Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkoholizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkoholizm. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2017

Małgorzata Halber – „Najgorszy człowiek na świecie”



Na przełomie gimnazjum i liceum miałam fazę, którą, z tego co zaobserwowałam, przechodzi wielu nastolatków: czytałam absolutnie wszystkie książki dotyczące uzależnień, jakie mogłam znaleźć w bibliotekach w moim mieście. Nie pamiętam dokładnie, czy wciągnęła mnie to kuzynka, pożyczając mi Ćpuna, czy jednak rok starsza przyjaciółka, podrzucając kolejne czytelnicze inspiracje. Fakty są takie, że po półtorej roku miałam za sobą pełen przekrój wyznań narkomanów i alkoholików (bo wtedy książek o innych uzależnieniach było niewiele). Przeszłam przez ten etap, zamknęłam go i od tamtej pory raczej z niechęcią wracałam do podobnych tematów w literaturze. Aż do dzisiaj. 

środa, 17 czerwca 2015

Grażyna Mączkowska - "Powiedz, że mnie kochasz, mamo"

Gabriela jest dorosłą, dojrzałą kobietą - za sobą ma już wychowanie dzieci, cieszy się życiem i mazurskim domem, o którym przez wiele lat marzyła. Jednak jej życie nie jest do końca sielankowe; gdzieś w duszy kobiety pozostała zadra, efekt wieloletnich cierpień, jakich doświadczyła w domu rodzinnym. Jako dziewczynka wychowywała się w domu z ojcem-alkoholikiem oraz agresywną i rozchwianą emocjonalnie matką. Nigdy nie doświadczyła ciepła, bliskości, zainteresowania, czego do dziś jej brak.

Trzeba przyznać, że patrząc na opisy treści można przyznać tej książce całkiem spory potencjał - sama uwielbiam teksty o trudnej tematyce, rozkładające na czynniki pierwsze traumę i przeżycia z nią związane, wywracające emocje czytelnika do góry nogami, ale też pozwalające zrozumieć pewne mechanizmy rządzące tym nieszczęściem. Niestety, powieść Gabrieli Mączkowkiej nie spełnia tych kryteriów. Z jednej strony jest to powieść bardzo wyidealizowana, z drugiej zaś - mocno powierzchowna. Zamiast zaproponować nam dokładny obraz rodziny patologicznej wraz ze wszystkimi przyczynami i skutkami jej funkcjonowania, autorka zdecydowała się na dość płytkie przedstawienie historii, w której większość motywów nie jest czytelnikowi znana. Rodzice Gabrieli ukazani są jako tyrani, z kolei sama bohaterka i jej rodzeństwo - jako przykładne, bezproblemowe dorosłe osoby. Brak tutaj ciągłości, przyczynowości, a optymistyczne zakończenie rozrośnięte jest w cukierkową idyllę. Autentyczność wypada bardzo źle.

Na plus nie zaliczyłabym również konstrukcji fabularnej - książka szybko zaczyna się dłużyć. Autorka raczej przeskakuje między wydarzeniami, niż tworzy z nich interesujący ciąg, a napięcie jest tutaj niemal zerowe. Wypowiedzi bohaterki są powtarzalne i dotyczą ciągle tych samych tematów - jest to nie tylko nużące, ale też mocno obciążające z racji tematyki. Gabriela powraca w kółko do tych samych wspomnień, tez, oskarżeń i widać wyraźnie, że problem pozostał w jej głowie zupełnie nieprzerobiony.

Trzeba jednak przyznać tej książce jeden, duży pozytyw - chodzi o zwrócenie uwagi na kwestię wyrażania emocji w stosunku do dzieci. Wielu rodzicom wydaje się, że ich pociechy nie rozumieją zbyt wiele; nie zdają sobie oni sprawy, jak ważne są dla małego człowieka pozytywne wzmocnienia. Poczucie akceptacji pozwala budować u dziecka wiarę we własne siły, a uczucia, które otrzymuje, uczą je samodzielnego wyrażania emocji. To niezwykle ważne dla rozwoju, aby dziecko nie tylko czuło, ale i widziało więź z rodzicem i jego miłość. Niewiele jest tekstów, które poruszają ów temat w tak bezpośredni sposób i za to duży plus.

