów na ważne, wysokie tematy, które od zarania dziejów poruszają najwięksi myśliciele, a które nie tracą na aktualności wraz z rozwojem nauki, bo dotyczą samego sedna świata, które jak dotąd nie zostało odkryte i opisane. Ta historia, choć całkowicie fikcyjna, jest pewną wariacją na temat idei podróży w czasie i światów równoległych – te elementy zostają tutaj wykorzystane, opisane i odgrywają ważny udział w opowieści. Autorka pochyla się nad znanymi paradoksami filozoficznymi i, poprzez rozwój fabuły, przekazuje pewne stanowisko w ich sprawie.

Brzmi nieco nudno, prawda? Muszę przyznać, że w pierwszych stronach zastanawiałam się, co ja czytam, i czemu brnę w ten filozoficzny dyskurs, jednak z każdą kolejną stroną z pomysłu autorki wyłania się bardzo ciekawa opowieść fabularna; długo zastanawiałam się, czy uda jej się przejąć książkę we władanie i faktycznie w końcu się to stało. Harry August powoli wprowadza nas w swój świat, a cała historia wymaga wielu danych, które otrzymujemy stopniowo, jednak opowieść nie jest nużąca – całość zawarta jest w krótkich rozdziałach i otoczona bardzo płynną, przyjemną narracją. Trzeba uwagi i czasu, aby przywyknąć do tekstu (zwłaszcza ja go potrzebowałam w całym tym swoim czytelniczym pośpiechu), jednak warto na chwilę się zatrzymać i odkryć jego sens.

Jestem pod wrażeniem spójności prezentowanego świata. Mimo mnogości postaci (także tych niekoniecznie niezbędnych dla fabuły), oraz dygresji i scen niezwiązanych z główną osią, autorce udało się świetnie wszystko posplatać. Wydarzenia fabularne ułożone są w historię ciekawą, a całość dodatkowo spaja doskonale opracowana teoria funkcjonowania świata. Claire North zadbała o najdrobniejsze szczegóły swojej historii i opowiedziała ją tak, że byłabym w stanie uwierzyć w jej prawdopodobieństwo, zwłaszcza że oparta jest o autentyczne wydarzenia XX wieku i dylematy moralne z nimi związane. Każdy z nas ma tutaj duże pole do refleksji własnych, a treść książki można by omawiać i opracowywać na naprawdę różne sposoby.

Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tę opowieść. Musiałam dać książce nieco czasu i pozwolić sobie na zwolnienie standardowego tempa, jednak zdecydowanie było warto – świat opisany przez Claire North mnie zafascynował, a opowieść pochłonęła mnie bez reszty. Warstwa filozoficzna nie przejęła sterów, czego się bałam, a jedynie wspaniale splotła się z opowieścią, tworząc jedną, silną całość. Zarówno płaszczyzna refleksji, jak i fabuły, poprowadzone są na wysokim poziomie, a narracja sprawia, że lektura jest dużo bardziej lekka i przyjemna niż mogłoby się wydawać. Świetna książka, do której z pewnością jeszcze niejednokrotnie wrócę.

wtorek, 21 kwietnia 2015

David Cronenberg - "Skonsumowana"


Pewnie nie wszyscy znają nazwisko Davida Cronenberga, jednak tytuły takich filmów jak Mucha czy Nagi lunch u wielu osób wywołają pewne skojarzenia. Reżyser znany jest z ekscentrycznych, kontrowersyjnych dzieł, a jednak mimo licznej krytyki posiada wielu fanów swojej twórczości. Całkiem niedawno Cronenberg zadebiutował jako pisarz - jak wypadło jego pierwsze literackie dzieło, Skonsumowana?

Naomi i Nathan to para fotoreporterów tworzących specyficzny, “nowoczesny związek”. Ona lata po całym świecie w opisując sensacyjne, nierzadko krwawe wydarzenia, on przemierza glob w poszukiwaniu nietypowych niusów z zakresu medycyny. Ich relacja funkcjonuje głównie poprzez rozmowy telefoniczne i za pośrednictwem internetu, a spotkania twarzą w twarz ograniczają się do pojedynczych nocy spędzonych w przylotniskowych hotelach. Oboje są właśnie w trakcie pisania dużych artykułów - Nathan tworzy relację prosto z Węgier, gdzie wątpliwej sławy lekarz podejmuje się ryzykownej terapii pacjentki z nowotworem piersi, Naomi natomiast zagłębia się w sprawie kontrowersyjnego francuskiego filozofa, który najprawdopodobniej zamordował i zjadł swoją żonę, a teraz ukrywa się przed policją. Rozwój wypadków w obu sytuacjach okazuje się być jednak co najmniej niespodziewany…

Cóż, nie polubiłem się z tą książką od praktycznie samego początku. Liczba rzeczy, które mi się nie podobały, jest dość pokaźna i zawiera w sobie tak kwestie subiektywne, jak i obiektywne uwagi. Ale po kolei.

