sobota, 9 kwietnia 2016

Wit Szostak – „Wróżenie z wnętrzności”

Enigmatyczny, nietypowy opis, który właściwie nie oddaje treści książki,  a mimo to kusi – czasem tyle wystarczy, aby zainteresować czytelnika (w tym przypadku mnie) i zachęcić go do lektury…

Książka jest opowieścią Błażeja, mężczyzny, który od 20 lat nie wypowiedział ani słowa. Jest „tym głupim” bratem, który nie ma nic własnego, nawet siebie, bo jest towarem przechodnim, po śmierci matki przygarniętym przez brata i bratową. Egzystuje zatem gdzieś obok, a swoje spostrzeżenia spisuje; patrzy na maski innych ludzi, na ich grę, a wszystko to analizuje i na nowo maluje słowem. Opisuje świat baśniowy, symboliczny, barwny i pełen patosu, a jednak prosty i bliski właściwie każdemu z nas. Pisze o uciekaniu, o przymusie bycia wolnym, o zmianach, lękach, przemijaniu, mowie i milczeniu, a więc całej serii codziennych, ważnych i często zapomnianych tematów.

Muszę przyznać, że Wróżenie z wnętrzności jest książką zupełnie inną, niż się spodziewałam. Po tabunach podobnych tekstów, które atakują nas zewsząd tym samym językiem, stylem i jednakową niemal treścią, zetknięcie z literaturą nieco inną było niczym zderzenie ze ścianą. Tak, książka Wita Szostaka zdecydowanie wybija ze strefy komfortu. Jest to opowieść z narracją pierwszoosobową, w dodatku snutą przez osobę chorą, samotną i w jakiś sposób odseparowaną. Błażej, jako człowiek nie mówiący, ma w zanadrzu wiele dobrze przemyślanych słów, a nie mając kontaktu z innymi ma mnóstwo czasu na prowadzenie wewnętrznego dialogu. Jego przemyślenia spisane są wzniosłym, nietypowym językiem, a poziom abstrakcji, który cechuje jego myślenie, jest znacznie wyższy niż u przeciętnego człowieka. On nie opisuje otoczenia jak my – dom, drzewo, brat i bratowa; on w swojej wizji świata wznosi się jakby ponad nasze rozumienie, nadaje znaczenia, interpretuje, tworzy. Dodatkowo, przy całej tej abstrakcji, jego obserwacje są znacznie dokładniejsze niż nasze, nacisk położony jest na inne sfery, które wcale nie są bezsensowne; wręcz przeciwnie – bohater często zwraca uwagę na elementy, które my niejednokrotnie pomijamy, dostrzega subtelne powiązania i trafnie nazywa prawdziwy charakter pozornie poukładanych relacji. Jest bystrym obserwatorem rzeczywistości i analitykiem, a dzięki poznaniu jego punktu widzenia sami możemy inaczej spojrzeć na świat.

Zbierając wszystko razem można by sądzić, że jest to książka niełatwa w odbiorze i wymagająca bardzo dużo uwagi. Otóż nie! Paradoksalnie opowieść Błażeja jest płynna, spójna i całkowicie zrozumiała, jeśli tylko damy się ponieść jego wizji świata. Gdy zaakceptujemy język i styl, możemy zobaczyć coś więcej – dla mnie mimo całej tej otoczki myśli bohatera były znacznie prostsze niż te, które formułujemy na co dzień, bardziej szczere, i chyba właśnie to sprawiło, że pochłaniałam je właściwie w tempie ekspresowym. To była lektura bardzo przyjemna, bo wspaniale było móc obcować z tekstem tak innym, a przy tym tak niesamowicie dobrym, trafnym, ciekawym. Nie spodziewałam się tego zupełnie i tym bardziej jestem zachwycona.





Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Powergraph.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Granie w parze #10 - Carcassonne


W ramach Grania w Parze prezentujemy Wam różne tytuły, czasem mniej znane (bo i sami chętnie sięgamy po nowości i szukamy inspiracji), jednak prawda jest taka, że grywamy również w klasyki, które kojarzy praktycznie każdy. Dziś opowiemy Wam o grze genialnej w swojej prostocie i niesamowicie popularnej, w dodatku utrzymanej w klimacie rycerskim! Będziemy budować zamki, przejmować kontrole na drogach i zakładać klasztory. A to wszystko w prostym, symbolicznym wymiarze.


Zawartość pudełka:
72 kafelki
45 pionków w 5 kolorach
1 tor punktacji
instrukcja


Na samym początku gry każdy z graczy wybiera kolor, którym chce się posługiwać. Gdy mamy już swoje pionki, musimy odnaleźć jedyny kafelek, który ma ciemniejszy tył - układamy go na środku planszy i odsłaniamy. Pozostałe kafelki mieszamy (najlepiej w jakimś pojemniku, świetnie nadaje się pokrywka pudełka) i kładziemy gdzieś w pobliżu. Przygotowujemy tor z punktacją, a każdy z graczy oddaje jeden pionek, aby na bieżąco służył do liczenia punktów.



