Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ian Tregillis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ian Tregillis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 kwietnia 2017

Ian Tregillis – „Powstanie”


Choć pierwszą część Wojen Alchemicznych przeczytałam dość przypadkowo, nie będę ukrywała, że skradła moje serce właściwie od pierwszej strony. Historia Jaxa, mechanicznego sługi, który zapragnął wolności, idealnie wpasowała się w mój gust i urzekła mnie dojrzale poprowadzoną sferą filozoficzną i nieoczywistym wykorzystaniem znanych w literaturze schematów. Z wielką radością (i równie wielkimi oczekiwaniami) sięgnęłam zatem po kolejną część, pełna nadziei, że i w niej przepadnę bez reszty. Zdziwiłam się, to na pewno. Choć nie wszystko potoczyło się tak, jak mogłam się spodziewać, ostatecznie pozostaję pod wrażeniem pisarskich możliwości i zdolności Iana Tregillisa.

Zacznę od tego, że tym razem daleko było mi do „zachwytów już od pierwszej strony”  prawdę mówiąc na samym początku kilkukrotnie odkładałam książkę, by znów wrócić do niej po kilku dniach, tak ciężko brnęło mi się przez pierwszy rozdział. Historię otwiera opowieść poprowadzona z nowej perspektywy  miejsce jednej z trzech kluczowych postaci, pastora Vissera, zajmuje Hugo Longchamp, kapitan straży Zachodniej Marsylii, którego mieliśmy okazję poznać w pierwszej części cyklu. Roszada jest istotna ze względów fabularnych i całkowicie uzasadniona, jednak we mnie budzi mieszane uczucia. Perspektywa kapitana przynosi czytelnikowi sporo bardzo cennego humoru, ale też język, który nie każdemu (w tym mnie) przypadnie do gustu. Ponadto sam początek jest dość powolny i stanowi swego rodzaju wprowadzenie w perspektywę Francuzów, co średnio zachęcało mnie do lektury w gorsze dni. Na szczęście z każdą kolejną stroną robi się coraz ciekawiej. 

Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Tregillis kreuje postaci i wprowadza nowe pomysły do swojej opowieści: wszystko dzieje się płynnie i autentycznie. Jax, który niedawno zyskał wolność, odkrywa, że nie jest ona równoznaczna ze szczęściem, a w jego mechanicznej osobowości rozwija się coś nowego: poczucia moralności. Z kolei Berenice okazuje się bohaterką świetnie umotywowaną, a jej drugie oblicze niejednokrotnie zaskoczy czytelnika, nawet jeśli uczucia co do niej nie będą do końca pozytywne. Fabularnie świetnie sprawdził się wątek utopii klakierów, mitycznej krainy, gdzie mechaniczni żyją wolni i szczęśliwi, przynajmniej według legend. Wszystkie te elementy stanowią o sile książki, trzymają ją bowiem w mocnych, realnych ryzach. Wojny alchemiczne nie są (i mam nadzieję, że nie staną się w trzecim tomie) bajką o pięknym świecie, a mocno osadzoną w rzeczywistości historią pełną goryczy i rozczarowań, które umacniają charakter i hartują ducha.

Warto wspomnieć, że druga część cyklu znacząco odbiega od poprzedniczki pod względem balansu między sferą filozoficzną, a fabularną. W Mechanicznym, co niesamowicie mi się podobało, akcja niejednokrotnie zwalniała za sprawą ciekawych i wartościowych rozważań głównego bohatera lub utrzymanych w podobnym tonie, rozbudowanych dialogów. Powstanie pod tym względem jest znacznie uboższe i dużo bliżej mu do powieści przygodowej czy awanturniczej. Wciąż zdarzają się ciekawe elementy, zwłaszcza za sprawą Jaxa i jego rozważań natury moralnej, ale jest ich znacznie mniej. Z drugiej strony zyskuje na tym dynamika akcji, co z pewnością ucieszy wiele osób, dla których Mechaniczny był zbyt wolno rozgrywającą się historią  tym razem mamy do czynienia z szybko następującymi po sobie zdarzeniami i licznymi zwrotami akcji przy równie interesującej sieci intryg i zależności.

Mimo że balans elementów bardziej odpowiadał mi w pierwszej części cyklu, nie mam autorowi za złe takiego poprowadzenia historii. Ian Tregillis dzięki Powstaniu udowodnił, że jego seria jest dobrze przemyślana, a on sam nie ma w planach zamykać się w sztywnych okowach schematów  czy to zewnętrznych, czy narzuconych samemu sobie w poprzednich częściach opowieści. Dzięki zwiększeniu tempa akcji, Wojny alchemiczne stały się książką, która może zaciekawić szersze grono odbiorców i przyciągnąć ich do tej opowieści, tak bardzo wartej poznania. Ciekawa jestem, czym zaskoczy nas autor w części trzeciej i na co postawi tym razem. Jedno jest pewne: pomysłów na kreację świata absolutnie mu nie brakuje. 






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.



