Książkowym seriom wierna jestem z różnych powodów – najczęściej ze względu na mnogość autorskich pomysłów i zaskoczenia, które pisarze serwują mi z każdym kolejnym tomem (patrz: seria o Chyłce). Przyjemnie jest za każdym razem czuć dreszczyk emocji i nie wiedzieć, co wydarzy się dalej! Czasem jednak lubię sięgnąć po tzw. pewniaka – książkę niekoniecznie wybitną, zapewniającą mniej niezwykłych wrażeń, ale na tyle przyzwoitą, że mogę zakładać, iż miło spędzę przy niej czas. Takie właśnie powieści pisze Jørn Lier Horst: dobre, poprawne, utrzymane na w miarę równym poziomie. Stałe i pewne, jak śmierć i podatki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl o Williamie Wistingu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl o Williamie Wistingu. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 grudnia 2017
czwartek, 7 września 2017
Jørn Lier Horst – „Felicia zaginęła”
Podczas prac budowlanych robotnicy dokonują makabrycznego odkrycia: wykopana zostaje szafka, w której znajdują się ludzkie szczątki. Mniej więcej w tym samym czasie do pokaźnego grona norweskich zaginionych dołącza kolejna osoba – młoda kobieta o bardzo trudnej sytuacji życiowej. Choć wszelkie okoliczności wskazują na samobójstwo, komisarz William Wisting nie daje za wygraną: angażuje się bezpośrednio w obie sprawy. Czy to możliwe, by miały ze sobą jakiś związek?
W porównaniu z czytanym pierwszym tomem serii, Felicia zaginęła podobała mi się znacznie bardziej. Konstrukcja sprawy była dużo bardziej sensowna i logiczna (chociaż nie obyło się bez rys), nie patrzyłam też na komisarzy z niedowierzaniem, gdy udawało mi się wyciągnąć z przesłuchania więcej niż oni sami. Tym razem śledczy działali sprawniej i wyciągali lepsze wnioski, akcja była płynniejsza i przyjemniejsza w odbiorze. Widać wyraźnie postęp pracy Horsta pomiędzy pierwszą a drugą odsłoną cyklu, co poczytuję jako bardzo duży plus: cenię autorów, którzy uczą się i stale rozwijają warsztat. Ponadto wielką zaletą jest sam pomysł: nawet jeśli Felicia... nie jest oparta na faktach, wciąż pozostaje opowieścią przemyślaną i mocno osadzoną w rzeczywistości.
Trzeba pamiętać, że kryminałami bywa różnie: czasem od połowy wiemy/domyślamy się, kto jest mordercą, innym razem niespodziewany twist sprawia, że wszystkie nasze podejrzenia okazują się nic nie warte. Obie te sytuacje są całkowicie normalne – nie mam żalu do autora, jeśli szybko rozgryzam, co i jak, bo często fabuła wynagradza mi brak zagadki. Ta sytuacja idealnie opisuje książki Horsta: czytelnik obeznany z kryminałami domyśli się tożsamości mordercy, ale wciąż nie będzie znał jego motywów; napięcie nie opadnie, a czasami może nawet wzrosnąć.
Na plus należy również zaliczyć sposób, w jaki autor poradził sobie z dużą ilością bohaterów – wielu pisarzy mnoży ich niepotrzebnie, przez co równowaga historii zostaje zaburzona. W książce Horsta mamy do czynienia z dwiema (a nawet trzema!) równolegle prowadzonymi sprawami, co generuje sporą ilość świadków, ale też są to świadkowie wprowadzani mądrze i wnoszący coś do sprawy. Ich zeznania (często podzielone na kilka rozmów) ujawniają fakty w odpowiednim tempie i stopniowo uzupełniają obraz całej historii.. Są wartością, a nie utrudnieniem dla czytelnika.
Przywykłam już do braku chronologii w moim poznawaniu książek o Williamie Wistingu – na szczęście nie ma w nich zbyt wiele wątków związanych z prywatnym życiem bohaterów, więc spokojnie można traktować poszczególne części jako niezależne historie kryminalne. Tak tez odkrywam serię – szarpiąc ją po kawałku. Cieszę się, że już niebawem będę mogła sięgnąć po kolejną część, a gdy do Polski trafią wszystkie – kto wie, może pokuszę się o odświeżenie sobie całości w odpowiedniej kolejności? Wtedy mogłabym skupić się jedynie na sferze obyczajowej!