Zasady gry są naprawdę proste. W swojej turze gracz dobiera jeden kafelek, który musi dołożyć do już istniejącego krajobrazu, tzn. musi się on przynajmniej jedną ścianką stykać z płytkami na stole. Oczywiście obrazek na nim musi pasować do reszty. W grze mamy cztery rodzaje elementów - klasztory, drogi, zamki oraz pola, przy czym te ostatnie znajdziecie na każdym możliwym kafelku (no dobra, oprócz jednego, który akurat nie załapał się na zdjęcie). Gdy dokładamy kafelek do planszy, możemy położyć swój pionek na dowolnie wybranym elemencie na tym kafelku, tym samym przejmując nad nim kontrolę. Jeśli jednak postanowiliśmy "dobudować" nową część do elementu już istniejącego i będącego pod czyjąś kontrolą (np. dołożyć kawałek drogi do tej należącej do innego gracza) pionka postawić nie możemy. Cały myk w tym, aby mądrze wybierać kierunki, w których budujemy, a także rozsądnie gospodarować pionkami, których mamy przecież ograniczoną ilość.

Oczywiście istnieje możliwość "uwolnienia" pionków poprzez kończenie elementów, co prowadzi również do natychmiastowego otrzymania za nie punktów. Budowę klasztoru uznaje się za zakończoną, gdy jest z każdej strony obudowany kafelkami, co daje nam 9 punktów. Droga musi być z każdej strony odgrodzona, tzn. mieć początek i koniec - czy to w zamku, klasztorze, czy też na skrzyżowaniu; jej ukończenie daje nam tyle punktów, z ilu kafelków się składa. Najbardziej opłacalne jest jednak kończenie zamków, ponieważ gdy uda nam się któryś zamknąć przed końcem gry, liczba punktów za niego jest podwajana (standardowo zamek punktowany jest jak droga, plus na niektórych jego elementach znajdują się tarcze, które dają dodatkowo 1 punkt).


Gra kończy się w momencie, gdy ostatni kafelek zostanie dołożony na planszę. Wtedy zliczone zostają punkty za niedokończone elementy krajobrazu oraz za wpływy z kontrolowanych pól - wszystkie nasze tereny przynoszą nam po 3 punkty za każdy ukończony zamek, z którym sąsiadują. Wszystko zostaje odnotowane na planszy do liczenia i często zdarza się, że pozornie przewidywalny wynik gry ulega radykalnej zmianie; tak naprawdę wszystko zależy od tego, jaką taktykę przyjmą gracze.

~*~

Jak widzicie powyżej, Carcassonne nie jest szczególnie skomplikowaną grą. Prostota zasad powoduje, że jest to tytuł praktycznie dla każdego - wprowadzenie nowego gracza do rozgrywki trwa dosłownie kilka minut, a niewiele jest osób, którym gra nie spodoba się od pierwszej partii. Przejrzyste reguły, szybka i dynamiczna rozgrywka to bez dwóch zdań przepis na wprowadzenie nowych osób w świat nowoczesnych planszówek, które oferują niebanalne rozwiązania.

Minimalizm w kwestii zasad nie oznacza oczywiście, że jako gracz mamy małą ilość możliwości. Wręcz przeciwnie - w Carcassonne nieustannie podejmujemy decyzje, opracowujemy i zmieniamy strategię, starając się zmaksymalizować liczbę zdobywanych przez nas punktów. Dróg do zwycięstwa jest wiele, nie da się jednak wskazać jedynej słusznej: możemy skupić się na zdobywaniu szybkich punktów, albo też budować ogromne segmenty ryzykując, że ich nie ukończymy; możemy odseparować się od innych graczy, bądź wręcz przeciwnie, starać się korzystać z tego, co oni robią. To do nas należy decyzja, czy będziemy grać w pewnym sensie osobno (co my zazwyczaj robimy), czy też spróbujemy odbierać sobie nawzajem pozornie kontrolowane elementy.

Gra charakteryzuje się też niesamowicie wielką regrywalnością. Nie oszukujmy się, sama liczba kafelków daje nam gigantyczną liczbę kombinacji tego, w jakiej kolejności się one wylosują. Do tego dochodzi fakt, że wraz z rozwojem partii liczba potencjalnych miejsc, w których będziemy mogli wykładać płytki, nierzadko rośnie (choć może się zdarzyć, że akurat dla danego kafelka nie będzie żadnego miejsca...), a samą płytkę możemy obracać na różne sposoby, a także próbować dzięki niej zdobywać punkty z różnych elementów. To od nas zależy, w którym kierunku rozrośnie się plansza i jak będzie wyglądał powstały na koniec krajobraz. Krótko mówiąc: morze możliwości, dzięki któremu nie ma dwóch identycznych partii.