Sama nie wiem, czy mogłabym polecać tę książkę. Ja dość mocno się wynudziłam, czytało mi się ciężko i wielokrotnie musiałam odkładać tekst. To dziwna opowieść, bo z jednej strony czytelnik ma poczucie, że zalewa go fala negatywnych emocji, z drugiej zaś - cukierkowe życie bohaterki staje w opozycji do tego odczucia i wypada bardzo nieautentycznie. Jeśli ktoś nie ma większych wymagań co do takich spójności, to tekst ma szansę mu się spodobać - napisany jest dość prosto i z pewnością wywołuje emocje.





Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Business and Culture oraz wydawnictwu Akurat.

środa, 18 lutego 2015

Katarzyna Michalik-Jaworska - "Blizny"


Wielu z nas (jeśli nie każdy) miało w swoim życiu momenty, których przejście może przypominać śmierć i następujące po niej ponowne narodzenie. Coś wpędza nas w rozpacz, burzy porządek świata i zmienia tak codzienność, jak i nas samych. Sama przeżyłam kilka takich chwil i wiem, jak trwałe blizny pozostają gdzieś w naszej psychice . Mirka, bohaterka najnowszej książki Katarzyny Michalik-Jaworskiej, umierała w ten sposób wiele razy; czytelnikom opowiada o sześciu z nich. Jej życie nie było łatwe, a wieloletnie pasmo upokorzeń i trudności odcisnęło swe piętno na jej dorosłości. Choć ze wszystkich sił stara się nie powielać błędów, jakich sama była ofiarą, nie udaje jej się – upada i przez lata bezustannie zmaga się z samą sobą oraz demonami przeszłości.

Blizny to bardzo dobra, choć niełatwa powieść. Autorka nie bawi się w ozdobniki i nazywa rzeczy po imieniu – tu alkoholizm jest alkoholizmem, a przemoc przemocą. Gdy bohaterce jest źle – wyje z bezsilności; gdy ma siłę – urządza awantury. To historia wyrazista, z jasnym przekazem i prostą formułą wypowiedzi; sprawia to zarówno jednolitość, jak i kreacja postaci. Autorka wybrała takie zdarzenia z życia bohaterki, aby jasny i niepodważalny był ciąg przyczynowo-skutkowy między tym, czego świadkiem i uczestnikiem Mirka była w dzieciństwie, a jej postawą jako osoby dorosłej. Z jednej strony jest to zabieg dobry, z drugiej jednak – podczas lektury miałam poczucie delikatnego braku ciągłości. Opowieść pokazana jest dość wyrywkowo i choć autorka dopilnowała, aby brakujące wydarzenia zostały zasygnalizowane, nie jest to historia pełna

Książka na pewno doskonale ilustruje zasadność terapii dla DDA – Dorosłych Dzieci Alkoholików. Co istotne, opowieść jasno wskazuje, że choroba alkoholowa jest co najmniej w równym stopniu uwarunkowana środowiskowo, co genetycznie, wszak bohaterka nie jest spokrewniona z alkoholikiem, z którym przyszło jej się wychowywać. Siła oddziaływania naszego otoczenia jest niezwykła, a mechanizm choroby alkoholowej – niezwykle przebiegły. Tak łatwo jest usprawiedliwić topienie smutków w alkoholu, a jeszcze łatwiej utracić kontrolę nad sytuacją. Z kolei późniejsze stanięcie oko w oko z problemem, nazwanie go po imieniu i wykonanie pierwszych kroków naprzód jest szalenie trudne, zwłaszcza że alkoholizmu nie można wyleczyć tu i teraz, bez rozgrzebywania bolesnej przeszłości. Zarówno Mirce, jak i innym chorym potrzeba wiele siły i odwagi.

Katarzynie Michalik-Jaworskiej udało się napisać ciekawą i dobrą pod względem teoretycznym powieść, w dodatku wspaniale podaną dzięki perfekcyjnemu warsztatowi autorki. Poza drobnymi fragmentami dialogów powieść czyta się dobrze i wypada ona niezwykle naturalnie. Historia Mirki jest interesującym świadectwem i nikogo nie okłamuje – pomija cukierkowatość i zbędne ubogacenia; pokazuje problem takim, jaki jest.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Dobra Literatura.

poniedziałek, 13 października 2014

Grzegorz Kozera - "Biały Kafka"

Co decyduje o podatności na uzależnienie? Genetyczne uwarunkowania? Cechy osobowości? A może po prostu nieodpowiednie towarzystwo, pech? Praktyka pokazuje – jak zawsze w podobnych przypadkach – kompilację powyższych czynników. Pozostaje jednak pytanie – co jeśli piją wszyscy, jak to różnicować? W którym momencie możemy mówić o uzależnieniu, gdzie przebiega granica między zdrowym a alkoholikiem, między alkoholikiem a menelem? To tematyka niezwykle trudna i niewielu mówi o niej wprost. Jednym z tych, którzy przyjęli temat na swój literacki warsztat jest Grzegorz Kozera.

