wtorek, 3 lutego 2015

Ewa Stachniak - "Cesarzowa nocy"

Wspominałam już, że Katarzyna II jest jedną z moich ulubionych historycznych postaci - z wielką radością pochłaniam każdy tekst na jej temat, odnajduję nowe fakty i integruję te, które mam już w swojej głowie. Ewa Stachniak przekonała mnie do siebie swoją poprzednią książką o życiu carycy, Katarzyna Wielka. Gra o władzę - choć opowieść jest fabularyzowana, czytała się tak wspaniale, że absolutnie nie chciałam jej kończyć; miałam ochotę na więcej i żałowałam niezmiernie, że tekst ma swój finał krótko po przewrocie. Czekałam na kontynuację dotyczącą samych rządów Katarzyny i wreszcie się doczekałam. Nietrudno się zatem dziwić, że do Cesarzowej nocy siadałam z głową pełną oczekiwań

Już na wstępie odkrywamy specyficzną konstrukcję książki - otwierająca ją scena dotyczy... pogrzebu Imperatorowej. Jak się okazuje, autorka za punkt wyjścia dla swojego tekstu przyjęła ostatnie chwile carycy; w jej opowieści Katarzyna doznaje wylewu i na dobę przed śmiercią pozostaje świadoma, a swój niewątpliwie kończący się czas wykorzystuje na snucie wspomnień, układanie napływających do głowy obrazów. Tekst jest zatem podzielony na cztery rozdziały, dla których otwarcie stanowią zapisy ostatnich chwil carycy, a treść główną - retrospektywny i całkowicie subiektywny przegląd ważnych wydarzeń z jej życia. Opowieści podawane są wybiórczo, acz kolejno, stanowiąc w miarę spójną całość. Zahaczają o najmłodsze lata Katarzyny, więc mniej-więcej w jednej czwartej pokrywają się z treścią poprzedniej książki Ewy Stachniak.

Niestety, przez niemal całą lekturę, a także już po niej, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że autorka pokazała nam wszystko i nic. Spodziewałam się, że opowieść o życiu Katarzyny II będzie wyrazista, tym bardziej jeśli jest fabularyzowana - niestety dość mocno się zawiodłam. Katarzyna jest tutaj nijaka i brak jej mocnego rysu. Jak wspomniałam, opisywane wydarzenia dobrane są subiektywnie, w rezultacie czego nie ma tutaj koncentracji na konkretnym obrazie carycy. Nie ma nacisku na jej związki z mężczyznami, nie ma stereotypu okrutnicy i nimfomanki, słowem nie wspomina się na temat jej korespondencji z wielkimi umysłami epoki. Czytelnik obserwuje po prostu dzieje władczyni, która bardziej zmaga się ze starzejącym się ciałem i zależnością od mężczyzn niż politycznymi czy obyczajowymi trudnościami. Niezwykle ciężko jest znaleźć szufladkę dla tego tekstu - nie jest to ani romans, ani osadzona na dworze powieść kryminalna; tym bardziej nie jest to klasyczna biografia.

Na szczęście jedno nie uległo zmianie - styl, jakim posługuje się autorka. Pod względem literackim powieść jest naprawdę wspaniała i właściwie można ją czytać na raz; wydarzenia przemykają przed naszymi oczami, historia wciąga, a całość przedstawiona jest płynnie i nad wyraz naturalnie. W początkach tekstu ciekawe urozmaicenie stanowią wtrącane rosyjskie przysłowia – zapisane w oryginale i tłumaczone, tak doskonale oddające aktualną sytuację.

Ewa Stachniak po raz kolejny zaprosiła nas na specyficzny, pachnący przepychem carski dwór; do świata intryg, podszeptów i dwulicowości. Tym razem jednak zabrakło klimatu epoki i wyrazistości postaci. W moim przypadku dobre pióro wystarczyło, bym lekturę kończyła z przyjemnością, wiem jednak, że mogłam dostać więcej. Nie rozstaję się jednak z autorką - jeszcze jedna jej powieść czeka na mojej półce, mam też nadzieję, że pojawią się kolejne.