Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saga: miłość namiętność pożądanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saga: miłość namiętność pożądanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 czerwca 2018

5 serii obyczajowych idealnych na upały i wakacyjny relaks



Wystarczył tydzień upałów i jedna wizyta na plaży, żeby w moim czytelniczym mózgu coś się przestawiło: weszłam w tryb wakacyjny, w którym pozostanę najprawdopodobniej aż do jesieni. Kryminały, w których zaczytywałam się zimą, nagle przestały mi się podobać, za to zaczęłam tęsknie spoglądać na regał, który mieści moje ukochane serie obyczajowe. Jako że wakacje zwykle są czasem zmniejszonej aktywności wydawniczej, plan mam prosty: odkopię się z zaległości blogowych i wrócę do tych wszystkich wspaniałości...

niedziela, 20 sierpnia 2017

Danka Braun – „Historia pewnej zazdrości”



Kiedy usłyszałam, że w najnowszej powieści części sagi Miłość – namiętność – pożądanie starsze pokolenie ustępuje pola młodszemu, bardzo się ucieszyłam. To, co wyprawiał Robert Orłowski w poprzednich tomach, musiało w którymś momencie zostać może nie tyle zakończone, co w pewnym stopniu ukrócone, chociażby z racji jego wieku. Poza tym młodzi również mają sporo do powiedzenia – byłam pewna, że wyobraźnia autorki nie pozostawi ich życia spokojnym i nudnym. Cóż, przynajmniej w tym jednym względzie się nie pomyliłam…

Historia pewnej zazdrości oparta jest o dwie osie fabularne: „czas antenowy” podzielony jest równo między dzieci Orłowskich, Izę i Krzyśka. Wątki rozwijają się równolegle, ale niemal w ogóle się ze sobą nie łączą; w moim odczuciu są także dość nierówne. Jeden mnie fascynował, drugi irytował; w jednym zachwycałam się spójnością, w drugim co chwilę coś mi zgrzytało.

Zacznijmy od pozytywów, czyli tej części książki, która poświęcona jest Krzyśkowi. Syn Orłowskich staje przed bardzo ciężkim zadaniem: musi zbudować patchworkową rodzinę, w dodatku gdy jedno z dzieci jest do tego bardzo niechętne. Z jednej strony ma na głowie ojca, który chce o wszystkim decydować, z drugiej rywalizujące ze sobą kobiety, matki jego synów. Ten wątek wywołał u mnie bardzo dużo emocji – momentami miałam ochotę nawrzeszczeć na bohaterów, że są idiotami i że sami są sobie winni. Poczytuję to jako zaletę, bo tylko dobrze poprowadzone, autentyczne historie wywołują u mnie taką reakcję. Wydaje mi się, że zachowanie bohaterów zostało przedstawione bardzo trafnie i logicznie – ich wcześniejsze decyzje mają jasny wpływ na dalszy przebieg wydarzeń.

Z kolei wątek Izy to zmiana o 180 stopni. Wchodząca w dorosłość Orłowska pakuje się w romans z (dalekim, ale zawsze) kuzynem i robi głupotę za głupotą. Tutaj wszystko wydawało mi się przesadzone, niespójne, a do tego koszmarnie irytujące. Przegapiłam moment, kiedy Iza stała się wyrachowana i cyniczna, a przy tym tak bardzo niedojrzała, by popełniać błędy, które zupełnie nie współgrają z jej rzekomą inteligencją. Z perspektywy czasu jestem w stanie wyodrębnić kilka motywów jej postępowania, a oceniana na chłodno nie wydaje się tak niespójna, jednak wciąż uważam, że opowieść o niej została w książce zaprezentowana zbyt szybko i powierzchownie, przez co bardzo dużo straciła.

Gdzieś między tymi dwoma osiami fabuły przewija się główny bohater cyklu, Robert Orłowski, który próbuje oszukać czas, a przez to staje się jeszcze bardziej nieznośny. Chce mieć kontrolę nad wszystkim i wszystkimi, a gdy ją traci, wpada w gniew i otwarcie deklaruje dezaprobatę, przez co odpowiada za większość konfliktów w rodzinie. Robert ewidentnie ma problem: z tym, że jego dzieci dorosły i nie życzą sobie, by układał im życie w najdrobniejszych szczegółach. Mimo skrajności zachowań to on pozostaje najciekawszą i najlepiej skonstruowaną postacią całej serii.

