Dałam się złapać i wciągnąć, wiem. Wpadłam w świat komercji, kiczu, błyskotek. Niniejszym biję się w pierś i przyznaję, że zachowałam się dziecinnie. Ale wiecie co? Wcale nie żałuję! Ta seria, oparta o baśnie z księżniczkami w roli głównej, zawładnęła sercami milionów przedstawicielek płci żeńskiej na całym świecie. Moim również.
Mimo że wszyscy dobrze wiedzą, jak skończy się ta opowieść (jest to jasne dla każdego myślącego czytelnika niemal od początku, ale ja dla pewności zajrzałam na ostatnią stronę Jedynej jeszcze przed lekturą ;)), napięcie pozostaje - kolejne potknięcia Americi przyprawiają o palpitacje serca, a pewne decyzje przeczą wszelkim logicznym prawom prowadzenia do happy endu. Pod tym względem narzekać nie mogę - lektura dostarczyła mi sporo emocji, zwłaszcza jak na książkę, której finału można się spodziewać. W samej opowieści dzieje się dużo - do głosu dochodzi sfera polityczna, w zakresie której coś do powiedzenia będą mieli nie tylko członkowie rodziny królewskiej, ale i America. Atmosfera zagęszcza się z każdą stroną, a pośród tego wszystkiego znajdzie się również miejsce dla... nowych zadań dla dziewcząt z Elity! Prawdę mówiąc byłam przekonana, ze wyobraźnia autorki w tym względzie została wyczerpana i naprawdę miło się zdziwiłam.
Na koniec pozytywnej części chciałabym dodać, że niezmiernie mnie cieszy przyjęte tłumaczenie tytułu. Nie wyobrażam sobie w naszym pięknym języku innego odpowiednika dla The One - Jedyna oddaje w pełni sens i urok tego określenia.
Muszę jednak przyznać, że ostatni tom nie wprawił mnie w zachwyt - tak naprawdę po lekturze odczuwam znaczny niedosyt. Rozwiązania, jakie przyjęła autorka by doprowadzić serię do końca, nie przekonują mnie ani trochę. Ze zbyt małą wnikliwością potraktowano sferę polityczną i emocjonalną. Czytając miałam wrażenie, że wszystko gna do przodu zbyt szybko, rozwiązane jest po łebkach i napisane na siłę. Być może są odbiorcy, którym to odpowiada, jednak w moim przypadku dał o sobie znać fakt, że na co dzień czytam wiele innych książek i moje oczekiwania rosną. Tym, co zraziło mnie najbardziej, są ostatnie rozdziały i brak wnikliwości co do osobistych tragedii bohaterów. Nie chcę uciekać się do spoilerów, ale tempo, w jakim postaci radzą sobie z wydarzeniami sprzed finału, jest doprawdy niezwykłe.
Przykro mi, że to już koniec tej opowieści, a jeszcze bardziej, że przyszło mi się z nią żegnać w tym stylu - niezbyt dogłębnym, mocno po łebkach. Przewidywalność zakończenia nie usprawiedliwia tak szybkiego poprowadzenia akcji. A może to ja zbyt wiele wymagam? W ostatecznym rozrachunku jestem szczęśliwa, że mogłam zapoznać się z tą serią, bo przypomniała mi fascynacje z młodzieńczych lat i pozwoliła zatracić się w niezwykle przyjemnym świecie. Na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę, w wolnej chwili, szukając lekkiej lektury.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl "Selekcja". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl "Selekcja". Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 września 2014
piątek, 20 czerwca 2014
Kiera Cass - "Elita"

Muszę przyznać, że podczas lektury byłam na każdym kroku
zaskakiwana. O ile pierwszy tom można z czystym sumieniem nazwać prostą baśnią
w stylu Disneya, o tyle w drugim do akcji wkrada się wiele różnorodnych
czynników społecznych. Autorka pochyliła się w końcu nad niezwykłym systemem
klasowym oraz historią państwa – prawdę mówiąc jestem ciekawa, jak chce
doprowadzić to wszystko do szczęśliwego zakończenia, mając do dyspozycji tylko
jeden tom. Lepiej poznajemy również sytuację rodzinną kandydatek oraz kulisy
życia króla i królowej. Światło dzienne ujrzą tajemnice, które powinny jeszcze
długo być ukrywane, a wiele osób będzie musiało ponieść konsekwencje swoich
czynów.
W toku zdarzeń rośnie też napięcie między dziewczętami. To,
co je różni, uwydatnia się, a sytuację dodatkowo zaognia postawa księcia
Maxona, który skrupulatnie realizuje powinności wobec wszystkich kandydatek. Okazuje
się, że pozycja Americi nie jest stała, a inne dziewczyny nie są bynajmniej
pozbawione szans w rywalizacji o koronę i miłość Maxona. Atmosferę dodatkowo
podkręcają nowe zadania, jakie czekają na kandydatki, a także rosnące
zadomowienie dziewcząt w pałacu. Te, które dotąd nie traktowały zwycięstwa jako
czegoś możliwego, zaczynają w nie wierzyć i podejmować działania.
