Pokazywanie postów oznaczonych etykietą influencerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą influencerzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 listopada 2019

Karolina Żebrowska – „Modowe rewolucje”

Moja relacja z modą nie jest jakaś głęboka – zdarza mi się o niej czytać w prasie, poszerzać swoją wiedzę filmikami albo oglądać pokazy znanych projektantów (co pewnie sprawia, że jestem powyżej jakieś średniej w populacji). Nie nazwałabym tego jednak pasją, ani nawet hobby; to po prostu zainteresowanie, wynikające chyba głównie z tego, że lubię ładne rzeczy. Znam jednak kanał Karoliny Żebrowskiej, która opowiada o historii mody, stylu vintage i... wielu innych sprawach. Zawsze lekko, wesoło, z pasją i humorem, za który po prostu ją uwielbiam. 

Karolina jest również autorką dwóch książek. Pierwsza z nich, Polskie piękno. Sto lat mody i stylu była pokłosiem bodaj najsłynniejszego filmu na kanale autorki i pojawiła się na rynku pod koniec listopada zeszłego roku. Druga zaś jest na półkach księgarni dosłownie od kilku dni.

Modowe rewolucje to w gruncie rzeczy zbiór felietonów na temat przełomowych momentów w historii mody. Ich dobór jest oczywiście subiektywny, a co za tym idzie miejscami zaskakujący (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Znajdziemy zatem rozdział o transporcie i produkcji ubrań, o butach na obcasie, o koronkach... Mnie najbardziej zaskoczył ten o kieszeniach w damskiej garderobie (nie miałam pojęcia, jak rozwiązywano to w dawnych strojach!), a także o znaczeniu kolorów i o tym, w jaki sposób noszone barwy wiązały się ze społeczną klasyfikacją. Jednak jeśli mam być szczera, to w każdym tekście znalazłam coś wartościowego, jakiś element, o którym do tej pory nie miałam pojęcia. Nie bez znaczenia jest fakt, że lity tekst felietonów uzupełniony jest o ramki z ciekawostkami, a także mini rozdziały poświęcone dawnym ikonom mody.

Zarówno w przypadku Modowych rewolucji, jak i poprzedniej książki autorki, Polskiego piękna, Wydawnictwo Znak zrobiło kawał dobrej roboty jeśli chodzi o estetykę i stronę techniczną. Książki są duże, solidne, zabezpieczone obwolutą, a wewnątrz pełne ilustracji. Zarówno starych rycin i obrazów, jak i współczesnych zdjęć ze specjalnych sesji zdjęciowych. Co ciekawe (choć dla wielu pewnie oczywiste), na fotografiach ubrania z różnych epok prezentuje na sobie sama autorka, która na co dzień zajmuje się rekonstrukcją mody. To świetny akcent, który sprawia, że książka jest jeszcze bardziej "jej".

Modowe rewolucje to książka przepiękna zarówno pod względem wizualnym, jak i treściowym. Oprócz cieszącej oko oprawy graficznej i zdjęć, które z pewnością kosztowały całą ekipę bardzo dużo pracy, czytelnik może cieszyć się podaną w przystępny sposób wiedzą na temat historii mody. Nie jestem w stanie stwierdzić, na ile zawarte tu treści będą odkrywcze dla historyków i pasjonatów, ale wydaje mi się, że ta pozycja nie jest do nich skierowana. A na nas, ludzi środka, którzy interesują się modą hobbystycznie, zaskoczenia czekają właściwie na każdej stronie.






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.

wtorek, 26 listopada 2019

Rafał Gębura – „Otwórz oczy”

Od dłuższego czasu regularnie oglądam kanał 7 metrów pod ziemią, gdzie Rafał Gębura przeprowadza krótkie wywiady z rozmaitymi osobami, których życie może się wydać komukolwiek interesujące. Znajdziemy tam opowieści przedstawicieli różnych profesji (jest wśród nich ginekolog i strażak, ale też wróżka czy haker), a także osoby w rozmaity sposób dotknięte przez los i nieakceptowane w społeczeństwie. I choć nie widziałam wszystkich dostępnych na stronie filmów, było ich dostatecznie dużo, żebym doceniła warsztat dziennikarski autora, jego niezwykły takt i spokój, a także pewną otwartość, która zdaje się udzielać widzowi. Nie skłamię, jeśli powiem, że wiele filmów z tego kanału realnie otworzyło mi oczy i zmieniło moje spojrzenie na świat. 

Nic więc dziwnego, że kiedy usłyszałam o nadchodzącej premierze książki Rafała Gębury, nie wahałam się długo. I choć na co dzień rzadko czytam reportaże, tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Niestety, mimo całej sympatii do twórcy książki i pozytywnego nastawienia do lektury, Otwórz oczy nie spełniło moich oczekiwań. 