Carcassonne ma jeszcze jedną zaletę, którą jest ogromna ilość dodatków. Liczba mniejszych i większych rozszerzeń jest naprawdę spora, a zmiany, które one wprowadzają, wahają się od wręcz kosmetycznych, aż po całkowite wywrócenie zasad na drugą stronę. Możliwości, jakie one dają, są naprawdę różnorodne: zwiększenie interakcji między graczami, wprowadzenie aspektu ekonomicznego bądź nawet zręcznościowego - każdy znajdzie tu coś dla siebie i będzie mógł stworzyć swoją idealną wersję tej gry poprzez dowolne łączenie dodatków i, co za tym idzie, modyfikacje zasad.

Jeśli ten tekst nie pokazał Wam, dlaczego tę grę pokochały miliony osób na całym świecie, to chyba jedynym sposobem na to jest samodzielne zagranie. Spróbujcie, bo naprawdę warto, zwłaszcza, że z dużym prawdopodobieństwem ktoś z waszych znajomych posiada ten tytuł. Szansa na to, że przypadnie Wam do gustu, jest spora, nawet jeśli na co dzień nie grywacie w planszówki. A jeśli nie będą to do końca Wasze klimaty... kto wie, może przynajmniej docenicie urok czasu spędzonego z najbliższymi i zaczniecie samodzielnie szukać inspiracji i odkryjecie uroki zupełnie innych gier? :)

sobota, 2 kwietnia 2016

Anna Litwinek – „Czarownica”

Jak już kilkakrotnie wspominałam, szeroko pojęta ezoteryka jest mi bliska od bardzo wielu lat. Choć strzygę uszami na dźwięk słowa „magia”, moje zainteresowanie dotyczy raczej poradników niż beletrystyki; paradoksalnie rzadko sięgam po historie, w których wiedza tajemna odgrywa jakąś bezpośrednią rolę. Dlaczego zatem skusiłam się na Czarownicę? Cóż, nie będę ukrywała – okładka z rudowłosą pięknością, niepretensjonalny opis, a także dość zwyczajne podejście do magii przekonały mnie, że powinnam po tę książkę sięgnąć. Nazwijcie to szczęściem, ale ja chyba wolę myśleć, że po prostu odezwała się we mnie intuicja, bo lektura okazała się naprawdę przyjemna i idealnie wpasowująca się w mój gust.

Sonia jest dobiegającą trzydziestki dziennikarką lokalnej gazety i wiedzie dość spokojne życie, przynajmniej do czasu, gdy zaczynają dziać się wokół niej dziwne rzeczy. Bardzo realistyczne koszmary, przewidzenia, dolegliwości oddechowe i urazy niewiadomego pochodzenia, które goją się nienaturalnie szybko – wszystko to napawa naszą bohaterkę niepokojem. Oliwy do ognia dolewa ciotka, która informuje kobietę, że z podobnymi trudnościami borykała się jej matka zanim zaginęła, co również miało miejsce w okolicy jej trzydziestych urodzin. Okazuje się, że Sonia dziedziczy zdolności magiczne, których wcale nie chce mieć. W dodatku na horyzoncie pojawia się zagrożenie w postaci współczesnej inkwizycji, a gdzieś obok toczy się sprawa tajemniczych grobów, którą trzeba rozwiązać…

Jak widać wątków w powieści jest kilka, ale ich posplatanie jest naprawdę przyjemne, a różnorodność spraw nadaje Czarownicy ciekawego charakteru. Powiedziałabym, że to przyjemne czytadło, ale w mojej ocenie taka łatka byłaby bardzo niesprawiedliwa, bo autorce udało się naprawdę dobrze opracować swój pomysł i powiązać wiele elementów. Z jednej strony mamy tutaj warstwę związaną z losami młodej kobiety w momencie przełomu, inicjacji; z drugiej – wiele zagrożeń, które momentami nadają książce lekko kryminalnego charakteru. Płaszczyzna obyczajowa również się tu znajduje, jednak stanowi jedynie dodatek; dużo mocniejszy akcent położony jest na magię i należyte jej opisanie. Teoria, którą posłużyła się autorka przy wyjaśnianiu nadprzyrodzonych zjawisk, jest spójna i ciekawa, a mnie dodatkowo podoba się nacisk na szacunek, jaki oddają naturze i swoim zdolnościom praktycznie wszyscy bohaterowie.

Książkę Anny Litwinek czyta się szybko, nie jest trudno poddać się biegowi wydarzeń, a ciekawe sploty akcji, spora liczba tajemnic do rozwiązania i charyzmatyczna bohaterka dodatkowo ułatwiają sprawę. To dobra i przyjemna w odbiorze powieść, która z pewnością przypadnie do gustu wielu osobom. Cieszę się, że mogłam spędzić przy niej czas i oderwać się nieco od trudniejszych treści i tematów.





Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.