Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewolnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewolnictwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 października 2017

Marlon James – „Księga nocnych kobiet”






Chcecie ją znać, to musicie wiedzieć dwie rzeczy. Jak tylko wyszła na ten świat, kobiety zbliżyły się do niej ze strachem i dygotem, a to przez te zielone oczęta, co rozjaśniają każdą izbę, ale inaczej jak słońce. Nikt nie chciał dziewczyneczki, nadzorca Jack Wilkins musiał nakazać, żeby jakaś czarna ją wzięła, bo baby i chłopy ugadalii, że porzucą maleńką w buszu, to ją ziemia na powrót przyjmie. I jeszcze jedno. Dzieciątko takie jak Lilit nie rodzi się z zielonymi oczami, bo niby Bóg łaskawy dla czarnej dziewczyny.[s.11]


Bo gdy rodzi się córka niewolnicy i białego mężczyzny, nikt nie świętuje. Zostaje tylko strach.

Poznałam już całkiem sporo powieści o niewolnictwie, nierównościach i walce o wyzwolenie, a jednak uważam, że Księga nocnych kobiet jest książką wyjątkową. W świecie jasnych podziałów, gdzie na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być czarno-białe, autor znalazł miejsce na wiele odcieni szarości. Drobne sprawki, zarówno niewolników, jak i białych plantatorów, intrygi, interesy – wszystko to idealnie się przenika, tworząc spójny ekosystem. Nawet w tak niewdzięcznym otoczeniu autorowi udało się jasno przekazać to, co dla nas jest oczywiste, choć w czasach powieści wcale takie nie było: że ludzie, niezależnie od koloru skóry, są sobie równi, bo dzielą te same siły i słabości. Z niezwykłą dbałością o szczegóły pokazane zostały różne obszary, a obie strony miały okazję, by wykazać się zarówno lojalnością, jak i skrajnym okrucieństwem.

Nie bez znaczenia dla odbioru tej historii jest niezwykły język, którym powieść została napisana – chylę czoła zarówno przed autorem, jak i przed tłumaczem, który odpowiada za polski przekład, bo obie wersje z pewnością wymagały bardzo dużego nakładu pracy. Narracja stylizowana jest na opowieść snutą niespiesznie i w bardzo prosty sposób, ewidentnie przez osobę niewykształconą, bo język często jest niepoprawny, a gramatyka kuleje. Księga nocnych kobiet może być prezentowana jako przykład tekstu, który niebezpiecznie zbliża się do granicy między stylistyczną porażką i arcydziełem, przy czym absolutnie jej nie przekracza, a tym samym budzi zachwyt. Tak poprowadzona opowieść ma dodatkowy klimat, który w połączeniu z bezpośredniością przekazu (cała historia opowiadana jest bardzo wprost i bardzo brutalnie, co w wielu scenach – gwałtu, przemocy, kłótni – robi naprawdę piorunujące wrażenie) wywołuje w czytelniku wiele silnych emocji. 

Ogromną siłą powieści Marlona Jamesa są również bohaterowie, a właściwie bohaterki, bo w znacznej mierze jest to książka o kobietach – to one są najbarwniejsze, najlepiej ukazane i to ich działania stają się przyczynkiem do rewolucji. Księga... jest zatem opowieścią o burzliwych relacjach, prawdziwym zaangażowaniu i wewnętrznej sile, która pozwala organizować otoczenie i stawać do walki o to, co najważniejsze. 

Nie czytałam Krótkiej historii siedmiu zabójstw, poprzedniej książki autora, ale na pewno po nią sięgnę. Tymczasem "Księga nocnych kobiet" trafia na moją listę najlepszych powieści 2017 roku.






Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 15 lutego 2015

Sue Monk Kidd - "Czarne skrzydła"


Sarah Grimké to niezwykła młoda dama – inteligentna, wrażliwa, pełna niecodziennych ambicji. Gdy na jedenaste urodziny otrzymuje własną niewolnicę, jej głównym celem staje się dokonanie uwolnienia. W obliczu sprzeciwu rodziców, adaptując się do sytuacji dziewczyna zaprzyjaźnia się z Murzynką; swoją postawą zasiewa ziarno buntu i poczucia własnej wartości, które będzie kiełkować powoli, ale z niespotykaną siłą. Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw – Sary oraz Hetty zwanej Szelmą (wspomnianej niewolnicy). Akcja obejmuje 35 lat jednego z najbardziej burzliwych okresów w historii Stanów Zjednoczonych, a przez cały ten czas losy kobiet mniej lub bardziej się ze sobą wiążą i przeplatają. Choć każda z nich idzie własną drogą i na swój sposób szuka szczęścia oraz spełnienia, niezależnie od okoliczności łączy je silna więź, która stanie się jednym z przyczynków do zmian na ogromną skalę.

