Gdy po raz pierwszy zetknęłam się z opisem Silosu,
wiedziałam, że muszę po tę książkę sięgnąć – tajemnicza, postapokaliptyczna
opowieść zdawała się idealnie wpasowywać w moje gusta. Przywykłam już do wielu
mankamentów współczesnych dystopii i nauczyłam się przymykać na nie oko, ale
powiem Wam jedno – w przypadku tej książki nie musiałam tego robić. Zapomnijcie
o ckliwych, niedojrzałych bohaterach i romantycznych westchnieniach w łunie nuklearnych
eksplozji. Przed Wami opowieść bardzo obiecująca i zadowalająca.
Silos jest nam znany jako obiekt służący do przechowywania
nadmiaru surowców, na przykład zboża; co jednak, jeśli umieszczono by w nim
ludzi? W dalekiej przyszłości powierzchnia Ziemi jest toksycznym pustkowiem, a
nieliczni ocalali żyją właśnie w silosie, tworząc podziemną społeczność, opartą
na sztywnych i jasno określonych regułach. Największym przewinieniem jest
pragnienie wolności, a karą za nie – wyjście na zewnątrz na pewną śmierć. Jednak czy każdy, kto opuści silos, musi umrzeć?
Żyjąca na najniższych piętrach Juliette już niebawem będzie miała okazję się o
tym przekonać – choć dostrzegła, że jej życie będzie miało ewoluować, nie
spodziewała się, jak wielkie zmiany pociągnie za sobą dla całej społeczności.
Powieść ta jest klasyczną dystopią i w tym zakresie nie odkrywa
przed nami niczego nowego. Mamy tu zamknięte, hermetyczne społeczeństwo, żyjące
według jasno określonych zasad – każdy obywatel ma swoją funkcję, jest
przyporządkowany do danej dziedziny zawodowej, co determinuje piętro, na którym
żyje. Stosuje się politykę kontroli urodzeń, szansa na posiadanie potomka
pojawia się tylko i wyłącznie w przypadku śmierci któregoś z mieszkańców. Nie
ma tutaj co prawda jasnego podziału kastowego, przyznać też trzeba, że ludzie
są sobie względnie równi. Tym niemniej całość zbudowana jest raczej standardowo.
Mimo pewnej przewidywalności bardzo podoba mi się sposób, w
jaki autor podszedł do wykreowanego przez siebie świata. Niejednokrotnie zdarza
mi się narzekać na potraktowane po macoszemu wizje, zbyt skomplikowane nawet
dla samego twórcy, nie wspominając o biednym czytelniku, który dostaje tyle
informacji, co kot napłakał. Tutaj jednak sprawy mają się inaczej. Autor
zgrabnie poradził sobie z odwiecznym dylematem: jak przedstawić świat, by nie
ingerować zbytnio w fabułę i nie przeładować jej informacjami. Sceny związane z
wędrówkami bohaterów w górę i w dół okazały się świetnym nośnikiem wiedzy i
okazją do często niespiesznej i przyjemnej opowieści. W ten sposób czytelnik ma
okazję dobrze i w miarę dokładnie poznać rzeczywistość Silosu i rządzące nim
prawa. Sprawę ułatwia fakt, że większość rzeczy jest tu zwarta i logiczna, jak
to bywa w hermetycznych i zamkniętych społecznościach.
Spójność świata przedstawionego wiąże się z jeszcze jednym
ważnym aspektem, pozwala bowiem czytelnikowi na samodzielne porządkowanie
myśli. Podczas lektury Silosu mózg pracuje na pełnych obrotach, a odbiorca ma
szansę na bieżąco wykorzystywać otrzymywane informacje. A jest co robić, bo
opowieść pełna jest zróżnicowanych wątpliwości i niespodziewanych zwrotów akcji,
a przy tym wszystkim całość wypada szalenie realistycznie. Z początku mamy do
czynienia z zagadką, która w moim przypadku cudownie uruchomiła wyobraźnię –
miałam w głowie całą masę możliwych scenariuszy i zrobiłam przerwę w lekturze,
by móc kilka z nich rozważyć. Później, w okolicach połowy, gdy akcja nabiera
tempa, wiele wątków rozgrywa się jednocześnie i ciężko jest przewidzieć, co
może stać się dalej. Bardzo podoba mi się takie wodzenie czytelnika za nos, tym
bardziej, że trwa ono do samego końca.
Przyjemnością jest składanie tej układanki samodzielnie,
choć przyznać trzeba, że część tej radości została nam brutalnie odebrana. Tak
naprawdę moim zdaniem powieść ma tylko jedną słabą stronę, a jest nią przeplatanie
chronologii. Niestety zdarza się, że obserwujemy pewne kluczowe wydarzenie, a
dopiero później, po magicznej wstawce x czasu wcześniej mamy szansę
prześledzić historię, która doprowadziła akcję do tego właśnie punktu. Jest to
zabieg stosunkowo powszechny, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się dobrze go
odebrać; zazwyczaj czuję się tak jak teraz – jak gdyby ktoś odebrał mi całkiem
przyzwoitą zabawkę, pozbawiając przyjemności.
Owo zniekształcenie nie pojawia się jednak na tyle często,
by miało ważyć na ocenie całości książki. W ostatecznym rozrachunku Silos jest
powieścią dobrą, jeśli nie bardzo dobrą, w odniesieniu do pozostałych,
dostępnych na rynku dystopii. Jeśli poszukujecie książki, która nie rozgrywa
się w infantylnym świecie dzieci i młodzieży, powieści wolnej (póki co) od
ckliwych wątków romansowym, mogę Wam z czystym sumieniem polecić właśnie ten
tekst. Pomysł nie jest może skomplikowany, a świat nie należy do
najdziwniejszych i najbardziej niezwykłych, opowieść gwarantuje jednak dobrze
spędzony czas, wartką akcję i dreszczyk emocji, pozostawiający bardzo pozytywne
wrażenie. Choć na początku miałam pewne opory podczas lektury, po mniej więcej
stu stronach wszystkie znikły, a ja dałam się ponieść historii i właściwie do
samego końca nie odłożyłam książki na dłuższą chwilę. Tekst ma w sobie coś
wciągającego i wprost nie mogę się doczekać drugiego tomu – ufam, że będzie co
najmniej równie dobry.
Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Papierowy Księżyc.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (650 stron).