Do stylu Cronenberga nie można się w gruncie rzeczy przyczepić - narracja prowadzona jest płynnie, zgrabnie przechodzi od opisu sytuacji do dialogów bądź też ogólnych, bezosobowych rozmyślań, a wszystko okraszone jest różnorodnym, dopasowanym językiem - jednak dwie rzeczy znacznie wpłynęły na pogorszenie odbioru tekstu. Pierwsza, mniej istotna, to pewien swoisty brak umiaru: niejednokrotnie opisy rozrastają się do przesadnie dużych rozmiarów, a autor daje się ponieść wraz z nurtem potoku myśli, co w konsekwencji nierzadko wywoływało zmęczenie tekstem oraz zagubienie. Druga z uwag dotyczy wplecenia w tekst niezliczonej liczby technicznych specyfikacji rzeczy. Notorycznie przewijające się opisy parametrów aparatów fotograficznych i ich obiektywów są w tej książce normą, choć przeciętnemu czytelnikowi informacje o ustawionym zoomie, ogniskowej migawce czy materiale, z którego wykonany jest przedmiot, raczej nie nic nie powiedzą, a jedynie pozbawią przyjemności płynącej z lektury. Teoretycznie dostrzegam, dlaczego zostało to wszystko zawarte w książce (o czym za chwilę), w praktyce jednak nie zaowocowało to niczym dobrym.

Po przeczytaniu okładkowego opisu fabuły spodziewałem się, że książka będzie współczesnym kryminałem z silną nutą thrilleru. W rzeczywistości jednak powieść jest czymś, co trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Osobiście odebrałem ją jako swoiste rozważania filozoficzne, utrzymane mocno w nurcie konsumpcjonizmu (co właśnie uwydatnić miały ciągłe opisy parametrów technicznych przedmiotów) oraz hedonizmu - spełnianie własnych, nawet najbardziej skrywanych zachcianek wyraźnie wysuwa się tu na pierwszy plan. Jednocześnie dostrzec tu można swoiste wyniesienie na piedestał uczucia w rozumieniu platońskim, choć jest ono mocno zniekształcone oraz niepozbawione elementu cielesnego. Książka w bezpardonowy sposób opisuje rzeczy, które funkcjonują poza granicami społecznej akceptacji i stanowią w większości kręgów co najmniej tematy tabu. Na pewno niejedna osoba czytając Skonsumowaną będzie odczuwała zgorszenie czy zniesmaczenie.

Oczywiście mimo cech traktatu mamy do czynienia z normalną powieścią, która siłą rzeczy posiada fabułę i postaci. Elementy te nie są jednak na najwyższym poziomie. Wszyscy bohaterowie, którzy przewijają się przez kolejne strony, w znaczący sposób odbiegają od jakichkolwiek, nawet najszerzej przyjętych standardów, co przeczy wszelkiemu prawdopodobieństwu. Co więcej, powiązania między postaciami są mocno naciągane, a ich liczba z każdą chwilą rośnie; w pewnym momencie można odnieść wrażenie, że każdy bohater niezależnie od kraju zamieszkania zna się z pozostałymi osobami występującymi w książce - jest to mocno naciągana sytuacja. Sama fabuła jest w miarę ciekawa, jednak przez filozoficzny aspekt mocno rozciągnięta, a przez to mało porywająca. Rozwiązanie jednego z głównych wątków było naprawdę ciekawe, jednak przez owe rozwleczenie stało się ono przewidywalne i mało zaskakujące. Samo zakończenie książki i określiłbym natomiast jako absurdalnie karykaturalne - inne określenie nie przychodzi mi do głowy.

