Postanowiłam wreszcie zrobić porządek ze swoimi czytelniczymi marzeniami i poznać książki tych autorów, których do tej pory spychałam na później w zakupowym priorytecie. Na pierwszy ogień poszła Małgorzata Rogala – pomyślałam sobie, że jej nowa seria kryminalna to świetna okazja, żeby sprawdzić styl autorki i przekonać się, czy polubimy się na dłużej. Niestety, wychodzi na to, że po raz kolejny nienajlepiej dobrałam książkę do swojego gustu, bo zupełnie niechcący trafiłam na powieść-przedstawicielkę gatunku, który nie do końca mnie przekonuje.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał kobiecy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał kobiecy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 czerwca 2018
sobota, 1 października 2016
Danka Braun - "Nie zabijaj mnie, kochanie"
Po ostatniej przygodzie z książką Danki Braun nabrałam ochoty, aby wreszcie poznać całą serię. Co prawda ambitny plan zakładał rozpoczęcie od początku, jednak wiadomo: życie bywa nieprzewidywalne. Dzięki wydawnictwu trafiły do mnie dwa kryminalne dodatki ukazujące się pomiędzy częściami sagi i... no cóż, po prostu sięgnęłam po jeden z nich.
Marta jest łagodną, cichą osobą, nauczycielką biologii. Do tej pory całe jej życie oparte było o silne więzi rodzinne, jednak wszystko zmienia się w momencie, gdy umiera jej matka. Kobieta nie zdaje sobie sprawy, że pozornie przypadkowe zdarzenie drogowe może być związane z większą sprawą kryminalną, a także że ona sama wkrótce może stać się celem tych, którzy są odpowiedzialni za śmierć najbliższej jej osoby. Ponadto w życiu kobiety pojawia się dwóch charyzmatycznych mężczyzn - jeden wyraźnie nią zainteresowany, a drugi... Cóż, drugi rzuca nowe światło na rodzinną sytuację dziewczyny. Marta będzie musiała poradzić sobie nie tylko z prawdą o sobie i swoich rodzicach, ale także wyplątać się z afery, której stała się nieświadomym uczestnikiem.
Pisząc o kolejnej z rzędu powieści autorki nie jestem w stanie uniknąć porównań do innych części cyklu, które miałam okazję przeczytać. Niestety, gdy mój umysł zestawia Nie zabijaj mnie, kochanie choćby z Zabójczym urokiem blondynki, pierwsza książka wypada dość blado. Część odczuć z pewnością można zrzucić na karb tego, że jest to opowieść dość mocno osadzona w chronologii wydarzeń, jeśli rozumiecie o czym mowa - czasami poznawanie cyklu nie po kolei nie ma aż tak dużego znaczenia, jednak są przypadki, gdy jest to dość ważne. Tak było właśnie tym razem: znajomość fabuły późniejszych tomów, a przede wszystkim rodzinnych koligacji w nich panujących, odebrała mi co najmniej połowę zabawy z odkrywania kolejnych faktów, a już na pewno sporo emocji związanych z niepewnością przeżywaną przez główną bohaterkę. Trudno to zaliczyć do wad cyklu czy samej książki, jednak mnie osobiście mocno dało się we znaki.
Drugi element, który nie do końca mi zagrał, jest już znacznie bardziej obiektywny, chodzi bowiem o kreację rodziny Orłowskich. Jasne, nigdy nie miałam złudzeń, że książki Danki Braun opowiadają o losach typowych Polaków: status społeczny i powiązania pomiędzy członkami rodziny tworzą naprawdę niestandardową mieszankę. Jednakże choć ich losy nierzadko trąciły "Modą na sukces" w zdecydowanie lepszym wydaniu (to znaczy romansów w różnych konfiguracjach było co nie miara, ale opowieść zachowywała ramy, które sprawiały, że była zabawna i przyjemna, ale nie śmieszna czy żałosna), to zawsze tworzyły ciekawą całość. Z kolei tym razem wszystko wydawało mi się przesadne: postaci, łatwość, z którą Orłowscy przyjmują na swoje barki wszelkie niespodziewane zdarzenia, a także skala ich wpływów oraz możliwości.