Chociaż bardzo chciałam zobaczyć w akcji młodsze pokolenie Orłowskich, nie jestem do końca zadowolona z przebiegu spraw i trochę boję się, co autorka zgotuje bohaterom w ewentualnych kolejnych częściach cyklu. Dobrze, że mam przed sobą lekturę trzech pierwszych tomów – potraktuję to jako prequel i chętnie wrócę do ulubionych bohaterów.






Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.

środa, 17 sierpnia 2016

Danka Braun – „Historia pewnej rozwiązłości”

Długo zastanawiałam się, czy sięgać po kolejną odsłonę cyklu Danki Braun, zważywszy że swoją z nim przygodę zaczęłam od końca i jak do tej pory nie zebrałam się w sobie, aby nabyć pierwsze części, nie wspominając o ich czytaniu. Teraz, z perspektywy czasu, cieszę się, że skusiłam się na Historię pewnej rozwiązłości, bo o ile moje poprzednie spotkanie z twórczością autorki było po prostu ciekawe, o tyle to zwyczajnie mnie zachwyciło i przekonało całkowicie, że cykl będzie dla mnie strzałem w dziesiątkę. Tylko portfel płacze na myśl o zakupie pięciu brakujących tytułów... Ale na tak wciągające książki nigdy nie było mi szkoda pieniędzy i czasu.

Trudno jest w jakiś sposób opowiadać o fabule powieści, gdy na rynku pojawiło się już tyle jej części - właściwie każda informacja jest w tym przypadku spoilerem dla osób, które mają przed sobą lekturę pierwszych tomów cyklu. Starym wyjadaczom wspomnieć mogę jedynie, że małżeństwo Orłowskich, które do tej pory wydawało się niemal idealne, przeżyje poważny kryzys. W rodzinie pojawią się duże problemy zdrowotne, romanse, a dokonane wybory przyniosą skutki - często znacznie poważniejsze, niż podejrzewano. Nie zabraknie zagłębiania się w przeszłość i odkrywania niektórych postaci na nowo, dzięki poznawaniu ich historii wpływającej na aktualne motywy zachowania.

Właśnie elementy związane z przeszłością bohaterów podobały mi się najbardziej zarówno w tej książce, jak i w czytanym przeze mnie poprzednio Zabójczym uroku blondynki. W odróżnieniu od Historii pewnej rozwiązłości tamta książka nie należała do głównej osi cyklu Miłość, namiętność, pożądanie, stanowiła jedynie dodatek rozbudowujący fabułę i pozostający w ścisłym związku z bohaterami. O ile ta dodatkowa historia była mocna, bo silnie naznaczona kryminałem, o tyle Historii... znacznie bliżej do zwykłej obyczajówki. Chociaż nie, nie powinnam używać tego sformułowania, które z pewnością wiele osób zniechęci tak, jak zniechęciłoby mnie. Nie zrozumcie mnie źle, bo historia, choć posiada silny element romansu i jest w głównej mierze oparta na relacjach międzyludzkich, skonstruowana jest dużo lepiej niż większość znanych mi obyczajówek.

Nie znając początków opowieści nie mogę się wypowiedzieć na temat rozwoju postaci, jednak widzę wyraźnie, że każda z nich jest dobrze przemyślana i rozpisana. Autorka uwzględnia indywidualne cechy bohaterów i każdemu z nich kreśli wieloletnią historię. Odkrywając kolejne jej elementy możemy sami poznać i zrozumieć motywy działania poszczególnych osób, często dopiero po dłuższym czasie jesteśmy w stanie zrozumieć, czemu zdecydowali się na takie a nie inne postępowanie. Co ważne, poszczególne postaci są ze sobą silnie związane - autorka duży nacisk położyła na to, jaki wpływ ma na poszczególne osoby ich środowisko wychowania, w jaki sposób podobni (lub różni) są poszczególni członkowie rodziny, a także jakie (często dramatyczne i ciągnące się przez wiele lat) skutki mają podejmowane przez nich decyzje. Rodzina Orłowskich oraz ich otoczenie zawiera w sobie bardzo wiele osób, zatem bohaterowie tworzą ciekawą siatkę zależności. Nie jest to jednak nic skomplikowanego, nawet rozpoczynając przygodę z cyklem od środka szybko połapiemy się, kto jest kim.

