czwartek, 5 lutego 2015

Katarzyna Enerlich - "Prowincja pełna snów"

Od momentu, kiedy cały prowincjonalny cykl pochłonęłam w niezwykłym tempie, minęło już trochę czasu; zdążyłam zatęsknić za atmosferą, bohaterami i, co najważniejsze, nabrać ciekawości jak opowieść potoczy się dalej. Prowincja pełna szeptów zostawia Ludmiłę w sytuacji, gdy jej życie nabiera właściwego rytmu, zwalnia i staje się wreszcie uregulowane. Czy taki spokój może trwać długo? Zdecydowanie nie!

Budowania napięcia Katarzyna Enerlich uczyła się chyba u Hitchcocka – kolejny raz jej książkę otwiera tąpnięcie, które burzy cały wypracowany wcześniej ład i stawia główną bohaterkę w obliczu zupełnie nieprzewidzianych okoliczności. Na losy Ludmiły już od dawna nie należy patrzeć poważnie – prawdopodobieństwo życiowe w jej historii coraz bardziej zbliża się do zera; bohaterka wyczerpała wszelkie limity nieszczęść i miłosnych porywów, jakie przypadają w udziale przeciętnemu człowiekowi w toku życia. Z drugiej jednak strony jak inaczej można stworzyć wzór silnej kobiety, jeśli nie poprzez stawianie przed nią kolejnych trudnych zadań? W tym względzie cykl zyskuje na wartości, bo Ludmiła nie jest żadną super bohaterką, a jej historia pokazuje, jak mądrze i ze spokojem stawiać czoła temu, co przyniesie nam los.

Z tym aspektem wiąże się również warstwa książki, którą roboczo można nazwać filozoficzną. Wraz z kolejnymi tomami coraz więcej pojawia się wątków związanych z rozważaniami i różnymi sposobami na poukładanie swojego życia. Czuć powiew wschodu – joga, kuchnia pięciu przemian – jednak nic nie jest tutaj ortodoksyjne, raczej delikatnie wkrada się w karty powieści i życie Ludmiły.

Przy tym wszystkim autorka nie rezygnuje z ubogacania książki historiami napływającymi od czytelników; znów pojawia się kilka wstawek związanych z ludowymi podaniami oraz wątków inspirowanych opowieściami innych ludzi. Dodatkowo jak zwykle głównym osiom fabuły towarzyszą plastyczne opisy – tak krajobrazów, jak i potraw przygotowywanych z naturalnych, regionalnych składników. W książce pojawiają się przepisy, ale podane w taki sposób, że każda strona zdaje się pachnieć aromatycznymi przyprawami, mocną herbatą i zbożową kawą. W tej materii Katarzyna Enerlich stale rozwija swój warsztat i powieści zdecydowanie na tym zyskują.

W zakończeniach opowieści o Prowincji zawsze mówię to samo – dziękuję, jestem zadowolona i już tęsknię. Mam nadzieję, że niebawem ta opowieść potoczy się dalej (a potoczy się na pewno, bo autorka znów zdecydowała się zakończyć powieść burzą niszczącą wszystko).


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu MG.