Mimo tych mankamentów są pewne elementy, które pozostały niezmienne, a należą do nich lekkie pióro autorki oraz humor, jakim operuje. Cała prezentowana historia jest naprawdę zabawna i niezwykle przyjemnie się ją poznaje: lektura idealnie nadaje się chociażby na podróż, bo nie wymaga wielkiego skupienia, a skutecznie wciąga i umila nam czas. Poza tym dużym plusem, który widać wyraźniej z każdą poznawaną częścią, jest wewnętrzna spójność cyklu. Postaci jest tutaj sporo, ale żadna nie pojawia się przypadkowo: wszyscy razem tworzą skomplikowaną i prawdziwą siatkę powiązań, która zdaje się być bardzo dobrze przemyślana. Dlatego właśnie nie uważam serii wyłącznie za umilacz czasu: doceniam wkład autorki i jej talent do knucia intryg. Już nie mogę się doczekać kolejnej odsłony cyklu!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Sally Andrew – „Przepisy na miłość i zbrodnię” [recenzja przedpremierowa]
Czy można znaleźć przepis na każdą życiową sytuację? Tannie Maria, autorka prasowej rubryki kulinarnej, udowadnia nam, że jak najbardziej. Gdy gazeta zmuszona jest zrezygnować z jej opowieści o jedzeniu na rzecz kącika porad, wraz z redaktorkami wpada na pomysł, jak połączyć te dwie sprawy w coś całkiem nowego. Tym sposobem powstaje nowy dział, w którym czytelnicy przysyłają listy z opisami swoich problemów, a Tannie Maria odpowiada im poradą i specjalnie dobranym do trudności przepisem. Projekt realizuje się świetnie, jednak nikt nie przypuszcza, że za jego pośrednictwem autorka wmiesza się w kryminalną zagadkę.
Miałam już kilka podejść do tzw. „kryminałów kobiecych” i za każdym razem mocno się zawodziłam, bo albo część zagadkowa była po prostu infantylna, albo zdominowana przez nie najwyższych lotów historię miłosną, albo z kolei nie znajdowałam w nich absolutnie żadnego klimatu. Tym razem było zupełnie inaczej i wiem już, że właśnie takie książki chciałabym czytać. Przepisy… to cudowne połączenie powieści detektywistycznej z literaturą kobiecą, w którym proporcje są dobrane idealnie, zupełnie jak w dobrej kulinarnej recepturze. Znajdziemy tu zatem morderstwo, całą masę obyczajowych problemów, a także – jakże by inaczej – miłość. A wszystko to podane subtelnie i w bardzo przyjemny sposób.
Wielką siłą tej książki jest jej dynamika – chociaż możemy mieć wrażenie, że opowieść toczy się niespiesznie, tak naprawdę ani się spostrzegamy, kiedy mija połowa i docieramy do finału. Strony właściwie same przemykają nam przed oczami i niesamowicie łatwo wpadamy w wir wydarzeń. Prezentowana zagadka jest spójna, ciekawa i naprawdę mocno pogmatwana, dzięki czemu kolejne jej elementy odkrywamy z przyjemnością. Prawdę mówiąc stwierdzam ze smutkiem, że książka kończy się zbyt szybko – oczywiście prezentowana historia jest domknięta i nie pozostawia niedosytu, ale mimo wszystko ciężko było się z nią rozstać. Dodatkowym plusem konstrukcji jest fakt, że autorka nie podaje nam przepisów w trakcie trwania fabuły – wiele razy spotkałam się z takim zabiegiem w powieściach i zawsze był on tylko niepotrzebnym spowalniaczem. Tutaj wszystkie receptury znajdziemy na końcu, z dokładnymi wskazówkami co do wykonania.
Cudowne jest to, że przy całym dopracowaniu treści, wciąż mamy wyraźny klimat. A właściwie dwa klimaty – jeden związany ze zbrodnią, a drugi z gotowaniem. Nie wiem, jak mogłabym to opisać za pomocą słów, ale gdy rozpoczynają się fragmenty dotyczące kuchni, niemal możemy poczuć zapach potraw, którymi rozkoszują się bohaterowie. Opisy autorki są bardzo sugestywne i trafne, co pozwala nam na pełniejsze odczuwanie. Co ciekawe, podobnie ma się sprawa z płaszczyzną emocjonalną, bo napięcie budowane jest perfekcyjnie, a relacje między bohaterami wydają się naprawdę autentyczne.
