środa, 4 lutego 2015

Stephen King - "Carrie"

Rok 1974 był przełomowy dla literatury, nie ma co do tego wątpliwości. To właśnie wtedy na rynku pojawiła się debiutancka powieść Stephena Kinga, “Carrie”. Książka, która przyniosła autorowi niebywałą sławę, a także dochody, które niemalże od razu pozwoliły mu porzucić dotychczasową pracę i stać się zawodowo pisarzem. To jednocześnie tekst, który w rekordowo szybkim czasie (bo już w dwa lata po wydaniu) doczekał się pierwszej z kilku ekranizacji. Czy rzeczywiście debiutancka powieść Kinga jest aż tak wyjątkowa?

Carrie White nie ma łatwego życia. Wychowuje ją samotna matka, skrajna fanatyczka religijna, która wszędzie dopatruje się grzechu i nie szczędzi swojej córce kar i psychicznych tortur. Nastoletnia dziewczyna jest przez to odseparowana od swoich rówieśników, nie dziwi więc fakt, że większość dzieci w szkole, do której uczęszcza Carrie, śmieje się z niej nawet się z tym nie kryjąc. Szyderstwa dotyczą każdego możliwego aspektu: wyglądu, ubioru, zachowania, niewiedzy o pewnych sprawach, czy też po prostu odnoszą się do matki dziewczyny, która w powszechnej opinii uważana jest za wariatkę. Carrie dzielnie znosi wszystkie te docinki i dowcipy, jednak w momencie, gdy zaczyna dojrzewać, następuje coś nieoczekiwanego - nastolatka okazuje się posiadać moce telekinetyczne. Zachodzi też zmiana w jej zachowaniu: Carrie postanawia wreszcie zbuntować się wobec apodyktycznej matki i jednocześnie pokazać rówieśnikom, że nie jest od nich gorsza. Wszystko to prowadzi jednak do drastycznych wydarzeń…

“Carrie” to powieść na swój sposób oryginalna, głównie ze względu konstrukcję. Jest to częściowo książka o zwykłej narracji, jednak w znacznym stopniu tekst Kinga jest specyficzną powieścią epistolarną, choć nie w dosłownym znaczeniu - sporą jej część stanowią fragmenty fikcyjnych książek, relacje świadków czy też protokoły przesłuchań. Wiąże się z tym jedna istotna rzecz, a mianowicie fakt, że niemal od samego początku czytelnik wie, co się wydarzy. Zagadkami są natomiast odpowiedzi na pytania “dlaczego?” i “jak?”, dlatego mimo posiadania tej wiedzy lektura potrafi naprawdę wciągnąć. Im bliżej kulminacyjnego momentu książki, tym bardziej zwykła narracja dogania fakty opisane w relacjach i artykułach, aż w końcu oba elementy książki wspólnie przedstawiają ciąg wydarzeń. Najważniejsze fakty możemy obserwować na swój sposób dwojako - najpierw pod postacią relacji świadków, następnie zaś jako narracyjny opis sytuacji. Ciekawym zabiegiem jest również przedstawienie pewnych zdarzeń dziejących się w różnych miejscach w zbliżonym czasie w sposób niechronologiczny, skupiający się na ich wadze dla całej sytuacji - dzięki czemu to, co najważniejsze, przedstawione jest czytelnikowi na sam koniec.

Pod względem językowym i stylistycznym książka jest niemalże doskonała. Narracja jest płynna i ani razu nie poczułem się znużony, zaś stworzone przez Kinga fragmenty fikcyjnych książek, artykułów i wywiadów wydają się tak realne, że od prawdziwych odróżnia je chyba tylko poruszana tematyka. Są one wszystkie zachowane w charakterystycznych dla takich form stylach, a jednocześnie są idealnie wpasowane w książkę - czasami wręcz można nie zauważyć, że narracja przeszła właśnie płynnie w “naukowe opracowanie”. Co do samych fragmentów fabularnych - znakomicie moim zdaniem wyszło przedstawianie myśli bohaterów. Raz, że sama narracja bardzo często odzwierciedla to, co czują czy uważają, dwa - dodatkowo w formie nawiasów dodane zostały bezpośrednie, werbalizowane myśli, które w danej chwili pojawiają się w głowach postaci - są one realistycznie chaotyczne, często bowiem nie przyjmują form klasycznych zdań.