Mimo rozbudowania społecznego tła, wątki emocjonalne w
książce z pewnością nie zostały zaniedbane. Otrzymujemy jaśniejszy wgląd w
przeżycia wielu bohaterów, choć na pierwszy plan wysuwają się oczywiście
rozterki sercowe Americi, która pozostaje rozdarta pomiędzy niewygasłą miłością
do Aspena, a rodzącym się dopiero uczuciem do Maxona. Słyszałam wiele zarzutów odnośnie
niezdecydowania bohaterki – mnie ten aspekt nie zraził jakoś szczególnie, być
może dlatego, że spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Fakt, dorosły czytelnik
patrzący z zewnątrz jest w stanie jasno i klarownie ocenić postępowanie
Americi, a ona sama wciąż podejmuje niezbyt mądre i bardzo ryzykowne decyzje. Wszystko
to jednak jest uzasadnione i zrozumiałe. Prawdę mówiąc dziwię się, że jej
reakcje są tak stonowane – ja z moim temperamentem i poziomem zazdrości
wydrapałabym oczy każdej kandydatce, która odważyła się publicznie położyć łapę
na moim ukochanym.
Podoba mi się, że drugi tom Selekcji jest dużo bardziej różnorodny. Przed czytelnikami otwiera się wiele nowych drzwi, a wątki zostają
rozbudowane i przemieszane. Sporo sytuacji zaskakuje, a autorka co i rusz daje
czytelnikom prztyczka w noc, przeplatając pozytywy z negatywami. Pałacowy
świat, choć na początku jawił się jako czarno-biały, pokazuje coraz więcej
odcieni szarości, a gierki pomiędzy poszczególnymi osobami stają się powoli nie
do zniesienia. Choć rzadko się to zdarza, podczas lektury wściekałam się nie na
żarty i wielokrotnie ją przerywałam, żeby uspokoić nerwy. Mimo że nie chciałam,
zżyłam się z bohaterami, a ich losy przestały być mi obojętne. Teraz pozostaje
mi tylko czekać na wydanie trzeciej części (lub szybko podszkolić angielski i
sięgnąć po e-booka…).
sobota, 14 czerwca 2014
Kiera Cass - "Rywalki"

Taką postacią jest również America, o której traktuje tekst
Kiery Cass. Dziewczyna z niezbyt wysokiej klasy społecznej wiedzie skromne acz
szczęśliwe życie, planując przyszłość z ukochanym Aspenem. Jej spokój przerywa
rozpoczęcie Eliminacji, czyli wydarzenia publicznego, będącego zwyczajem jej
kraju – dorastający książę w myśl zasad poślubia dziewczynę z ludu, wybraną w
drodze konkursu, transmitowanego niczym najlepsze reality show. Choć marzeniem
Americi byłoby znaleźć się jak najdalej od pałacu, los chce inaczej. Szereg
okoliczności sprawia, że dziewczyna nie tylko w ogóle zgłasza się do
Eliminacji, ale zostaje wybrana do rywalizacji w pałacu. Tymczasem książę Maxon
okazuje się zupełnie inny niż sądziła…
Na królewskie włości trafia 35 dziewcząt, z których połowa
zakochana jest w księciu, a spora część marzy tylko o koronie, sławie i pieniądzach.
Mimo to nie ma między nimi otwartych konfliktów, co jest wręcz zadziwiające. Co
prawda zasady nie pozwalają kandydatkom wchodzić w spory, jednak spodziewałam
się rozbudowanej siatki intryg i knowań, mających na celu sabotowanie działań
poszczególnych pań. Tymczasem nawet
zwykła zawiść jest niezwykle słabo zarysowana, co jest o tyle dziwne, że
wszyscy wiemy, jak bezlitosna potrafi być rywalizacja kobiet. Nienachalna jest
również atmosfera reality show. Poza tym, choć wiele dziewcząt, w tym America,
walczy o poprawę bytu swojej rodziny, kwestie społeczne również znajdują się na
dalszym planie. Słuszne wydaje mi się w tym momencie porównanie do Disneya, bo
u Kiery Cass podobnie – głównym wątkiem zawsze pozostaje zmieniające się
uczucie, nieważne jak bogate byłoby tło rozgrywających się zdarzeń.
Oczywiście nie sposób nie dostrzec w Rywalkach pewnych
schematów, znanych z modnych ostatnio powieści dla młodzieży. Prawdę mówiąc na
samym początku wszystko kojarzyło mi się z Igrzyskami Śmierci, choć
oczywiście rywalizacja kandydatek jest dużo przyjemniejsza i zdecydowanie mniej
krwawa, niż ta w świecie Suzanne Collins. Schemat jest jednak klasyczny – dwóch chłopaków
i niepokorna bohaterka pełna sercowych rozterek, plus sprawy wyższe, niezwykłej
wagi, choć rozgrywające się gdzieś w tle. Muszę jednak przyznać, że Rywalki czyta się dużo lepiej niż większość dostępnych na rynku dystopii – z jednej
strony jest to zasługa naprawdę przyzwoitego pióra autorki, z drugiej zaś
faktu, że w atmosferze pałacu, książąt i księżniczek wątek romansowy razi dużo
mniej niż na polu walki o przetrwanie.
Mimo że nastoletnie lata mam za sobą, zżyłam się z Americą
całym sercem. Polubiłam jej wybryki, ale też naturalność – myślę, że w
dzisiejszych sztucznych, plastikowych czasach może być dla młodych dziewczyn
ciekawym alternatywnym wzorcem. Do mnie przemówiła i teraz z niecierpliwością
czekam na dobroczyńcę, który podaruje mi drugi tom – może będzie to jakiś
książę na białym rumaku? (Dobra, przyznaję, książę przyjechał nie rumakiem,
lecz pociągiem i rzeczywiście podarował mi drugi tom!)
Subskrybuj:
Posty (Atom)