Cieszę się, że miałam okazję poznać tę książkę, a jeszcze bardziej – że jest ona częścią cyklu. Będę czekała z niecierpliwością na kolejne tomy, a wszystkim zainteresowanym naprawdę polecam tę lekturę. Jest lekka, niezobowiązująca i klimatyczna, co dla mnie stanowi połączenie idealne.
Za udostępnienie e-booka do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Premiera 20 lipca!
Miałam już kilka podejść do tzw. „kryminałów kobiecych” i za każdym razem mocno się zawodziłam, bo albo część zagadkowa była po prostu infantylna, albo zdominowana przez nie najwyższych lotów historię miłosną, albo z kolei nie znajdowałam w nich absolutnie żadnego klimatu. Tym razem było zupełnie inaczej i wiem już, że właśnie takie książki chciałabym czytać. Przepisy… to cudowne połączenie powieści detektywistycznej z literaturą kobiecą, w którym proporcje są dobrane idealnie, zupełnie jak w dobrej kulinarnej recepturze. Znajdziemy tu zatem morderstwo, całą masę obyczajowych problemów, a także – jakże by inaczej – miłość. A wszystko to podane subtelnie i w bardzo przyjemny sposób.
Wielką siłą tej książki jest jej dynamika – chociaż możemy mieć wrażenie, że opowieść toczy się niespiesznie, tak naprawdę ani się spostrzegamy, kiedy mija połowa i docieramy do finału. Strony właściwie same przemykają nam przed oczami i niesamowicie łatwo wpadamy w wir wydarzeń. Prezentowana zagadka jest spójna, ciekawa i naprawdę mocno pogmatwana, dzięki czemu kolejne jej elementy odkrywamy z przyjemnością. Prawdę mówiąc stwierdzam ze smutkiem, że książka kończy się zbyt szybko – oczywiście prezentowana historia jest domknięta i nie pozostawia niedosytu, ale mimo wszystko ciężko było się z nią rozstać. Dodatkowym plusem konstrukcji jest fakt, że autorka nie podaje nam przepisów w trakcie trwania fabuły – wiele razy spotkałam się z takim zabiegiem w powieściach i zawsze był on tylko niepotrzebnym spowalniaczem. Tutaj wszystkie receptury znajdziemy na końcu, z dokładnymi wskazówkami co do wykonania.
Cudowne jest to, że przy całym dopracowaniu treści, wciąż mamy wyraźny klimat. A właściwie dwa klimaty – jeden związany ze zbrodnią, a drugi z gotowaniem. Nie wiem, jak mogłabym to opisać za pomocą słów, ale gdy rozpoczynają się fragmenty dotyczące kuchni, niemal możemy poczuć zapach potraw, którymi rozkoszują się bohaterowie. Opisy autorki są bardzo sugestywne i trafne, co pozwala nam na pełniejsze odczuwanie. Co ciekawe, podobnie ma się sprawa z płaszczyzną emocjonalną, bo napięcie budowane jest perfekcyjnie, a relacje między bohaterami wydają się naprawdę autentyczne.
Cieszę się, że miałam okazję poznać tę książkę, a jeszcze bardziej – że jest ona częścią cyklu. Będę czekała z niecierpliwością na kolejne tomy, a wszystkim zainteresowanym naprawdę polecam tę lekturę. Jest lekka, niezobowiązująca i klimatyczna, co dla mnie stanowi połączenie idealne.
Za udostępnienie e-booka do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Premiera 20 lipca!
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Danka Braun – „Zabójczy urok blondynki”
Jakiś czas temu, podczas czytania książki 450 stron, po raz pierwszy spotkałam się z określeniem „kryminał kobiecy”. Bądźmy szczerzy – wówczas nie byłam zbyt zadowolona, więc nie nastawiłam się do gatunku w pozytywny sposób; nie sądziłam, że tak szybko przyjdzie mi zetknąć się z nim ponownie. Teraz, gdy skończyłam lekturę książki Danki Braun, wiem, że są powieści lepsze, które również śmiało można w ten gatunek wpisać, do konwencji pasują bowiem idealnie. O jednej z nich zaraz Wam opowiem.