Zacznijmy od kwestii technicznych: na książkę składa się 19 rozdziałów; każdy z nich, podobnie jak filmy na kanale, poświęcony jest osobnemu bohaterowi. Tym razem nie mamy jednak do czynienia z wywiadami, a bardziej opisową formą reportażu. Z wielogodzinnych rozmów wybrane zostały najważniejsze tematy i konteksty, które otrzymały narracyjny opis. Wszystko to zwieńczone jest krótkim komentarzem z przemyśleniami autora. W każdym rozdziale pojawiają się też wypowiedzi samych bohaterów reportaży – są one wtrącane w formie ciekawie zaznaczonych cytatów. W ogóle oprawa wizualna tej książki bardzo mi się podoba, ale ja ogólnie lubię stylistykę książek Altenberga: jest minimalistyczna, a jednocześnie niemożliwa do pomylenia z żadną inną. 

Ale wróćmy do treści. Niestety to właśnie konstrukcja poszczególnych rozdziałów sprawiła, że nie czytało mi się tej książki dobrze. Serce mi się łamało, bo podczas czytania słyszałam w głowie skądinąd przyjemny głos autora i wiedziałam, że są to jego słowa, którymi stara się naszkicować mi świat i sytuację bohaterów. Niestety zabrakło mi wyobraźni lub umiejętności wczucia się w poszczególne historie. Postaci bez twarzy i głosu (choćby zmodyfikowanego) nie wzbudzały moich emocji, a same opowieści były zwyczajnie za krótkie, żebym zdążyła się zaangażować. Momentami miałam wrażenie, że autor stoi w rozkroku, że jednocześnie chce nam dać coś więcej, niż w filmach, które realizuje na co dzień, a z drugiej nie ma miejsca lub pomysłu, żeby stworzyć naprawdę szeroki i wyczerpujący kontekst.

I tak, wiem, że w reportażu chodzi o temat i bohaterów i że to na nich powinnam się skupić. Niestety kiedy forma mnie nie zachęca, przyswojenie treści sprawia spory problem. Ale muszę to przyznać: w tych 20 rozdziałach, na 300 stronach pada wiele ważnych zdań. Wiele tekstów uwrażliwia nas na rzeczywistości i pozwala dostrzec to, na co zwykle nie zwracamy uwagi. Są tu treści kontrowersyjne, ciekawe, wywołujące emocje; są też takie, które niewątpliwie poszerzą nasze horyzonty.

A jednak zawahałabym się, gdybym miała powiedzieć, czy to książka, którą koniecznie trzeba przeczytać. Myślę, że część z nas może pozostać przy kanale 7 metrów pod ziemią. 


poniedziałek, 18 listopada 2019

Paulina Tyczkowska, Jakub Kuza – „Krótka historia jednego zdjęcia. Kobiety”



Od kilkunastu minut siedzę z rękami zawieszonymi nad klawiaturą i zastanawiam się, jak zacząć swoją opowieść. To trudne zadanie, bo choć w opisywanej książce nie brakuje bohaterów i wydarzeń, nie ma ona fabuły, którą mogłabym opisać, a także skrytykować, gdyby zaszła taka potrzeba. Krótka historia jednego zdjęcia jest bowiem zbiorem fotografii, które prowadzą nas od końca XIX wieku prosto do czasów współczesnych. Opatrzone zwięzłym komentarzem kontekstowym nakreślają nam rzeczywistość sprzed lat.

O pierwszej książce Jakuba Kuzy, twórcy facebookowej strony Krótka historia jednego zdjęcia pisałam przy okazji majowej premiery. Tym razem autor, we współpracy z lifestyle'ową dziennikarką Pauliną Tyczkowską, wyselekcjonował fotografie, których głównymi bohaterkami są kobiety. Nie tylko te znane, gwiazdy kina i estrady. Na kartach książki na równi traktowane są damy popularne (te zwykle pokazane są z jakiejś niebanalnej perspektywy), jak i niemal anonimowe bohaterki codzienności, które z jakichś powodów (nierzadko już po zrobieniu zdjęcia, a czasem nawet wiele lat po śmierci) okazały się być wyjątkowe.

W zbiorze Krótka historia jednego zdjęcia. Kobiety znajdzie się kilka naprawdę popularnych fotografii (jak chociażby samobójczyni Evelyn McHale, która skoczyła prosto na dach samochodu, czy Wisławy Szymborskiej, zaskoczonej informacją o otrzymaniu literackiej Nagrody Nobla), ale zdecydowaną większość z nich widziałam pierwszy raz w życiu. I świetnie, bo dzięki temu poznałam całą plejadę osób i wydarzeń, o których jak do tej pory nie miałam pojęcia, a które w jakiś sposób poszerzyły moją wiedzę o świecie. Książkę odłożyłam na półkę opatrzoną kilkudziesięcioma karteczkami indeksującymi, a sama wynotowałam sobie wiele tematów, o których chcę przeczytać więcej. To chyba znaczy, że spełniła swój obowiązek.

