Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia "Ognisty Wiatr". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia "Ognisty Wiatr". Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 września 2014

William Nicholson - "Niewolni"

Spokój nie trwał długo - dający ochronę Pieśniarz Wiatru zamilkł, a łowcy niewolników obrali sobie za cel miasto ludu Manth. Po napaści w Aramanth nie pozostał kamień na kamieniu; ci, którzy przeżyli, zostali uprowadzeni i po długiej podróży trafiają do Hegemonii - kraju, gdzie nikt poza władcą nie jest wolny. Zbiec udało się tylko Kestrel, a celem i obsesją stała się dla niej zemsta na oprawcach. Czy uda jej się dotrzeć do najbliższych, zanim na dobre zadomowią się we wrogim miejscu?

Podczas lektury po prostu nie da się uniknąć porównań do pierwszego tomu cyklu, tym bardziej, że różnic jest co nie miara. Co gorsza, Niewolni już od pierwszej strony wypadają znacznie słabiej - nie ma tu wciągającej akcji, charakterystycznej dla Pieśniarza Wiatru, a szybkość czytania zawdzięczamy jedynie dość rozwlekłemu wydaniu, z którego słynie Fabryka Słów. Konstrukcja opowieści również się zmieniła - tekst składa się z rozdziałów ukazujących losy bohaterów oraz interwałów będących rozwinięciem prologu. Owe interwały wprowadzają wątek związany z historią ludu Manth, nie zostaje on jednak rozwinięty na tyle, by oceniać go jako wadę lub zaletę - jest to po prostu pewien element metafizyczny. W powieści został zarzucony motyw drogi - zamieniono go na statyczne obrazy rozgrywające się w dwóch sceneriach, oparte głównie o taktyki i rozważania, jak można wyjść z trudnej sytuacji. Skutkiem tego książce daleko jest do tekstu przygodowego, zachwycającego wartką akcją i niezwykłymi zdarzeniami, będącymi udziałem bohaterów.

Siłą powieści (zarówno tego tomu, jak i całej serii) jest lekkie pióro autora. Właściwie momentami nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, w rezultacie czego przez większość lektury poddałam się niekontrolowanemu chichotowi. William Nicholson ma zdecydowany talent do kreowania ciekawych i zabawnych postaci, a absurd jest jego bronią przed patosem niektórych poważnych sytuacji. Choć w książce nie brakuje okrucieństwa (jest go znacznie więcej niż w pierwszym tomie), w ostatecznym rozrachunku tekst wspominam jako pogodny i przyjemny w odbiorze - po raz kolejny miałam poczucie, że cała historia skończy się dobrze.

Mimo tego, że opowieść nie była tak wciągająca jak ta w Pieśniarzu Wiatru, nie żałuję zetknięcia z lekturą. Liczę, że pewne wątki, które pojawiły się w Niewolnych zostaną rozwiązane w ostatnim tomie cyklu, a akcja będzie prowadziła do satysfakcjonującego zakończenia. Choć z początku wydawało mi się, że poszczególne części opowieści będą odrębne, powoli wyłania się ich wspólny mianownik, który zdaje się być interesujący. Mam nadzieję, że już niebawem znajdę czas, by sprawdzić, jak kończy się historia niezwykłego rodzeństwa i ludu pochodzącego od słynnego proroka.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (400 stron).

wtorek, 19 sierpnia 2014

William Nicholson - "Pieśniarz Wiatru"

Aramanth to zamknięta kraina, której mieszkańcy żyją według jasno określonych reguł. Istotą systemu jest punktacja - ludzie są stale oceniani za to, co robią, w szkołach dzieci punktowane są za wyniki w nauce i swoje zachowanie, natomiast raz w roku do Wielkiego Egzaminu przystępują ojcowie, walczący o dobre imię najbliższych. Według zmieniającej się cyklicznie klasyfikacji przydzielane są mieszkania w jednej z czterech dzielnic, symbolizowanych kolorami oraz odległością od centrum. Najwyższą władzą w państwie jest Imperator, choć rzeczywiste rządy sprawuje coś na kształt komisji egzaminacyjnej i stojący na jej czele Wielki Egaminator.

W takim środowisku wychowuje się wielu młodych ludzi w tym bliźnięta - Kestrel i Bowman. Dzieci mają szczęście żyć w rodzinie o niezbyt poważnym stosunku do egzaminów, ich rodzice z przymrużeniem oka traktują codzienność w Aramanth. Jednak gdy sytuacja w szkole staje się napięta, takie wychowanie pokutuje - Kestrel buntuje się, a incydent z jej udziałem wstrząsa mieszkańcami spokojnego i uporządkowanego jak dotąd miasta. Przypadek sprawia, że dziewczyna unika kary, ponadto dowiaduje się o legendzie, opowiadającej o sposobie zwrócenia wolności mieszkańcom Aramanth. Podejmuje się wypełnienia niebezpiecznej i trudnej misji, a w podróż zabiera brata oraz... najgorszego ucznia w swojej klasie.