Czarne skrzydła to powieść wielowymiarowa. Pierwszą istotną warstwą jest nasuwający się w oczywisty sposób wątek związany z niewolnikami i raczkującym dopiero ruchem abolicjonistów. Czytelnik ma szansę obserwować, z jaki trudem odbywała się zmiana w myśleniu białych amerykanów i jak niesprawiedliwy był dawny system oparty na niewolnictwie. Wprowadzenie do opowieści perspektywy czarnoskórej bohaterki było wspaniałym posunięciem i pozwoliło na świetne ukazanie obu stron medalu. Z rozpoczęciem walki o prawa człowieka zbiegły się zarówno niepokoje po stronie niewolników, jak i inny, pozornie niezwiązany temat – pierwsze kroki do ruchów feministycznych. Również o nich traktuje powieść, a to za sprawą głównej bohaterki - Sarah Grimké i jej siostra Angelina były jednymi z pierwszych kobiet, które dopuszczono do wystąpień publicznych. Można powiedzieć, że udało im się osiągnąć dwa cele za jednym razem, bo już samą swoją obecnością wprowadzały ducha odnowy i rewolucyjnych poglądów.

Oprócz tego wszystkiego autorka przez cały tekst nie ustaje w staraniach, aby jak najdokładniej ukazać nam XIX-wieczne amerykańskie społeczeństwo. Przy każdej nadarzającej się okazji pojawiają się drobne szpile, wymierzone w przeróżne klasy społeczne – zarówno bogatych właścicieli plantacji, jak i kler, czy nawet pozornie czystych jak łza kwakrów. Piętnowana jest hipokryzja, okrucieństwo i małostkowość, a także brak odwagi cywilnej. W ówczesnym świecie, gdzie przepiękne, wystawne przyjęcia przeplatały się w codzienności z okrutnym karaniem czarnoskórych niewolników, a wytworne damy w jednej chwili potrafiły zmienić się w oprawców, nie było miejsca na sprawiedliwość.

Była uwięziona, tak samo jak ja. Tyle, że ona tkwiła w pułapce własnego umysłu, pułapce umysłów otaczających ją ludzi, a nie prawa. Pan Vesey mawiał podczas zgromadzeń w kościele afrykańskim: „Bądźcie ostrożni, byście nie zostali zniewoleni po dwakroć. Raz przez wasze ciała i raz przez wasze umysły". Próbowałam jej to powiedzieć: - Może i ciałem jestem niewolnicą, ale nie umysłem. Z Tobą jest na odwrót. - Zamrugała, a do jej oczu napłynęły nowe łzy, lśniące jak kryształy z żyrandola.[s.120]

Do książki Sue Monk Kidd wdarła się również warstwa filozoficzna. Osobiście zachwyciłam się rozważaniami nad natura wolności i zniewolenia, które pojawiły się na kartach tej powieści. Sarah Grimké, mimo że urodziła się w bogatej rodzinie i była białą, wolną kobietą, przez wiele lat nie mogła odnaleźć się w świecie własnych marzeń i możliwości. Jasnym jest, że nie można porównywać jej losu do tego, który przypadł w udziale niewolnikom, jednak i ona, mimo pozycji, boleśnie odczula skutki systemu społecznego, w jakim przyszło jej żyć. Przepięknie pokazany jest kontrast między nią a Szelmą i to, jak w różnym stopniu obie są niewolniczkami własnych pomysłów i idei.

Na zakończenie mogę powiedzieć jedynie, że to powieść, którą wypada znać. Książka jest prawdziwa, poruszająca i wzruszająca. Autorka stworzyła historię pełną, tym bardziej, że zdecydowała się wykorzystać perspektywę czarnoskórej bohaterki. Ta quasi-biograficzna opowieść jest wspaniałą lekcją dotyczącą siły charakteru, niezależności i korzyści płynącej z walki o to, co dla nas najważniejsze. Z pewnością niejednokrotnie wrócę do książki Sue Monk Kidd.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.