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Smak Słowa.
Gdy mrok zapada || Kluczowy świadek || Felicia zaginęła || Når havet stilner ||
Den eneste ene || Nattmannen || Szumowiny || Poza sezonem || Psy gończe || Jaskiniowiec || Ślepy trop
Den eneste ene || Nattmannen || Szumowiny || Poza sezonem || Psy gończe || Jaskiniowiec || Ślepy trop
niedziela, 23 kwietnia 2017
Jørn Lier Horst – „Kluczowy świadek” [przedpremierowo]
Nie jest żadną tajemnicą, że kryminały Jørna Liera Horsta są jednymi z moich ulubionych. Cenię sobie jego powieści za nieoczywiste zagadki, dopracowanie merytoryczne i kreację głównego bohatera, który trzyma się bezpiecznie daleko od gatunkowej sztampy. Horst jest też autorem, który w niezwykły sposób łączy wiedzę zdobytą podczas służby w policji z talentem pisarskim i darem opowiadania: umie przekazać to, co podpowiada mu wyobraźnia w taki sposób, aby zainteresować czytelnika. Myślę, że to jedna z przyczyn faktu, że seria o Williamie Wistingu tak się rozrosła i odniosła światowy sukces. Dziś polscy fani cyklu mają okazję do świętowania: w nasze ręce trafia pierwsza część opowieści, której kolejne odsłony znamy doskonale.
Fabuła powieści stworzona została w oparciu o autentyczne wydarzenia, jedną z najbardziej znanych zbrodni w historii Norwegii. Samotny, starszy mężczyzna został brutalnie zamordowany we własnym domu pełnym śladów walki i przeszukiwania. Nic nie zginęło, choć widać wyraźnie, że ofiara była przed śmiercią torturowana. Przed śledczymi stoi nie lada wyzwanie, bo danych na temat mężczyzny jest niewiele, podobnie jak bliskich mu osób czy jakichkolwiek świadków. Komisarzom brak punktu zaczepienia, który pozwoliłby powiązać ofiarę ze środowiskami zdolnymi do tak wielkiego okrucieństwa, niełatwe jest też odnalezienie motywu. Rozpoczyna się walka o każdy, nawet najdrobniejszy trop.
Muszę przyznać, że spodziewałam się dużego rozrzutu w poziomie stylu autora między Kluczowym świadkiem a pozostałymi, znacznie późniejszymi powieściami z serii. Kiedy w podobnej kolejności odkrywałam książki Monsa Kallentofta, różnica była kolosalna. Ze zdziwieniem muszę jednak stwierdzić, że pierwsza część serii o Williamie Wistingu nie odbiega znacząco od późniejszych zarówno pod względem językowym, jak i fabularnym. Wciąż jest to przyzwoity kryminał z odpowiednią ilością zwrotów akcji, zapewniający rozrywkę, jak przystało na powieść z nurtu literatury popularnej.
Jeśli chodzi o samą zagadkę, w gruncie rzeczy przypadła mi do gustu, chociaż jest na niej kilka rys. Przede wszystkim nie przepadam za zastosowanym w Kluczowym świadku wybieganiem w przyszłość: pierwsza scena książki jest tak oderwana od tego, o czym będziemy czytać przez kolejne kilkadziesiąt stron, że jej zaprezentowanie uważam za bezcelowe i naprowadzające czytelnika na niepotrzebne tory. I bez tego mamy przewagę nad komisarzami, co uważam za drugą drobną wadę: może to problem ze mną, ale już z przesłuchania pierwszego świadka wyciągnęłam znacznie więcej danych niż sam Wisting i szybciej dopasowałam do siebie elementy, a wierzcie mi, naprawdę rzadko mi się to zdarza podczas lektury kryminałów. Pomijając jednak te dwa drobiazgi powieść bardzo mi się podobała: była ciekawa i wciągająca dokładnie w takim stopniu, jak powinna. Autor zaprezentował nam przyjemnie pokomplikowaną zagadkę, która - w przeciwieństwie do swojego autentycznego pierwowzoru - zostaje rozwiązana.
