Grupa protestujących przeciwko obecności obcych wojsk we Włoszech wdziera się na teren rozbudowywanej bazy Dal Molin. Wyraz buntu nie miał jednak standardowego przebiegu: jeden z bojowników natrafił na znajdujący się w jednej z koparek szkielet, o czym jak najszybciej zawiadamia policję. Do sprawy przydzielony zostaje pułkownik Aldo Piola, który dość szybko powiązuje sprawę z wydarzeniami z okresu wojny. W tym samym czasie znika Mia Elston, córka jednego ze stacjonujących w tej bazie oficerów. Choć pewne ślady wskazują na ucieczkę nastolatki, prowadząca śledztwo Katerina Tapo ujawnia coraz więcej faktów przeczących tej tezie. Czy coś łączy dwie, z pozoru nie powiązane ze sobą sprawy?
Tak jak to było w przypadku Bluźnierstwa, Herezja jest swoistym połączeniem kryminału i thrillera. Ponownie mamy do czynienia ze śledztwami policyjnymi, które w toku ich prowadzenia ujawniają istniejący spisek o międzynarodowej skali. Nie wiem jednak, czy to po prostu fakt niedawnego obcowania z poprzednim tomem, czy zamieszczone przez autora wskazówki w tekście, ale w tej części trylogii dużo wcześniej zacząłem się domyślać pewnych aspektów. Oczywiście niektóre rzeczy okazały się być zupełnie inne, niż mi się to wydawało, poza tym w żadnym momencie nie czułem się, jakby autor zdradzał mi zbyt wiele i tym samym psuł dalszą zabawę.
Tym razem Jonathan Holt dużo szybciej postanowił pokazać czytelnikowi powiązania między poszczególnymi wątkami: po kilkunastu rozdziałach (to nie jest dużo, tak jak poprzednio powieść zbudowana jest z małych fragmentów) dwie główne linie fabuły zostają w pewnym stopniu scalone i jednocześnie nabierają większego dynamizmu - zwłaszcza, że wszystko dzieje się w ciągu kilku dni (na nie właśnie, poza rozdziałami, podzielona jest książka). Oprócz tego równolegle oglądamy inne historie (m.in. śledzimy historię Mii, a także obserwujemy pewne wydarzenia w archiwach Watykanu), które także łączą się z główną fabułą. Równomierne przemieszanie tych wątków ponownie pozwoliło nie pogubić się we wszystkim, a także dostrzegać wzajemne powiązania.
Herezja nie jest niestety pozbawiona pewnych wad swojej poprzedniczki. Ponownie pojawiają się wstawki włoskich słów w dialogach, o których wiadomo, że prowadzone są w tym języku. Całe szczęście tym razem było ich mniej niż ostatnio, znowu jednak zostajemy uraczeni licznymi nazwami potraw w języku włoskim wraz ze sposobami ich przygotowania. Jak dla mnie jest to element, który nie pasuje do reszty układanki. Raz jeszcze miałem też wrażenie, że autor stara się pokazać czytelnikowi kraj, który uwielbia, bazując niestety na wielu stereotypach dotyczących Włoch. Poprawieniu uległ aspekt dotyczący zagadnień technicznych i informatycznych, wciąż jednak pojawiło się kilka nie do końca przemyślanych rzeczy.
Nie żałuję czasu spędzonego w Wenecji opisanej piórem Jonathana Holta - zarówno tej prawdziwej, jak i wirtualnej (ponownie Carnivia pojawiła się tylko w niewielkim aspekcie, mam jednak niemałe wrażenie, że w ostatnim tomie trylogii okaże się ona główną osią całej historii). Fabuła została skonstruowana po mistrzowsku, a do tego została silnie osadzona w rzeczywistości - ponownie istotną rolę odgrywają tutaj fakty i wydarzenia historyczne, a także zjawiska społeczne i obecna sytuacja geopolityczna. Niektórzy przyrównują książki Holta do dzieł Dana Browna, moim zdaniem jest to krzywdzące dla autora: cykl Carnivia jest o wiele lepiej skonstruowany, a fabuły jego książek - zdecydowanie cechują się wysoką realnością, do tego pisarz nie wymyśla nie wiadomo jak niesamowitych interpretacji znanych nam faktów. Choć nie pozbawione błędów, książki Jonathana Holta w pełni trafiły w mój gust literacki i mam wrażenie, że spodobają się one wielu osobom.
Na koniec jeszcze niewielka informacja: Herezja jest w pełni samodzielną książką. Jasne, pojawiają się liczne nawiązania do pierwszej części, jednak jej nie znajomość nie uniemożliwi nikomu lektury - wszelkie niezbędne informacje zostały zawarte w tekście. Aczkolwiek ja ze swojej strony zachęcam do uprzedniego sięgnięcia po Bluźnierstwo.
PS: Pisząc tę recenzję zdałem sobie sprawę, że imię porwanej dziewczyny jest skrótem wojskowym oznaczającym “Missed in action”. Przypadek? Nie sądzę. :P
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (426 stron)