“Carrie” Stephena Kinga to znakomity horror, jednak nie jest on oparty na charakterystycznych dla literatury grozy strachu i brutalności. Dużo ważniejsza jest tutaj warstwa psychologiczno-społeczna - książka istotnie porusza problematykę wychowywania dziecka przez niezrównoważonego rodzica, jak również kwestię ostracyzmu w szkołach i okrucieństwo bądź co bądź jeszcze dzieci, które w znęcaniu się nad rówieśnikiem potrafią nie znać umiaru. Choć od premiery powieści minęło już ponad czterdzieści lat, problemy te dalej są aktualne i pewnie jeszcze długo będą, “Carrie” jest więc w jakimś stopniu ponadczasową lekturą. Widząc taki debiut literacki nie dziwi mnie, że King jest od wielu lat jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na całym świecie.

15 komentarzy:

  1. Klasyka sama w sobie, nie ma co. Chociaż ja nigdy nie wiem co bardziej wolę - Carrie czy Miasteczko Salem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z tych powieści Kinga, które muszę przeczytać natychmiast.;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Carrie" ciągle przede mną, ale już niedługo..;)

    OdpowiedzUsuń
  4. King ciągle jest dla mnie wielką niewiadomą, ale powoli dorastam do decyzji, by zapoznać się z jego książkami...

    OdpowiedzUsuń
  5. To była pierwsza ( i nie ostatnia ) książka Kinga, którą przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam takiego Kinga. Chociaż ja miałam drobne zastrzeżenia do narracji, to ogólnie bardzo dobrze wspominam "Carrie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co konkretnie w narracji Ci nie odpowiadało? ;)

      Usuń
    2. Cóż, chyba właśnie to co Ty uważasz za atut tej książki:). Fragmenty artykułów, wspomnień, protokołów, mnie osobiście nieco rozpraszały, przez co umniejszały grozę sytuacji. Chyba lepiej odebrałabym "Carrie w klasycznej, prostej trzecioosobowej (lub pierwszoosobowej) narracji:)

      Usuń
  7. Lubię twórczość Kinga. Nie czytałam jeszcze ostatnich jego publikacji, ale te starsze są rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałam, w sumie to nadal chce po nią sięgnąć. Jednak po "Cmętarzu Zwieżąt" mam lekki urlop od Kinga, a na półce czeka na mnie "Cujo". Kiedyś bez wątpienia sięgnę i po "Carrie", jednak jeszcze nie teraz. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam w końcu jakiś czas temu i spodobała mi się, chociaż nie wstrząsnęła moim śwatem w posadach :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nie czytałam, ale na pewno to zrobię :) Uwielbiam Kinga :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Z Kingiem to miałam tak dziwnie, że w podstawówce natknęłam się na "Lśnienie". Z powodu ogromnego napięcia, rzuciłam książkę w kąt po jakichś kilkunastu stronach. Raczej nie była to wówczas odpowiednia lektura dziesięciolatki. Uraz pozostał na wiele lat. Dopiero w zeszłym roku trafiłam drugi raz na Kinga... A raczej na Bachmana. Teraz wiem, jak wiele mnie ominęło i staram się nadrabiać zaległości. "Carrie" to jedna z najważniejszych pozycji pisarza, więc z pewnością ją przeczytam, tym bardziej, że rewelacyjnie napisana recenzja dodatkowo mnie do tego zachęciła.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Z Kingiem jestem skłócona :) Wymęczył mnie nie raz swoim gawędziarstwem, obraziłam się nieco, ale "Carrie"... jak upatrzyłam ją sobie dawno temu, to kilkanaście lat czekałam na jej przeczytanie! :) ale dopięłam w końcu swego! Chyba w zeszłym roku :) i pierwszy King bardzo mi się podobał :) mało tam było jeszcze gawędziarstwa :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.