Przed lekturą Kluczowego świadka bałam się stawiać tej książce oczekiwania: wiedziałam, że to debiut i że mogę się na nim bardzo mocno zawieść. Na szczęście nic takiego się nie stało. Jestem przyjemnie zaskoczona stylem Horsta i sposobem prowadzenia przez niego akcji. Co prawda młodszy William Wisting, mimo ugruntowanej pozycji w policji, okazał się być śledczym nieco mniej sprawnym i bystrym, jednak dzięki lekturze późniejszych tomów serii wiem, że będzie się zmieniał tylko i wyłącznie na plus.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Smak Słowa.
Premiera 26 kwietnia!
Gdy mrok zapada || Kluczowy świadek || Felicia forsvant || Når havet stilner || Den eneste ene || Nattmannen || Szumowiny || Poza sezonem || Psy gończe || Jaskiniowiec || Ślepy trop
sobota, 15 października 2016
Jørn Lier Horst – "Szumowiny"
Gdy morze wyrzuca na brzeg fragment ciała, w pierwszej kolejności na myśl przychodzą zaginieni – ludzki umysł spycha myśl o zbrodni w najciemniejsze zakamarki; wolimy sądzić, że to po prostu nieszczęśnik, który wpadł do wody i utonął. Co jednak, jeśli fragmentów jest kilka w krótkim odstępie czasu i wiadomo na pewno, że nie należą do tej samej osoby? Na plaży w Stavern znaleziona zostaje odcięta lewa stopa. Potem kolejna. I jeszcze jedna, aż do czterech. To niecodzienne zjawisko stanowi przyczynek do skomplikowanego śledztwa, które nawet dla doświadczonego komisarza Wistinga okaże się zaskakujące. Powiązanie z zaginionymi to dopiero początek długiej drogi do rozwiązania.
Czasami mocno się dziwicie, kiedy wspominam (tutaj lub w komentarzach na innych blogach), że mam w zwyczaju czytanie serii kryminalnych od środka lub końca. A to naprawdę nie moja wina! Wiele części trafiło do mnie przypadkiem, gdy dany cykl miał już kilka odsłon – więcej niż dwie, wiec kupowanie backlisty w ciemno było dość mocno ryzykowne; przeczytanie późniejszego tomu uważam zawsze za mniejsze zło, ale można powiedzieć, że to moja własna decyzja. Czasem jednak zdarza się tak, że wydawnictwo nie proponuje nam części po kolei – znam przynajmniej kilka cykli, które pojawiają się na rynku niechronologicznie. Do tego grona należy opowieść o Williamie Wistingu: Szumowiny to jej szósta część, natomiast piąta z wydanych w Polsce. Licząc od końca, bo wciąż dostępne są ostatnie wyłącznie tomy. I jak tu nie zwariować?
Z racji tego, że część fabuły związaną z życiem prywatnym komisarza i jego córki znam z wyprzedzeniem, podczas czytania poświęcam jej najmniej uwagi – trudno mi przyswajać informacje na temat genezy tego, o czym i tak już wiem. Ma to jednak swoje plusy, prowadzi bowiem do całkowitego skupienia się na sferze kryminalnej powieści. W przypadku Szumowin jest to zaleta tym większa, że zagadka stanowiąca oś całej książki jest po prostu świetna. Pomysł z odciętymi stopami spodobał mi się od razu (jakkolwiek makabrycznie to brzmi) i w znacznej mierze dzięki niemu tak szybko wciągnęłam się w opowiadaną historię, jednak z każdą kolejną stroną było tylko lepiej. Autorowi znakomicie udało się posplatać postaci, wątki i instytucje - mimo że książka nie jest jakoś szczególnie rozbudowana (nieco ponad 300 stron), tych elementów jest naprawdę sporo. Ponadto akcja ma wiele zaskakujących zwrotów, kilka mocnych scen i dobre tempo, dzięki czemu Szumowiny można przeczytać za jednym podejściem, choćby w deszczowe, jesienne popołudnie.
