W Guajarehu najwyższym prawem jest religia i kult bogini snu, Hananji. Chociaż najwyższą władzę sprawuję Książę, to przed kapłanami urzędującymi w Hetawie, centralnej świątyni, drżą mieszkańcy państwa-miasta. Bowiem wśród sług Hananji są Zbieracze, wykonujący przyjmowane przez Hetawę zlecenia. Zlecenia nietypowe, bo związane z odsyłaniem dusz na wieczność do Ina-Kareth, królestwa snów. Często dotyczą one osób starszych i schorowanych, niekiedy jednak celami są osoby zagrażające porządkowi, łamiące prawo Hananji – innym słowy takie, które uległy zepsuciu. Gdy Ehiru, najsławniejszy pośród Zbieraczy, dostaje zlecenie na przebywającą w Guajarehu ambasadorkę Kisui, nie wie, że zostanie przez to wplątany w skomplikowaną sieć intryg i walk o władzę..
Muszę przyznać jedno – początki z Zabójczym Księżycem były ciężkie. Autorka rzuca czytelnika w wykreowany przez siebie świat bez taryfy ulgowej, od razu zasypując go niezliczoną liczbą określeń czy nazw własnych. Złapanie rytmu w lekturze sprawia przez to niemały problem, a znajdujący się na końcu książki słowniczek tylko częściowo pomaga: raz, że ciągłe skakanie z początku na koniec książki i z powrotem jest uciążliwe (chyba lepiej sprawdziłyby się przypisy); dwa, wiele określeń nie wygląda „podejrzanie”, więc nie zawsze pomyśli się o tym, żeby poszukać wytłumaczenia w glosariuszu. Całe szczęście większość nazw własnych jest na tyle charakterystyczna, że dość szybko zapadają w pamięci, dzięki czemu po początkowych trudnościach dalsza lektura nie sprawia już takich problemów, można więc śmiało cieszyć się fabułą. A trzeba powiedzieć, że jest czym: N. K. Jemisin stworzyła naprawdę spójną i przemyślaną historię, którą osadziła w wyjątkowym świecie. Nie brak tu także wyrazistych bohaterów zyskujących sympatię czytelnika, ale też postaci niejednoznacznych, których motywy działań nie zawsze są oczywiste.
Wydarzenia przedstawione w Zabójczym Księżycu są ciekawe, aczkolwiek tempo prowadzenia akcji nie zawsze jest równe. Czasem czytelnik musi się skupiać, by nie przeoczyć nic z następujących po sobie zdarzeń, innym razem na wiele stron rozwleczone są pojedyncze sceny lub przemyślenia bohaterów. Nie jest to poważna wada zważywszy na klimat książki – opowiedziana historia przepełniona jest mistycyzmem i dawnymi opowieściami, pewną nutką oniryzmu, a momentami nawet erotyzmem. Spora część książki poświęcona jest także miłości platonicznej oraz swoistej relacji uczeń-mistrz.
Chwile spędzone w świecie stworzonym przez N. K. Jemisin to czas, którego zagospodarowania nie żałuję. Książka amerykańskiej autorki była dla mnie przyjemnym przeżyciem, aczkolwiek daleki jestem od stwierdzenia, że jest to książka przełomowa dla gatunku fantasy, nie kopiująca wcześniejszych rzeczy. Zresztą sama pisarka twierdzi, że dużą inspiracją przy tworzeniu Zabójczego Księżyca były dla niej dawna cywilizacja egipska i jej mity (co dość mocno widać choćby w wymyślonej przez Jemisin historii o powstaniu bogów). Nie umniejsza to oczywiście w żaden sposób książce, którą po prostu warto w wolnej chwili przeczytać.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Business and Culture oraz Wydawnictwu Akurat.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (443 strony)