Zabójczy urok blondynki to obyczajowo pogmatwana powieść z wątkiem kryminalnym. Nie chcę się rozpisywać na temat jej fabuły, bo zdradzenie wszystkich istotnych elementów mocno zepsułoby zabawę, a pominięcie ich w opisie sprawiłoby, że byłby niekompletny i niezrozumiały. Mogę zdradzić tyle, że akcja książki dzieje się w luksusowym hotelu w Jaśle, a jej bohaterami jest grupa osób w przedziwnych kombinacjach rodzinno-przyjacielsko-miłosno-erotycznych. Choć w takiej sytuacji aspekty obyczajowe są dla fabuły niezwykle ważne i to one wysuwają się na pierwszy plan, również zbrodnia jest uwydatniona i mocno podkreślona. Wątek kryminalny potraktowany jest w bardzo ciekawy sposób – książkę otwiera scena z udziałem ofiary, jednak nie zostaje zdradzona jej tożsamość; wiemy jedynie, że jest to kobieta, jednak tych mamy w książce kilkoro. Na domiar złego po krótkiej scenie wstępnej następuje właściwa fabuła, której akcja toczy się przed wspomnianą zbrodnią, zostajemy zatem zaciekawieni, ale absolutnie z niczym. Od tej pory musimy walczyć z napięciem i ciekawością, obserwując powolny rozwój sytuacji.
Osią całej powieści Danki Braun są bohaterowie – jest ich naprawdę dużo i raczej nie od razu uda nam się ogarnąć wszystkie łączące ich powiązania. Przy pierwszym kontakcie z książką podśmiewałam się ze znajdującego się na początku wykazu postaci, który przypomina ten znany ze sztuk teatralnych, jednak szybko zrozumiałam, że jest to ściągawka niezbędna, która i tak nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów. Z każdą chwilą na scenę wkraczają kolejne osoby, a większość z nich w jakiś sposób wpływa na znaną już siatkę zależności zmieniając relacje lub dodając nowe powiązania. Wszystko to jest naprawdę pogmatwane i momentami przypomina Modę na sukces, ale jest w tym jakiś urok i konsekwencja autorki. Poza tym wszelkie koligacje mają sens, brak tu fabularnych czy motywacyjnych zgrzytów, a poza tym niektóre postaci są naprawdę świetnie rozpisane.
Jeśli chodzi o stronę techniczną książki i satysfakcję z lektury, oba te aspekty mogę ująć na plus. Książka napisana jest w sposób lekki i przystępny, wciąga, jest w stanie zainteresować i czyta się naprawdę świetnie. Moim zdaniem nadaje się idealnie dla tych kobiet, które lubiłyby kryminały, gdyby nie współczesne umiłowanie brutalności i obrzydliwości, a także dla tych, które nie zamykają się ze swoimi upodobaniami w wąskich ramach gatunkowych. Zabójczy urok blondynki to naprawdę przyzwoita opowieść, która kusi nie tylko lekkością, ale też opowiedzianą w niej historią, która wymaga od czytelnika nieco zaangażowania i pozwala dokładnie wszystko prześledzić i zanalizować. Mnie takie połączenie kryminału i powieści obyczajowej bardzo się spodobało i z wielką radością sięgnę po poprzednie książki Danki Braun. Jak to się stało, że tak późno o niej usłyszałam?
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.
Zabójczy urok blondynki to obyczajowo pogmatwana powieść z wątkiem kryminalnym. Nie chcę się rozpisywać na temat jej fabuły, bo zdradzenie wszystkich istotnych elementów mocno zepsułoby zabawę, a pominięcie ich w opisie sprawiłoby, że byłby niekompletny i niezrozumiały. Mogę zdradzić tyle, że akcja książki dzieje się w luksusowym hotelu w Jaśle, a jej bohaterami jest grupa osób w przedziwnych kombinacjach rodzinno-przyjacielsko-miłosno-erotycznych. Choć w takiej sytuacji aspekty obyczajowe są dla fabuły niezwykle ważne i to one wysuwają się na pierwszy plan, również zbrodnia jest uwydatniona i mocno podkreślona. Wątek kryminalny potraktowany jest w bardzo ciekawy sposób – książkę otwiera scena z udziałem ofiary, jednak nie zostaje zdradzona jej tożsamość; wiemy jedynie, że jest to kobieta, jednak tych mamy w książce kilkoro. Na domiar złego po krótkiej scenie wstępnej następuje właściwa fabuła, której akcja toczy się przed wspomnianą zbrodnią, zostajemy zatem zaciekawieni, ale absolutnie z niczym. Od tej pory musimy walczyć z napięciem i ciekawością, obserwując powolny rozwój sytuacji.
