Choć Świat po Wybuchu opuszczałam niechętnie i długo do niego tęskniłam, lektura drugiego tomu nie przyniosła oczekiwanego zatracenia – prawdę mówiąc szła mi dość opornie. Miałam problem z wciągnięciem się w akcję, a może też ona sama z początku nie gnała jak szalona. Odwykłam też od historii opisanych na takiej ilości stron – Nowy Przywódca liczy ich sobie prawie 600, więc dużo więcej niż książki, po które sięgałam ostatnio. Niech jednak nie zrazi Was objętość, bo Julianna Baggott ma dar opowiadania, dzięki któremu na pewno nie będzie Wam się dłużyć.
Podobnie jak tom pierwszy, książka podzielona jest na krótkie rozdziały, które oprócz oszczędnych tytułów sygnowane są imieniem jednego z bohaterów. Narrator jest zawsze trzecioosobowy, jednak skupia się na danej postaci, jej odczuciach i oglądzie sytuacji. Pozwala to nie tylko przyjąć szerszą perspektywę w ocenie zdarzeń, ale też lepiej poznać postaci, które nie są przecież identyczne. Dodatkowo tutaj swoją szansę ma zdecydowanie więcej osób niż to miało miejsce w Nowej Ziemi - co najmniej 5 z nich pojawia się w tytułach regularnie.
Bardzo podoba mi się, że pewne wątki z pierwszego tomu zostają przypomniane i rozwinięte. Nie jest to retrospekcja głęboka na tyle, by rozpoczynać swoją przygodę ze Światem po Wybuchu od drugiej części, ale zdecydowanie idealnie nadaje się dla osób, które Nową Ziemię miały w rękach już jakiś czas temu. Autorka pozwala nam powoli przypominać sobie fakty i zdarzenia oraz na bieżąco poszerzać wiedzę, samemu składać wszystko w głowie, wyrabiać sobie swoje zdanie i odkrywać pomyłki. Ponadto okazuje się, że niektóre wątki ledwie wspomniane wcześniej mają teraz spore znaczenie - rozwija się chociażby motyw związany z Czcicielami Kopuły, czyli wariacją na temat fanatyzmu religijnego. Spragnieni nadziei, jaką niesie ze sobą wiara i bliskości płynącej z religijnej wspólnoty, a także znający doskonale mechanizmy dawnych kościołów, czciciele próbują tworzyć nowy system, oparty o wiadomości płynące z Kopuły.
Autorka nie wypadła z rytmu również w zakresie kreacji świata - jej wyobraźnia jest tak bogata jak do tej pory i widać, że udało jej się dobrze zaplanować wizję wydarzeń. Plejada mutacji i okrucieństw, jakie są normą poza Kopułą, jest szeroka, jednak nie zszokuje tych, którzy mieli do czynienia z pierwszym tomem cyklu. Niewiele pojawiło się nowości, a akcja nie skupia się już tak bardzo na odkrywaniu i opisie świata - podobnie jak bohaterowie poznali otoczenie, tak i nasza uwaga nie musi się już na nim skupiać. Na pierwszy plan wysuwają się intrygi i plany, a także realizacja celów. Pojawia się też nieco informacji o życiu w Kopule, tym razem w konfrontacji do świata poza.
Warto również dodać, że w drugiej części do książki wkrada się wątek romansowy, a właściwie dwa wątki, po jednym dla Pressi i Patridge’a. Próżno tu jednak szukać wielogodzinnych wynurzeń na ten temat, dywagacji nad wyborami czy też nadmiernej emocjonalności. Autorka pozostała wierna swojej wizji świata i postawiła sprawę jasno – wykreowana przez nią Ziemia nie jest miejscem odpowiednim na miłość. Bohaterowie, choć łakną bliskości i niejednokrotnie poddają się emocjom, mają na głowie większe problemy niż romantyczne uniesienia. Ich przemyślenia w tym zakresie są prawdziwe, nie ma tu sztuczności znanej z wielu książek young adult.
Świat po Wybuchu to bezapelacyjnie moja ulubiona spośród wszystkich dystopijnych i postapokaliptycznych wizji. Mimo znacznej objętości książek fabuła poprowadzona jest wspaniale - opowieść wciąga i emocjonuje. Wątki romantyczne, choć istnieją, nie wysuwają się na pierwszy plan, nie są nachalne i niedojrzałe; widać, że autorka miała na książkę po prostu inny pomysł. Treść jest tu głębsza i uwypuklony jest jej sens - zwrócenie uwagi na problematykę badań nuklearnych. Być może przez ten zamysł opowieść jest tak przerażająco realistyczna.
Tych, którzy chcieli by lepiej poznać Świat po Wybuchu odsyłam do mojej recenzji pierwszego tomu cyklu - klik.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (560 stron)