Po wydarzeniach z pierwszego tomu Sofia i Agata powracają do rodzinnego Gawaldonu; próbują żyć normalnie i poddać się dawnej rutynie, jednak obie w głębi serca nie są szczęśliwie. Tym razem jednak to Agata staje się przyczynkiem zmian - jej serce, mimo dokonanych wyborów, wciąż tęskni do ukochanego księcia, natomiast w świecie baśni szczere życzenia mają wielką sprawczą moc. Dziewczęta powracają do Akademii i zastają rzeczywistość kompletnie zmienioną - zamiast podziału na Dobro i Zło zastają rozłam pomiędzy... przedstawicielami obu płci. Szczęśliwe zakończenie dla obu dziewcząt oddala się z każdą chwilą, tym bardziej, że nie ma już między nimi zaufania.
Na drugi tom Akademii... czekałam z wielkim podekscytowaniem - początek historii zrobił na mnie niemałe wrażenie, bo choć jest to powieść młodzieżowa, cechuje ją naprawdę wspaniała konstrukcja. Nie ukrywam, że wiele sobie obiecywałam po dalszym ciągu opowieści i dość mocno zdziwiło mnie to, co dostałam po jej zakupieniu. Przed rozpoczęciem lektury nie zastanawiałam się, co może oznaczać podtytuł Świat bez książąt i tym samym nie przyszło mi do głowy rozwiązanie; także to, które zostało faktycznie użyte. Tym większe było moje zdziwienie, gdy okazało się, że autor postanowił w drugim tomie postawić na zupełnie inny dylemat niż ten, z którym dotąd zmagali się bohaterowie. Dywagacje na temat natury Dobra i Zła ustąpiły miejsca problemom płciowym; to pomysł nowy, ciekawy i wnoszący do cyklu odrobinę świeżości. Autor operuje wieloma stereotypami dotyczącymi kobiet i mężczyzn, jednak pokazuje również ich różnorodną i złożoną naturę; wiele rzeczy wyśmiewa, inne zaś podkreśla.
Jeśli chodzi o bohaterów, tutaj również następuje mały przewrót - tak jak w pierwszym tomie wszelkie negatywne odczucia skierowałam w kierunku Sofii, tak w drugim antypatie rozdzieliłam równo między obie bohaterki. Charakter blondynki nie uległ co prawda większej zmianie, jednak sposób, w jaki została rozpisana postać Agaty, denerwował mnie niemiłosiernie. Tak niezdecydowanej bohaterki (i mówię to z pełną świadomością człowieka czytującego young adult pasjami) nie spotkałam w literaturze już dawno; przypominała chorągiewkę łopoczącą na zmiennym wietrze i dostosowującą do niego swoje zachowanie. Z jednej strony z całego serca chciała wierzyć Sofii, z drugiej - bała się jej natury; w jednej chwili stawiała najwyżej przyjaźń, w innej dawała się manipulować pozostałym dziewczętom; gdy stawała oko w oko z Tedrosem, miękły jej kolana i wpadała w uniesienia, by za chwilę zwyzywać go od morderców i uciec. Próżno tu szukać konsekwencji czy choćby odrobiny myślenia; są jedynie odruchy i brak kontaktu z wewnętrznymi przeżyciami.
Konstrukcja fabularna książki jest nieco podobna do tomu pierwszego - momentami trafiają się przestoje w akcji, ale całość jest generalnie bardzo dynamiczna. Choć na początku można mieć wrażenie, że fabuła posuwa się do przodu dość wolno, tak naprawdę jest to dopiero wstęp; właściwa akcja ma sporo zwrotów i jest w stanie mocno wciągnąć czytelnika, a finał (podobnie jak w przypadku "jedynki") jest tak dynamiczny, że po prostu biega się wzrokiem po tekście w pełnym skupieniu. Dodajmy do tego kolejne nagłe i otwarte zakończenie, a otrzymamy receptę na perfekcyjne utrzymanie uwagi oraz zdruzgotanie czytelnika. Warto również wspomnieć, że oprócz głównego wątku rozłamu między chłopcami i dziewczętami mamy drugi, równie ważny, związany z historią Akademii, a w międzyczasie poznajemy krótkie biogramy wielu postaci znanych z tomu pierwszego. Całość jest przyjemnie wyważona i naprawdę ładnie się splata, pozostawiając dobre wrażenie.
