Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl o Wyścigu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cykl o Wyścigu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 czerwca 2016

Victoria Scott – „Kamień i sól”

Zabawnie wyszła cała sytuacja z moim czytaniem tej książki. Pierwszą część poznałam krótko przed wyjściem drugiej i cieszyłam się niesamowicie, że nie będę musiała długo czekać na kontynuację. Z zamówieniem musiałam się jednak wstrzymać do premiery, a że w ostatnich miesiącach dużo różnych spraw spadło mi na głowę, nie miałam czasu, żeby zaczynać kolejną lekturę. Odkładałam to na kolejny tydzień kilkanaście razy, aż w końcu spostrzegłam, że niespodziewanie z lutego zrobił się czerwiec, a ja nadal nie mam w swoich rękach książki, na którą tak bardzo czekałam! Zamówiłam więc egzemplarz, otrzymałam go dużo szybciej, niż się spodziewałam, zabrałam w podróż i… pochłonęłam w trzy godziny. Tyle było z mojej długo wyczekiwanej lektury.

Kamień i sól to zdecydowanie godna kontynuacja Ognia i wody; właściwie nie jestem pewna, czy druga część nie jest nawet lepsza od swojej poprzedniczki. Akcja nie gna do przodu od pierwszej strony, czytelnik dostaje chwilę, aby przypomnieć sobie świat, fabułę i postaci, ale gdy w końcu ruszamy naprzód, tempo staje się zawrotne. Przed pozostałymi w Wyścigu uczestnikami dwa kolejne etapy, których charakter różni się nieco od poprzednich – tym razem przychodzi im walczyć na oceanie oraz w górach. Pojawiają się nowe zagrożenia, jednak jedno jest jasne: skoro granica życia i śmierci została już raz przekroczona, nie wszystkie pandory i nie wszyscy uczestnicy wyjdą z wyścigu cało. Ta brutalność i bezkompromisowość pewnych scen na początku mnie zaskakiwała, ponieważ autorzy YA często wystrzegają się brnięcia aż tak daleko, jest to jednak wielka zaleta serii Victorii Scott. Dzięki temu historia nabiera autentyzmu, a do głosu dochodzi wiele bardzo silnych emocji.

Kolejną zaletą opowieści są jej bohaterowie – autorka nie zmarnowała potencjału, jaki drzemał w jej własnym pomyśle. Z racji tego, że każdy z uczestników Wyścigu walczy o inny cel (to znaczy teoretycznie ten sam, lek dla kogoś bliskiego, jednak różne są więzi i zależności między osobami), całkowicie odmienne są ich historie, charaktery i motywacje. Nie wszystkie postaci są dokładnie opisane, ale te, którym mieliśmy okazję się przyjrzeć, noszą bagaż ciekawych doświadczeń i bardzo indywidualnych ran, które bezpośrednio wpływają na ich zachowanie. Podoba mi się, jak historie te są wplecione w fabułę powieści. Pozytywnym aspektem jest również wątek miłosny, który pojawić się musiał, aczkolwiek jest zbudowany bardzo nienachalnie i posiada pewien zaskakujący element, jakim jest postawa głównej bohaterki. Tella, w odróżnieniu od większości bohaterek YA, nie poświęca czasu na rozważania, którego chłopca woli (trójkąt w ogóle tu nie występuje); jest zdolna do przemyśleń, podejmowania decyzji i kategorycznych zachowań. Wiele razy byłam pod pozytywnym wrażeniem jej postawy.

Jak na dobry thriller przystało, powieść Victorii Scott jest dynamiczna i wciąga czytelnika praktycznie bez reszty; w każdym razie ja nie mogłam się od niej oderwać. Na domiar złego cała opowieść kończy się nagle – no, może nie w połowie sceny, raczej w miejscu, w którym można by się spodziewać zakończenia, jednak przy tym tempie było to jak zderzenie z murem podczas całkiem szybkiego biegu – i w sposób, który sprawia, że chciałabym mieć kontynuację losów bohaterów JUŻ, TERAZ, ZARAZ. Chociaż niełatwo jest kończyć taką książkę, to wiem, że jest to jej wielka zaleta, a ja mimo lekkiego czytelniczego kaca jestem lekturą zachwycona.