Dużym plusem powieści jest również poruszany problem społeczny, który tym razem dotyczy skuteczności resocjalizacji osadzonych w więzieniach. W swojej książce Horst odwołuje się nie tylko do własnego rozumienia sprawy i domysłów, ale również do statystyk, co świadczy o jego dobrym przygotowaniu. Kolejny raz jestem zaskoczona, jak sprawnie idzie skandynawskim autorom łączenie ciekawych pomysłów kryminalnych ze sferą społeczną – z pewnością jest to element, który tak szybko zjednuje twórcom z tamtego regionu tak wielkie rzesze czytelników. Mnie również się to podoba, bo dzięki temu kryminał nie pozostaje zwykłą, jednorazową rozrywką; jego treść zachęca do refleksji już po odłożeniu książki na półkę.
Jakkolwiek by nie podchodzić do dziwnej chronologii fundowanej nam przez wydawnictwo, zabawnym jest obserwowanie całej obyczajowej fabuły "od tyłu" – zupełnie jakbyśmy wpadli w jakąś zapętloną retrospekcję lub opowieść osoby, która co i rusz zdaje sobie sprawę, że dla pokazania pełni historii musi cofnąć się jeszcze dalej. I dalej. I dalej... Mnie to nie przeszkadza; jedyne, czego się obawiam, to że wraz z cofaniem się do wcześniejszych dzieł autora będziemy musieli zmierzyć się z jego stylem z czasów, gdy jeszcze nie był tak wprawnym pisarzem jak dziś. Pierwsze części cyklu o Wistingu mają już ponad 10 lat i stanowiły debiut autora, co budzi pewne obawy. W kwestii stylu zdecydowanie wolę obserwować rozwój twórcy niż jego degradację – cały czas mam w pamięci przepaść, jaka dzieliła szóstą i pierwszą część cyklu o Malin Fors Monsa Kallentofta. Ale bądźmy dobrej myśli, może nie będzie tak źle...
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Smak Słowa.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Smak Słowa.
środa, 13 kwietnia 2016
Jørn Lier Horst – „Ślepy trop” [recenzja przedpremierowa]
Muszę się Wam przyznać, że ostatnio miałam totalny czytelniczy zastój. Samo patrzenie na stosy książek „do przeczytania” sprawiało mi trudność i dyskomfort, a gdy podliczyłam, że w marcu udało mi się ogarnąć tylko 4 tytuły, do głosu doszły wyrzuty sumienia. Nic przyjemnego, wie to każdy, kto kiedykolwiek przeżył podobną sytuację. Po Ślepy trop sięgnęłam bez większych nadziei, mocno już zmęczona całym tym stanem i z założeniem, że i tak pewnie zbytnio się nie wciągnę. I tu nadeszło zaskoczenie, bo książkę przeczytałam niemalże jednym tchem!
Sofie Lund stanęła przed bardzo trudnym dylematem – odziedziczyła spadek pod zmarłym dziadku, z którym nie chciałaby mieć nic wspólnego. Z drugiej strony jako samotna matka nie może sobie pozwolić na odrzucenie takiej szansy, w końcu dom i spadek mogą być szansą na lepsze życie dla niej i dla jej malutkiej córeczki. Kobieta nie spodziewa się, że pozostawiony w piwnicy sejf może przysporzyć jej tylu problemów; jego zawartość okazuje się być niezwykle cenna nie tylko finansowo – wewnątrz znajduje się przedmiot ważny dla pewnej kryminalnej sprawy. Sprawy, którą uznano już za zamkniętą…
Jest kilka istotnych cech, dla których bardzo lubię książki Horsta. Choć widać wyraźnie pewne elementy wspólne dla niemal wszystkich skandynawskich kryminałów, jest tu również kilka charakterystycznych i bardzo przyjemnych dodatków. Wisting nie jest typowym bohaterem utytłanym we własnych problemach – właściwie jego głowę zaprzątają głównie sprawy innych ludzi, które stale przedkłada nad własny interes. Dzięki takiemu zaangażowaniu bohatera powieść łączy w sobie wiele różnorodnych wątków: nie tylko kryminalnych, ale też społecznych czy obyczajowych. Co ważne, nie są to elementy dodawane losowo i zaburzające równowagę; wręcz przeciwnie – każdy wątek istotny jest nie tylko dla samego Wistinga, ale też dla prowadzonej przez niego sprawy, co zdecydowanie wpływa na spójność opowieści. Oczywiście można by dyskutować o prawdopodobieństwie życiowym, ale nie ono jest tu najistotniejsze; ważne, że całość jest spójna i sprawia naprawdę dobre wrażenie.
