środa, 6 maja 2015

Jamie Cat Callan – „Szczęście na dzień dobry”

Ostatnio pojawia się sporo publikacji zainspirowanych Francją – zdaje się, że to jakiś nowy trend, fascynacja tamtejszą swobodą i kobiecym szykiem. Opowieści nie dotyczą już tylko mody (ta od zawsze interesowała przedstawicieli innych krajów), ale też spraw miłosnych czy po prostu stylu życia. Poprzednią książkę na ten temat odebrałam bardzo pozytywnie, dlatego też postanowiłam sięgnąć po kolejną. Przyznaję, że wypadła bardzo, bardzo dobrze.

Jamie Cat Callan, choć z pochodzenia Amerykanka, miała styczność z Francją za pośrednictwem swojej babki – kobiety szykownej, eleganckiej i zadowolonej z życia. Już jako dorosła, autorka postanowiła zasięgnąć wiedzy u źródła; wybrała się do Francji, by tam, dzięki rozmowom ze zwykłymi ludźmi, poznawać tajemnice tamtejszej klasy i nonszalancji. Podczas podróży weryfikacji uległo wiele jej poglądów, także tych dotyczących samej siebie. Jamie nie stała się Francuzką w znaczeniu dosłownym, ale zrozumiała, jak poprawić jakość swojego życia.

Formuła książki jest nieco poradnikowa, jednak nie do końca – oprócz przykładów z życia różnych osób mamy tutaj również narracyjną opowieść Jamie o jej podróży do Francji i własnych doświadczeniach. To mieszanka jej własnych wypowiedzi oraz cytatów z rozmów z innymi. Dodatkowo każdy rozdział kończy się podsumowaniem, które wskazuje, jaką radę powinniśmy wynieść z danej lekcji. Język jest prosty, przyjemny i bardzo naturalny – nie ma tu pouczeń czy zbędnego gderania, a jedynie przyjemna opowieść, którą łatwo się przyswaja. Książka docelowo skierowana jest do Amerykanek, co kilka razy powiedziane jest mniej lub bardziej wprost, i zawiera sporo przytyków pod adresem tamtejszej kultury; mimo to wiele z nas będzie w stanie odnaleźć również w swoim życiu pewne elementy, które się tu pojawiają. Autorka nie sili się na uniwersalizm, a jednak wiele jej porad jest zwyczajnie ponadczasowych.

Co znajdziemy w środku? Definicję szczęścia, przepisy kulinarne, opowieści o czasie dla siebie i dbaniu o własne ciało. Zachętę, by inteligentnie odpoczywać, nie dać się omamić konsumpcjonizmowi i znajdować czas na przyjemności. Motywację do poszukiwania małych radości i dużych zachwytów. Podkreślenie, że każda z nas jest inna i to właśnie ten indywidualizm należy jak najmocniej podkreślać. Jednym słowem – jest tu wszystko i nic, recepta, której najpewniej nie zastosujemy w pełni, ale częściowo również może nam się przydać.

Muszę przyznać, że uwielbiam tego typu książki za gloryfikowanie radości życia. Uważam, że to temat, którego nie da się przesycić i powinno się o nim mówić zawsze – niby wszystko to frazesy, a jednak ludzie wciąż się do nich nie stosują. Nie ważne, czy mówimy o Francji, Japonii czy Indiach, idea jest zawsze taka sama – książki są zbiorem cennych porad, które przypominają nam o drobnych radościach, zwolnieniu tempa i byciu sobą. I wszystkie prowadzą do jednego wniosku: warto być szczęśliwym. Jakkolwiek pusto i banalnie to brzmi, zawsze chętnie sobie o tym przypominam. Wam też to polecam, bo w codziennym biegu łatwo zapomnieć, jak wiele radości daje wspólny posiłek i rozmowa z najbliższymi, kąpiel z pianą czy wyjście na kawę z przyjaciółką.





Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.