Ostatnio pojawia się sporo publikacji zainspirowanych
Francją – zdaje się, że to jakiś nowy trend, fascynacja tamtejszą swobodą i
kobiecym szykiem. Opowieści nie dotyczą już tylko mody (ta od zawsze
interesowała przedstawicieli innych krajów), ale też spraw miłosnych czy po
prostu stylu życia. Poprzednią książkę na ten temat odebrałam bardzo
pozytywnie, dlatego też postanowiłam sięgnąć po kolejną. Przyznaję, że wypadła
bardzo, bardzo dobrze.
Jamie Cat Callan, choć z pochodzenia Amerykanka, miała
styczność z Francją za pośrednictwem swojej babki – kobiety szykownej,
eleganckiej i zadowolonej z życia. Już jako dorosła, autorka postanowiła
zasięgnąć wiedzy u źródła; wybrała się do Francji, by tam, dzięki rozmowom ze
zwykłymi ludźmi, poznawać tajemnice tamtejszej klasy i nonszalancji. Podczas
podróży weryfikacji uległo wiele jej poglądów, także tych dotyczących samej
siebie. Jamie nie stała się Francuzką w znaczeniu dosłownym, ale zrozumiała,
jak poprawić jakość swojego życia.
Formuła książki jest nieco poradnikowa, jednak nie do końca
– oprócz przykładów z życia różnych osób mamy tutaj również narracyjną opowieść
Jamie o jej podróży do Francji i własnych doświadczeniach. To mieszanka jej
własnych wypowiedzi oraz cytatów z rozmów z innymi. Dodatkowo każdy rozdział
kończy się podsumowaniem, które wskazuje, jaką radę powinniśmy wynieść z danej
lekcji. Język jest prosty, przyjemny i bardzo naturalny – nie ma tu pouczeń czy
zbędnego gderania, a jedynie przyjemna opowieść, którą łatwo się przyswaja.
Książka docelowo skierowana jest do Amerykanek, co kilka razy powiedziane jest
mniej lub bardziej wprost, i zawiera sporo przytyków pod adresem tamtejszej
kultury; mimo to wiele z nas będzie w stanie odnaleźć również w swoim życiu
pewne elementy, które się tu pojawiają. Autorka nie sili się na uniwersalizm, a
jednak wiele jej porad jest zwyczajnie ponadczasowych.
Co znajdziemy w środku? Definicję szczęścia, przepisy
kulinarne, opowieści o czasie dla siebie i dbaniu o własne ciało. Zachętę, by
inteligentnie odpoczywać, nie dać się omamić konsumpcjonizmowi i znajdować czas
na przyjemności. Motywację do poszukiwania małych radości i dużych zachwytów.
Podkreślenie, że każda z nas jest inna i to właśnie ten indywidualizm należy
jak najmocniej podkreślać. Jednym słowem – jest tu wszystko i nic, recepta,
której najpewniej nie zastosujemy w pełni, ale częściowo również może nam się
przydać.
Muszę przyznać, że uwielbiam tego typu książki za
gloryfikowanie radości życia. Uważam, że to temat, którego nie da się przesycić
i powinno się o nim mówić zawsze – niby wszystko to frazesy, a jednak ludzie
wciąż się do nich nie stosują. Nie ważne, czy mówimy o Francji, Japonii czy
Indiach, idea jest zawsze taka sama – książki są zbiorem cennych porad, które
przypominają nam o drobnych radościach, zwolnieniu tempa i byciu sobą. I
wszystkie prowadzą do jednego wniosku: warto być szczęśliwym. Jakkolwiek pusto
i banalnie to brzmi, zawsze chętnie sobie o tym przypominam. Wam też to
polecam, bo w codziennym biegu łatwo zapomnieć, jak wiele radości daje wspólny
posiłek i rozmowa z najbliższymi, kąpiel z pianą czy wyjście na kawę z
przyjaciółką.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.
Bardzo mi się podobała! Rzeczywiście, mówienie o afirmacji życia nie nudzi mimo właściwie ciągłego bombardowania tą tematyką. Wydaje się, że wynika to z tego, że najzwyczajniej w świecie wciąż tego nie potrafimy i przypominamy sobie o tym dopiero wtedy, gdy ktoś gruchnie nam takim frazesem między oczy - dobrze, że podobnych książek jest wiele, bo dzięki nim Polacy chociaż od czasu do czasu odetchną pełną piersią i "poafirmują" życie;)
OdpowiedzUsuńDokładnie, jest duża szansa, że ktoś przeczyta taki tekst i choć przez chwilę spojrzy na świat inaczej. :)
UsuńPowieść raczej nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńZostałaś otagowana u mnie na blogu:
http://zaczytane-zwariowane.blogspot.com/2015/05/doggy-book-tag.html
Też zauważyłam, że bardzo dużo wychodzi ostatnio książek o Francji. Coś jest w tym kraju ale nie rozumiem do tego stopnia tych ochów i achów.
OdpowiedzUsuńpokolenie-zaczytanych
Chętnie bym przeczytała, ale jeszcze chętniej bym sobie "Jak rozmawiać ze ślimakiem" powtórzyła - świetne, a też z francuskich klimatów.
OdpowiedzUsuńO, nie znałam tej książki, będę musiała się za nią rozejrzeć. :)
UsuńNiestety po przeczytaniu paru pozycji, które były inspirowane Francją, a które jakoś niekoniecznie mi się podobały, raczej nie sięgnę po tę pozycję, bo boję się, że mogę mieć podobne odczucia co do innych takich pozycji.
OdpowiedzUsuńOstatnio zrobiłam sobie taki mini-maraton książek o Francuzkach i ta pozycja też się w nim znalazła :). Chociaż trochę brakowało jej kształtu, to bardzo mi przypadła do gustu. Pewnie dlatego, że bardzo dobrze wpisuje się w moją filozofię życiową. W końcu jej główna myśl mówi, że szczęście już jest w naszym zasięgu, w malutkich momentach i dobrych relacjach z innymi i ze sobą - wystarczy się na to otworzyć :).
OdpowiedzUsuń