Tym, co moim zdaniem wyróżnia Ślepy trop na tle innych, podobnych opowieści, jest charakter prowadzonej sprawy. O ile stosunkowo wiele mamy kryminałów szeroko zakrojonych, dobrze umotywowanych, o mocnym społecznym tle, o tyle rzadko nacisk położony jest na wewnętrzne rozgrywki w policji. Zwykle nemezis bohatera jest on sam, a także ścigany przestępca, tutaj z kolei do trudności dochodzi pewien rodzaj walki z kolegami po fachu. Wisting będzie musiał wykazać się nie lada odwagą i determinacją, aby podważyć zdanie innych policjantów i ingerować w pozornie zamknięte już śledztwo. Ten wątek, niezwykle ważny dla całej sprawy, poprowadzony jest znakomicie i dostarcza czytelnikom wielu różnorodnych emocji.
Tak jak już wspomniałam, siłą tej książki jest jej wewnętrzna spójność – żaden wątek nie jest przypadkowy, żadna sytuacja nie pozostaje bez znaczenia. Historia utkana jest misternie i naprawdę dobrze, a powolne odkrywanie różnych jej aspektów jest dla czytelnika przyjemnością. Mnie lektura pochłonęła i sprawiła, że znów nabrałam motywacji do czytania, a to zadanie niełatwe w momencie zastoju; tym bardziej jestem pod wrażeniem.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Business and Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.
Premiera 14 kwietnia!
Sofie Lund stanęła przed bardzo trudnym dylematem – odziedziczyła spadek pod zmarłym dziadku, z którym nie chciałaby mieć nic wspólnego. Z drugiej strony jako samotna matka nie może sobie pozwolić na odrzucenie takiej szansy, w końcu dom i spadek mogą być szansą na lepsze życie dla niej i dla jej malutkiej córeczki. Kobieta nie spodziewa się, że pozostawiony w piwnicy sejf może przysporzyć jej tylu problemów; jego zawartość okazuje się być niezwykle cenna nie tylko finansowo – wewnątrz znajduje się przedmiot ważny dla pewnej kryminalnej sprawy. Sprawy, którą uznano już za zamkniętą…
Jest kilka istotnych cech, dla których bardzo lubię książki Horsta. Choć widać wyraźnie pewne elementy wspólne dla niemal wszystkich skandynawskich kryminałów, jest tu również kilka charakterystycznych i bardzo przyjemnych dodatków. Wisting nie jest typowym bohaterem utytłanym we własnych problemach – właściwie jego głowę zaprzątają głównie sprawy innych ludzi, które stale przedkłada nad własny interes. Dzięki takiemu zaangażowaniu bohatera powieść łączy w sobie wiele różnorodnych wątków: nie tylko kryminalnych, ale też społecznych czy obyczajowych. Co ważne, nie są to elementy dodawane losowo i zaburzające równowagę; wręcz przeciwnie – każdy wątek istotny jest nie tylko dla samego Wistinga, ale też dla prowadzonej przez niego sprawy, co zdecydowanie wpływa na spójność opowieści. Oczywiście można by dyskutować o prawdopodobieństwie życiowym, ale nie ono jest tu najistotniejsze; ważne, że całość jest spójna i sprawia naprawdę dobre wrażenie.
