Zawsze zdecydowanie wolałam horrory oparte na ciemnych
stronach ludzkiej psyche, od bezmyślnej rąbanki fundowanej durnym ludziom przez
zombie, wampiry czy inne dzikie zwierzęta. Uważam, że aby naprawdę przestraszyć
człowieka, trzeba poruszyć w nim takie struny, o których sam nie ma pojęcia –
najlepiej nadają się do tego lęki pierwotne. Mistrzem tak poprowadzonego
horroru jest dla mnie Stephen King, u którego krew wcale nie musi się lać, by
było strasznie, złowieszczo, a przynajmniej słodko nieswojo. Muszę jednak
przyznać, że również Jack Ketchum ma potencjał, który w dziedzinie takiego
mistrzowskiego horroru może wynieść go na wyżyny.
Tytułową „dziewczyną z sąsiedztwa” jest Meg – nastolatka,
która niedawno straciła w wypadku samochodowym oboje rodziców, teraz natomiast,
wraz z kaleką siostrą, trafia do domu dalekiej ciotki, Ruth. Kobieta, choć w
otoczeniu przyjaciół syna postrzegana jest jako matka idealna, szybko okazuje
się być co najmniej niezrównoważona, w dodatku wyraźnie nie przepada za
dziewczętami. Jednak awantury, jakie na każdym kroku urządza ciotka, to dopiero
początek koszmaru, jaki już niebawem ma stać się udziałem Meg – dziewczyna
spędzi wiele tygodni w piwnicy, gdzie banda dzieciaków pod czujnym okiem Ruth
będzie zadawała jej najwymyślniejsze tortury. W klice przyjaciół znajdzie się
tylko jeden, którego opór wkrótce zmieni bieg wydarzeń.
Zastanówmy się – jak postrzegamy swoich sąsiadów? Co możemy
o nich powiedzieć? Z reguły są to banalne slogany dotyczące umiarkowanie
pozytywnych cech – są mili, kulturalni, spokojni. Gdy raz na jakiś czas okazuje
się, że ktoś (czyjś sąsiad, bądź co bądź) popełnia straszliwą zbrodnię, ludzie
są zszokowani – przecież go znali, widywali każdego dnia. Tyle że tak naprawdę
nikt z nas nie wie, co dzieje się w pobliskim domu czy mieszkaniu. Na co dzień
wolimy o tym nie myśleć, a nawet jeśli do naszych uszu dochodzą podejrzane
dźwięki lub plotki, nie słyszymy. Lepiej jest nie wiedzieć…
Na takim właśnie lęku bazuje Jack Ketchum, nie jest to
jednak jedyny poruszany przez niego aspekt. Książka jest także – a może przede
wszystkim – studium psychologicznym ofiary i oprawcy.
W tej piwnicy, z Ruth, zacząłem uczyć się, że złość,
nienawiść i samotność są niczym pojedynczy przycisk, czekający na palec, który
poprowadzi człowieka do destrukcji.[s.147]
Muszę przyznać, że ciężko mi zrozumieć i uargumentować
zachowania bohaterów. Rozumiem Ruth, kobietę opuszczoną, oszalałą i
rozgoryczoną, która po prostu nienawidzi innych przedstawicielek swojej płci.
Skąd jednak tak wielkie pokłady agresji w jej nastoletnich synach? Chłopcy nie
są zwykłymi, zastraszonymi dziećmi, które posłusznie podejmują działania,
podsuwane im przez dorosłych, w obawie przed karą. To świadomi, okrutni
oprawcy, doskonale rozumiejący konsekwencje swoich czynów i granice, jakie
przekraczają. Być może mało widziałam, ale wciąż jest to dla mnie
niewyobrażalne.
Jednego na pewno nie można odmówić Ketchumowi –
bezkompromisowości. Autor odważnie snuje swoją opowieść i wywleka skrajną
sytuację, dodatkowo ją wyolbrzymiając. Ta książka zdecydowanie może Was wyprać
i wywrócić na drugą stronę przez swoją prostotę i dosadność opisu. Nie polecam
jej wrażliwcom, a silniejszym podpowiadam – wyłączcie wyobraźnię. Można przez
to przejść chyba tylko bez zbytniego skupienia na obrazach. Muszę jednak przyznać, że w swojej klasie tekst jest naprawdę na
wysokim poziomie, a emocje, które wywołuje, są doprawdy niezapomniane. Choć od pierwszej strony wiemy, co wydarzy się na końcu, napięcie budowane jest po mistrzowsku.
Na koniec jeszcze jedno, choć rzadko o tym wspominam –
przedmowa. Tę do Dziewczyny z sąsiedztwa napisał Stephen King i muszę
powiedzieć, że czytało się ją z przyjemnością. Zdecydowanie nie są to
standardowe, puste peany, a dokładny i rzetelny opis, z jednej strony przybliżający
autora, z drugiej zaś – analizujący tekst. W tym przypadku, choć rzadko tak
bywa, jest to dobry dodatek i ciekawe uzupełnienie opowieści.
Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Papierowy Księżyc.