Osią całej powieści Danki Braun są bohaterowie – jest ich naprawdę dużo i raczej nie od razu uda nam się ogarnąć wszystkie łączące ich powiązania. Przy pierwszym kontakcie z książką podśmiewałam się ze znajdującego się na początku wykazu postaci, który przypomina ten znany ze sztuk teatralnych, jednak szybko zrozumiałam, że jest to ściągawka niezbędna, która i tak nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów. Z każdą chwilą na scenę wkraczają kolejne osoby, a większość z nich w jakiś sposób wpływa na znaną już siatkę zależności zmieniając relacje lub dodając nowe powiązania. Wszystko to jest naprawdę pogmatwane i momentami przypomina Modę na sukces, ale jest w tym jakiś urok i konsekwencja autorki. Poza tym wszelkie koligacje mają sens, brak tu fabularnych czy motywacyjnych zgrzytów, a poza tym niektóre postaci są naprawdę świetnie rozpisane.
Jeśli chodzi o stronę techniczną książki i satysfakcję z lektury, oba te aspekty mogę ująć na plus. Książka napisana jest w sposób lekki i przystępny, wciąga, jest w stanie zainteresować i czyta się naprawdę świetnie. Moim zdaniem nadaje się idealnie dla tych kobiet, które lubiłyby kryminały, gdyby nie współczesne umiłowanie brutalności i obrzydliwości, a także dla tych, które nie zamykają się ze swoimi upodobaniami w wąskich ramach gatunkowych. Zabójczy urok blondynki to naprawdę przyzwoita opowieść, która kusi nie tylko lekkością, ale też opowiedzianą w niej historią, która wymaga od czytelnika nieco zaangażowania i pozwala dokładnie wszystko prześledzić i zanalizować. Mnie takie połączenie kryminału i powieści obyczajowej bardzo się spodobało i z wielką radością sięgnę po poprzednie książki Danki Braun. Jak to się stało, że tak późno o niej usłyszałam?
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.
poniedziałek, 21 września 2015
Patrycja Gryciuk - "450 stron"
Do czego posuną się ludzie, aby wypromować książkę? Wiktorię Moreau, która właśnie wydaje swój kolejny kryminał, czeka sporo niespodziewanych trudności – najpierw, jeszcze przed premierą tekstu, do sądu wpływa sprawa o zniesławienie, którego miała dopuścić się autorka na łamach powieści, później książka okazuje się plagiatem, a na domiar złego na jaw wychodzi fakt, że ktoś popełnia morderstwa w sposób zgodny z osią fabularną. Kto stoi za niecodzienną aferą? I jak w trudną sytuację wpisze się życie prywatne autorki?
Mimo tego, że opis okładkowy niesamowicie mnie zachęcił, nie jestem w stanie wystawić tej książce pozytywnej opinii. Przede wszystkim zawiodła fabuła - w moim odczuciu nie jest ona w żadnym stopniu wciągająca, w dodatku brakuje tu napięcia, które powinno być cechą charakterystyczną kryminału. Rozdziały są krótkie, to fakt, jednak to, że książkę czyta się szybko, nie świadczy jeszcze o wartkości akcji. Tak naprawdę naprzemiennie nudziłam się i przewracałam oczami z niezadowoleniem, bo ani zabójstwa, ani tajemnica nie były w stanie zachęcić mnie na tyle, abym na dobre się książką zainteresowała.