Tym, co moim zdaniem wyróżnia Ślepy trop na tle innych, podobnych opowieści, jest charakter prowadzonej sprawy. O ile stosunkowo wiele mamy kryminałów szeroko zakrojonych, dobrze umotywowanych, o mocnym społecznym tle, o tyle rzadko nacisk położony jest na wewnętrzne rozgrywki w policji. Zwykle nemezis bohatera jest on sam, a także ścigany przestępca, tutaj z kolei do trudności dochodzi pewien rodzaj walki z kolegami po fachu. Wisting będzie musiał wykazać się nie lada odwagą i determinacją, aby podważyć zdanie innych policjantów i ingerować w pozornie zamknięte już śledztwo. Ten wątek, niezwykle ważny dla całej sprawy, poprowadzony jest znakomicie i dostarcza czytelnikom wielu różnorodnych emocji.
Tak jak już wspomniałam, siłą tej książki jest jej wewnętrzna spójność – żaden wątek nie jest przypadkowy, żadna sytuacja nie pozostaje bez znaczenia. Historia utkana jest misternie i naprawdę dobrze, a powolne odkrywanie różnych jej aspektów jest dla czytelnika przyjemnością. Mnie lektura pochłonęła i sprawiła, że znów nabrałam motywacji do czytania, a to zadanie niełatwe w momencie zastoju; tym bardziej jestem pod wrażeniem.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Business and Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.
Premiera 14 kwietnia!
niedziela, 20 września 2015
Jørn Lier Horst – "Poza sezonem"
Zaczynanie kryminalnych serii od środka lub końca to już moja świecka tradycja – nie pamiętam kiedy ostatnio miałam styczność, jak normalny człowiek, z otwarciem jakiejś historii. Nie inaczej jest tym razem, choć w przypadku Poza sezonem mogę zrzucić odpowiedzialność na Smak Słowa (nareszcie nie jest to po prostu moja wina...), gdyż na polskim rynku mamy w tej chwili jedynie trzy ostatnie części cyklu o Williamie Wistingu. Nie dziwcie się zatem, że dziś na tapetę idzie tom 7 – nie umniejsza to w żaden sposób jej wartości, a i ja nie żałuję takiego kontaktu z pisarstwem Horsta.
Sezon wakacyjny dobiega końca, a dzielnica domków letniskowych powoli pustoszeje. Dla drobnych złodziejaszków jest to idealny moment, aby rozpocząć działalność i sprawdzić, jak wiele wartościowych rzeczy pozostało w miejscach wypoczynku. Jednak czym innym jest kradzież, a czym innym morderstwo; sprawa fali włamań nabiera zupełnie innego charakteru, gdy w jednym z domków letniskowych znalezione zostaje ciało mężczyzny. Co wspólnego ze sprawą mają narkotykowi dilerzy i pewien znany dziennikarz? Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć komisarz William Wisting.
Pierwszy raz zdarzyło mi się czytać kryminał, w przypadku którego powolną akcję uznałabym za zaletę. Tutaj żadna sprawa nie umknie opisowi i na pewno zostanie należycie zanalizowana, tempo akcji jest dość niskie, a mimo to przez cały czas czujemy ten cudowny rodzaj napięcia charakterystyczny dla dobrego kryminału. Nie ważne ile pisałby Horst – każde słowo czyta się z przyjemnością, a podczas lektury opisów wyobraźnia czytelnika pracuje na pełnych obrotach; jesteśmy w stanie wyobrazić sobie w równym stopniu miejsce zbrodni, krajobraz i wewnętrzne przeżycia bohatera, bowiem kunszt literacki autora utrzymuje naprawdę wysoki poziom.
Kolejną wielką zaleta jest merytoryczne przygotowanie Horsta. Jako były śledczy doskonale zna kulisy działania policji, a swoją wiedzę aktywnie wykorzystuje podczas pisania. W powieści nie ma miejsca dla bezsensownych zbiegów okoliczności, bo całość jest spójna, przemyślana i doskonale umotywowana – to nie jest oderwany od rzeczywistości kryminał i jestem święcie przekonana, że podobna sytuacja mogłaby mieć miejsce naprawdę. Horst nie stara się operować skrajnościami, jak na przykład Kallentoft; on ze zwykłych zdarzeń splata interesującą i misterną intrygę, która niesamowicie wciąga czytelnika.