Po akapicie dotyczącym bohaterów możecie pewnie sądzić, że książka mi się nie podobała, jednak to błędne wrażenie - opowieść skonstruowana przez Somana Chainaniego ma zbyt wiele zalet, bym mogła jej tak po prostu odpuścić. Niejedna baśniowa bohaterka zachowywała się bardziej naiwnie i chwiejnie niż Agata, a mimo to udało im się odnaleźć Szczęśliwe Zakończenie; gorąco wierzę, że i w tym przypadku tak się stanie. Uwielbiam też konstrukcję i język tej opowieści, a nade wszystko pomysł, jaki wykorzystał jej autor. Kolejny tom, który ma się pojawić jesienią, to dla mnie lektura obowiązkowa i wiem, że zawiedziona nie będę.
Moją recenzję tomu pierwszego znajdziecie tutaj (klik).
czwartek, 30 lipca 2015
środa, 29 lipca 2015
Sarah J. Maas - "Zabójczyni i podziemny świat"
Celaena Sardothien wróciła z Czerwonej Pustyni prosto do Twierdzy Zabójców, gdzie niemal od razu dostała zlecenie do wykonania. Zadanie jest tymważniejsze, że dotyczy osoby związanej z handlem niewolnikami - zabójczyni może więc nie tylko wyeliminować swój cel, ale i przy okazji uratować parę niewinnych ludzkich istnień. Niestety, zlecenie nie należy do najłatwiejszych, bowiem ze względu na konieczność wykradzenia dokumentów musi zostać wykonane w ściśle określonym momencie, a ochrona osoby, którą Celaena ma zabić, wydaje się być wyjątkowo szczelna. Dodatkowo młoda zabójczyni musi poradzić sobie nie tylko z zadaniem, ale i swoją sytuacją w życiu - relacjami z Królem Zabójców oraz Samem, które uległy znacznej zmianie po wydarzeniach w Zatoce Czaszek.
Pod wieloma względami trzecia nowelka opowiadająca o Celaenie nie różni się niczym od dwóch poprzednich. Główna bohaterka dalej zachowuje się w sposób zupełnie nie pasujący do jej profesji, za co nieraz musi słono zapłacić, zaś większość pozostałych bohaterów została przedstawiona bardzo pobieżnie. Historia opowiedziana w tekście jest bezpośrednią kontynuacją wcześniejszych przygód - dziura czasowa pomiędzy nimi jest ograniczona do minimum - i wyraźnie jest z nimi powiązana. Można wręcz odnieść wrażenie, że nowelki o Zabójczyni to tak naprawdę powieść podzielona na cztery akty; każda część ma oczywiście swoją własną, zwartą strukturę, jednak w rzeczywistości stanowią one jedność.
Jest jednak coś, co przynajmniej moim zdaniem wyraźnie odróżnia tę nowelkę od poprzednich. Podczas lektury niejednokrotnie dochodziłem do wniosku, że choć Celaena dalej zachowywała się tak samo, to jednak w wielu przypadkach takie czy inne jej reakcje były jak najbardziej uzasadnione. To coś, czego wcześniej bardzo mi brakowało - choć przyzwyczaiłem się już do specyfiki prowadzenia postaci Zabójczyni, wciąż mniej lub bardziej wpływała ona na odbiór tekstu. Teraz było o wiele przyjemniej.
Co jeszcze zasługuje na pochwałę to sposób, w jaki skonstruowana została postać Króla Zabójców. Poboczni bohaterowie raczej nie otrzymali zbyt wiele miejsca dla siebie, mimo to Arobynn miał okazję pokazać się czytelnikowi w sposób bardzo dokładny i co najważniejsze - ciekawy i zaskakujący. To solidnie skonstruowana postać, o której sporo możemy się dowiedzieć nawet mimo tego, że w tekście przewija się dość rzadko.
“Zabójczyni i podziemny świat” to książka dla tych, którzy zdążyli się już zapoznać z dwoma pierwszymi nowelkami, a i prawdopodobnie mają też za sobą lekturę “Szklanego tronu”. Nie będę zatem nikogo zachęcał do sięgnięcia po tę książkę - kto nie czytał wcześniejszych części, powinien od nich zacząć swoją przygodę; kto zaś czytał, zapewne nie potrzebuje dodatkowych argumentów za chwyceniem tej historii. Mogę jednak zapewnić, że jest to jak na razie najlepsza nowelka o Zabójczyni i choćby dla niej warto zapoznać się z wcześniejszymi opowieściami.