W kontekście zbliżających się świąt, uważam, że Krótka historia jednego zdjęcia to świetny pomysł na prezent, nawet dla osób, które na co dzień nie czytają zbyt wielu książek, ale np. interesują się historią czy kulturą. To solidnie wydany album pełen interesujących opowieści, który spokojnie możemy raczej podczytywać niż czytać – wiecie, po jednym rozdziale dziennie, do poduszki. Jestem pewna, że każdy znajdzie tutaj coś interesującego i niejednokrotnie będzie zaskoczony opowieściami, które pozna. A nic tak dobrze nie poszerza naszych horyzontów!








Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.

czwartek, 2 maja 2019

Jakub Kuza – „Krótka historia jednego zdjęcia” [przedpremierowo]



Czy znacie fanpage Krótka historia jednego zdjęcia? Jeśli nie, proszę natychmiast przerwać lekturę tego posta i właśnie tam udać się w pierwszej kolejności! Musicie na własnej skórze przekonać się, o czym mowa. To raj dla fanów historycznych ciekawostek, jak również dla tych, którzy lubią merytoryczne dyskusje. Dzięki tej stronie mój strumień na Facebooku jest odrobinę mądrzejszy.

Ale do rzeczy. Krótka historia jednego zdjecia to strona prowadzona przez Jakuba Kuzę. Zgodnie z nazwą prezentowane są tam historyczne fotografie opatrzone krótkim komentarzem. Przekrój wydarzeń i dat jest przeogromny – znadziemy tutaj zarówno momenty powszechnie uznawane za ważne (już we współczesnych sobie czasach), jak i te, o których wartości zadecydował kontekst i późniejsze wydarzenia. Czasem są to zdjęcia znane, innym razem takie, na które nie miałabym szansy trafić nigdzie indziej. Sam opis, choć krótki, zwraca uwagę na wszystkie najważniejsze perspektywy. W prostych słowach zawiera celne ujęcie tematu.

Dowiadujemy się zatem, co tak naprawdę widzimy na zdjęciu i dlaczego sytuacja jest istotna dla jego bohaterów. Poznajemy kontekst, który nierzadko poszerza naszą perspektywę. Czasem otrzymujemy  również komentarz z perspektywy dzisiejszej wiedzy, np. dotyczący późniejszych skutków sytuacji, którą uwieczniono na fotografii. Ot, codzienna dawka ciekawostek. 

Książka wydana nakładem Wydawnictwa Znak to właściwie dokładnie ten sam content, który znajdziemy na fanpage'u. Ten sam, jeśli chodzi o typ, jednak nie pod względem treści, bo papierowa Krótka historia jednego zdjecia jest zbiorem fotografii, które, jak do tej pory, nie były publikowane na Facebooku. Dzięki temu mamy okazję dowiedzieć się czegoś zupełnie nowego. Znajdziemy tu zdjęcia z wieku XIX, XX i XXI, a im bliżej czasów współczesnych, tym większe wrażenie robiły na mnie opowieści.

Nie mogłabym nie porównać tej książki do innego zbioru fotografii, który poruszył moje serce, mianowicie Humans of New York. Tamta książka, pełna zdjeć przypadkowo spotkanych na ulicy osób, również zawiera krótkie komentarze, zawierające ich historie. I choć wiele różni oba te sposoby przekazywania informacji, pokazują nam jedno i to samo – że za każdym zdjeciem stoi człowiek i jego opowieść. A ta, umiejętnie ujęta, potrafi złapać nas za serce.

Zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego będzie to must have, ale ja lubię takie przepiękne albumy, do których znacznie łatwiej mi wrócić. Wyszukiwanie czegoś na fanpage'u to droga przez mękę, a w przypadku ksiażki wystarczy minuta i łatwo wracam do zdjęcia, które przykuło moją uwagę. W dodatku do intelektualnej radości dochodzi ta z obcowania z przepięknym wydaniem. ;) A tak serio – w książce znajdziemy zdjecia, które nie pojawily się na stronie, wiec stanowi ona idealne uzupełnienie zawartych tam treści.  







Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.
Premiera 10 maja!

wtorek, 13 listopada 2018

Radosław Gajda, Natalia Szcześniak – „Archistorie”



Na potrzeby tego tekstu szybko policzyłam w głowie, że kanał Architecture is a good idea obserwuję od 1,5 roku. Nie widziałam wszystkich filmów, ale te, do których zajrzałam, wspominam z przyjemnością. Dzięki nim dostrzegłam, że za wieloma budynkami kryje się ciekawa historia, a jej odkrycie wcale nie wymaga skomplikowanej i specjalistycznej wiedzy. Wystarczy mieć odpowiedniego przewodnika! Nic więc dziwnego, że gdy tylko usłyszałam o zbliżającej się premierze książki, której autorami są twórcy wspomnianego kanału, od razu zapragnęłam mieć ją w swoich łapkach.