piątek, 27 lutego 2015

Igor Ostachowicz - "Zielona wyspa" [recenzja przedpremierowa]

Magda jest w dość trudnym momencie życia – jej drugie małżeństwo przeżywa kryzys po tym, jak mąż dopuścił się zdrady. Kobieta rozważa rozwód, co nie przeszkadza jej jednak zafundować sobie za pieniądze partnera wakacji życia; chcąc uciec od codziennych problemów kobieta decyduje się spędzić kilka tygodni na bezludnej wyspie. Zaopatrzona przez pracowników biura podróży w prowiant i wszelkie wygody zostaje sama w sercu dziczy. Nagle okazuje się, że na wyspie jest ktoś jeszcze. Kim jest tajemniczy mężczyzna wyglądający na Polaka? Jakie ma zamiary?

Opis książki Igora Ostachowicza, jakkolwiek by go nie ująć, zawsze ma duży potencjał by zabrzmieć jak scenariusz przeciętnej jakości Harlequina. Tyle tylko, że ten, kto da się owym opisem zwieść, może być bardzo mocno zaskoczony. Opowieść rzeczywiście w znacznej mierze jest oparta o powstawanie i zmienność relacji między bohaterami, jednak absolutnie nie ma tu klimatu romansu. Kluczem jest postać Magdy, która świat obserwuje i opisuje jak jeden wielki sen, omam będący wynikiem zażywania wielu różnych środków – na kaca, na sen, na nerwy. Bohaterka bez ustanku analizuje swoje życie, przygląda mu się tak na trzeźwo, jak i na kacu, czy w pijackim szale. Ponadto podejmuje działania, których żaden zdrowo myślący człowiek by nie wykonał. Wszystko razem składa się na opowieść nieprawdopodobną, będącą obrazem całkowitego psychicznego zniszczenia pozornie zwyczajnego człowieka.

Właściwie rozwój sytuacji w tekście można podzielić na trzy etapy, a każdy z nich jest ciekawy i na swój sposób atrakcyjny dla czytelnika. Na początku zostajemy przygwożdżeni swego rodzaju poczuciem lęku i zagrożenia – atmosfera rodem z horrorów ukazana jest naprawdę świetnie i robi pozytywne wrażenie. Dalej, kiedy akcja nieco zwalnia, a całość nabiera kolorytu, chcemy dowiedzieć się jak najwięcej o zaistniałej sytuacji; niejasności dodatkowo rozbudzają naszą ciekawość. Później wpadamy w ów klimat, dostrzegamy szaleństwo i chcemy wiedzieć już tylko jedno – czy całość ma jakikolwiek sens? W tym przypadku niestety zawodzi zakończenie, które (przynajmniej dla mnie) nie przyniosło zbyt wielu odpowiedzi. Owszem, odnajdujemy podstawy problemów Magdy, jednak nie widzimy dla niej usprawiedliwienia, a tok wydarzeń, zwłaszcza pod koniec, zdaje się być kompletnie nieprawdopodobny.

Tym, co z pewnością trzyma czytelnika przy tekście, jest także język i styl wypowiedzi bohaterów. Cała historia okuta jest w szaloną, acz świetnie skonstruowaną otoczkę o słodko-gorzkim charakterze. Z przyjemnością zanurzałam się w pokłady ironii i czarnego humoru, jakie zaserwował nam autor i patrzyłam na świat oczami tak specyficznej postaci, jaką jest Magda. W tym wymiarze całość nabrała ciekawego charakteru, a rozważania na temat ludzkiego życia, macierzyństwa czy karierowiczostwa – zupełnie innego wydźwięku. Opowieść czytało się szybko i z dużą przyjemnością; niektóre momenty bawiły, inne – skłaniały do refleksji. Moim zdaniem to bardzo dobre połączenie.

Mam z oceną tej książki naprawdę duży problem. Właściwie ani przez moment nie wahałam się podczas lektury, a całość naprawdę mnie wciągnęła, żeby nie powiedzieć: pochłonęła. Z drugiej jednak strony mam wielkie poczucie niedosytu, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę, że nie udało mi się do końca zrozumieć ani postawy bohaterki, ani pomysłów samego autora. Szaleństwo, jakie jest udziałem Magdy, było dla mnie bezcelowe; mimo że tekst podaje jego źródła, nie jest to dostateczne wytłumaczenie dla tak niezwykłych skrajności. Z uwagi na język i styl mogę zachęcić do lektury tych, którzy lubią niecodzienne połączenia, brawurową akcję i słodko-gorzkie dyskusje o egzystencjalnym zabarwieniu. Mnie w gruncie rzeczy całkiem się podobało.


Za przedpremierowy egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu W.A.B., będącemu częścią GW Foksal.
Premiera 4 marca!

4 komentarze:

  1. Dla mnie połączenie tego wszystkiego brzmi naprawdę zachęcająco, ale mam jakieś opory :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Ostachowicza za "Noc żywych Żydów". "Zielona wyspa" też zapowiada się cudownie, muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten tekst, zachęcił mnie do lektury. Jako czytelniczka in spe nie znam oczywiście pełni kontekstu, ale zastanawia mnie skąd w recenzji to uporczywe domaganie się sensu, wytłumaczenia działań bohaterki, klarownej celowości? Wydaje mi się, że po lekcji egzystencjalizmu takie pytania przestają być fundamentalne i mam duże wątpliwości co do ich stosowania przy ocenie wartości dzieła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie jestem szczególnie biegła w filozofii, a książki oceniam subiektywnie, z perspektywy zwykłego czytelnika. Z psychologicznego punktu widzenia ludzkie działania mają swoje przyczyny i motywy, a ukazane w tej książce skrajne postawy nie są moim zdaniem dostatecznie uzasadnione; jestem tych przyczyn ciekawa, to wszystko. Taki niedosyt traktuję jako jedno z kryteriów, jednak swoją opinią nigdy nie aspiruję do realizacji tych wyznaczanych profesjonalnie.

      Usuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.