środa, 19 listopada 2014

Kamil Janicki - "Damy Złotego Wieku"


Dawno nie miałam w swoich rękach tekstu tak idealnie dobranego do moich aktualnych zainteresowań. Właściwie ledwo zdążyłam wyjść z wykładu o XVI-wiecznej Polsce, zafascynowana postaciami Bony Sforzy i Barbary Radziwiłłówny, kiedy pojawiła się propozycja zrecenzowania najnowszej książki Kamila Janickiego, osadzonej w tych właśnie historycznych realiach. Możecie sobie wyobrazić, jak niezwykle szczęśliwa byłam, a właściwie jestem, bo stan ten utrzymuje się do tej pory. I powiem Wam coś w sekrecie – absolutnie się na tej książce nie zawiodłam.

Choć mowa jest tu o „damach”, a objętość tekstu jest dość znaczna, tak naprawdę niewiele kobiet doczekało się swojego pełnego portretu na kartach tej książki. Opowieść podzielona jest na 5 rozdziałów, jednak de facto jest to tekst ciągły i zawiera w sobie losy polskiego dworu na przestrzeni lat. Wątki przeplatają się i uzupełniają, tworząc spójną treść. Główną bohaterką jest tu Bona Sforza - to ona wiodła prym oraz utrzymywała się u szczytu władzy i wpływów podczas swojego życia w Polsce. Jedyną kobietą z tamtych lat i okolic, która tak naprawdę może konkurować z Boną pod względem dokładności opisu w tekście jest ta, która również za życia zdołała zaleźć Włoszce za skórę – litewska wiedźma, Barbara Radziwiłłówna. Wspomniana jest tutaj także Elżbieta Habsburżanka, jednak, podobnie jak w swoich czasach, pozostaje jedynie smutną przestrogą dla kobiet słabych i spolegliwych. Poczet kobiet wieńczy Anna Jagiellonka.

Obawiałam się nieco objętości tej książki i zastanawiałam się, czy lektura nie będzie mi się dłużyła. Nic bardziej mylnego! Autor umiejętnie lawiruje pomiędzy faktami i domysłami, wprawnie wplata też daty. Opowieść snuje się płynnie, zestawione dane są interesujące, a całość wzbogacona jest o szeroką gamę zdjęć, rycin i malowideł – przedstawiają one zarówno główne i poboczne postaci pojawiające się w tekście, jak i architekturę będącą miejscem akcji opisywanych wydarzeń. Całkiem subiektywnie powiem, że najbardziej cieszą oko liczne przedruki obrazów Jana Matejki – zawsze z wielką radością je oglądam i choć widać spore rozbieżności między wizją malarza, a tą zachowaną w dziełach wcześniejszych, jego kunszt nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Wracając jednak do samego tekstu: niezmiennie wspaniałe wrażenie robi język, jakim posługuje się autor. Lekkość nie tylko pióra, ale i zestawiania materiałów źródłowych z narracją jest po prostu niezwykła – podczas lektury zapomina się, że jest to tekst paranaukowy i można nieźle się zdziwić, zaglądając do bogatej bibliografii. Przyjemnym jest również fakt, że autor potrafi ożywić to, co na co dzień obserwujemy na kartach obrazu – niejednokrotnie wykorzystane są tutaj sceny dosłownie namalowane słowem, opisane pięknie i kształtujące dla czytelnika nie tylko pewną wizję, ale i atmosferę danej chwili.

Pogrążona w półmroku sala biesiadna radomskiego zamku była niemal pusta. Blask rzucany przez palenisko padał tylko na dwie pochylone nad długim stołem sylwetki. Starsza kobieta miała włosy poprzetykane pasmami siwizny, twarz krągłą i pokrytą pajęczyną zmarszczek. (…) Mężczyzna (…) patrzył przed siebie tak, jakby pragnął, by każde jego bez wyjątku spojrzenie było w stanie zabić.[s.293]

W stosunku do poprzedniej książki Kamila Janickiego, którą miałam przyjemność czytać, czyli Upadłych dam II Rzeczpospolitej, więcej jest tu subiektywnych interpretacji autora. Po części wynika to z faktu, że badania dotyczące dawnych dziejów są dużo mniej pewne i pozwalają na szersze pole dla domysłów i spekulacji badaczy. Z drugiej jednak strony w opowieść wkrada się też nieco odniesień do współczesnej rzeczywistości. Jest tu miejsce na krótkie dyskusje o sztuce, kondycji dzisiejszego społeczeństwa, czy też na delikatne pokazanie goryczy w związku choćby z marniejącymi zabytkami Neapolu. Osobiście zwróciłam na ten aspekt uwagę, ale absolutnie nie uważam go za wadę – w tekście paranaukowym cieszę się na bliższe poznanie poglądów autora. Podoba mi się również polemika poprowadzona z prezentowanymi materiałami źródłowymi – Janicki nie wykorzystuje ich na ślepo, nierzadko konfrontuje je ze sobą nawzajem lub uzupełnia o własne argumenty, co przydaje książce wielowymiarowości.

Jeśli kochacie historię i z chęcią odkrywacie niuanse dworskiego życia, książka z pewnością Was zadowoli. Teksty Kamila Janickiego czyta się jak najlepszą beletrystykę i absolutnie nie odczuwa się natłoku informacji, których przecież jest tu bardzo dużo. Dla mnie lektura była świetną okazją do poszerzenia horyzontów i – jak wspomniałam na początku – posłużyła mi za rozszerzenie wiedzy z uczelnianych wykładów. Oby więcej pojawiało się na rynku właśnie takich opowieści – wybierających dla czytelnika ciekawe aspekty naszej rodzimej historii. 


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.

~*~

Jeśli kogoś zainteresowała ta książka, zdradzę w tajemnicy, że już niebawem będzie można ją u nas wygrać. I nie tylko ją! Śledźcie nas uważnie, a na pewno nie przegapicie tego, co dla Was szykujemy. W końcu niebawem tyle Świąt...
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniach "Czytam Opasłe Tomiska" (491 stron) oraz "Grunt to okładka" (listopadowy motyw- wielokrotność)