Tak jak wspomniałam na początku, lektura Historii pewnej rozwiązłości utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinnam lepiej poznać cały cykl, najlepiej rozpoczynając go od początku. Zrobiłam tak już w przypadku jednej serii obyczajowej (cyklu prowincjonalnego Katarzyny Enerlich) i nic złego się nie wydarzyło, bo pozostałe walory fabuły wynagrodziły mi, że wiedziałam z góry, jak potoczą się losy głównych bohaterów. Mam wielką nadzieję, że podobnie będzie w tym przypadku, a odkrywanie szczegółów tych wydarzeń, które w tym momencie są dla bohaterów rzadko podejmowanymi wspomnieniami, sprawi mi dużo satysfakcji. Póki co powiedzieć mogę jedno: Danka Braun zachwyca zarówno w wydaniu obyczajowym, jak kryminalnym. Powieści czyta się szybko, lekko, a losy bohaterów po prostu pochłaniają czytelnika tak, że nie chce się odkładać książki na bok przed jej zakończeniem. Jak dla mnie zestawienie absolutnie idealne.






Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Danka Braun – „Zabójczy urok blondynki”

Jakiś czas temu, podczas czytania książki 450 stron, po raz pierwszy spotkałam się z określeniem „kryminał kobiecy”. Bądźmy szczerzy – wówczas nie byłam zbyt zadowolona, więc nie nastawiłam się do gatunku w pozytywny sposób; nie sądziłam, że tak szybko przyjdzie mi zetknąć się z nim ponownie. Teraz, gdy skończyłam lekturę książki Danki Braun, wiem, że są powieści lepsze, które również śmiało można w ten gatunek wpisać, do konwencji pasują bowiem idealnie. O jednej z nich zaraz Wam opowiem.

Zabójczy urok blondynki to obyczajowo pogmatwana powieść z wątkiem kryminalnym. Nie chcę się rozpisywać na temat jej fabuły, bo zdradzenie wszystkich istotnych elementów mocno zepsułoby zabawę, a pominięcie ich w opisie sprawiłoby, że byłby niekompletny i niezrozumiały. Mogę zdradzić tyle, że akcja książki dzieje się w luksusowym hotelu w Jaśle, a jej bohaterami jest grupa osób w przedziwnych kombinacjach rodzinno-przyjacielsko-miłosno-erotycznych. Choć w takiej sytuacji aspekty obyczajowe są dla fabuły niezwykle ważne i to one wysuwają się na pierwszy plan, również zbrodnia jest uwydatniona i mocno podkreślona. Wątek kryminalny potraktowany jest w bardzo ciekawy sposób – książkę otwiera scena z udziałem ofiary, jednak nie zostaje zdradzona jej tożsamość; wiemy jedynie, że jest to kobieta, jednak tych mamy w książce kilkoro. Na domiar złego po krótkiej scenie wstępnej następuje właściwa fabuła, której akcja toczy się przed wspomnianą zbrodnią, zostajemy zatem zaciekawieni, ale absolutnie z niczym. Od tej pory musimy walczyć z napięciem i ciekawością, obserwując powolny rozwój sytuacji.

Osią całej powieści Danki Braun są bohaterowie – jest ich naprawdę dużo i raczej nie od razu uda nam się ogarnąć wszystkie łączące ich powiązania. Przy pierwszym kontakcie z książką podśmiewałam się ze znajdującego się na początku wykazu postaci, który przypomina ten znany ze sztuk teatralnych, jednak szybko zrozumiałam, że jest to ściągawka niezbędna, która i tak nie rozwiązuje wszystkich naszych problemów. Z każdą chwilą na scenę wkraczają kolejne osoby, a większość z nich w jakiś sposób wpływa na znaną już siatkę zależności zmieniając relacje lub dodając nowe powiązania. Wszystko to jest naprawdę pogmatwane i momentami przypomina Modę na sukces, ale jest w tym jakiś urok i konsekwencja autorki. Poza tym wszelkie koligacje mają sens, brak tu fabularnych czy motywacyjnych zgrzytów, a poza tym niektóre postaci są naprawdę świetnie rozpisane.

Jeśli chodzi o stronę techniczną książki i satysfakcję z lektury, oba te aspekty mogę ująć na plus. Książka napisana jest w sposób lekki i przystępny, wciąga, jest w stanie zainteresować i czyta się naprawdę świetnie. Moim zdaniem nadaje się idealnie dla tych kobiet, które lubiłyby kryminały, gdyby nie współczesne umiłowanie brutalności i obrzydliwości, a także dla tych, które nie zamykają się ze swoimi upodobaniami w wąskich ramach gatunkowych. Zabójczy urok blondynki to naprawdę przyzwoita opowieść, która kusi nie tylko lekkością, ale też opowiedzianą w niej historią, która wymaga od czytelnika nieco zaangażowania i pozwala dokładnie wszystko prześledzić i zanalizować. Mnie takie połączenie kryminału i powieści obyczajowej bardzo się spodobało i z wielką radością sięgnę po poprzednie książki Danki Braun. Jak to się stało, że tak późno o niej usłyszałam?





Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.