Za wspaniałą przygodę z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu IUVI.

czwartek, 4 lutego 2016

Victoria Scott – „Ogień i woda”

Do czego może posunąć się człowiek w obronie życia i zdrowia tego, kogo kocha? Tella Holloway, choć ma dopiero szesnaście lat, oddałaby wiele, aby jej brat wrócił do pełni sprawności sprzed choroby. Gdy w jej ręce trafia tajemnicza paczka, a w niej nadajnik informujący o zaproszeniu do wyścigu, w którym stawką jest lek na dowolną chorobę, dziewczyna nie waha się ani chwili – pod osłoną nocy wymyka się z domu i wyrusza w nieznane, nie do końca świadoma tego, na co tak naprawdę się decyduje.

Podoba mi się pomysł na tę książkę, bo, chociaż wykorzystuje pewne elementy książek z gatunku young adult, to nie jest rażącą kalką, która odebrałaby nam przyjemność z czytania. Cała historia bazuje na opowieści o współczuciu, poczuciu winy i miłości, która popycha nas do działań, o które nikt by nas nie posądzał, jednak w Wyścigu ramię w ramię idą zarówno młodsi, jak i starsi bohaterowie, a sam świat również wykreowany jest dość oryginalnie. Każdemu z uczestników towarzyszy pandora – unikatowy, stworzony specjalnie na tę okazję zwierzak, który posiada specjalne umiejętności i jest zaprogramowany dokładnie i wyłącznie do pomocy swojemu zawodnikowi. Plejada pandor i ich umiejętności jest naprawdę szeroka, a ich obecność przynosiła mi skojarzenia z Pokemonami.

Skoro już jesteśmy przy skojarzeniach – atmosfera książki przywodziła mi w pewnym sensie na myśl Więźnia Labiryntu – wiecie, poczucie niesprawiedliwości i zagrożenia związane z tym, że ktoś (nie wiadomo kto) organizuje uczestnikom piekielną rywalizacje zamiast po prostu udzielić im pomocy. Choć w przypadku „Ognia i wody” dostajemy część informacji na temat kulisów Wyścigu, wciąż nie wiemy wszystkiego, co dodatkowo podsyca naszą ciekawość. Sama rywalizacja wydała mi się z kolei mniej brutalna niż w przypadku większości czytanych dotąd powieści z gatunku YA, choć w oczywisty sposób zyskała na sile wraz ze śmiercią pierwszego uczestnika. Bardzo łagodnie wypadły również zachowania bohaterów. Zdziwiłam się, że tak duża grupa osób tak łatwo przystosowała się do tak trudnych warunków. Całodzienne marsze, brak wody, jedzenie węży, ciągłe poczucie zagrożenia – to tylko niektóre z niedogodności, które musieli znosić uczestnicy Wyścigu, tymczasem próżno szukać z ich ust jakiegokolwiek słowa skargi, co jest po prostu nienaturalne. Owszem, można to tłumaczyć wysoką motywacją, jednak w umyśle jedynej uczestniczki, którą obserwujemy dokładnie, takie refleksje pojawiają się naprawdę bardzo, bardzo późno.

Pod względem konstrukcji powieść również przypadła mi do gustu. Książkę czytało się płynnie, bez większych zgrzytów i naprawdę bardzo szybko ze względu na dynamiczną akcję. Wydarzenia, które są przedmiotem opowieści, zostały opisane należycie, bez zbędnego pochylania się nad szczegółami, co sprawia, że całość jest naprawdę wciągająca. Język autorki również jest przyjemny. Spodobał mi się pomysł na tę książkę, a także fakt, że wątek miłosny (tak, tak, to było konieczne w powieści YA) został poprowadzony tak, a nie inaczej – subtelnie, a przede wszystkim bez trójkąta i niekończącego się paplania o własnych rozchwianych emocjach podczas realnego zagrożenia życia. Jedyne co mogę zaliczyć na minus to sceny walk między pandorami – muszę przyznać, że należę do osób, które trudniej znoszą cierpienie zwierząt i ludzi, zarówno w filmach, jak i książkach, więc wolałabym, aby to bohaterowie stanęli do walki, a nie zasłaniali się swoimi pomocnikami. Na szczęście nie były to fragmenty stanowiący główną oś książki i pojawiały się relatywnie rzadko.

Czy mogę polecić tę książkę? Z czystym sumieniem, bo wypada naprawdę doprze na tle innych przedstawicieli gatunku, głównie ze względu na pomysł i odejście od pewnych sztampowych schematów YA. Osobiście czekam z niecierpliwością na kolejną część (premiera już 17 lutego!), bo jestem ciekawa, jakie rozwiązania fabularne przygotowała dla nas autorka. Mam nadzieję, że będę usatysfakcjonowana!





Za wspaniałą przygodę z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu IUVI.