Skonsumowana to dziwna książka. Ani jednoznacznie dobra, ani też definitywnie zła. Na pewno nie jest to powieść dla każdego - liczne szokujące sceny i zachowania mogą zaskoczyć, czy nawet zdegustować osoby, które w gruncie rzeczy uważają się za ludzi o liberalnych poglądach. Z pewnością natomiast lektura spodoba się fanom filmowej twórczości Cronenberga - do rąk otrzymają oni dzieło kontrowersyjne, bezpośrednie, łączące moralne rozważania z brutalną, choć nieco oderwaną rzeczywistością, w której nie brak elementów gore i wszelkiej maści fetyszy.






Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Pascal Mercier – „Nocny pociąg do Lizbony”


Gregorius to człowiek pozornie przeciętny – przewidywalny i niewyróżniający się z tłumu. Jest nauczycielem, znawcą języków klasycznych; człowiekiem znanym w środowisku i w jakimś stopniu szanowanym. Któregoś dnia jego zwyczajne życie przerywa pewne spotkanie, z wielką siłą rozbijając całą poukładaną codzienność. Gdy bohater zostawia swój dotychczasowy, bezpieczny świat, przekracza granicę, robi pierwszy krok do niezwykłej zmiany. Nie tylko goni za czymś nieuchwytnym, lecz także mierzy się z bogactwem własnych doświadczeń i dojrzewa do ich zaakceptowania. Snuje refleksje i zaczyna patrzeć na swoje życie całościowo, dostrzega w nim system powiązań, które odpowiadają za jego tożsamość.

To właśnie rozważania wysuwają się w książce na pierwszy plan. Za pośrednictwem swojego bohatera, rozwijając go, autor ukazuje niezwykle szeroką problematykę, w której wyobrażenia konfrontowane są z rzeczywistością. Gregorius odpowiada sobie na pytania dotyczące oczekiwań, obrazu zewnętrznego człowieka czy roli doświadczeń w aktualnym spojrzeniu na siebie i innych. Bezczelnie, choć z właściwą sobie gracją zrywa maski, odrzuca ułudę i ocenia otoczenie. Jest czujnym obserwatorem i dostrzega powiązania, na które na co dzień nie zwracamy uwagi, jednocześnie odbywając własną, wewnętrzną podróż.

Niejednokrotnie podczas lektury różnorodnych książek mamy swoją wizję biegu zdarzeń, wiemy z góry, co i jak powinno wyglądać. Akcja Nocnego pociągu do Lizbony jest o tyle nieprzewidywalna, że wymyka się wszelkim schematom. Autor wydaje się nie przejmować zdaniem czytelnika i nadaje swej opowieści indywidualny, leniwy rytm; prowadzi bohatera na sposób pokrętny i momentami pozornie bezcelowy, prosto do rozwiązań, które zachwycają. O dziwo, kontakt z tym stylem był dla mnie niezwykle przyjemny – szybko przystosowałam się i odprężyłam. Choć w powieści wyraźna jest sfera filozoficzna, refleksyjna, rozważania absolutnie nie zanudzają; niejednokrotnie to właśnie one pochłaniają czytelnika bez reszty. Dużą rolę odgrywa również perfekcyjny język Merciera – bogaty, a jednocześnie nie przytłaczający, po prostu bardzo przyjemny w odbiorze.

To jedna z tych książek, które można czytać dla samego doświadczenia literackiego, powolnego i przyjemnego obcowania z tekstem ze wszech miar kompletnym. W opowieści Merciera nie ma zbędnych słów, zdań czy niepotrzebnych wątków; to doskonale przemyślana i opracowana historia. Akcja nie gna do przodu jak oszalała, wręcz przeciwnie – jest niespieszna pozostawiając miejsce na refleksję, przyjrzenie się ludzkiej naturze. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, a teraźniejszość z retrospekcją, pozostawiając furtkę do własnych przemyśleń. Choć zwykle tego nie robię, tym razem niejednokrotnie przerywałam lekturę, by pomyśleć sobie: A jak to jest w moim życiu? To wielka siła powieści Merciera, dzięki której znajdujemy czas i motywację do pochylenia się nad codziennością.





Za egzemplarz recenzencki dziękuję Oficynie Literackiej Noir Sur Blanc.

wtorek, 28 października 2014

Michał Bigoszewski - "Duch w maszynie" [recenzja przedpremierowa]

Czasem z różnych względów zdarza się, że trudno jest nam ubrać w słowa odczucia po lekturze. Są książki, które robią niezwykłe wrażenie i takie, które zwyczajnie się podobają. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja czasami trafiam na teksty specyficzne, o których ciężko mi mówić, bo mam wrażenie, że przypadną do gustu tylko mnie. Dlatego proszę o wyrozumiałość – próbuję właśnie stworzyć opinię o książce tego typu.