PS: Nie czytajcie opisu okładkowego. Raz, że jest trochę kłamliwy, dwa: może niepotrzebnie popsuć przyjemność płynącą z odkrywania fabuły.
Pod wieloma względami trzecia nowelka opowiadająca o Celaenie nie różni się niczym od dwóch poprzednich. Główna bohaterka dalej zachowuje się w sposób zupełnie nie pasujący do jej profesji, za co nieraz musi słono zapłacić, zaś większość pozostałych bohaterów została przedstawiona bardzo pobieżnie. Historia opowiedziana w tekście jest bezpośrednią kontynuacją wcześniejszych przygód - dziura czasowa pomiędzy nimi jest ograniczona do minimum - i wyraźnie jest z nimi powiązana. Można wręcz odnieść wrażenie, że nowelki o Zabójczyni to tak naprawdę powieść podzielona na cztery akty; każda część ma oczywiście swoją własną, zwartą strukturę, jednak w rzeczywistości stanowią one jedność.
Jest jednak coś, co przynajmniej moim zdaniem wyraźnie odróżnia tę nowelkę od poprzednich. Podczas lektury niejednokrotnie dochodziłem do wniosku, że choć Celaena dalej zachowywała się tak samo, to jednak w wielu przypadkach takie czy inne jej reakcje były jak najbardziej uzasadnione. To coś, czego wcześniej bardzo mi brakowało - choć przyzwyczaiłem się już do specyfiki prowadzenia postaci Zabójczyni, wciąż mniej lub bardziej wpływała ona na odbiór tekstu. Teraz było o wiele przyjemniej.
Co jeszcze zasługuje na pochwałę to sposób, w jaki skonstruowana została postać Króla Zabójców. Poboczni bohaterowie raczej nie otrzymali zbyt wiele miejsca dla siebie, mimo to Arobynn miał okazję pokazać się czytelnikowi w sposób bardzo dokładny i co najważniejsze - ciekawy i zaskakujący. To solidnie skonstruowana postać, o której sporo możemy się dowiedzieć nawet mimo tego, że w tekście przewija się dość rzadko.
“Zabójczyni i podziemny świat” to książka dla tych, którzy zdążyli się już zapoznać z dwoma pierwszymi nowelkami, a i prawdopodobnie mają też za sobą lekturę “Szklanego tronu”. Nie będę zatem nikogo zachęcał do sięgnięcia po tę książkę - kto nie czytał wcześniejszych części, powinien od nich zacząć swoją przygodę; kto zaś czytał, zapewne nie potrzebuje dodatkowych argumentów za chwyceniem tej historii. Mogę jednak zapewnić, że jest to jak na razie najlepsza nowelka o Zabójczyni i choćby dla niej warto zapoznać się z wcześniejszymi opowieściami.
PS: Nie czytajcie opisu okładkowego. Raz, że jest trochę kłamliwy, dwa: może niepotrzebnie popsuć przyjemność płynącą z odkrywania fabuły.
wtorek, 28 lipca 2015
Emilia Teofila Nowak - "Piromani"
Lepiej żyć intensywnie, płonąć jasno, ale równie szybko się wypalić, czy być równomiernym, ale słabym ognikiem, który nie doświadcza porywów żadnych namiętności? Bohaterowie książki młodej autorki to prawdziwi metaforyczni piromani - choć niedawno weszli w dorosłość, żyją pełnią życia; kochają, nienawidzą, uciekają przed realnymi zagrożeniami, budują relacje, zrywają je i burzą mosty, po których niedługo później znów chcą iść. Choć mamy tu główną bohaterkę, tak naprawdę postaci i historii jest wiele, a gdy poznamy je wszystkie, widzimy całość jako powieść interesującą, pełną i, aż chce się użyć tego słowa, naprawdę soczystą. Nie ma tu miejsca na nudę czy spowolnienia akcji, co jest interesujące o tyle, że powieść to samo życie.
