W dżungli podświadomości ma temat zawarty w tytule - to opowieść o tej mitycznej części psychiki, którą odkrył i opisał Zygmunt Freud, i która dzięki niemu zyskała na znaczeniu, choć jej istnienia nigdy w 100% nie potwierdzono. Mimo że wspominam tutaj nazwisko słynnego psychiatry, tekst jest sam w sobie daleki od naukowych teorii - sama autorka odrzuca je już na początku. Zamiast tego tworzy własną, opartą o indywidualne doświadczenia. W jej opowieści podświadomość jawi się jako istota, w dodatku spersonalizowana, inteligentna i zaprogramowania do działania celowego. Ponadto jest odpowiedzialna za niemal wszystko, co nas spotyka.
Czytelnik sięgający po ten tekst powinien być świadom jednej rzeczy, która mnie osobiście zaskoczyła (prawdopodobnie przez wcześniejsze doświadczenia wspomniane na początku) i już od pierwszej strony zniechęciła do lektury. Otóż książka ta jest w gruncie rzeczy tylko i wyłącznie o Beacie Pawlikowskiej. "Ja", "mój", "moje" - te zaimki tu królują i biorą opowieść w całkowite władanie. Domyślam się, że autorka chce być bliska swoim czytelnikom i nie zakładam, że kłamie, opowiadając o swoich doświadczeniach, jednak na mnie taki zabieg absolutnie nie zadziałał. Ciągłe opowiadanie wyłącznie o sobie i mylące, dające nadzieję akapity o innych ludziach wieńczone radosnym "też tak miałam!" - wszystko to zmęczyło mnie i odrzuciło od książki na dobre.
Jeśli jako dziecko widziałeś dziewczynkę pogryzioną przez psa, zapamiętasz i zakodujesz sobie do końca życia, że psy są niebezpieczne. Wiesz, że instynktownie będziesz się też bać ludzi o bardziej widocznych kłach?[s.49]
Czy wiesz, że każda choroba ciała jest wynikiem tego, czego podświadomość nie chce zaakceptować, więc ukrywa to przed tobą jak worek pełen trucizny, który pewnego dnia zaczyna przeciekać?[s.59]
Jak już wspomniałam - autorka posłużyła się tu własną teorią szczęścia i jej się trzyma przez całą opowieść. Choć jest ona w miarę spójna, sam tekst jest bardzo nierówny - obok bzdur, które reprezentują cytaty powyżej, jest w nim kilka mniej lub bardziej oczywistych życiowych prawd. Choć zalatują nieco prozą Paulo Coelho, są zabawne i za te perełki daję książce dużego plusa, bo uprzyjemniają lekturę i wprowadzają element lekkości. Na pewno nie można odmówić autorce dystansu do siebie i świata, a także własnych negatywnych doświadczeń. Niestety, pod teorię podpięte jest wszystko - od wstawania rano, poprzez depresję, anoreksję i bulimię, aż po gwałty i pedofilię.
Ale czy alkohol ma moc zmiany słabego człowieka w mocarnego bohatera?
Nie, potrafi jedynie ogryzkowi dać iluzję, że jest jabłkiem.
Pytanie brzmi:
Jeśli będziesz ogryzek polewał codziennie alkoholem, to czy wyrośnie z niego zdrowe, fajne jabłko?
Nie. Będziesz miał tylko pijanego ogryzka, który marzy o byciu kimś innym niż jest.[s.101-102]
Ze spraw czysto technicznych - podoba mi się oprawa graficzna cyklu. Wewnątrz są rysunki i wkładki stylizowane na zeszytowe kartki - to dodatek przyjemny dla oka. Jedynie akapity przed taką wstawką mogłyby nie być dzielone na pół, bo można się zagapić i lekko wybić z lektury, trochę jak w przypadku źle dodanych powiększonych cytatów w gazetach. Język książki jest prosty i zdatny dla każdego czytelnika i choć autorka nie wystrzega się całkowicie powtórzeń, nie są to błędy rażące. Tekst czyta się szybko i łatwo przyswaja.
Do wszelkiego typu poradników zawsze podchodziłam z dystansem - nie ufałam ogólnie przyjętym teoriom szczęścia i nie lubię być wbijana w schemat. Książki Reginy Brett dały mi nadzieję, że tak być nie musi, że da się pisać lekko i w sposób inspirujący - do działania, zmian, wiary w lepsze jutro. Z nadzieją na podobną przygodę zasiadałam do książki Beaty Pawlikowskiej i niestety zawiodłam się niemiłosiernie. Trudno odmówić opowieści uroku, jednak nic ponadto. Książka oparta jest na założeniu, że każdy z nas funkcjonuje identycznie i niestety pełna jest porad dawanych wprost. To nie inspiracja, a gotowa recepta - jedna z tych, których autorka chciała się wystrzegać. U Reginy Brett poznajemy różnych ludzi i ich spojrzenie na szczęście, tu natomiast mamy jeden pogląd na świat. Książka mogłaby być świetną biografią i wówczas pewnie by inspirowała - postawą życiową autorki. Jednak stylizowanie tekstu na poradnik i jego rzeczywiste przeznaczenie zabija cały ten potencjał, zwłaszcza że wiedzy merytorycznej niestety jest tu jak na lekarstwo...