Mechaniczny || Powstanie || Wyzwolenie

czwartek, 20 października 2016

Ian Tregillis – "Mechaniczny"

Jak to się stało, że Mechaniczny po przyjeździe do nas trafił od razu w moje ręce, nie wiem do dziś – właściwie jest to jedna z tych książek, do których bliżej Sylwkowi niż mnie i miałam zamiar wcisnąć mu ją w łapki, gdy tylko wróciłby do regularnego czytania i recenzowania. Coś musiało mi się poprzestawiać w główce, bo pewnego poranka po prostu wzięłam tę książkę do pracy, zabierając ją ze stosu recenzenckich lektur piętrzącego się na parapecie naszej sypialni. Zrobiłam to, mimo że miałam do wyboru m.in. Immunitet Mroza, I wrzucą was w ogień Patykiewicza oraz najnowszą książkę Danki Braun. Zrobiłam to, mimo że wiedziałam, że książka może mi się nie spodobać. Dałam się ponieść intuicji i kolejny raz tego nie żałuję.

Historia, jakiej nie znamy: po tym, jak dzięki mocy alchemików udało się tchnąć iskrę życia w metalowe maszyny, Niderlandy stały się supermocarstwem, które podporządkowało sobie najdalsze zakątki Ziemi. Klakierzy, bo tak nazwano sztuczne inteligencje, nie są wyłącznie maszynami bojowymi, pełnią bowiem kluczową rolę w społeczeństwie, pozostając na wszelkie usługi ludzi. Choć w pełni świadomi, nie mają możliwości wyboru: ich funkcjonowanie jest ograniczone przez pęta poleceń, które zmuszają ich do posłuszeństwa królowej, państwu oraz swoim właścicielom. Jednym z takich sług jest Jax – ten, który swoim buntem zapoczątkuje rewolucję...

Książka Iana Tregillisa jest oparta na dwóch dość oklepanych w popkulturze schematach: pierwszym z nich jest problematyka statusu sztucznej inteligencji (czy samoświadomość sprawia, że maszyna to już człowiek?), a drugim tak popularny ostatnio motyw ciemiężonej jednostki sprzeciwiającej się ugruntowanej władzy. Takie połączenie może wywoływać obawy co do oryginalności prezentowanej historii; całkiem zresztą słusznie, bo stworzenie czegoś nowego poprzez zestawianie znanych elementów wielu pisarzom nie wyszło najlepiej. Tym razem jednak nie ma się czego bać – nie wiem, jak to się stało, ale w książce Tregillisa w ogóle nie czułam wtórności, niezależnie jak bardzo starałam się ją znaleźć. Z pewnością jest to w jakimś stopniu efekt wielowymiarowości: mimo że główny wątek dotyczy sprawy Jaxa, równolegle poznajemy kilka postaci, które są uwikłane w intrygi o międzynarodowym zasięgu, co nadaje książce lekko awanturniczego charakteru. 

Moim zdaniem jednym ze sposobów, po których można rozpoznać dobrego pisarza, jest to, jak wprowadza czytelników w wykreowany przez siebie świat. Mniej wprawni twórcy potrzebują osobnych akapitów na opis wyglądu postaci czy streszczenie historii nowego gatunku, ci bardziej zaprawieni w bojach czynią to jakby mimochodem, gdzieś pomiędzy rozwijającą się akcją. Do takich właśnie autorów należy Ian Tregillis, który powoli i bardzo subtelnie odkrywa przed nami kolejne karty – jest to jeden z czynników, dzięki którym tak przyjemnie czyta się pierwszą część Wojen Alchemicznych. Mimo że mamy tu do czynienia z historią alternatywną, a więc sporo zjawisk wymaga wyjaśnienia, autorowi udało się bardzo dobrze to wszystko poskładać: elementy nadprzyrodzone nie dominują opowieści i jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba do fabularnych zmian. podobnie z resztą ma się sprawa z dostarczanymi czytelnikowi informacjami, które dawkowane są w sposób odpowiedni do sytuacji.

Nie da się ukryć, że w Mechanicznym bardzo ważną rolę odgrywa cała sfera filozoficzna związana z dyskusją nad naturą sztucznej inteligencji. Miałam jednak wrażenie, że czytelnik w tej sytuacji nie jest uczestnikiem dyskusji – sposób, w jaki prezentowane są przeżycia wewnętrzne Jaxa i innych Klakierów oraz nacisk na ich emocje, odczucia i przemyślenia sprawiają, że właściwie od pierwszej strony stajemy po ich stronie i jesteśmy w jakimś stopniu ukierunkowani w swoim spojrzeniu na wykreowany przez autora świat. Tym niemniej w książce znajdziemy wiele scen, w których rozgrywają się zażarte dyskusje między bohaterami, a ich poziom oraz sposób przedstawienia mnie osobiście zachwyciły. Jestem przekonana, że znajdzie się wiele osób, które znudzi ta cała, jak zapewne powiedzą, "filozoficzna papka", jednak ja wyczekiwałam, kiedy znów będę mogła lepiej się jej przyjrzeć.

Mówiąc krótko: jeśli nie przerażają Was refleksje na tematy filozoficzno-egzystencjalne, możecie śmiało po tę książkę sięgać. Może akcja nie gna do przodu jak szalona (jednak zawsze pozostaje ten problem, że wprowadzenie elementu refleksji jakoś tam spowalnia fabułę), ale knucia i intrygi skutecznie nam ten wątpliwy mankament wynagradzają. Ian Tregillis spisał się świetnie i stworzył naprawdę dobrą opowieść, którą będę polecała w oczekiwaniu na kolejną część. A, i podobno to świetna książka dla fanów steampunku, ale że nie znam się na nim kompletnie, to i się na ten temat nie wypowiem.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.