Jorg Ancrath to syn króla, jednak jego życie dalece odbiega od tego, jakie prowadzi się będąc członkiem rodziny monarchy. Młody książę był świadkiem śmierci swojej matki oraz młodszego brata, a gdy okazało się, że jego ojciec nie zamierza ukarać winnego tej zbrodni, uciekł z zamku i przyłączył się do bandy rzezimieszków. Teraz, będąc ledwie nastolatkiem, przewodzi tej grupie bandytów, która niszczy i rabuje wszystko na swojej drodze. Gdziekolwiek się pojawią, tam na pewno ziemię splami krew.
Przyznaję, że sam początek lektury był dla mnie lekkim szokiem. Autor od razu wprowadza czytelnika w brutalny świat, ukazując mu zgliszcza wiejskiej osady, w której banda Jorga dokonała właśnie rzezi na niewinnych mieszkańcach. Plastyczność i szczegółowość opisów to zdecydowanie mocna strona powieści Marka Lawrence’a - pisarz nie bał się wpleść w swój tekst brutalnych obrazów, bez skrupułów pisząc o odcinanych fragmentach ciała czy wypływających na zewnątrz wnętrznościach. Co więcej, im dalej fabuła szła do przodu, tym bardziej miałem wrażenie, że takich opisów jest więcej.
Duży udział w takim przedstawieniu wydarzeń ma kreacja głównego bohatera. Jorg, chociaż nie ma nawet piętnastu lat, jest osobą zepsutą do szpiku kości. Gwałci, rabuje, morduje, pali wsie - nie ma chyba rzeczy, przed którą by się cofnął. Potrafi nawet zabić kogoś, bo taki ma akurat kaprys. Obserwowanie tego wszystkiego z jego perspektywy jest w pewien sposób przerażające, znamy też bowiem jego myśli. Jednak dzięki pojawiającym się co jakiś czas retrospekcjom poznajemy wydarzenia z przeszłości, które ukształtowały młodego księcia. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałem się z postacią, do której żywiłem same złe uczucia, wręcz nią gardząc, a jednocześnie czułem wobec niej - sam nie wiem jak to określić - współczucie? Litość? Pewnego rodzaju żal?
Podczas samej lektury nie byłem nawet w stanie zwrócić uwagę, czy książka posiada jakieś błędy. Owszem, wyłapałem pojedyncze wpadki tłumacza, ale nic co wykraczałoby poza ogólnie przyjętą normę. Dopiero teraz jest w stanie zauważyć jeden poważny mankament: mniej więcej od połowy książki tempo akcji niesamowicie wzrosło, przez co wiele wydarzeń było opisane po łebkach, a część z nich ewidentnie służyło przyśpieszeniu fabuły. Trochę wprowadzone na siłę wydawały mi się sceny służące ukazaniu czytelnikowi rzeczywistej natury świata, w który dzieje się akcja. Aczkolwiek do samego pomysłu na uniwersum nic nie mam - jest wręcz ciekaw, jak wpłynie on na przygody bohaterów w kolejnych częściach cyklu.
Książę cierni był książką zupełnie inną niż się spodziewałem - i całe szczęście! Lektura tej powieści była dla mnie niesamowitą przygodą i już nie mogę się doczekać momentu, w którym sięgnę po kolejne tomy. Jasne, nie obyło się bez jakichś mniejszych lub większych błędów czy niedociągnięć, ale w żaden sposób nie wpłynęły one na przyjemność płynącą z lektury. Chyba po prostu potrzebowałem tego typu dark fantasy, w dodatku z dość interesująco wykreowanym antybohaterem w roli głównej (a tych przecież nie ma jakoś specjalnie dużo w literaturze). A, i zapomniał bym dodać: książka również cieszy oko, bo jest naprawdę ładnie wydana.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Papierowy Księżyc.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (422 strony).