Niesamowicie podobało mi się również ukazanie kontrastu światów – Norwegii i Litwy; bogatego, cywilizowanego i uporządkowanego narodu wraz z krajem biednym i pełnym różnie pojętej anarchii. Gdy Wisting odwiedza inny kraj, nie może otrząsnąć się z szoku – poziom życia, ceny, sposoby zarobkowania i stosunek ludzi do prawa budzą w nim wiele sprzecznych uczuć. Dzięki tej płaszczyźnie kryminał nabiera również ciekawej płaszczyzny społeczno-obyczajowej, co dodatkowo nadaje mu wartości.
Po pierwszym spotkaniu z twórczością Horsta jestem zachwycona. Kolejny raz skandynawski kryminał bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i chyba mogę już powoli dołączać do grona fanów tego specyficznego gatunku. Najchętniej poznałabym od razu wszystkie pozostałe książki autora, ale niestety jest to niemożliwe; póki co musi mi wystarczyć egzemplarz Psów gończych, który czeka na mojej półce na swoją kolej. Nie mogę się doczekać!
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Business and Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.
Sezon wakacyjny dobiega końca, a dzielnica domków letniskowych powoli pustoszeje. Dla drobnych złodziejaszków jest to idealny moment, aby rozpocząć działalność i sprawdzić, jak wiele wartościowych rzeczy pozostało w miejscach wypoczynku. Jednak czym innym jest kradzież, a czym innym morderstwo; sprawa fali włamań nabiera zupełnie innego charakteru, gdy w jednym z domków letniskowych znalezione zostaje ciało mężczyzny. Co wspólnego ze sprawą mają narkotykowi dilerzy i pewien znany dziennikarz? Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć komisarz William Wisting.
Pierwszy raz zdarzyło mi się czytać kryminał, w przypadku którego powolną akcję uznałabym za zaletę. Tutaj żadna sprawa nie umknie opisowi i na pewno zostanie należycie zanalizowana, tempo akcji jest dość niskie, a mimo to przez cały czas czujemy ten cudowny rodzaj napięcia charakterystyczny dla dobrego kryminału. Nie ważne ile pisałby Horst – każde słowo czyta się z przyjemnością, a podczas lektury opisów wyobraźnia czytelnika pracuje na pełnych obrotach; jesteśmy w stanie wyobrazić sobie w równym stopniu miejsce zbrodni, krajobraz i wewnętrzne przeżycia bohatera, bowiem kunszt literacki autora utrzymuje naprawdę wysoki poziom.
Kolejną wielką zaleta jest merytoryczne przygotowanie Horsta. Jako były śledczy doskonale zna kulisy działania policji, a swoją wiedzę aktywnie wykorzystuje podczas pisania. W powieści nie ma miejsca dla bezsensownych zbiegów okoliczności, bo całość jest spójna, przemyślana i doskonale umotywowana – to nie jest oderwany od rzeczywistości kryminał i jestem święcie przekonana, że podobna sytuacja mogłaby mieć miejsce naprawdę. Horst nie stara się operować skrajnościami, jak na przykład Kallentoft; on ze zwykłych zdarzeń splata interesującą i misterną intrygę, która niesamowicie wciąga czytelnika.
Niesamowicie podobało mi się również ukazanie kontrastu światów – Norwegii i Litwy; bogatego, cywilizowanego i uporządkowanego narodu wraz z krajem biednym i pełnym różnie pojętej anarchii. Gdy Wisting odwiedza inny kraj, nie może otrząsnąć się z szoku – poziom życia, ceny, sposoby zarobkowania i stosunek ludzi do prawa budzą w nim wiele sprzecznych uczuć. Dzięki tej płaszczyźnie kryminał nabiera również ciekawej płaszczyzny społeczno-obyczajowej, co dodatkowo nadaje mu wartości.
Po pierwszym spotkaniu z twórczością Horsta jestem zachwycona. Kolejny raz skandynawski kryminał bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i chyba mogę już powoli dołączać do grona fanów tego specyficznego gatunku. Najchętniej poznałabym od razu wszystkie pozostałe książki autora, ale niestety jest to niemożliwe; póki co musi mi wystarczyć egzemplarz Psów gończych, który czeka na mojej półce na swoją kolej. Nie mogę się doczekać!
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Business and Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