W pierwszej kolejności należy przyznać, że Pieśniarz Wiatru ma nieco dystopijny charakter. Choć pomysł niezwykłej organizacji społeczeństwa nie wyszedł od samych ludzi, tkwią oni w systemie opartym na szeroko zakrojonej propagandzie, a najwyższe władze wmawiają im, że taki układ jest dla nich jak najlepszy. Egzaminy i punkty promowany są jako wyjście sprawiedliwe, ponieważ każdy obywatel startuje z tego samego poziomu i co roku może zmienić swoje położenie. Mówi się, że wszystko zależy od wkładu pracy, a słabsze osoby traktuje się jako leniwe i nie podejmujące działań, jednak jest to w oczywisty sposób krzywdzące - tak naprawdę dzięki własnej pracy można podnieść się tylko do pewnego etapu, a przeskoczenie braków jest trudne, jeśli nie w ogóle niemożliwe.

Biorąc pod uwagę te aspekty można patrzeć na Pieśniarza Wiatru jak na krytykę systemów edukacji. Podczas Wielkiego Egzaminu, do którego co roku przystępują głowy rodzin, sprawdza się, czy znają gramatykę, arytmetykę i podstawy nauk, i to w oparciu o tę wiedzę ocenia się ich wartość i przydatność dla społeczeństwa. Nie ma tu miejsca na indywidualizm czy doskonalenie się w swoim fachu. Można być niewyobrażalnie dobrym meteorologiem, muzykiem czy krawcem, ale bez dobrego wyniku na Wielkim Egzaminie pozostanie się po prostu nikim, przynajmniej w oczach władz i innych mieszkańców Aramanth.

W zakresie treści w książce został wykorzystany klasyczny motyw drogi, trochę jak w Hobbicie czy Podróżach Guliwera - bohaterowie z tych czy innych powodów (tutaj trochę z buntu, a trochę z poczucia misji) wyruszają w drogę i... idą. Po drodze mijają najróżniejsze miejsca, poznają inne cywilizacje, wpadają w kłopoty, zyskują sprzymierzeńców, a nade wszystko - przeżywają przygody i rozwijają się. Nie ma tu miejsca na dłuższe poznawanie nowych rzeczy, trzeba adaptować się szybko i nigdzie nie zagrzewa się miejsca. Taka konwencja czyni z książki tekst przygodowy, pełen ciekawych zdarzeń i pozwalający zachwycać się wyobraźnią autora oraz uruchamiać własną.

Ponadto muszę powiedzieć, że Pieśniarza Wiatru czyta się trochę jak baśń - nie dość, że występuje w nim element legendy, to jeszcze zdarzenia układają się po niezwykle prostej linii. Bohaterowie przeżywają wiele ciekawych przygód, jednak zawsze na ich drodze pojawia się ktoś pomocny, a oni sami wciąż znajdują się w idealnym miejscu o idealnym czasie. Czuć tu oddech fatum i przeznaczenia, atmosfera jest nim przesycona. W przeciwieństwie do popularnych, współczesnych dystopii, w których co i rusz komuś dzieje się krzywda, a bohaterowie, których lubimy, umierają, tutaj czytelnik od początku do końca ma poczucie, że wszystko skończy się dobrze. Mnie osobiście się to podoba, trochę dość mam nerwowego "wyglądania za róg" i sprawdzania, czy moim ulubionym postaciom nie stanie się coś złego.

Jeśli chodzi o moje odczucia po lekturze, muszę przyznać, że nie tylko wciągnęłam się w treść, ale i nie zawiodłam - spodobał mi się pomysł na świat przedstawiony i wciąż pozostaję pod wrażeniem, jak wiele opcji na dystopie są w stanie wymyślić autorzy książek. Cała opowieść ma bardzo lekką konwencję, autor pokusił się o specyficzny język przekleństw, który niestety wyraźny jest tylko na początku tekstu. Poza tym nawet w sytuacjach trudnych bohaterom towarzyszy humor, który przechodzi na czytelnika - sama śmiałam się pod nosem prawie przez cały czas lektury. Zdecydowanie chcę sięgnąć po kolejne tomy i po raz kolejny żałuję, że ciekawa książka nie jest znana szerzej - moim zdaniem Pieśniarz Wiatru na to zasługuje.