Nazwisko Wojciecha Chmielarza, choć obiło mi się o uszy, nie
miało w moim umyśle specjalnego miejsca ani znaczenia. Przejęciem zainteresowałam się ze względu na okładkowy opis, nie mając pojęcia, że jest to
kolejny tom cyklu. Jak nietrudno się domyślić, nie miałam dotąd okazji czytać
żadnej książki o komisarzu Mortce (a było ich dwie), ale to już chyba tradycja –
większość kryminalnych serii zaczynam od końca lub co najmniej od środka. Zauważyłam,
że nie sprawia mi to problemu, a nierzadko daje okazję do zapoznania się z
autorem już w momencie szczytu literackich możliwości.
Opowieść otwierają dwie skrajnie różne sceny. Z jednej
strony mamy grupę Polaków spędzających wakacje życia w Kolumbii, którzy
beztrosko się bawią, nie spodziewając się, że już niebawem ich sytuacja ulegnie
diametralnej zmianie, a raj przeistoczy się w istne piekło. Z drugiej wkraczamy
w codzienność i rutynę warszawskiej policji, która rozpoczyna śledztwo w
sprawie odnalezionego niedawno ciała. Skrępowany mężczyzna wisiał na Moście
Gdańskim z rozpłatanym brzuchem i orzeszkiem arachidowym w dłoni. Czy sprawy
mają jakiś związek? A może prawda ukrywa się w zupełnie innym miejscu?
Tym, co wyróżnia kryminał Chmielarza na tle innych
przedstawicieli popularnego gatunku, jest dokładna konstrukcja fabuły. Zagadka,
z którą przychodzi nam się zmierzyć, jest niezwykle dopracowana, skomplikowana
i bardzo trudna do rozwikłania. Choć wątków, które się z nią wiążą, jest bardzo
dużo, wszystkie pięknie się splatają, prowadząc do satysfakcjonującego rozwiązania.
Przy tym wszystkim akcja jest wartka, płynna i wciągająca – właściwie najlepiej
byłoby zagospodarować sobie czas na czytanie tej książki ciurkiem, tak ciężko
jest odłożyć ją choćby na chwilę.
Kolejnym aspektem zasługującym na uwagę są bohaterowie. Choć
zarówno komisarz Mortka, jak i jego nowa partnerka nie wnoszą do tematu
bohaterów kryminałów niczego nowego, to ich profile są spójne, a losy
odpowiednio powikłane. Oboje niosą bagaż wcześniejszych niełatwych doświadczeń
i w obu przypadkach odciska on swoje piętno na ich obecnym postępowaniu. Jednak
„Przejęcie” to nie tylko dwoje bohaterów – tak naprawdę każda wkraczająca na
scenę postać jest dopieszczona, posiada indywidualny rys i zawsze pojawia się w
jakimś celu. Całość do spółki tworzy ciekawy aspekt społeczny, który w dobrym
kryminale jest nie mniej ważny niż sama zagadka.
Podczas gdy rynek kryminałów co i rusz koronuje kolejne
osoby nadając im monarsze tytule, w siłę rośnie autor, który może i powinien
nieźle tam namieszać. Na pierwszy rzut oka widać, że Chmielarz pisze z
przyjemnością i ma do tego talent – jego dar komplikowania zdarzeń z każdą
stroną zachwyca coraz bardziej. W powieści zupełnie nie czuć przeładowania,
wręcz przeciwnie – czytelnik kończy książkę z uczuciem jak po dobrym
intelektualnym wysiłku. Mnie nie pozostaje nic innego, jak tylko uzupełnić
wiedzę o poprzednie powieści autora a Was zachęcam do spróbowania – czy to od
tej części, czy też od samego początku.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czarne.