Kolejną sprawą jest sama tematyka powieści. Zamiast dobrego, zgrabnie skonstruowanego kryminału otrzymujemy w znacznej mierze obyczajówkę, w dodatku nie najwyższych lotów. Bohaterowie są przesłodzeni i wyidealizowani, mało realistyczni, wykreowani dokładnie w punkt. To samo dotyczy z resztą fabuły – gdziekolwiek ciężko byłoby ją spoić, sprawę załatwiają szczęśliwe zbiegi okoliczności. Całości dopełnia specyficzny ogląd świata wyższych sfer, gdzie królują właściwie same puste i płytkie wartości. Wszystko to razem daje mieszankę mdłą, jednostronną i bardzo męczącą w kontakcie.
Za zaletę tekstu można uznać tło, na którym rozgrywa się akcja. Świat wydawniczy nie pojawia się w książkach aż tak często, a możliwość obserwowania kulis rodzimego rynku dodatkowo pobudza ciekawość czytelnika. Niestety, w kontraście dla ciekawego i dość autentycznego (przynajmniej z mojej perspektywy) obrazu rynku książkowego, otrzymujemy kompletnie nieprofesjonalne podejście do pracy policji i systemów jej działania.
Po lekturze 450 stron jednego jestem pewna - kryminały "kobiece" nie są dla mnie, zdecydowanie wolę bardziej klasyczną stronę tego gatunku.W książce Patrycji Gryciuk nie znalazłam niczego, co mogłoby mnie zainteresować na dłuższą metę, a sposób ujęcia wydarzeń i opisu bohaterów zwyczajnie mnie denerwował. Męczyłam się mocno, jestem jednak świadoma, że znajdą się osoby, którym taki sposób prowadzenia fabuły może się spodobać. Tylko myślę sobie, że autorce bliżej do Nory Roberts niż Harlana Cobena.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.
Mimo tego, że opis okładkowy niesamowicie mnie zachęcił, nie jestem w stanie wystawić tej książce pozytywnej opinii. Przede wszystkim zawiodła fabuła - w moim odczuciu nie jest ona w żadnym stopniu wciągająca, w dodatku brakuje tu napięcia, które powinno być cechą charakterystyczną kryminału. Rozdziały są krótkie, to fakt, jednak to, że książkę czyta się szybko, nie świadczy jeszcze o wartkości akcji. Tak naprawdę naprzemiennie nudziłam się i przewracałam oczami z niezadowoleniem, bo ani zabójstwa, ani tajemnica nie były w stanie zachęcić mnie na tyle, abym na dobre się książką zainteresowała.
Kolejną sprawą jest sama tematyka powieści. Zamiast dobrego, zgrabnie skonstruowanego kryminału otrzymujemy w znacznej mierze obyczajówkę, w dodatku nie najwyższych lotów. Bohaterowie są przesłodzeni i wyidealizowani, mało realistyczni, wykreowani dokładnie w punkt. To samo dotyczy z resztą fabuły – gdziekolwiek ciężko byłoby ją spoić, sprawę załatwiają szczęśliwe zbiegi okoliczności. Całości dopełnia specyficzny ogląd świata wyższych sfer, gdzie królują właściwie same puste i płytkie wartości. Wszystko to razem daje mieszankę mdłą, jednostronną i bardzo męczącą w kontakcie.
Za zaletę tekstu można uznać tło, na którym rozgrywa się akcja. Świat wydawniczy nie pojawia się w książkach aż tak często, a możliwość obserwowania kulis rodzimego rynku dodatkowo pobudza ciekawość czytelnika. Niestety, w kontraście dla ciekawego i dość autentycznego (przynajmniej z mojej perspektywy) obrazu rynku książkowego, otrzymujemy kompletnie nieprofesjonalne podejście do pracy policji i systemów jej działania.
Po lekturze 450 stron jednego jestem pewna - kryminały "kobiece" nie są dla mnie, zdecydowanie wolę bardziej klasyczną stronę tego gatunku.W książce Patrycji Gryciuk nie znalazłam niczego, co mogłoby mnie zainteresować na dłuższą metę, a sposób ujęcia wydarzeń i opisu bohaterów zwyczajnie mnie denerwował. Męczyłam się mocno, jestem jednak świadoma, że znajdą się osoby, którym taki sposób prowadzenia fabuły może się spodobać. Tylko myślę sobie, że autorce bliżej do Nory Roberts niż Harlana Cobena.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