Duży wpływ na odbiór tekstu z pewnością ma również styl autorki - lekki, płynny, czasem przyjemnie ironiczny, a kiedy indziej odpowiednio poważny. Gdy siada się do tego tekstu raz, trudno się od niego oderwać, a strony niemal przerzucają się same. Jest tu pewna specyfika, pewien indywidualny językowy rys, który mnie osobiście bardzo podpasował.
Wracając jeszcze na moment do samej treści - w moim odczuciu książka Emilii Nowak jest bliska w swojej tematyce Daj mi więcej Pauliny Klepacz, przynajmniej w pewnym sensie. W obu tych opowieściach młodzi bohaterowie muszą mierzyć się z niełatwą codziennością, są rozdarci problemami świata dorosłego i wciąż starają się odnaleźć swoją tożsamość. Może Piromani poruszają mniej skrajne tematy i są mniej nasączeni ideologią, jednak pewien rodzaj poszukiwania sytuacji bohaterów pozostaje. Nie oznacza to jednak, że dostrzegam tu nadmierne podobieństwa, o nie! Wręcz przeciwnie - u Nowak i historia jest inna, i problemy, wreszcie też sami bohaterowie. Ci ostatni wzbudzają szczególny zachwyt - choć jest ich kilkoro, każdy ma indywidualny rys, charakterystyczny sposób bycia i ciekawą historię do opowiedzenia. Choć rzadko się to zdarza, tym razem zainteresowali mnie wszyscy i z każdym smutno było mi się rozstawać.
Życzyłabym sobie, aby w literaturze było więcej takich książek - prostych, życiowych, niesamowicie autentycznych - i aby każdy debiut literacki trzymał się na co najmniej takim poziomie. Spotkanie z książką Emilii Nowak było wielką przyjemnością i z radością wrócę do niej jeszcze nie raz. Choć opowieść jest pogmatwana, to ów chaos jest tylko pozorem; tak naprawdę cała fabuła jest dobrze przemyślana i pięknie składa się w całość. Jeśli więc macie ochotę na opowieść bliską młodemu sercu, której osią są autentyczne problemy - z wielką radością zapraszam Was do lektury.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu SORUS.
Duży wpływ na odbiór tekstu z pewnością ma również styl autorki - lekki, płynny, czasem przyjemnie ironiczny, a kiedy indziej odpowiednio poważny. Gdy siada się do tego tekstu raz, trudno się od niego oderwać, a strony niemal przerzucają się same. Jest tu pewna specyfika, pewien indywidualny językowy rys, który mnie osobiście bardzo podpasował.
Wracając jeszcze na moment do samej treści - w moim odczuciu książka Emilii Nowak jest bliska w swojej tematyce Daj mi więcej Pauliny Klepacz, przynajmniej w pewnym sensie. W obu tych opowieściach młodzi bohaterowie muszą mierzyć się z niełatwą codziennością, są rozdarci problemami świata dorosłego i wciąż starają się odnaleźć swoją tożsamość. Może Piromani poruszają mniej skrajne tematy i są mniej nasączeni ideologią, jednak pewien rodzaj poszukiwania sytuacji bohaterów pozostaje. Nie oznacza to jednak, że dostrzegam tu nadmierne podobieństwa, o nie! Wręcz przeciwnie - u Nowak i historia jest inna, i problemy, wreszcie też sami bohaterowie. Ci ostatni wzbudzają szczególny zachwyt - choć jest ich kilkoro, każdy ma indywidualny rys, charakterystyczny sposób bycia i ciekawą historię do opowiedzenia. Choć rzadko się to zdarza, tym razem zainteresowali mnie wszyscy i z każdym smutno było mi się rozstawać.
Życzyłabym sobie, aby w literaturze było więcej takich książek - prostych, życiowych, niesamowicie autentycznych - i aby każdy debiut literacki trzymał się na co najmniej takim poziomie. Spotkanie z książką Emilii Nowak było wielką przyjemnością i z radością wrócę do niej jeszcze nie raz. Choć opowieść jest pogmatwana, to ów chaos jest tylko pozorem; tak naprawdę cała fabuła jest dobrze przemyślana i pięknie składa się w całość. Jeśli więc macie ochotę na opowieść bliską młodemu sercu, której osią są autentyczne problemy - z wielką radością zapraszam Was do lektury.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu SORUS.
Subskrybuj:
Posty (Atom)