Biały Kafka to tekst fabularny, stylizowany na opowieść człowieka o własnym alkoholowym upadku. Główny bohater już od czasu studiów zaprawiał się w pijackim boju, a jego droga, oprócz wódki, naznaczona była wieloma mniej lub bardziej istotnymi romansami. Choć miał wszystko pod kontrolą, w tajemniczy sposób stracił z oczu moment, w którym z szanowanego dziennikarza stał się zwykłym moczymordą. Od zrozumienia tej sytuacji dzieliło go wiele przykrych zdarzeń: kilkudniowe ciągi, chłeptanie rozlanej wódki z chodnika, drżenie rąk uniemożliwiające pracę, śmierć towarzysza niedoli, aż wreszcie dotkliwe pobicie – tak, droga do otrzeźwienia (nie wytrzeźwienia!) zdecydowanie nie należała do łatwych…

Tak więc kobiety i alkohol, a gdybym chciał być trywialny i wulgarny, co zdarza mi się w końcu nierzadko, powiedziałbym bez skrupułów – dupy i gorzała. Kobiety i alkohol, dupy i gorzała, oto one, „te dwie miłości i dwie śmierci moje”.[s.10]

Choć w opisie okładkowym na pierwszy plan wysuwają się relacje z kobietami, w książce nie jest to odczuwalne tak niezwykle. Wyraźniejsza jest moim zdaniem droga bohatera do uzależnienia, pokazywana urywkami, wieloetapowa i zawoalowana w pozornie błahe wydarzenia z życia. Również jeden z końcowych rozdziałów podkreśla ten walor powieści, zadaje pytania o genezę picia. Tekst pokazuje podstępność nałogu, ale też jego schematyczność i powtarzalność – wraz z upływem czasu dni stają się podobne sobie, a każdy rozdział, jak każdy dzień, kończy się negatywnym doświadczeniem. Wątek miłości, która odmienia wszystko, rzeczywiście się pojawia, choć właściwie niepotrzebnie, przynajmniej z mojej perspektywy.

Nieuchronnymi zdają się być przyrównania Kozery do Pilcha i odwrotnie, tym bardziej, że Pod Mocnym Aniołem zyskało niedawno dosadne popkulturowe osadzenie, wyszło do ludzi i w ogóle może się kojarzyć. Z jednej strony ciężko mi takimi nawiązaniami szafować, bo swoich wrażeń po lekturze pana P. nie wypowiedziałam dotąd, choć minęło już kilka miesięcy; z drugiej jednak czuję się zobowiązana, by choć kilka słów dorzucić. Skojarzenia nasuwają się same z racji tematyki i dosadności opisu, ale i różnic jest sporo – nade wszystko rozwiązania przyjęte przez Kozerę pozwalają czytelnikowi mieć nadzieję, podczas gdy Pilch zdaje się wszelkie chęci brutalnie odbierać. Książki różni też język. Kto miał problem z przebiciem się przez poetycko-pijackie wynurzenia, zdające się być jednym wielkim białym wierszem, tu powinien być zadowolony – jest dużo prościej bez uszczerbku na literackiej wartości.

Ciężko jest polecać podobne, specyficzne teksty, bo nigdy nie wiem, czy gust większości ma akurat tutaj punkt styczny z moim. Jest to na pewno książka dla tych, którzy cenią sobie świadectwa podane w ciekawej formie, bez przesadnych ozdobników. Myślę, że sprawdzi się również u znających nałóg – z jakiejkolwiek strony. Jak i sam autor, nie wiem, czy powieść ta może mieć jakąś wartość terapeutyczną i być drogą do wyleczenia, ale byłabym rada, gdyby było to możliwe. Myślę, że zwłaszcza ostatnie rozdziały mogą nieść za sobą pewnego rodzaju refleksję – i oby tej właśnie refleksji było w naszym narodzie nieco więcej.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Dobra Literatura.