Marek jest fatalistą. Nie ufa ludziom, nie lubi ich, a właściwie twierdzi, że dążą jedynie do zła. Z góry zakłada najgorsze scenariusze, karmi wyobraźnię negatywnymi obrazami. Żyje jak nihilista, bez wiodących wartości, samotnie, racząc się tanią rozrywką, w którą wpisuje się niszczenie innym skądinąd pozytywnych chwil. Gardzi miłością i przyjaźnią, nie wierzy w nie. Można by powiedzieć, że jego styl życia jest spójny i konsekwentny, jednak i dla Marka przychodzi czas na zmiany – w jego przypadku katalizatorem jest spotkanie Róży. Dziewczyna brata jest doskonała i wkrótce sprawi, że mężczyzna zazna tego, o co nigdy by nie podejrzewał samego siebie.

Choć narracja jest trzecioosobowa, przez całą książkę mamy wgląd w umysł i odczucia bohatera. Opowieść nie przypomina tekstu fabularnego, jest raczej zapisem myśli i poglądów. Zdarzenia są tak dobierane, aby potwierdzić tezy i podejście do świata, a fatalizm jest niezwykle wyraźny. Na pierwszy plan wysuwa się nie akcja, a sfera filozoficzna; zadaniem jest tu skłonienie czytelnika do refleksji. Właściwie cała opowieść skupia się na analizie kondycji człowieka i jego podmiotowości – na tym, czy rzeczywiście mamy wpływ na to, co nam się przytrafia i czy podjęcie walki jest w stanie przed czymkolwiek nas ochronić.

Człowiek jest herosem, jeśli jest w stanie żyć na tym świecie, w swoim ciele, w swojej jaźni. Liczę na Twoją wolę, wierzę, że ona cię poprowadzi przez morze chaosu. Łudzimy się tylko, że żyjemy w jakimś porządku. Ale staraj się do niego dążyć, wygładzaj fale i ratuj to, co da się uratować.[s.248]

Pod względem nastroju książka jest przytłaczająca. Wydarzenia, które mają miejsce wokół głównego bohatera, ciągła szarpanina między działaniem a niemocą, wszechobecne lęki… Wszystko to daje nam obraz daleki od spokojnej sielanki. Atmosfera jest tutaj przesycona walką i rozdarciem – między poddaniem się zgubnemu biegowi zdarzeń, a próbą zrobienia choć czegoś wbrew. Próżno tu jednak szukać optymistycznych konkluzji – wizja świata, jaka wyłania się z całej treści, jak i zakończenia, jest raczej negatywna. Choć opis okładkowy sugeruje przemianę bohatera, tak naprawdę nie znamy jej mechanizmów i nie jest ona całkowita – do samego końca Marek nie ufa i targany jest lękami, często o podłożu irracjonalnym. Dobór zdarzeń i rozwiązań w książce jest celowy i ukazuje człowieka w sytuacji bez wyjścia.

Mimo wszechobecnego fatalizmu, rozważania można umieścić w dowolnym miejscu w czasie i przestrzeni. Tak naprawdę wykorzystano tutaj wiele scen, które mogły zdarzyć się każdemu i zawsze, co przydaje opowieści uniwersalizmu. W przypadku powieści o zabarwieniu filozoficznym ma to duże znaczenie, bo pozwala przekonać do swoich racji i wskazać odniesienie do rzeczywistości.

Dla mnie lektura Ducha w maszynie była z pewnością doświadczeniem ciekawym i rozwijającym. To dobrze skonstruowana powieść filozoficzna, poruszająca niezwykle istotne tematy związane z ludzką naturą i podmiotowością. Nie zgadzam się z wieloma zawartymi tu tezami i momentami ciążył mi fatalizm, mam jednak świadomość, że to nie pierwszy taki tekst, a podobne podejścia do życia są nam w jakimś stopniu potrzebne. Lektura jest dobrą okazją by pochylić się nad własnymi poglądami i ocenić, w jakim stopniu sami zachowujemy się podobnie do bohatera. A może odczuwamy nieuchronność losu?


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie Wydawnictwu Innowacyjnemu Novae Res.